• Środa, 15 kwietnia 2026

    imieniny: Anastazji, Wacławy

Przestrogi dla Polaków

Czwartek, 28 lipca 2022 (10:45)

Dziś przypada 210. rocznica urodzin Józefa Ignacego Kraszewskiego.

„Nigdy tego nadto, nigdy dość powtarzać nie można, iż słabość nasza płynie z demoralizacji jednostek, z osłabienia węzłów łączących familię, ten najpierwszy zaród, bez którego zdrowej społeczności być nie może” – przestrzegał Józef Ignacy Kraszewski przed ponad 150 laty. „Powoli tracimy z oczu ideę narodową, tę świętą chorągiew
z Bogarodzicą, która nawet po maciejowickiej [klęsce], widoma tylko naszym oczom – ponad całą polską ziemią. Któż odbuduje ojczyznę, jeśli ona w sercach naszych poszarpana będzie na kawałki? Jeśli my porzucamy z siebie najświętsze dawniej obowiązki dla interesów i interesików chwilowych – jeśli zgorszymy samolubstwem i niewiarą dzieci nasze, któż w przyszłych pokoleniach ten święty ogień rozpali?” – pytał będący u szczytu sławy pisarz, gdy zagrożony zesłaniem na Syberię po wybuchu Powstania Styczniowego, od kilku lat mieszkał w Dreźnie.

Dobrze rozpoznał polski charakter, zauważając, że „gdy gdzieniegdzie żywot łatwiejszy, znośniejszy, działanie rządów nie tak okrutne i bolesne – skutki przecież moralne daleko zgubniejsze, życie jakimiś niestrzeżonymi szczelinami wycieka, energia uchodzi, zobojętnienie się zwiększa”. Sam, lękając się swych słów, gorzko pytał,
czy „na zgasły i gasnący gdzieniegdzie patriotyzm polski
– moskiewski ucisk byłby najlepszym lekarstwem”.

„Dopóki po polsku”

Podczas imponującego jubileuszu Kraszewskiego
– w 50-lecie pracy twórczej w 1879 roku – do Krakowa zjechali Polacy ze wszystkich zaborów, z Petersburga
i Chicago, i z całej niemal Europy, a nawet dalekiej Australii. Nikt dotąd ani za życia, ani po śmierci nie doczekał podobnych hołdów – ani Tadeusz Kościuszko, Józef Poniatowski, Adam Mickiewicz czy Adam Czartoryski; żaden z mężów stanu, polityk, artysta. Przypadły one Kraszewskiemu. „Narodowi bowiem nie idzie obecnie
o choćby najświetniejszą przeszłość, jemu idzie
o teraźniejszość, on chce życia, a czuje, że ono skupia się w mowie polskiej i piśmie polskim. Instynkt nie myli narodu; dopóty żyć będziemy, dopóki mówić i pisać będziemy po polsku i dopóty będziemy nierozerwalnie duchowo zjednoczeni” – tłumaczył fenomen popularności Kraszewskiego redaktor „Czasu”. Jubileusz był hołdem nie tylko dla „najpracowitszego” żyjącego pisarza, ale także dla wszystkich oddanych pisaniu w języku polskim, gdyż „w wielu punktach ziemi polskiej jedyne życie polskie,
a któremu niewątpliwe zawdzięczamy, że pomimo niezliczonych burz i klęsk jesteśmy narodem”. Uroczystości jubileuszowe w kraju i na emigracji, trwające dwa lata, jednoczyły Polaków pozbawionych niepodległego państwa
– wokół polskiej historii, kultury i języka.

„Wiara w żywotność naszą”

Dzisiaj Kraszewski – spoczywający w Krypcie Zasłużonych na Skałce w Krakowie – postrzegany jest co najwyżej jako autor „Starej baśni”, jeszcze „Brühla” czy „Hrabiny Cosel”. Nikt dotąd nie pobił go jednak w literackiej płodności
– pozostawił 232 powieści w 400 tomach. Jego utwory zajęły łącznie około tysiąca tomów, a artykuły
i korespondencje liczą kolejne dziesiątki tysięcy stron. Powieści historyczne, oparte na solidnych źródłach
i napisane w przystępnej formie, kształtowały przez wiele pokoleń w umysłach Polaków obraz dawnej Polski.

Kraszewski był człowiekiem instytucją. Nie tylko pisał,
ale też komponował – autorem muzyki do jego poematu
o pradziejach Litwy był Stanisław Moniuszko; zajmował się grafiką, malował, rysował. Pasjonował się historią, sam gromadził zabytki archeologii słowiańskiej, apelował
o gromadzenie wykopalisk, jako wysłannik Akademii Umiejętności uczestniczył w międzynarodowym kongresie archeologów w Bolonii. Z powodów politycznych nie zezwolono mu na objęcie katedr języka polskiego
w Kijowie, Krakowie i Warszawie.

„Pod prawem Chrystusowym”

Jego powieści historyczne i obyczajowe obejmują różne epoki i stany; pisał gawędy i nowele, bajki dla dzieci,
a nawet pierwsze polskie kryminały. Kreował mody
i literackie kierunki. „Co mnie na drogę pracy popchnęło, co na niej utrzymało, wytłumaczyć nie umiem. To pewna, że nie marna żądza sławy, ani nagrody, bom się pierwszej nie mógł spodziewać, drugiej nigdy nie czułem się godnym. Bodźcem była miłość tej ojczyzny, której losy
w dziecinnemu sercu tkwiły już raną, do dziś nie zagojoną. Miłość ta boleścią była, szły z sobą tak połączone, że ich nic rozerwać nie mogło, ale im towarzyszyła nadzieja
i wiara głęboka, że narody pod prawem Chrystusowym
nie giną i nie umierają, że naród nasz pozbawiony niepodległości, zniknąwszy jako państwo, jako naród istnieć ma prawo, obowiązek i istnieć będzie, dopóki sam żywota się nie wyrzecze. Tę wiarę w żywotność naszą podtrzymywało samo wpatrzenie się w historię” – pisał.

„Wiek XIX na nim studiować”

Józef Ignacy Kraszewski urodził się w Warszawie 28 lipca 1812 roku. Jego matka, Zofia z Malskich, pochodziła
z Romanowa, gdzie Ignacy spędził dzieciństwo. Obecnie
w romanowskim dworze znajduje się jego muzeum.
Tam – dzięki dziadkom Annie i Błażejowi Malskim
– zainteresował się literaturą. Uczył się w Akademii Bialskiej w Białej Podlaskiej, Lublinie i Swisłoczy. Studiował w Wilnie. Zaangażował się w patriotyczną konspirację
i wzywał do przyłączenia się do Powstania Listopadowego. Aresztowany, półtora roku spędził w więzieniu. W Wilnie też debiutował „Biografią sokalskiego organisty”, tam rozpoczął wydawanie „Athenaeum. Pisma Poświęconego Historii, Literaturze, Sztukom, Krytyce itd.”. Gdy starał się w Petersburgu o zgodę na jego druk, władze odmówiły, godząc się jedynie na pismo niemające cech aktualności. Każdy więc nowy numer Kraszewski publikował jako kolejny tom i tak przez 11 lat wydawał je co dwa miesiące, razem 66 numerów. W pierwszym, wspominając Białą Podlaską, notował: „Ach! W tej to Białej przebyłem ja moje młode lata, w niej się moja dusza otworzyła na świat, tu poczułem po raz pierwszy chętkę do pisania i raz pierwszy wziąłem pióro w rękę! Widzicie teraz dlaczego tak kocham Białą i szanuję jej wspomnienie”.

Gdy niespełna dziesięć lat później, w 1860 roku, opuszczał Żytomierz, by przenieść się do Warszawy, był już znanym autorem ponad 130 powieści. Nie miał jednak złudzeń co do losów jego spuścizny po śmierci: „Dokonałem swego,
a teraz rzucą w kąt jak rzecz niepotrzebną”.

„Już nocnej lampy nie zgasi”

Henryk Rzewuski, prekursor polskiej powieści historycznej, zachwycał się jego „Bladą dziewczyną spod Ostrej Bramy”: „Jeden z najwdzięczniejszych romansów, jaki zdarzyło mi się w jakimkolwiek języku czytać […]. Powieść zaczyna się i kończy na jednej ulicy Wilna pod okiem i wielmożną opieką Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej, a w tak małych ramach zawarto tyle interesu, tyle najgłębszego uczucia, że kto dwie pierwsze kartki przeczytał, już zapomni o swoich dziennych zajęciach i nocnej lampy nie zgasi, aż do końca”. Stefan Żeromski pisał o Kraszewskim: „Przecież to dzisiejszy Mickiewicz narodu”, a Maria Konopnicka wyznawała: „Mistrzu, my z ciebie”. Znany krytyk literacki Wilhelm Feldman stwierdził: „Niezmiernie wrażliwy, odbija w swych utworach kolejno wszystkie górujące motywy literackie swego czasu; cały wiek XIX można na Kraszewskim studiować”.

„Czyta wszystko, wie o wszystkim”

Imponująca była mnogość jego zajęć. Był właścicielem ziemskim, kuratorem gimnazjum, dyrektorem teatru, pisarzem, dziennikarzem, historykiem, archeologiem, kolekcjonerem, malarzem, muzykiem, właścicielem drukarni. Pisał błyskawicznie. Jego młodzieńcza powieść „Poeta i świat”, licząca 250 stron, powstała w dziewięć dni. Tak też szybko żył, jego pasją było dziennikarstwo. W 1860 roku wyjechał za granicę, aby organizować sieć korespondentów w stolicach europejskich. Odwiedził Wrocław, Berlin, Paryż, Londyn, Marsylię, San Remo, Genuę, Turyn, Brukselę, wysyłając z drogi 66 korespondencji natychmiast drukowanych w Warszawie. Pisał bez przerwy i w każdych warunkach, miał fenomenalną pamięć. W Dreźnie – gdzie zamieszkał
– „codziennie posyła do głównej agencji wiadomości naukowych i dziennikarskich w Paryżu najświeższe wieści
o pracach i życiu publicznym na niemieckiej ziemi. Czyta wszystko, wie o wszystkim; nie opuszcza nawet inseratów. Trudno mu udzielić jakiejś nowej wiadomości, chociażby błahej, nic nie znaczącej, o której by już nie czytał”
– zapamiętał Stefan Buszczyński.

Tej aktywności nie ograniczyły choroby, które doskwierały mu przez całe życie: reumatyzm, astma, stałe przeziębienia i żołądkowe bóle. „W wieku lat 65 jest Kraszewski jednocześnie współpracownikiem
16 periodycznych pism polskich, kieruje wydawnictwem kilku dzieł zbiorowych, otrzymuje 36 rozlicznych pism periodycznych, przegląda wszystkie ważniejsze dzieła wychodzące u obcych, śledzi postęp w każdej drodze, ogłasza sprawozdania o wszelkich płodach literatury powszechnej i sztuki, pisze rozbiory znakomitszych utworów, prowadzi korespondencje z wielu uczonymi Europy”.

„Dziecko piszczy, mama brzydnie”

Dużą popularnością cieszyła się jego publicystyka
– „Rachunki” – wydawane pod pseudonimem „Bolesławita”. Mniej znane niż powieści są kapitalnym źródłem epoki. Kraszewski dostrzegał rewolucyjne zmiany, które infekowały Naród Polski: „Dawniej, każda kobieta pragnęła kolebki, uśmiechu dziecięcia, który ją otaczał aureolą szczęścia nowego, odziewał purpurą macierzyństwa…
dziś nadzieja zostania matką jest dla mężatki postrachem. Tańcować nie można, a potem – nudź się z mamkami, niańkami, bonami, guwernantkami, lekcjami… dziecko piszczy, mama brzydnie i starzeje… lepiej więc zachować na dłużej siebie ładną, spokojną i wyrzec się pociechy dziecięcia… A jak to rozsądnie – ale jak to nie po kobiecemu… Niewiasta zapragnęła być człowiekiem
– mężczyźnie równym, abdykowała anielstwo swe, ażeby zapalić cygaretę, siąść na koń i móc grać preferansa…
Jest dziś człowieczycą…, ale kobietą już nie jest… i patrząc na nią, nikomu anioł na myśl nie przychodzi” – pisał
w 1868 roku.

