Niemcy wzywają państwa narodowe do kapitulacji
Sobota, 23 lipca 2022 (16:20)Rozmowa z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem
Kanclerz Scholz, który w porównaniu z Angelą Merkel wydawał się politykiem bardziej umiarkowanym, w swojej retoryce dotyczącej władztwa niemieckiego idzie chyba jeszcze dalej od swojej poprzedniczki i w artykule opublikowanym w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdza, że Niemcy są gotowe przejąć odpowiedzialność za Europę i świat. Jak Pan odczytuje te słowa?
– Deklaracja kanclerza Olafa Scholza, że Niemcy są gotowe przejąć odpowiedzialność za Europę i de facto przywództwo w Unii Europejskiej, oraz apel, aby wszystkie państwa członkowskie przezwyciężyły – jak to wyraził – „narodowe egoizmy”, przy równoczesnym podkreśleniu potrzeby jedności w Unii, to nic innego jak wezwanie państw narodowych do dobrowolnej kapitulacji na rzecz integracji europejskiej. Scenariusz tej integracji kreślą głównie Niemcy. Wszelkie plany, zapowiedzi integracji, a de facto federalizacji Unii Europejskiej bardzo często są w sposób mniej lub bardziej jasny przedstawiane czy to w niemieckich mediach, czy to przez polityków, po czym stają się rzeczywistością. Zatem Niemcy uważają, że liczy się tylko Europa, a nie własny naród i państwo, i to Europa powinna być odniesieniem dla wszystkich krajów zrzeszonych w Unii Europejskiej.
Europa, w której Berlin będzie odgrywał pierwsze skrzypce?
– Dokładnie tak – Europa, w której Niemcy wyznaczą sobie rolę przywódczą.
Widać, że Niemcy nawet nie kryją jaki jest ich cel, co więcej Bruksela aktywnie wspomaga Berlin w tym dążeniu?
– Bruksela wspiera Berlin, dlatego że jej cele dotyczące federalizacji, a więc pozbawienie suwerenności państw członkowskich, są tożsame z planami Niemiec. Berlin, Bruksela i Paryż mają dominować, stąd też wspólne działania na tym polu. Ponadto wielu polityków pełniących kierownicze funkcje w różnych organach Unii Europejskiej – to są Niemcy. Wystarczy tylko wspomnieć znaczenie na polu unijnym Europejskiej Partii Ludowej – największej frakcji w Parlamencie Europejskim, czy Komisji Europejskiej, której przewodzi Niemka Ursula von der Leyen, a wielu innych polityków niemieckich pełni tam ważne funkcje.
Jak ten unijny konglomerat i te plany federalizacyjne mają się do założeń Adenauera czy Shumana, według których Unia Europejska miała być wspólnotą gospodarczą? Obecnie Niemcy już oficjalnie mówią o integracji politycznej i budowie superpaństwa europejskiego…
– Unia Europejska – według ojców założycieli – w istocie miała być przede wszystkim wspólnotą gospodarczą, także wspólnotą pewnych wartości – wartości chrześcijańskich. Natomiast trzeba by też spojrzeć bardziej realistycznie również na działalność kanclerza Niemiec Konrada Adenauera, który jest jednym z architektów Unii Europejskiej. Jest pytanie, na ile był on zwolennikiem integracji europejskiej. Przede wszystkim chodziło tam o porozumienie z Francją – i to miał być fundament Unii, który w tej chwili się realizuje, tyle że w innych odniesieniach ideowych. Z drugiej strony trzeba też powiedzieć, że Adenauer niewątpliwie doprowadził do niemieckiego cudu gospodarczego i ta integracja europejska służyła również, a może przede wszystkim, Niemcom. Nie zapominajmy też, że Konrad Adenauer nigdy nie uznał zachodniej granicy Polski wzdłuż rzek Odry i Nysy Łużyckiej. Co więcej, publicznie opowiadał się przeciwko przyznaniu Polsce Ziem Odzyskanych na wschód od wspomnianych rzek, a przesiedlenie ludności niemieckiej z Polski nazwał „wypędzeniem”. Zatem w tej polityce niemieckiej, czego przykładem jest także Konrad Adenauer, te elementy federalistyczne są jednak powiązane z realizacją egoizmu, czy wręcz nacjonalizmu niemieckiego. Oczywiście, Adenauer w czasach, kiedy rządził, nie mógł w sposób bardziej wyrazisty głosić tych właśnie poglądów, ale jeśli chodzi o Polskę, ale można też podać inne przykłady, które pokazują, że ta polityka niemiecka przez dziesięciolecia była, jest konsekwentna i stała w swoich odniesieniach. To jest właśnie polityka egoizmu – egoizmu niemieckiego względem innych państw.
Można zatem powiedzieć, że czego nie zrobił Adenauer, to robią współcześni politycy niemieccy – Merkel i Scholz?
– Tak. Myślę, że Olaf Scholz idzie nawet dalej, dlatego że zmienia się też sytuacja geopolityczna. Proces federalizacji uległ znacznemu przyspieszeniu, ale można domniemywać, że gdyby Angela Merkel nadal sprawowała urząd kanclerza Niemiec, to jej polityka nie różniłaby się od polityki i wypowiedzi Olafa Scholza.
Czy takie dążenia Niemiec nie spowodują rozbicia Unii? Nie jest przecież tajemnicą, że takie kraje, jak Polska, nie zgodzą się na federalizację…
– W artykule opublikowanym w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Scholz wyraźnie stwierdził, że należy „skończyć z egoistycznym blokowaniem europejskich decyzji przez pojedyncze państwa członkowskie”. Te słowa są potwierdzeniem, że Niemcy zdają sobie doskonale sprawę, że takie kraje, jak Polska, nie będą się godziły na plany federalistyczne i na dominację Berlina. Co by jednak mówić – Polska, owszem, dzisiaj się nie godzi, ale gdyby nastąpiła zmiana władzy i układu politycznego u nas, to te procesy federalistyczne i ta polityka wspierania dążeń Berlina byłyby realizowane przez takie ugrupowania, jak Platforma, Lewica czy Polska 2050, i to w całej rozciągłości. Słowa kanclerza Niemiec potwierdzają też, że będzie on dążył do wyłączenia możliwości zastosowania weta przez poszczególne kraje, do stosowania wobec nich szantażu, np. finansowego – jak to ma miejsce wobec Polski w związku z zamrażaniem środków z „Krajowego planu odbudowy”. To może oznaczać próbę przeprowadzenia rewizji traktatów europejskich i wprowadzenia na forum Rady Europejskiej głosowania zgodnie z zasadą większościową. Myślę, że najbliższym, głównym zadaniem federalistów niemieckich i francuskich, czy w ogóle europejskich, będzie odejście od zasady możliwości użycia weta i de facto spacyfikowanie przeciwników federalizacji Unii Europejskiej, takich jak Polska czy Węgry.
To ma być działanie wyprzedzające dla ewentualnego polskiego niegodzenia się na nierówne traktowanie państw chociażby poprzez wstrzymywanie wypłaty środków unijnych?
– Dokładnie tak. Co więcej, będzie to robione w imię tzw. jedności europejskiej, w imię rzekomo wspólnych celów, w imię „solidarności europejskiej”, której Niemcy czy Francuzi sami nie przestrzegają, i czego przykłady można by mnożyć. To z jednej strony pokazuje hipokryzję Berlina i Brukseli, ale z drugiej pewnie w ten właśnie sposób te ośrodki będą próbowały złamać możliwość zastosowania weta. Oczywiście, obecnie na gruncie prawa europejskiego nie ma takich możliwości, ale wiemy przecież, że Unię stać na różne zagrywki. Wiemy, że Unia stosowała już rozmaite pozatraktatowe działania i tutaj pewnie wymyślą jakieś rozwiązania, żeby wyjść na swoje. Zapewne zostanie uruchomiony Parlament Europejski z jakąś rezolucją; do gry wejdzie też Komisja Europejska, a więc jakiś sposób, żeby pokazać dominację znajdą. Jednak jeśli to się nie uda, to zapewne będzie podjęta – zresztą politycy unijni wcale tego nie ukrywają – próba rewizji traktatów właśnie zmierzająca w kierunku wyeliminowania takich zasad, jak prawo weta.
