• Środa, 15 kwietnia 2026

    imieniny: Anastazji, Wacławy

Tusk – ostatnia nadzieja Niemców

Sobota, 16 lipca 2022 (19:56)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem rozmawia Mariusz Kamieniecki

Likwidacja Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego nie wystarczyła, bo Komisja Europejska zaleca, by w Polsce zostały rozdzielone funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. W co gra Bruksela, o co w tym wszystkim chodzi?

– Chodzi oczywiście o budowę superpaństwa europejskiego, państwa ponadnarodowego ze stolicą
w Brukseli, a tym samym sprowadzenie państw członkowskich Unii Europejskiej do roli landów na wzór Republiki Federalnej Niemiec. Celem jest stworzenie jednego rządu europejskiego, przy czym w tej chwili takim quasi-rządem jest i funkcję taką spełnia Komisja Europejska. Ale to nie wszystko, bo kolejnym zamierzeniem jest stworzenie jednego parlamentu europejskiego wyposażonego w duże kompetencje legislacyjne, a tym samym marginalizacja parlamentów krajowych, które będą pełniły rolę podobną do tej, jaką pełnią niemieckie landy. Dalej celem tej polityki jest stworzenie partii ponadnarodowych, a w przyszłości wybór prezydenta państwa Europa.

Oczywiście prezydenta niemieckiego?

– Tak można to sobie wyobrazić, że pierwszym prezydentem tego europejskiego tworu byłby z pewnością przedstawiciel Niemiec. Do wyboru prezydenta byliby uprawnieni wszyscy mieszkańcy Unii Europejskiej. Natomiast jeśli chodzi o żądania Komisji Europejskiej wobec Polski, to osobiście już jakiś czas temu wskazywałem, że najbliższym kamieniem milowym będzie żądanie przystąpienia Polski do Prokuratury Europejskiej
i rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Czym w ogóle jest Prokuratura Europejska, czym się zajmuje i dlaczego jest to niebezpieczne rozwiązanie? 

– Prokuratura Europejska powstała 21 czerwca 2021 roku
i jest to instytucja pozatraktatowa. W tej chwili z tym ciałem prawnym współpracują 22 kraje i nie ma w tym gronie Polski. Prokuratura Europejska ma prowadzić dochodzenia, postępowania karne i doprowadzić do osądzenia sprawców przestępstw na szkodę budżetu Unii Europejskiej. Oczywiście pomijam, jak to będzie definiowane, bo to jest osobna kwestia, mianowicie: co znaczy działalność na szkodę budżetu Unii Europejskiej? Tak czy inaczej, na czele tej Prokuratury Europejskiej ma stać europejski prokurator generalny, a w skład tego gremium ma wchodzić po jednym prokuratorze z każdego z państw członkowskich. Co ciekawe, Prokuratura Europejska ma prowadzić – nazwijmy to – transgraniczne postępowania w sprawie nadużyć na kwotę wyższą niż
10 tysięcy euro i w założeniu ma współpracować
z krajowymi organami ścigania, ale ma być wobec nich nadrzędna. Zatem kwestia tzw. rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego to nic innego jak wpisywanie się w żądania Unii, aby Polska przystąpiła do Prokuratury Europejskiej, która jest kolejną instytucją unijną odbierającą kompetencje państwom narodowym. Swoją drogą Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce tzw. drugi etap procedury naruszeniowej w związku z orzeczeniami polskiego Trybunału Konstytucyjnego uznającego prymat prawa krajowego nad prawem unijnym i to jest chyba istotą trwającego sporu. Unia Europejska chce, żeby wszystkie państwa członkowskie – w tym także Polska – uznały prymat prawa unijnego nad prawem krajowym.            

Czy te ataki ze strony Brukseli nie są też trochę na nasze własne życzenie? Mianowicie, czy nie będąc konsekwentni
w realizacji reformy sprawiedliwości
i ustępując co rusz wobec żądań Brukseli, nie zachęcamy do działań ograniczających naszą suwerenność? Gdybyśmy, nie oglądając się na krzyk „nadzwyczajnej kasty” i totalnej opozycji, robili swoje, to dzisiaj reforma już funkcjonowałaby, a tak ataków końca nie widać…

– To prawda. Polityka ustępstw polskich władz wobec Unii Europejskiej, m.in. prezydenta Andrzeja Dudy, już
w przeszłości wskazywała, że sztandarowe hasło Prawa
i Sprawiedliwości, czyli reforma wymiaru sprawiedliwości,
nie zostanie zrealizowane. Brak woli politycznej i zbytnia naiwność w relacjach z Brukselą spowodowały, że
o zmianach w polskim sądownictwie niestety musimy zapomnieć. Zawetowanie ustawy o Sądzie Najwyższym
i Krajowej Radzie Sądownictwa przez prezydenta Dudę nie wpłynęło na zmianę stanowiska Brukseli wobec Polski, co więcej, spotęgowało ataki. Kwestia rzekomego nieprzestrzegania przez rząd Zjednoczonej Prawicy zasad tzw. praworządności to jedynie pretekst dla Komisji Europejskiej, dla Europarlamentu czy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej do karcenia Polski
i woda na młyn w ich dążeniach, wysiłkach na rzecz pozbawienia Polski suwerenności. Te wszystkie działania, te nasze ustępstwa – na różnych etapach – znacznie osłabiły próby reformy sądownictwa i w ogóle wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Ursula von der Leyen podczas kongresu Europejskiej Partii Ludowej w Rotterdamie na początku czerwca br., żegnając Donalda Tuska ustępującego z funkcji szefa EPL, mówiła wprost: „Kiedy znów cię spotkamy, zobaczymy cię jako premiera”. To pokazuje, jakie rządy w Polsce są celem Brukseli?  

– Donald Tusk swoją europejską karierę polityczną zawdzięcza Niemcom – osobiście kanclerz Angeli Merkel,
i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Słowa przewodniczącej Ursuli von der Leyen, także Niemki, tylko potwierdzają, że nadal ma on realizować przesłanie, które zostało nakreślone przez Brukselę i Berlin. Dlatego słowa Tuska wypowiadane teraz tylko potwierdzają, że ten scenariusz „ulica i zagranica” – mimo różnych taktycznych modyfikacji w tzw. międzyczasie – nadal jest obowiązujący. Co więcej, wszystko wskazuje, że będzie nadal kontynuowany, co najmniej do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, a w przypadku porażki Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk odsłania karty i zapowiada przeniesienie walki politycznej właśnie na ulice. Czymże bowiem są słowa: jeśli Platforma nie wygra i nie powróci do władzy, to ludzie się zorganizują i wyjdą na ulicę? Co więcej, Tusk w niewybredny sposób mówi o wyprowadzeniu siłą prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego. Uważam jednak, że Tusk podburzając ludzi, przecenia swoje możliwości i nie docenia rozsądku Polaków. Jestem przekonany, że ten rozsądek będzie odgrywał decydującą rolę i te wszystkie plany Tuska nie zostaną zrealizowane. Tak czy inaczej, zdumiewa fakt, że Donald Tusk i jego środowisko polityczne – Platforma, która tak mocno podkreśla znaczenie Konstytucji RP – podejmują i nawołują do działań pozakonstytucyjnych, działań anarchizujących. Co ciekawe, Bruksela tego nie dostrzega, zarzucając łamanie praworządności nie Tuskowi i Platformie, ale polskim legalnie wybranym władzom. 

Czemu służą ataki na szefa NBP i czy Donald Tusk, atakując prezesa Glapińskiego
i podgrzewając atmosferę, dodatkowo nie wpływa negatywnie na kurs walutowy
i chaos ekonomiczny, finansowy w Polsce?

– Donald Tusk dąży do spersonalizowania odpowiedzialności za kryzys – przecież nie polski, ale światowy, którego konsekwencje odczuwa także Polska –
i zrzucenia winy na szefa NBP. Według szefa Platformy odpowiedzialnym za inflację ma być prof. Adam Glapiński, co w anarchizującym, spersonalizowanym przekazie ma mocniej oddziaływać na emocje społeczne. Myślę, że te wypowiedzi dotyczące prezesa Glapińskiego są spowodowane właśnie próbą rozbudzenia emocji wśród ludzi. Tymczasem, jak wiemy, kwestia inflacji jest dużo bardziej złożona. Możliwe jest też, że atak na prof. Glapińskiego spowodowany jest jego negatywnym stanowiskiem wobec zastąpienia polskiej waluty – złotego – walutą euro. Nie kto inny jak prezes Glapiński powiedział, że jeden z sąsiadów Polski – chodzi oczywiście o Niemcy – mocno naciska na Polskę, aby porzuciła swoją walutę i przystąpiła do strefy euro. Zatem można powiedzieć, że co najmniej pośrednio te ataki na Adama Glapińskiego, wypowiedzi Tuska o pozakonstytucyjnym usunięciu prezesa NBP z urzędu z jednej strony są dążeniem do anarchizacji, a z drugiej wpisują się w szersze oczekiwania – wręcz żądania Niemiec – dotyczące pozbawienia Polski suwerenności w zakresie kształtowania polityki pieniężnej i wejścia do strefy euro, czego – jak wiemy – orędownikiem, i to od wielu lat, jest Donald Tusk.

Ataki na biura poselskie PiS-u znów się wzmagają, co jest uważane za efekt agresji słownej Donalda Tuska. Efektem wojny polsko-polskiej było w 2010 roku zabójstwo pracownika biura poselskiego PiS Marka Rosiaka w Łodzi. Donald Tusk nie ma świadomości, do czego to prowadzi, czy może jest to świadome działanie?

– Niestety agresja w polskiej polityce to zjawisko towarzyszące nam od lat. Teraz z chwilą zaangażowania się Donalda Tuska już bezpośrednio w politykę krajową,
w prekampanię wyborczą ta agresja znacznie się wzmogła. Prymitywizm debaty publicznej ma oczywiście wpływ na zachowanie się ludzi, którzy są wręcz zarzucani nawet wulgarnymi przekazami. I te wzorce niestety oddziałują bardzo negatywnie na postawy i zachowania niektórych wyborców. Ten przekaz, który jest realizowany za pośrednictwem opozycji, którego – w tym przypadku –
w dużym stopniu liderem jest Donald Tusk, nie ma nic wspólnego z debatą publiczną, jakiej można by oczekiwać od polityków tak często odwołujących się do zasad demokracji, do praw obywatelskich, do dobra Rzeczypospolitej, czy też do tzw. wzorców europejskich. Tutaj z całą pewnością nie mamy do czynienia ze standardami europejskimi, niezależnie jakbyśmy je rozumieli, i odpowiedzialna za ten stan rzeczy jest opozycja – w pierwszej kolejności Koalicja Obywatelska. Niebezzasadne jest dzisiaj postawienie pytania: czy komuś za granicą nie chodzi o to, aby tak jak w czasach poprzedzających rozbiory, Polska była państwem pogrążonym w sporach, kłótniach, w którym – jak to wówczas mówiono – partia zagranicy, czyli partia zorientowana na Prusy i na Rosję, ma decydować o losach Polski?

Czy ewentualna przegrana Platformy
w przyszłorocznych wyborach może być końcem politycznej kariery Donalda Tuska? 

– Wydaje mi się, że tak. Niedawno po konwencji Platformy w Radomiu w jednej z niemieckich gazet, dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, ukazał się artykuł
pt. „Ostatnia wielka bitwa Tuska”. Widać więc, że również Niemcy zdają sobie doskonale sprawę, że ewentualna przegrana Donalda Tuska będzie oznaczała koniec jego misji, którą podjął się realizować na gruncie polskim ten polityk. Oczywiście nie oznacza to, że ingerencja, presja Berlina czy Brukseli w wewnętrzne sprawy Polski ustanie
z chwilą odejścia w cień Donalda Tuska, ale pewnie już nie Tusk będzie tym aktorem, który ma zrealizować napisany przez kogoś obcego scenariusz.

              Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki