• Środa, 15 kwietnia 2026

    imieniny: Anastazji, Wacławy

Sąd przychylny polskiej sprawie

Piątek, 22 lipca 2022 (14:51)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił wniosek prezydenta Rafała Trzaskowskiego, który po raz kolejny chciał zablokować Marsz Powstania Warszawskiego, odbywający się cyklicznie 1 sierpnia. Jak Pan Profesor skomentuje tę decyzję?

– Trudno mi zrozumieć motywy prezydenta Rafała Trzaskowskiego, który chce blokować marsz upamiętniający powstańców Warszawy i ich walkę
z niemieckim okupantem. Natomiast z uznaniem przyjmuję decyzję sądu okręgowego, który wreszcie okazał się przychylny sprawie polskiej. Jednocześnie zastanawiam się, co było powodem takiego wniosku prezydenta Warszawy, aby uniemożliwić obchody ważnej rocznicy
w historii Polski. Muszę przyznać, że jest to dla mnie sytuacja kuriozalna, żeby tego typu upamiętnienie można było blokować administracyjnie, takiej pięknej i ważnej inicjatywie podstawiać nogę. To powstańcy zjednoczeni męstwem i duchem stawili czoła panoszącemu się złu
i należą się im cześć, szacunek i pamięć. Oczywiście
w Marszu Powstania Warszawskiego można nie uczestniczyć – chociaż skądinąd wiemy, że rodzina Rafała Trzaskowskiego to jest właśnie środowisko powstańców. Widać, że czasem daleko pada jabłko od jabłoni.      

Jak to jest, że prezydent Rafał Trzaskowski nie ogranicza homoseksualistom możliwości manifestacji w stolicy – mam na myśli paradę równości, sam w niej uczestniczy,
a próbuje paraliżować marsze patriotów: Marsz Niepodległości czy Marsz Powstania Warszawskiego?

– Widać, że niektórym głowy się przemeblowały. Swoją drogą dostrzegamy, że na świecie jest coraz więcej skandalistów, którzy usiłują wywracać świat wartości do góry nogami, zmieniać zasady moralne i to wszystko, co było do tej pory normą, przyzwoitością. Widzą w tym coś nienormalnego, natomiast nienormalność – we właściwym tego słowa znaczeniu – traktują jako coś oczywistego, narzucając swoje pseudonormy innym. Nie wiem, czy tego typu postawy nie należałoby poddać dogłębnym badaniom z zakresu psychologii, a wszystko po to, żeby wyjaśnić tego typu zachowania. Ja przynajmniej nie mogę tego zrozumieć, a tym bardziej zaakceptować.

Jak poważnym problemem jest ta narastająca cenzura wobec działalności środowisk konserwatywnych i wolnościowych? Lewicowo-liberalna elita krzyczy o wolności, a sama chce ją ograniczać i w wielu wypadkach ogranicza…

– „Wolność”, „równość” w ujęciu tych liberalno-lewicowych środowisk to są tylko puste hasła. Oni sami wyznaczają granice wolności i odpowiednie wartości, jakim ta wolność ma służyć. Natomiast każdy inny człowiek mający inne poglądy, wyznający tradycyjne wartości jest przez to środowisko napiętnowany i wyszydzany. I to jest trudne nie tylko do zrozumienia, ale też do zaakceptowania. Jednak trudno, żeby było inaczej, skoro w tym wszystkim nie ma logiki, a jest tylko pokrętny, własny interes, który na dobrą sprawę jest szkodliwy dla ogółu społeczeństwa.

Platformie rządzącej w stolicy przeszkadzają nie tylko marsze upamiętniające rocznice narodowe, ale także symbole ważne dla Polaków? Pamiętamy, jak zdejmowano tablicę z nazwą al. Lecha Kaczyńskiego,
a przywracano nazwę al. Armii Ludowej. Pamiętamy argumentację szefa klubu radnych KO Jarosława Szostakowskiego, który mówił m.in., że żołnierze Armii Ludowej „wywalczyli sobie” ulicę
w Warszawie…

– Proszę zwrócić uwagę, że władzom Warszawy nie przeszkadzają akty profanacji symboli religijnych
i narodowych – pamiętamy, jak na szereg stołecznych pomników nakładano tęczowe flagi. Bez reakcji. Za to promuje się środowiska lewackie. Natomiast Lech Kaczyński był prezydentem moim, był prezydentem mojego kraju, ale był także prezydentem Warszawy – co jest także ważne – i dla tej Warszawy zrobił bardzo wiele. Widocznym tego świadectwem – najbardziej spektakularnym – jest aktywność Muzeum Powstania Warszawskiego, będącego hołdem mieszkańców stolicy,
dla tych, którzy w 1944 roku chwycili za broń, walczyli
i oddawali swoje życie za wolną Polskę. To z inicjatywy
i dzięki determinacji Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego prezydenta Warszawy, powstało Muzeum Powstania Warszawskiego. Dlatego ulica czy aleja im. Lecha Kaczyńskiego bez wątpienia powinna być w Warszawie jako wyraz hołdu i zasług tego człowieka dla Warszawy i dla Polski. Natomiast Armia Ludowa, którą obecne władze stolicy wynoszą na piedestał, nie była armią polską, nie jest też armią, z którą identyfikują się Polacy, bo była to armia, która realizowała obcy interes.

Jak zatem wytłumaczyć postawę obecnych władz Warszawy i opór wobec nadania jednej z ulic imienia śp. Lecha Kaczyńskiego?

– Widocznie niektórym obcy interes jest bliższy niż to wszystko, co jest rodzime, własne i nasze – polskie.

Dekomunizacja przestrzeni publicznej
w Polsce, która oficjalnie rozpoczęła się
po 1989 roku, wciąż kuleje?

– Dekomunizacja to chyba najbardziej przeklęty temat
w III Rzeczypospolitej. Dekomunizacji po 1989 roku
w Polsce praktycznie w ogóle nie było. Zdaje się, że dekomunizacja nie dotknęła środowisk politycznych, naukowych, urzędniczych, które nie zostały rozliczone. Dlatego jest to dzisiaj zmora, z którą żyjemy. Resortowe dzieci, ba, nawet wnukowie, są dzisiaj świadectwem, że problem nadal istnieje, aczkolwiek zdajemy sobie sprawę, że w sensie prawnym przenoszenie odpowiedzialności na dzieci czy wnuków nie wchodzi w grę.

Zamiast dekomunizacji mamy rekomunizację?

– Wiele na to wskazuje. Czy pozwalając na rekomunizację, de facto nie jesteśmy przypadkiem zwolennikami totalitaryzmu, który ma swój rodowód na Kremlu
w Moskwie?

                  Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki