Będziemy bronić Polski i Polaków
Sobota, 23 lipca 2022 (13:36)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Unia Europejska idzie w sukurs Niemcom – mam na myśli solidarność energetyczną. Interes niemiecki jest ponad wszystko?
– Zawsze było tak, że Unia Europejska była niemiecka, co zresztą potwierdzali sami Niemcy. Nie są to tylko słowa, bo widać to chociażby po tym, kto zajmuje najważniejsze stanowiska w instytucjach europejskich, i po tym, kto od wielu lat nadawał i nadaje ton wszystkim unijnym działaniom. Widać też, że ze wspólnego unijnego rynku korzystają głównie firmy niemieckie, które zawsze żywiły się pieniędzmi unijnymi, ponieważ we wszystkich krajach wspólnoty, gdzie były prowadzone wielkie inwestycje drogowe, kolejowe czy infrastrukturalne, przetargi wygrywały i realizowały firmy niemieckie. Dlatego to, co dzisiaj robi Komisja Europejska, idąc w sukurs Niemcom, nie jest żadną nowością. W dobie kryzysu, który w dużej mierze sprokurował Berlin poprzez swoją bezrefleksyjną politykę wobec Kremla, mówi się o solidarności z gospodarką niemiecką, co jest oczywiście próbą osłabienia innych krajów. Sytuacja wygląda tak, że Polska ma dzisiaj pełne zbiorniki gazu i nasza gospodarka w części energetycznej opartej o błękitne paliwo jest bardzo bezpieczna. Widząc to, Niemcy wpadli na pomysł, żeby rękami Komisji Europejskiej zbudować nową „solidarność”, w myśl której część krajów miałaby się zrzec swoich gazowych zasobów właśnie na rzecz Berlina. To jest kolejna zasłona dymna pokazująca, że w momencie, kiedy jakiś kraj próbuje się wybić na gospodarczą niepodległość czy niezależność energetyczną – gazową, to podejmowane są działania, żeby osłabić wpływy takiego kraju i podciąć mu skrzydła.
Czy ten projekt ma w ogóle szansę zostać wcielony w życie?
– To jest propozycja śmieszna, do tego nieskonsultowana i już w tej chwili budzi sprzeciw takich państw, jak Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja czy Polska. Myślę więc, że unijni decydenci wraz z politykami niemieckimi trafili kulą w płot.
Widać, że interesy niemieckie stają się interesami europejskimi, ale kiedy my przyjmujemy miliony uchodźców wojennych z Ukrainy, to Bruksela nie widzi potrzeby finansowego wsparcia Polski?
– Niemcy i ich interesy zawsze muszą być na wierzchu. Co więcej, znaczna część Komisji Europejskiej – z kierownictwem włącznie – współpracuje z Niemcami. Można nawet powiedzieć, że to Niemcy dyktują rozwiązania, a skoro nie ma znaczącej siły, która by się im sprzeciwiła, to w swoim dyktacie idą ciągle do przodu. Tak jest też teraz, kiedy pojawia się kolejna propozycja – rzec można – nie do odrzucenia. W innych obszarach tej unijnej solidarności brakuje, a w szczególności – jak chodzi o pomoc Polsce, która w obliczu toczącej się wojny na Ukrainie angażuje się i wspiera uchodźców. Przyjęliśmy miliony Ukraińców, tymczasem po stronie Komisji Europejskiej brak zrozumienia, empatii i zwyczajnie brak elementarnej przyzwoitości. Jeśli Didier Reynders, komisarz Unii Europejskiej ds. sprawiedliwości, mówi, że Polska nie otrzyma żadnego rabatu ze względu na wojnę na Ukrainie, to tylko świadczy, jak nisko upadł ten polityk i całe to środowisko.
Co z rozporządzeniem Rady Unii Europejskiej w sprawie zgromadzenia w magazynach przynajmniej w 80 proc. gazu przed zbliżającą się zimą oraz w 90 proc. – przed kolejnymi zimami? Wiadomo już, że w tym roku Niemcy tego warunku nie spełnią. Będą kary?
– Jeśli jest wymóg, to biorąc pod uwagę tzw. unijne zasady, kraj, który nie spełnia warunków, powinien ponieść odpowiedzialność. Jednak jak będzie, to zobaczymy. Inna sprawa, że Niemcy mają gazociąg Nord Stream 1 z Rosją i czas pokaże, na ile Putin wywiąże się z dostaw. Wprawdzie po modernizacji rurociągu na powrót gaz płynie z Rosji do Niemiec, ale jak długo – tego nie wie nikt, a to przed zbliżającą się zimą jest być albo nie być dla Niemców. W związku z tym, jeśli stanie się tak, że nie będą w stanie napełnić swoich zbiorników z gazem, to z pewnością znajdą jakiś wykręt i powiedzą, że są najbardziej pokrzywdzeni działaniami Putina, i będzie to wymówka, „okoliczność łagodząca”. Dlatego nie wierzę w to, że Niemcy zapłacą coś więcej do unijnego budżetu ponad to, co muszą. Nie będzie zatem kar dla Niemiec, nie będzie żadnej retorsji wobec Berlina. Nie może być inaczej, skoro to Niemcy decydują o tym, kto ewentualnie ma być ukarany. Zapewniam, że Niemcy sami na siebie kar nie nałożą.
Wciąż nie otrzymujemy wsparcia w naszym zaangażowaniu na rzecz uchodźców z Ukrainy, może więc czas najwyższy, żeby powiedzieć Polakom wprost, że mamy totalną wojnę, którą nam wytoczyła Unia, i zagrożone są nie tylko pieniądze z „Krajowego planu odbudowy”, ale także fundusze strukturalne?
– Takich wizyt jak ostatnio pod przewodnictwem szefowej Komisji Kontroli Budżetowej Parlamentu Europejskiego, skądinąd niemieckiej eurodeputowanej Moniki Holhmeier, z pewnością będzie więcej, a wszystko po to, żeby przeciągnąć w czasie wypłatę należnych nam środków. Powód jest taki, że ośrodki unijne muszą zasilać polityczną kroplówką polską totalną opozycję, która – w ich mniemaniu – ma zwyciężyć w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a za ich sprawą Polska ma być podległa woli Berlina i Brukseli. Dlatego ten szantaż będzie trwał. Natomiast Polacy są rozsądni i nie dadzą się nabrać. Zdecydowana większość Polaków wie, że rząd pomaga, że stara się w tej niewątpliwie trudnej sytuacji zorganizować następne tarcze, żeby obniżyć koszty spowodowane przez błędną politykę Unii Europejskiej w obszarze energetycznym. Polacy dobrze wiedzą, jaka jest prawda, a zaniedbania i błędna polityka Unii coraz bardziej wychodzą na jaw.
Co ma Pan na myśli?
– Dotyczy to chociażby największego oszustwa dwudziestolecia polegającego na tym, co nam wtłaczano do głów: że trzeba zrezygnować z paliw kopalnych, a farmy wiatrowe i farmy solarne wystarczą, żeby gospodarka energetycznie się kręciła. Okazuje się, że były to pomysły niedorzeczne. Ponadto wychodzi na jaw, że Niemcy przez 20 lat budowali te farmy, ale jednocześnie z roku na rok kupowali coraz więcej rosyjskiego gazu. Jak widać, cała ta polityka to jest jedno wielkie bałamutne kłamstwo i myślę, że historycy oraz ekonomiści już niedługo dokładnie to opiszą i będzie można powiedzieć, że liderzy Komisji Europejskiej po prostu kłamali. Robili to po to, żeby zawrzeć sojusz z Putinem, który miał im przesyłać gaz, którym Niemcy – jako monopolista – będą handlować i zarabiać. Jednak to oszustwo wyszło na jaw i teraz wiele krajów będzie się bardzo mocno zastanawiało nad każdą propozycją – chociażby taką jak wspólne zakupy broni, co jest kolejnym wymysłem i głupotą Komisji Europejskiej. My, Polacy, najlepiej wiemy, czego nam brakuje, jaką broń i od kogo kupować, i nie mamy zamiaru spełniać kolejnych pomysłów unijnych dygnitarzy. Dlatego uważam, że takie pomysły będą odrzucane na wstępie, a przy okazji będą wychodziły na jaw kunktatorstwo Unii i dyktat niemiecki.
Swoją drogą jak w Parlamencie Europejskim komentowana jest wizyta w Polsce przedstawicieli Komisji Kontroli Budżetowej Parlamentu Europejskiego z Moniką Holhmeier na czele?
– Ta wizyta jest na Zachodzie celowo nagłośniona jako dalszy ciąg niby-przestępczej działalności polskiego rządu w obszarze wykorzystywania środków z Unii Europejskiej. Polska, jak wiemy, rozlicza się z każdego euro i na próżno ktoś próbuje szukać dziury w całym. Jednak widać, że scenariusz dotyczący szukania rzekomych nadużyć jest cały czas realizowany. Dlatego nie była to – jak sądzę –ostatnia wizyta i należy się spodziewać kolejnych. Znów ktoś coś wrzuci w przestrzeń medialną, że w Polsce nie jest dobrze, a liberalno-lewicowa prasa będzie to łykać i o tym trąbić, a Parlament Europejski będzie przyjmował kolejne rezolucje przeciwko Polsce i najprawdopodobniej tak się to będzie kręcić aż do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Natomiast my, nie oglądając się na ten cały wrzask i zamieszanie, jakie usiłują wywołać totalna opozycja i wspierające ją ośrodki europejskie, powinniśmy robić swoje, umacniać polską gospodarkę i pomóc jej w miarę suchą stopą przejść przez kryzys.
Jak możemy się przeciwstawić tej unijnej agresji na Polskę?
– Myślę, że nadchodzi czas, kiedy będziemy musieli zacząć wykorzystywać instrumenty, które posiadamy. Możemy wyjść z „Krajowego planu odbudowy”, czyli możemy nie skorzystać z tych pieniędzy, których zresztą wciąż nie otrzymujemy, a następnie nie spłacać żadnych rat pożyczek. Może się okazać, że nie będzie tak dramatyczne, jak niektórzy wietrzą, że bez środków z „Krajowego planu odbudowy” Polska nie da sobie rady, że w ogóle zawali się świat. Z drugiej strony musimy twardo i zdecydowanie dopominać się o to, co się nam należy. Jako kraj powinniśmy też używać weta – w sytuacjach kiedy kolejny raz jako państwo jesteśmy dyskryminowani i krzywdzeni z różnych powodów. Mam na myśli kolejne próby zatrzymania środków strukturalnych, bo takie działanie byłoby już barbarzyństwem ze strony Komisji Europejskiej, jak chociażby zatrzymanie pieniędzy dla rolników, co wcale nie jest wykluczone. Niewątpliwie mamy próbę stworzenia z Polski kolonii, próbę zwasalizowania naszego kraju – oczywiście przy pomocy totalnej opozycji – i doprowadzenia do destabilizacji w Polsce i upadku rządu Zjednoczonej Prawicy. Myślę jednak, że te wszystkie próby zakończą się niepowodzeniem, że Polska wciąż będzie niepodległym, suwerennym państwem. Ludzi dobrej woli jest w Polsce więcej, Opatrzność Boża nad Polską czuwa i mimo zaciekłych ataków i całej tej nagonki – tak jak to miało miejsce na Węgrzech – Zjednoczona Prawica osiągnie zwycięstwo.
Czy jest już jakiś termin zaporowy, jakaś data, kiedy polski rząd powie Komisji Europejskiej dość, stop, dalej już nie pozwolimy się sekować i nie będziemy czekać dłużej na pieniądze z „Krajowego planu odbudowy”, damy sobie radę bez nich?
– Taki czas nadchodzi. Myślę, że takim terminem będzie późna jesień tego roku. Proszę pamiętać, że pieniądze unijne trzeba wykorzystać, są potrzebne przetargi poprzedzające realizację inwestycji itd., ponadto po wykonaniu inwestycji z tych środków trzeba się też rozliczyć. Dlatego zważając na upływający czas, nie będzie sensu dłużej czekać. Pieniądze z „Krajowego planu odbudowy” miały być funduszem, który będzie można szybko użyć po covidzie. Te kraje, które otrzymały środki, już dawno je zainwestowały i są – można powiedzieć – do przodu. Jednak pięć krajów – w tym Polska – wciąż tych pieniędzy nie otrzymało i pojawia się problem, mianowicie że jeśli Komisja Europejska nie zleci wypłaty tych środków, to będziemy musieli spłacać pożyczki, nie otrzymując pieniędzy. Polski rząd dobrze wie, do kiedy można czekać i kiedy ostatnie słowo trzeba powiedzieć. Wiem, że takie scenariusze są wnikliwie analizowane, wiem też, że polski rząd przygotowuje ewentualne weta na wypadek dalszych retorsji ze strony Unii Europejskiej. Trzeba też pamiętać, że demonizowanie pieniędzy unijnych, przypisywanie im niebotycznego znaczenia – uważanie ich za być albo nie być polskiej gospodarki – jest mocno przesadzone. Uważam, że spokojnie damy sobie radę bez tych środków – oczywiście będzie trudniej, ale nie takie czasy już Polska przeżyła i wyszła z batalii zwycięsko. Zapewniam, że nie damy się sprzedać za pieniądze, nie zamkną nam ust w zamian za europejskie euro. Swojej godności, swojego honoru, swojej gospodarki, Polski i Polaków potrafimy i będziemy bronić.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki