Chińczycy będą musieli odpuścić
Czwartek, 4 sierpnia 2022 (11:22)Rozmowa z dr. hab. n. prawnych Grzegorzem Górskim, prof. Toruńskiej Szkoły Wyższej – Kolegium Jagiellońskiego, w latach 2011-2014 sędzią Trybunału Stanu
Panie Profesorze, jakie jest znaczenie wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych Nancy Pelosi na Tajwanie?
– Niezależnie od wszelkich formalnych enuncjacji
i tłumaczeń jedno jest pewne: jest to demonstracyjne wsparcie Stanów Zjednoczonych dla Tajwanu, który od kilkunastu miesięcy funkcjonuje w stanie swoistego oczekiwania na agresywne działania ze strony Chińskiej Republiki Ludowej. To również podjęcie wyzwania rzuconego Ameryce przez przewodniczącego Xi Jinpinga, który od 4-5 lat w sposób otwarty prowadzi politykę zniwelowania dotychczasowego miejsca Stanów Zjednoczonych na świecie. To wreszcie demonstracja siły Ameryki, która niewątpliwie może czuć się dzisiaj o wiele pewniej po rosyjskim blamażu na Ukrainie. W sumie jest to ciężki cios wyprowadzony w trudnym dla Xi Jinpinga momencie. Zbliżają się bowiem dni rozliczenia jego kadencji przed Zgromadzeniem, a tu klęska goni klęskę. Kraj jest pogrążony w covidowym chaosie, gospodarka jest w ciężkiej zadyszce, kraj cierpi na wielkie problemy energetyczne, rynki finansowe są sparaliżowane strachem po katastrofie sektora deweloperskiego, „wzrost” gospodarczy pierwszy raz od czasów Deng Xiaopinga oscyluje faktycznie na poziomie depresyjnym. Do tego klęska wizerunkowa ukazująca bezsilność wobec Tajwanu – to wszystko sprawia, że Xi Jinping może mieć problemy z przetrwaniem na stanowisku przewodniczącego.
Pekin w wizycie trzeciej osoby Ameryki widzi poważną prowokację, a chińskie MSZ oświadczyło, że nie pozwoli na „secesję”
i niepodległość Tajwanu. Otwarty konflikt jest realny?
– Ten konflikt, przez niektórych nazywany już III wojną światową – z czym się zgadzam – trwa de facto od jakichś czterech lat. Toczy się bardzo brutalna walka
w cyberprzestrzeni, Chińczycy atakują Stany Zjednoczone na ich terenie poprzez uderzanie w rynki finansowe, przejmowanie nieruchomości, penetrują Amerykę systemami szpiegowskimi niemal z każdej strony (np. poprzez szpiegowskie wyposażenie paneli fotowoltaicznych, których są niemal monopolistycznymi producentami), kradną na potęgę własność intelektualną, korumpują na masową skalę kongresmenów, senatorów, urzędników federalnych i stanowych oraz elity biznesowe. Za prezydentury Donalda Trumpa wojna była bardziej widoczna, bo przybrała format wojny handlowej.
No i dodajmy trwającą konfrontację w przestrzeni kosmicznej. Tam też jest dynamicznie. Joe Biden i na tym froncie próbował na początku złagodzić napięcia,
co w świetle jego i jego rodziny powiązań z Chińczykami było oczywiste. Ale tak jak w przypadku Rosji, deep state wymusił zmianę nastawienia i teraz mamy fazę amerykańskiej kontrofensywy.
Biały Dom jest świadom konsekwencji zaogniania sytuacji, czy to celowe działanie?
– Amerykanie mają świadomość, że gdyby nie rosyjski blamaż na Ukrainie, to Tajwan byłby obiektem chińskiego ataku. Każdy, kto obserwował wydarzenia po upadku Kabulu, ma świadomość, że Rosjanie i Chińczycy przygotowali wspólną akcję przebudowy układu sił na świecie, a spektakularne rzucenie Ukrainy na kolana miało być sygnałem do działań chińskich. To nie Amerykanie są tu prowokatorami, tylko oś Pekin – Moskwa dąży, a mówi przecież o tym otwartym tekstem, do zmiany układu sił na świecie. Kompromitacja rosyjskich zdolności militarnych była dla Pekinu szokiem, z którego ciężko ciągle wychodzi. Chińczycy nie byli przygotowani na ten wariant rozwoju wydarzeń oraz na taką kompromitację Moskwy i są
w impasie. Amerykanie to wyczuli i kontratakują, i nie tylko w sprawie Tajwanu, ale wspierając odbudowę potencjału militarnego Japonii, tworząc AUKUS – sojusz Stanów Zjednoczonych, Australii i Wielkiej Brytanii nastawiony na współpracę obronną w regionie Indo-
-Pacyfiku, aktywizując antychińsko Azję Południowo-
-Wschodnią, wspierając militarnie Indie. To szersza gra,
ale widać wyraźnie, że po okresie głębokiej defensywy Amerykanie odzyskali inicjatywę.
Jak mogą się zakończyć przesilenie
i walka o wpływy między Pekinem
a Waszyngtonem?
– Chińczycy będą musieli odpuścić. Mają zbyt wiele do stracenia. Ich gospodarka musi żyć z wymiany handlowej
z Zachodem, bo gdzie upchną swoją produkcję? Rynek wewnętrzny jest zduszony problemami finansowymi i nie jest w stanie wchłonąć nadmiaru dóbr produkowanych
w Chinach. Rosja tego również nie wchłonie, więc bilans jest prosty. Natomiast bez eksportu do Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej Chiny nie przetrwają. Muszą zaakceptować przynajmniej status quo i dobrze, jeśli zdołają to osiągnąć. Powetują to sobie kosztem Rosji, zwłaszcza w Azji Środkowej. Widać to wyraźnie po tym,
jak konsekwentnie przejmują wpływy w Kazachstanie
i sąsiednich republikach. Będą wypłukiwać wpływy rosyjskie, bo Rosjanie są w takiej sytuacji, że nic nie mogą z tym zrobić. Ich nie stać na podskakiwanie Pekinowi.
Więc Chińczycy będą się żywić w tej przestrzeni. Czy to wystarczy Xi Jinpingowi, żeby przetrwać na stanowisku? Być może.
Czy Stany Zjednoczone stać na otwieranie kilku pól konfliktu: Ukraina i starcie pośrednie z Rosją, Tajwan i konflikt
z Chinami, niespokojnie jest też na linii Waszyngton – Teheran, który kontynuuje działania mające na celu wzbogacanie uranu?
– Ten konflikt – jak wskazałem – i tak trwa od lat. Chińczycy nie pójdą na żadną konfrontację militarną,
bo mają na to za dużo rozumu. Oni widzą, jak armia rosyjska „radzi sobie” z wcale nie najnowocześniejszym sprzętem udostępnianym Ukraińcom przez Zachód. Rosyjski „nowoczesny sprzęt” jest po prostu złomem. Chińczycy funkcjonują na bazie właśnie tego złomu i ich uzbrojenie jest jeszcze gorsze od Rosjan. Oni wierzyli w te filmiki promocyjne Władimira Putina o potędze rosyjskiej armii i sądzili, że to rzeczywistość. Teraz jednak zobaczyli, ile to jest warte, i wyciągają z tego wnioski. Do Tajwanu nie dopłynąłby zapewne żaden chiński okręt i nie doleciałby żaden chiński samolot. Oni to wiedzą, stąd muszą zmienić nawet już nie taktykę, ale całą strategię.
Na czym opiera się, o ile jest, sojusz Rosji
z Chinami i jak poważne jest to zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i w ogóle dla świata Zachodu?
– Dla Rosji jest to jedyna szansa przetrwania, a dla Chin jest to narzędzie podporządkowania sobie Rosji. Wobec oczywistej słabości militarnej Rosji będą z tego narzędzia korzystać jeszcze intensywniej. Robią to właśnie na naszych oczach w Kazachstanie czy Uzbekistanie.
Niedobrze dzieje się też w „bałkańskim tyglu”. Jakie są cele Rosji, czy Putin może stać za konfliktem Serbii z Kosowem i co może na tym zyskać?
– Już po fiasku pierwszej fazy ofensywy Rosjan wskazywałem, że będą oni musieli podjąć próbę rozszerzenia konfliktu na inne obszary. Dla Rosji jest
to jedyny ratunek – wzniecić napięcia w Europie, na Kaukazie, na Bliskim Wschodzie czy w Afryce – według zasady: im więcej, tym lepiej. I wtedy będą mogli zaproponować pakietowe uspokojenie sytuacji. W tej konstrukcji wszędzie można coś ugrać.
Serbia jako sojusznik Rosji już w kwietniu kupowała broń od Chin, w tym system obrony powietrznej.
– Serbia w każdej sytuacji, kiedy pojawią się takie możliwości, będzie chciała odzyskać Kosowo. Tylko ktoś, kto nie zna tego narodu, może myśleć życzeniowo.
Jeśli Serbia chce się stać członkiem Unii Europejskiej, to kupowanie broni od Chin czy Rosji na pewno tego procesu nie przyspieszy.
– Serbowie mają świadomość, że ich akcesja do Unii Europejskiej to jest mniej więcej perspektywa turecka. Chyba tylko Donald Tusk wierzy w to, że Serbia będzie
w Unii Europejskiej w dającej się przewidzieć perspektywie. Osobiście tych złudzeń nie mam i na ile znam stosunki w tym rejonie, to Chorwaci i Słoweńcy zrobią wszystko, żeby Serbii w Unii Europejskiej nie było.
Swoją drogą, w jakim świetle stawia to Unię Europejską – Brukselę, której polityka prowadzona na rzecz procesu pokojowego na Bałkanach nie przynosi rezultatów?
– Odpowiem pytaniem: a gdzie Bruksela w ostatnim ćwierćwieczu osiągnęła sukces? Sukcesy może odnosili Niemcy, wykorzystując Unię Europejską, ale Unia jako taka kroczy od porażki do porażki. Takim punktem zwrotnym
był Amsterdam – od tego wszystko się zaczęło.
Po Amsterdamie mamy tylko polerowanie coraz bardziej rozkładającej się rzeczywistości. Skorzystał na tym największy pasożyt Unii Europejskiej, czyli Niemcy, którzy wyssali z niej wszelkie żywotne soki, i teraz jest czas, kiedy nie ma już czego ssać i na czym żerować. I widać wyraźnie, że ten pasożyt ma świadomość, iż nie przetrwa,
i szuka nowych ofiar, by kontynuować swoją dotychczasową praktykę. My jesteśmy tu celem numer jeden.