• Środa, 15 kwietnia 2026

    imieniny: Anastazji, Wacławy

Z zatrucia Odry musimy wyciągnąć wnioski

Środa, 17 sierpnia 2022 (19:05)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem
z Instytutu Sobieskiego

Jednym z głównych tematów jest dzisiaj temat śniętych ryb w Odrze. Pomijając, co doprowadziło do katastrofy ekologicznej na Odrze – bo to zadanie dla odpowiednich instancji – ważne jest, jak reagowały odpowiednie służby. Czy tu nie było zaniedbań, czy zarządzanie kryzysowe zdało egzamin?

– Zarządzanie kryzysowe jest bardzo istotne
w funkcjonowaniu państwa, bo od tego zależą działania służb w sytuacjach podbramkowych. W mediach wrogich rządzącym oraz w przekazie opozycji: Donalda Tuska, Lewicy, Polski 2050 przewija się informacja, że od trzech tygodni wszyscy wiedzieli i nikt nic nie zrobił. Warto więc przypomnieć sobie, czym jest zarządzanie kryzysowe i jak to działa. Cała istota zarządzania kryzysowego polega na tym, że na każdym szczeblu administracji samorządowej organ wykonawczy jest odpowiedzialny za adekwatne do możliwości i kompetencji zarządzanie kryzysowe. W gminie wiejskiej to będzie wójt, w gminie miejskiej – burmistrz,
w powiecie – starosta, a w miastach na prawach powiatów, w dużych miastach wojewódzkich – prezydent. Na szczeblu wojewódzkim informacje spływają do wojewody, a na szczeblu krajowym trafiają do centrali, gdzie rządzi premier. Cała idea zarządzania kryzysowego polega na tym, że jeżeli ta maszyna, ten mechanizm działa sprawnie, to sygnały z dołu – z gminy czy z miasta – powinny spływać jako informacje niepokojące do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, które działa całodobowo. W miastach wojewódzkich, takich jak np. Wrocław, takim centrum zarządza prezydent, a w powiecie ziemskim – starosta. Informacje z takiego centrum powinny trafiać do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego podległego wojewodzie. I dopiero od wojewody informacje trafiają do Krajowego Centrum Zarządzania Kryzysowego – Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, skąd płyną m.in. alerty itd.

Wygląda to logicznie, a jak w praktyce jest
z tą komunikacją od gminy do centrali?

– Z pozycji doświadczeń administracyjnych wynika, że nie mamy żadnej komunikacji od szczebla najniższego do szczebla najwyższego. Chodzi o to, że aby wojewoda mógł działać, żeby rząd mógł działać, to najpierw muszą spływać informacje. Jeśli nie ma informacji, to siłą rzeczy nie ma też działań. I to jest pierwsza ważna kwestia, którą należy sobie uświadomić. Tymczasem strona opozycyjna, a więc Donald Tusk, Szymon Hołownia, Włodzimierz Czarzasty czy inni podnoszą larum, które dotyczy – ich zdaniem – opieszałości wojewodów i rządu. Wygląda więc na to, że winny jest wojewoda, winny jest premier, rząd – innymi słowy winne jest „państwo PiS” – jak mawia opozycja. Tylko że aby wojewoda mógł zacząć działać, do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego muszą spłynąć informacje.

Dlaczego liderzy opozycji atakują wojewodów, rząd, a milczą o niższych szczeblach?

– To jest sedno całej tej sprawy – mianowicie jest totalna zmowa milczenia na temat tego, co działo i dzieje się na szczeblach powiatowych i gminnych. Dlaczego? Bo dziwnym trafem w powiatach najczęściej rządzi PSL,
a w miastach grodzkich – największych – Koalicja Obywatelska. Jeśli zależy nam na uczciwym, rzetelnym sprawdzeniu, jak wyglądała sytuacja ze śniętymi rybami, to wystarczy, żeby władze wszystkich miast czy gmin, które leżą wzdłuż Odry, przedstawiły swoje kalendarium
i ujawniły korespondencję (gmin i miast) do Powiatowych Centrów Zarządzania Kryzysowego i dalej do Wojewódzkich Centrów Zarządzania Kryzysowego, a te do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. W ten bardzo prosty sposób moglibyśmy poznać przyczynę „choroby” i zobaczyć, czy
i co kto zrobił wobec zagrożenia, a kto nie ruszył palcem. To jest pierwsza rzecz, a druga sprawa dotyczy współpracy przygranicznej i międzynarodowej. I tutaj niestety trafiliśmy na pewną pułapkę prawną. Otóż osobą odpowiedzialną za to, co dzieje się na obszarze województwa, nie jest wojewoda, tylko marszałek województwa. A zatem urząd marszałkowski i marszałek województwa to są władze województwa, a nie wojewoda, który jest przedstawicielem rządu w terenie, który ma sygnalizować o sprawach województwa na szczeblu rządowym i oczywiście reprezentować rząd. Tak się składa, że w prawodawstwie wszelkie porozumienia międzygraniczne – w tym wypadku współpracy polskich województw i niemieckich landów – to jest szczebel, którym zajmuje się samorząd województwa. Marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Polak sama zasiada
w takim gremium, co więcej – zasiada w gremium współpracy polsko-niemieckiej, które zajmuje się m.in. ochroną środowiska. Czyli w tym momencie informacje
o tym, co dzieje się na terenie województwa, to są kompetencje marszałka, a nie wojewody. Na to są specjalne porozumienia międzyregionalne, co więcej – odbywają się nawet specjalne ćwiczenia.

Jednak niewiele się mówi o podziale kompetencji…

– Dlatego ludzie wielu spraw nie znają, nie rozróżniają tych kompetencji, co jeszcze bardziej przybiera na sile po działaniach opozycji i wtórujących jej mediów, gdzie tworzy się nieprawdziwy przekaz, że winny wszystkiemu jest wojewoda i oczywiście premier. Co więcej, istnieje nawet utworzony w 2006 roku specjalny międzynarodowy związek Partnerstwo-Odra skupiający cztery zachodnie województwa Polski oraz cztery wschodnio-niemieckie kraje związkowe, na forum którego poruszane są kwestie rozwoju turystyki, sportu, transportu, ochrony środowiska
i promocji regionów. Zatem naturalną rzeczą jest, że wszystko, co dzieje się złego w sprawie zatrucia Odry, na mocy kompetencji i z mocy prawa należy do samorządu, a nie do rządu. Co więcej, partnerem w rozmowach między wojewodą czy danym ministrem nie jest szef niemieckiego landu, tylko odpowiedni minister Niemiec. Wynika to
z zasady wzajemności, która obowiązuje w sprawach międzynarodowych. Natomiast partnerem dla marszałka województwa jest szef władzy danego landu, a nie minister, który nie spotyka się z marszałkiem, bo to nie jest jego kompetencja. I tak to działa w relacjach współpracy przygranicznej.

Tak czy inaczej, sprawa nie jest zero-
-jedynkowa?

– To prawda, z tym że opozycja mówi tylko to, co jest dla niej wygodne. Natomiast źle, że nie mówi się o tym, co wynika z prawa i obowiązków danej strony.

Z czego to wynika?   

– Przede wszystkim chyba z tego, że u nas się nie rozmawia. Gdyby poszczególne struktury ze sobą rozmawiały, komunikowały się ze sobą, to nie czekalibyśmy trzy tygodnie, ale w ciągu tygodnia byłyby już pierwsze sygnały, że dzieje się coś niepokojącego. Ten przepływ informacji wymusiłby określone działania. Inna sprawa, że mamy środek wakacji, urlopy i urzędnicy, czy to samorządowi czy administracji publicznej, też mają urlopy. I to też należy wziąć pod uwagę. Jak widać, mamy zlepek różnych niesprzyjających czynników, które spowodowały, że decyzyjność i pewne działania są takie, a nie inne.

Skoro poruszamy temat zarządzania kryzysowego różnych szczebli, to sam
z siebie narzuca się temat obrony cywilnej. Jak dzisiaj wygląda obrona cywilna
w regionach?

– To są dwa tematy niechciane, często pomijane i dopiero, kiedy pojawia się problem – jak ten dotyczący Odry – to robi się krzyk i larum. Proszę sobie przypomnieć, że kiedy w lutym wybuchła wojna, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, to nagle wszyscy w swoich miejscowościach zaczęli dopytywać, czy i gdzie są schrony. Tymczasem trzeba powiedzieć, że temat schronów jest w Polsce zaniedbany i co tu dużo mówić – lekceważony. Otóż
w Polsce nie ma schronów, a jeśli już, to są one reliktem PRL-u, zaniedbane, co więcej – jest ich stanowczo za mało w stosunku do potrzeb. Takie są fakty. Dlatego zarówno
z kwestii zatrucia Odry, jak i w temacie schronów, a więc obrony cywilnej – z całej tej sytuacji – musimy wyciągnąć wnioski. Powiedzmy sobie uczciwie, że zarządzanie kryzysowe jest dzisiaj piętą achillesową państwa polskiego, niezależnie od tego, czy chodzi o gminę, powiat czy województwo. Jeżeli w tej formule nie będzie spójnego systemu, nie będzie dialogu i wspólnych działań, i to niezależnie od poglądów politycznych, przynależności partyjnej, to nawet najlepszy premier, najlepszy rząd nic nie zdziała. Każdy premier, każdy minister podejmuje decyzje na podstawie informacji, jakie spływają z dołu
i jeśli ich nie ma, to opozycja i media wchodzą w tę lukę
i mają używanie. Swoją drogą nie dziwi mnie fakt, że premier Morawiecki wychodzi na konferencje prasową
i zdziwiony mówi, że nic nie wie. Patrząc na to, co powiedzieliśmy wcześniej, jak wygląda przekaz, struktura itd., wierzę, że premier mówi prawdę. Jeśli nie działa mechanizm na dole, to trudno oczekiwać reakcji na górze.

Jakie zatem powinny zostać wyciągnięte wnioski, konsekwencje?

– Dotyczy to każdego szczebla. Wojewoda tak naprawdę jest trzecim szczeblem. Zatem ktoś najniżej – na szczeblu miejsko-gminnym, powiatowym, miast wojewódzkich, gdzie przepływa Odra, po prostu nawalił. Trzeba to nazwać po imieniu. Wojewoda też nie jest bez winy. Jak widać, jest to system naczyń połączonych. Jednocześnie mamy chaos kompetencyjny, niekonsekwencję, bo z jednej strony województwem rządzi marszałek, a z drugiej zarządzanie kryzysowe jest w kompetencji wojewody. Nazwałbym to kolizją prawną i według mnie to wymaga naprawienia, aby na przyszłość uniknąć podobnych problemów. Jak widać, świat, sytuacje nie są zero-jedynkowe, dlatego jeśli opozycja na czele z Donaldem Tuskiem narzeka
i podejmuje krytykę, to powinna mówić pełnym zdaniem. Również strona rządowa nabrała dzisiaj wody w usta i boi się wymawiać słowo „samorządowiec”, aby nie był to przyczynek do kolejnej odsłony wojny polsko-polskiej. Tymczasem tu nie chodzi o wojnę, ale o to, żeby mówić
o faktach, a te są takie, jak powiedzieliśmy wcześniej.

Pomijając drabinkę kompetencyjną, czemu – Pana zdaniem – mają służyć sianie niepokoju i próby wywoływania paniki przez ekipę Tuska i marszałek Polak?

– Mamy wakacje, sezon ogórkowy i opozycja szuka tematu żeby zaistnieć, a przy okazji dołożyć rządowi. W tym momencie zatrucie Odry staje się wygodnym tematem do ogrywania rządu, a tragiczny przekaz i niesprawdzone informacje mają stworzyć niepokój, straszyć, przerazić
i otumaniać. Wszyscy wiemy, jak jest, ale poprzez niedomówienia, strach, panikę, kłamstwa łatwo ukręcić bicz przeciw rządzącym. Mam wrażenie, że fantazja poniosła Donalda Tuska i polityków opozycji, którzy już
w pierwszych dniach wydali wyroki. Temat cukru już się ograł, więc szukając przesilenia, opozycja poszła dalej
i wydała wyrok, że to rtęć wytruła ryby w Odrze. Jak widać, ta teoria okazała się nieprawdziwa.

           Dziękuję za rozmowę.                  

Mariusz Kamieniecki