„Ludzie zarozumiałością niedorównani”

Bezlitośnie rozprawiał się z polskimi słabościami: „Wszelka powaga i karność ustały, że każdy się kieruje, jak chce
i jak go fantazja prowadzi. Jednym z symptomów najciekawszych tego stanu dezorganizacji jest, że wodzów nam zabito, żeśmy się pozostałych zaparli, że naród nie ma głów widomych, powag uznanych, nie ma wcielonej idei swej i przewodnika. Natomiast mamy tysiące wielkich ludzi, a wiadomo, że ludzie wielcy kierować sobą nie dają
i iść pod rozkazy niczyje nie chcą”. Wśród nich niemało „krytyków felietonowych wierzących w genialne swe natchnienie: – jesteśmy pożerani przez wielkich ludzi… Społeczność się składa z samych generałów aspirujących do szlifów generalskich, a brak nam – żołnierzy… Zarozumiałość i samopaśność jest cechą wieku może,
ale z pewnością stygmatem naszej nieszczęśliwej społeczności; jej chorobą […]. Ciekawe zaprawdę studium stworzyć by można, badając maluczkich bardzo w istocie, ale zarozumiałością niedorównanych”.

„Uciskowi wszelkiemu oprzeć się można”

Tłumaczył, że nie można wszystkich win zaborcom przypisywać, gdyż „Naród, który ma świadomość swego położenia, wiedzę niebezpieczeństw otaczających, broni się i czuwa, myśmy często opuścili ręce, zdali się na losy
i posiłkowali oprawcom… myśmy zasklepieni, środki przeciw nam przedsiębrane, dla świętego spokoju, uznawali niemal uprawnionymi. Jedna połowa narodu obracała się przeciwko drugiej, opierając się na nieprzyjacielu”.

Przekonywał, że „uciskowi wszelkiemu oprzeć się można, gdy siła w duszy niewyszczerbioną leży; – tej nam nikt wydrzeć nie jest zdolnym, jeśli my sami onej potęgi nie abdykujemy dla prywaty, dla słabości, dla próżności, przez znękanie”. Cytował Zygmunta Krasińskiego: „Mówią nam dzieje wszystkich uciśnionych ludów, że naród tylko
z własnej ręki ginie. Mordercą zawsze jest on sam, on sam jest najczynniejszym sprzymierzeńcem kata. […] To jest
w tej chwili z nami; my chcemy ginąć i gniewamy się,
gdy kto nam do tego przeszkadza… Lekarz staje się nieprzyjacielem; proroków kamienujemy, aby ich głosu
nie słyszeć”.

„W wierze ojców dotrwam”

Podczas audiencji u Piusa IX Ojciec Święty napomniał
go, zarzucając mu obecność niemoralnych treści w jego powieściach, co Kraszewski przyjął jako intrygę osób,
które w taki sposób przedstawiły wymowę jego twórczości. O swoim stosunku do Kościoła powiedział, że „jego dzieckiem nigdy być nie przestał i w wierze ojców swoich, w której się urodził, dotrwa do końca”.

Był u szczytu sławy, we Lwowie fundował i kierował Macierzą Polską, a w Wiedniu jako prezes honorowy Międzynarodowego Stowarzyszenia Literackiego
i Artystycznego uczestniczył w Międzynarodowym Kongresie Literackim, gdy został aresztowany przez pruską policję i skazany na 3,5 roku przed Najwyższym Trybunałem Rzeszy w Lipsku za działalność wywiadowczą na rzecz Francji. Z powodu choroby płuc został zwolniony po roku i dwa lata później, w 1887 roku, zmarł w Genewie. Spoczął w Krakowie, żegnany przez około 25 tysięcy uczestników pogrzebu. Złożony został w Krypcie Zasłużonych na Skałce.

Dr Jarosław Szarek IPN