Ambicje Berlina do przewodzenia Unii to jedno, ale czy słabe militarnie i uzależnione energetycznie od Rosji Niemcy są w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy – zwłaszcza w obliczu rosyjskiej agresji?
– Niemcy – z uwagi na własną, egoistyczną politykę – nie wezmą na siebie odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy, a tym samym za bezpieczeństwo Polski. Trzeba jednak zauważyć, że rząd kanclerza Olafa Scholza zapowiedział modernizację Bundeswehry i przeznaczenie na ten cel stu miliardów euro. Zapewne, gdy niemiecka armia – dajmy na to: za kilka lat – osiągnie w miarę wysoki, znaczący potencjał, to RFN podejmie działania na rzecz stworzenia armii europejskiej. O tym w tej chwili mówi się bardzo nieśmiało, natomiast warunkiem przyspieszenia realizacji tego planu będzie to, że Bundeswehra będzie armią znaczącą, ale dzisiaj takiej roli nie pełni. Dzisiaj najsilniejszą w Unii Europejskiej armię ma Francja, ale kiedy Bundeswehra osiągnie wymagany poziom, to taki proces z pewnością zostanie podjęty. Oczywiście nie będzie to oznaczało, że jeśli Niemcy osiągną odpowiedni poziom sił zbrojnych, to wezmą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy. Wezmą natomiast odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo.
Jak te działania Niemiec – wobec sytuacji za naszą wschodnią granicą – mają się do sojuszu Berlina z Moskwą i podziału stref wpływów w Europie? Joe Biden na początku swojej prezydentury, chcąc skupić się na rywalizacji z Chinami, niejako namaścił Niemcy na hegemona w Europie, co rozzuchwaliło Moskwę…
– Współpraca niemiecko-rosyjska jest już mocno ugruntowana w historii i Polska była ofiarą tego zbliżenia Berlina z Moskwą w XX wieku, ale także wcześniej. Natomiast relacje niemiecko-rosyjskie i tradycyjnie już prorosyjska polityka Niemiec, ale mająca na celu właśnie podział stref wpływów – gdzie jedno z drugiego wynika – to wszystko sprawia, że Niemcy są mocno przekonane, że właśnie w ten sposób – poprzez współpracę z Moskwą – mogą realizować swój plan podziału stref wpływów w Europie. Dotyczy to przede wszystkim Europy Środkowej, ale te relacje są też wypadkową całej polityki niemieckiej w wymiarze globalnym. Moskwa – jako wytrawny gracz – z całą pewnością odczytuje to, że Stany Zjednoczone nie są bynajmniej zdeterminowane, żeby do końca wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy, żeby się bardziej zaangażować w działania europejskie, które mogłyby oznaczać rywalizację, czy nawet konflikt z Niemcami.
Amerykanie odpuszczają Europę?
– Może nie odpuszczają, ale raczej są mniej zdeterminowani do działania na tym polu. Proszę zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone również współpracują z Niemcami chociażby w Grupie G7, czyli grupie skupiającej najbardziej rozwinięte i uprzemysłowione gospodarki światowe. Utrzymanie dobrych relacji z Berlinem – państwem znaczącym w wymiarze polityki globalnej, także jeśli chodzi o rywalizację z Chinami, jest dla Waszyngtonu ważne. To sprawia, że Niemcy odgrywają ważną rolę w polityce nowej amerykańskiej administracji. Zatem nie łudźmy się, że dla Waszyngtonu ważniejszy jest sojusz z Warszawą niż z Berlinem. Relacje z Polską i Niemcami dla Stanów Zjednoczonych są pewnym elementem – być może nawet znaczącym – w ich grze dyplomatycznej. I Moskwa doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Z kolei Niemcy coraz mocniej podkreślają w swojej retoryce konieczność prowadzenia polityki euroatlantyckiej. Z jednej strony, jak mówił kanclerz Scholz, Niemcy dążą do przewodniczenia Unii Europejskiej i – jak stwierdza – wzięcia odpowiedzialności za Unię Europejską i za jej jedność, co łączą też z deklaracjami niekonfrontacyjnej polityki wobec Stanów Zjednoczonych.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki