• Środa, 15 kwietnia 2026

    imieniny: Anastazji, Wacławy

Czas najwyższy powiedzieć „nie!”

Środa, 20 lipca 2022 (08:03)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Niemcy nakazywali nam ograniczenia w wydobyciu węgla i w jakiejś mierze marzenie tzw. ekologów i zielonej demokracji zostało spełnione. Tymczasem w oczach tych samych ludzi dzisiaj pojawił się strach i niepewność, co będzie w zimie. Co na to pseudoekolodzy i totalna opozycja?

– Dokładnie, dzisiaj brakuje nam węgla i rzeczywiście bardzo realnie powiało chłodem – dosłownie – w okresie jesienno-zimowym z tego właśnie powodu. Zima może być ciężka, i to nie tylko dla Niemców. Pseudoekolodzy, opozycja totalna, bezrefleksyjna Komisja Europejska są zatem w kropce. Zgryz mają również nasi rządzący, którzy dali się wpuścić w maliny i ulegając krzykowi wspomnianych środowisk, też popełnili błędy. Warto przypomnieć, że od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej węgiel stał się niedobry i zły. Przestawiliśmy się na węgiel rosyjski, zamykając polskie kopalnie. Zaczęło się to już za rządów Jerzego Buzka – pamiętamy „słynne” odprawy górnicze, redukcje zatrudnienia w górnictwie, a wręcz zakaz pracy w tej branży. I ta gra na wyniszczenie węgla niczym śnieżna kula toczy się nadal. Niestety, w Polsce – przez te wszystkie lata – nie wypracowano żadnej realnej alternatywy.

Co mogłoby być realną alternatywą dla węgla w polskich warunkach klimatycznych?

– Taką alternatywą w Polsce mogłyby być dwie elektrownie jądrowe, które gwarantowałyby energię elektryczną. Tego jednak nie zrobiono. Na przestrzeni ostatnich 22 lat nie powstała żadna elektrownia jądrowa, mimo że za rządów koalicji PO-PSL utworzono dwie spółki Polskiej Grupy Energetycznej: PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1, których prezesem został Aleksander Grad. Spółki „jądrowe” pochłonęły ogromne koszty, a elektrowni jak nie było, tak nie ma. Finał jest taki, że czas ucieka, problemy energetyczne się piętrzą, nasze kopalnie węglowe są systematycznie redukowane i zamykane, górnicy tracą pracę, a jednocześnie presja tzw. ekologów na gruncie europejskim nakazująca odchodzenie od energii węglowej się nasila i, co ciekawe, my tej presji ulegamy. Grzechem głównym obecnego polskiego rządu jest uległość wobec presji tzw. ekologów unijnych. Nie wolno było ustąpić i godzić się na żadne fanaberie ekologiczne, które – jak pokazuje praktyka – nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, co więcej – są szkodliwe. W warunkach klimatycznych Europy nie ma ani jednego państwa, które byłoby w stanie powiedzieć, że ma zapewnione bezpieczeństwo energetyczne dzięki energii słonecznej czy wiatrowej. Każde rozsądne państwo posiłkuje się elektrowniami albo atomowymi, albo też węglowymi. Polska przez najbliższe 40-50 lat jest skazana na węgiel, a budowa elektrowni atomowej to jest średnio 12-15 lat. Jeśli więc chcemy uruchomić dwa reaktory, to potrzebujemy nawet 30 lat. I do tego czasu, nie zważając na unijny dyktat, powinniśmy korzystać z węgla, bo to jest nasze bogactwo.

Dlaczego nie ruszyliśmy z budową elektrowni jądrowej?     

– Czekaliśmy na dofinansowanie, którego nie ma. I to jest kolejny grzech polskiego rządu: naiwne oczekiwanie na pieniądze z Unii Europejskiej. Oczekiwanie na mannę z nieba kończy się tak, jak widzimy: kiedy cały świat ma problemy energetyczne, deficyt węgla i wizję zimnych domów w okresie jesienno-zimowym. Jest stare powiedzenia: umiesz liczyć, licz na siebie – nie na Unię. I taki jest wniosek.

Opozycja też sporo ma za uszami…        

– Opozycja totalna w momencie napaści rosyjskiej na Ukrainę podniosła larum, żeby z dnia na dzień odejść od rosyjskiego węgla. I już w kwietniu rząd uległ tej presji podczas, gdy cała Europa ciągle jeszcze ten rosyjski węgiel ściąga i handluje z Moskwą. Siła Unii Europejskiej polega wyłącznie na niewymuszonej jedności. Jednak jeśli nasz rząd bawi się w bohatera, który w myśl powiedzenia: na złość babci odmrożę sobie uszy – chce zrobić to po swojemu i wychodzi przed szereg, to znaczy, że sami sobie robimy krzywdę. „Bohaterowie” – opozycja totalna, która krzyczała „precz z węglem z Rosji” – dzisiaj schowali głowy w piasek. Warto też zauważyć, że większość importowanego węgla z Rosji szła do ciepłowni dużych miast, gdzie przeważnie rządzi Platforma, PSL i ośrodki opozycyjne wobec PiS-u. Tak czy inaczej żądania opozycji zostały spełnione, a problem niedoboru węgla pozostał, a wręcz urósł. I dzisiaj wszyscy – także ci włodarze miast z Platformy – nagle sobie uświadomili, że zima za pasem, a oni nie mają wystarczających ilości węgla. Niestety, ale rząd nie stanął tu na wysokości zadania i dał się uwieść presji politycznej. Daliśmy się ponieść emocjom, zapominając, że interes własnego państwa – i to nie tylko w słowach, ale i w czynach – jest najważniejszy. Po raz kolejny wychodzi, że nie jest sztuką odgrywanie bohatera, kiedy konsekwencje mogą być bolesne i długofalowe.

Dzisiaj cała Europa – każdy na własną rękę – szuka węgla. Gdzie w tym wszystkim jest osławiona unijna solidarność?

– Unijna solidarność jest tylko na papierze. Albo jako wymóg – gdy źle się dzieje Niemcom i trzeba im pomagać – tak jak teraz, kiedy w oczy zagląda im widmo braku opału i energii na zimę. Sami sobie nawarzyli piwa, niech więc sami je wypiją – chciałoby się rzec. Swoją drogą na świecie nie brakuje węgla, który jest w Australii, Stanach Zjednoczonych, RPA, Kanadzie czy Kolumbii, ale jego ceny wobec sytuacji rynkowej wzrosły. Co więcej, jest problem, jak w krótkim czasie go dostarczyć – w odpowiedniej ilości – do Europy. Specjaliści mówią jeszcze coś: mianowicie że na Bałtyku nad polskim Wybrzeżem na redach stoją statki z blisko milionem ton węgla, które czekają na rozładunek i rozwiezienie po kraju.  

W czym zatem problem?        

– Mamy wojnę na Ukrainie i Polska jest głównym skrzyżowaniem pomocy humanitarnej oraz militarnej drogą kolejową. Do tego dochodzi transport zboża z Ukrainy, który – aby został uratowany przed grabieżą rosyjskich sołdatów – trzeba wywieźć i dostarczyć do krajów potrzebujących w związku z falą głodu. To wszystko powoduje, że zajęliśmy się problemami całego świata, a nie do końca potrafimy przypilnować naszych spraw, których nikt za nas nie rozwiąże. Fakty są takie, że na gruncie unijnym to Polska najbardziej przejęła się losem Ukraińców, sprawami humanitarnymi, gospodarczymi i militarnymi Ukrainy. Sami ponosimy ogromne koszty tych działań, Unia nas w tym nie wspiera, wręcz cały czas mamy batalię chorobliwie uprzedzonych wobec Polski unijnych dygnitarzy, którzy wstrzymują wypłatę należnych nam środków w ramach „Krajowego planu odbudowy”. Podobnie rzecz ma się w kwestiach energetycznych, bo cały ten pasztet związany z brakiem węgla, gazu, cały ten kryzys zgotowali nam Niemcy przy pomocy Unii Europejskiej.

Co w tej sytuacji powinniśmy zrobić?    

– Z całą tą ekipą unijnych komisarzy, dyletantów, nie ma, co rozmawiać. Ci ludzie – choć na stanowiskach – nie mają pojęcia o rynku energii. Notorycznie posługują się wyuczonymi sloganami, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Te osoby, które wpędziły Europę w zaklęty krąg fanaberii pseudoekologów i de facto stworzyły wespół z Niemcami problem, z jakim się borykamy, dzisiaj postulują – w ramach oszczędności – obniżenie temperatury w pomieszczeniach oraz w mieszkaniach. Co więcej, mówią, że część ludzi zimą trzeba będzie zamknąć w domach na pracy zdalnej – nie z powodu covida, tylko dlatego, że trzeba będzie wyłączyć ileś tam obiektów z dostaw energii czy ciepła. Doszliśmy do takiej oto sytuacji. To jest dla nas ważna lekcja, z której szybko powinniśmy wyciągnąć wnioski, a jednocześnie przestać przejmować się tym, co mówi totalna opozycja, która za nic ma dobro państwa i Polaków, a jej jedynym celem jest odsunąć PiS od władzy. Poziom głupoty opozycji już widzieliśmy podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, znamy też ich podejście do rosyjskiego gazu. Gdyby ówczesny premier – Miller – nie zerwał kontraktu na gazociąg dywersyfikujący dostawy rosyjskiego gazu, to dzisiaj – już od dawna – bylibyśmy w stu procentach bezpieczni. I tenże Leszek Miller – dzisiaj europoseł – schował głowę i się nie odzywa. Wszyscy negatywni bohaterowie, którzy działali na szkodę Polski i jej obywateli, po pierwsze nie ponieśli żadnej odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu – bo to jest odpowiedni organ, przed którym powinni stanąć ci, którzy ewidentnie działali na szkodę państwa polskiego. Mało tego, ci politycy dzisiaj dobrze się mają i są sowicie wynagradzani jako – dajmy na to – europarlamentarzyści; na gruncie europejskim atakują rząd, zupełnie nie dbając o interesy Polski. O zgrozo – ludzie, którzy doprowadzili własny kraj do dramatu energetycznego, jaki dzisiaj przeżywamy, mają się bardzo dobrze.

Tak czy inaczej przed nami trudne miesiące. Co robić, żeby przejść je w miarę „ciepłą” stopą?

– Zima w naszym regionie jest zawsze nieprzewidywalna i nie wiemy, czy będzie lekka, czy może mroźna. Jedno natomiast już dzisiaj jest pewne: że spółki miejskie zapowiadają podwyżki, co odczujemy wszyscy. Wszyscy, nawet najbardziej opozycyjnie nastawieni do rządu politycy z Lewicy, krzyczą, dlaczego nie ma węgla. Tylko gdzie w tym wszystkim jest logika, konsekwencja, skoro ci sami ludzie najpierw krzyczą: zamykać kopalnie, ograniczać wydobycie i w ogóle używanie węgla, a dzisiaj lider Lewicy wychodzi i rzuca rządowi pytanie, stawia wręcz zarzut – dlaczego nie ma węgla, tak jakby węgiel leżał na posesji premiera. Takich nieodpowiedzialnych mamy polityków w Polsce. Stąd powtórzę jeszcze raz: tych wywodów opozycji należy przestać słuchać i zacząć robić swoje. Im bardziej polski rząd przejmuje się postawą i krzykiem opozycji, tym gorzej wszyscy na tym wychodzimy. Czas najwyższy, żeby rządzący uświadomili sobie, że uleganie nieodpowiedzialnym ludziom z polskiej opozycji, a także presji urzędników Komisji Europejskiej, ich dyktatowi – zawsze kończy się źle.

Powinniśmy wyłączyć się przynajmniej na jakiś czas z systemu ETS?

– Jest to wręcz pożądane. Nie możemy sami siebie karać, ulegając bankrutującej polityce unijnych zielonych ideologów, wichrzycieli. Unijny system ETS, zwiększający podaż uprawnień do emisji CO2, nie motywuje producentów energii elektrycznej do inwestowania w odnawialne źródła energii, co więcej – hamuje inwestycje. Dlatego bieżąca sytuacja pokazuje, że cała unijna polityka klimatyczna zbankrutowała i w najlepszym przypadku jest do reformy. W pierwszym rządzie, nie oglądając się na innych, musimy sobie zapewnić stabilne dostawy i pełną niezależność energetyczną. Cała fotowoltaika i farmy wiatrowe nie są w stanie zapewnić nam w stu procentach zabezpieczenia w energię, podobnie jak racji bytu nie mają biogazownie, które forsuje PSL. Pomysłów chybionych, nierealistycznych jest więcej – jak chociażby zbiórka podpisów zainicjowana na gruncie europejskim przez lewaków pod inicjatywą obywatelską dotyczącą zakazu hodowli zwierząt. Absurd goni absurd, bo jak bez produkcji zwierzęcej połączyć to ze wspomnianym pomysłem dotyczącym biogazowni? Nie ma takiej opcji. To pokazuje, jak obłędne pomysły są forsowane przy wsparciu brukselskich elit. Czas najwyższy powiedzieć temu „nie!”.

                  Dziękuję za rozmowę.

   

Mariusz Kamieniecki