Zła wiadomość dla Kremla
Piątek, 24 czerwca 2022 (16:06)Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Ukraina i Mołdawia otrzymały status kandydatów do Unii Europejskiej. Jaki to sygnał dla Rosji?
– Ta wiadomość z pewnością jest irytująca dla władz Kremla. Przypomnę tylko, że cała awantura, jeśli chodzi o Ukrainę, rozpoczęła się właśnie wtedy, kiedy Ukraina miała się starać o status kandydata do członkostwa w Unii Europejskiej. Ówczesny prezydent, Wiktor Janukowycz, wycofywał się z tego. W efekcie doszło do wielkiego zamieszania, które skończyło się Majdanem i wydarzeniami, w wyniku których Rosja zaangażowała się na terenie Ukrainy. Co więcej, zagarnęła ukraiński Krym i nie tylko. Zatem tutaj niejako wracamy do kwestii kandydatury Ukrainy do Unii Europejskiej z tą różnicą, że obecny prezydent, Wołodymyr Zełenski, i władze w Kijowie nie będą już niczego wycofywały. Co więcej, Ukraina – póki co skutecznie – broni się przed rosyjską nawałą. Tak czy inaczej decyzja Parlamentu Europejskiego, a także Rady Europejskiej to jest dobra wiadomość dla Europy, ale zła wiadomość dla Kremla.
Przyznanie statusu kandydackiego dla Ukrainy budzi niepokój Rosji. Z jednej strony Miedwiediew próbuje ośmieszyć ten fakt, ale z drugiej strony słyszymy o zacieśnieniu współpracy między Rosją a Białorusią. Co to oznacza?
– W moim przekonaniu Dmitrij Miedwiediew, który już od jakiegoś czasu bardzo ostro wypowiada się na temat czy to Ukrainy, czy to Polski, czy w ogóle Zachodu – nie robi tego bez przyczyny. Najwyraźniej chce zarobić punkty w rosyjskich środowiskach decyzyjnych, które stoją za agresywną polityką Rosji i chcą ją uprawiać. Moim zdaniem Miedwiediew świadomie gra o to, żeby wejść na szczyt i zająć miejsce Putina. Mówiłem już jakiś czas temu o tym, że Dmitrij Miedwiediew właśnie byłby dobrym rozwiązaniem z punktu widzenia polityki Niemiec czy Francji, ponieważ jest na Zachodzie traktowany jako bardziej umiarkowany – liberalny demokrata, z którym można rozmawiać, który – w przeciwieństwie do Putina – nie jest tak agresywny. I gdyby to on rzeczywiście stanął na czele Rosji, to można by było cały szereg rzeczy załatwić – łącznie z zakończeniem wojny.
A jednocześnie powrócić do robienia interesów z Rosją, na czym zwłaszcza Berlinowi i Paryżowi szczególnie zależy?
– O to w tym wszystkim przecież chodzi. Tak czy inaczej nie wiem, jakie relacje ma Miedwiediew z polityką niemiecką czy francuską i na ile to, co mówi, jest kontrolowane, i czy współgra z tym, czego chce Putin, ale sądzę, że Miedwiediew chce pokazać rosyjskim kręgom decyzyjnym, że też potrafi prowadzić zdecydowaną, agresywną politykę oraz – w przeciwieństwie do Putina – że gwarantuje odprężenie z Zachodem. A bez tego oligarchowie rosyjscy nie będą mogli korzystać ze swoich zagrabionych majątków ulokowanych na Zachodzie.
Zachód da się nabrać na tę grę, na złego (Putina) i dobrego (Miedwiediewa) policjanta? Przecież Rosja nie zrezygnuje ze swoich imperialnych planów i jak tylko odbuduje swój potencjał, to będzie kontynuować swój marsz na zachód…
– Politycy z państw demokratycznych charakteryzują się dość krótką perspektywą, jeśli idzie o myślenie i konstruowanie tego rodzaju planów, i zwykle koncentrują się na zyskaniu sympatii wyborców i wygraniu kolejnych wyborów. I to jest pewne ich ograniczenie. Natomiast jeśli chodzi o Rosję, to tego typu ograniczenie nie występuje. Po drugie, patrząc z perspektywy Moskwy, zawsze po stronie zachodniej można znaleźć użytecznych durniów, którzy tak czy inaczej w dobrze pojętym własnym interesie będą chcieli z Rosją współpracować i chwycą się każdej okazji, jeśli tylko takowa się pojawi. Natomiast Dmitrij Miedwiediew wydaje się być politykiem, który mógłby taką okazję – przestrzeń do współpracy – stworzyć. Zatem w moim przekonaniu wejście Miedwiediewa na miejsce Putina rozwiązałoby bardzo wiele problemów, przed którymi teraz stoi Rosja, ale również stworzyłoby pewną perspektywę dla Niemiec i pewnie Francji, czy w ogóle dla Europy Zachodniej, która wolałaby współpracować z Rosją niż w zimie marznąć z powodu braku rosyjskiego gazu czy węgla.
Pod warunkiem że Putin ustąpi albo że zostanie usunięty?
– To może być możliwe. Na Kremlu mogą się zdarzyć różne rzeczy i żadnego scenariusza nie można wykluczyć. Z pewnością też istnieje grupa ludzi, którzy rządzą Rosją – mają wpływ na podejmowane decyzje i politykę Rosji i muszą oni widzieć, że polityka i miejsce, do którego Rosję doprowadził Putin, nie gwarantują zbyt dobrych perspektyw na przyszłość – zwłaszcza że Stany Zjednoczone bardzo wyraźnie deklarują, iż celem polityki Waszyngtonu jest doprowadzenie Rosji do sytuacji, w której nie będzie mogła już prowadzić żadnych akcji ofensywnych, napaści na inne wolne kraje i narody. Rosja nie dysponuje odpowiednim potencjałem, żeby takiemu wyzwaniu się przeciwstawić. Stąd wyjściem dla Kremla jest, czy byłaby wymiana Putina na kogoś, kto byłby w stanie współpracować z Zachodem, niekoniecznie walczyć – przynajmniej na razie. I Miedwiediew – moim zdaniem – gra właśnie w tym kierunku i być może jest już jakoś dogadany z różnymi osobami decydującymi czy mającymi wpływ na politykę Rosji, ale także z zagranicą na Zachodzie.
Wspomniał Pan o naciskach Stanów Zjednoczonych, ale z drugiej strony ważna będzie też postawa Chin, które na razie wspierają Moskwę, co więcej – oskarżają Zachód, że doprowadził do tej wojny. Tylko co będzie dla Chin ważniejsze: dość mgliste interesy handlowe z Rosją czy dużo większe i perspektywiczne interesy z Unią Europejską?
– Moim zdaniem nie należy zbyt poważnie traktować słów Pekinu dotyczących wsparcia dla Moskwy. Gdyby Chiny rzeczywiście popierały działania rosyjskie, to już dawno ruszyłyby z odsieczą i dostawami broni oraz sprzętu dla Rosji. Tymczasem nic takiego się nie dzieje, a widać, że Rosja ma kłopoty – również jeśli chodzi o uzbrojenie, skoro z magazynów wyciąga stare czołgi, wysyłając je na front. Tak czy inaczej Chiny prowadzą własną grę i nie są zainteresowane tym, aby w Azji – poza nimi – było jeszcze inne mocarstwo pod nazwą Rosja. Dlatego nie widzą interesu w tym, aby Rosję umacniać. Oczywiście nie jest też w interesie Pekinu totalne osłabienie Rosji, aby nie była w stanie przeciwstawiać się wpływom Zachodu, ale nie może być też za silna, żeby nie stanowiła konkurencji dla Chin – zwłaszcza że w Pekinie zdają sobie doskonale sprawę, że na Zachodzie istnieje myśl – zwłaszcza po stronie Stanów Zjednoczonych, aby zjednać Rosję do sojuszu antychińskiego. Ponieważ w przeszłości zdarzały się już tego typu przypadki – a Chińczycy mają dobrą pamięć – w związku z tym jeżeli taka sytuacja by się pojawiła, to dla nich lepiej, żeby Rosja była słabym sojusznikiem Zachodu niż silnym. Nie sądzę więc, żeby Chiny chciały jakoś specjalnie umacniać Rosję, i raczej są zainteresowane tym, żeby Rosja nie była za silna i żeby nie miała możliwości interwencji i przeszkadzania, jeśli chodzi o przyszły jedwabny szlak, który ma biec od Chin w kierunku zachodnim. To wszystko, jak widać, składa się na dość skomplikowane relacje rosyjsko-chińskie. Putin i Rosja oczywiście cały czas przekonują, że są w doskonałych relacjach, wręcz w sojuszu z Chinami, natomiast Chiny taktownie milczą, nie potwierdzając, ale też nie zaprzeczając temu.
Przed nami szczyt NATO w Madrycie. Jakich decyzji, ustaleń się Pan spodziewa?
– Mówiąc wprost, nie chciałbym niczego sugerować. Oczywiście widziałbym decyzje, które Sojusz Północnoatlantycki powinien podjąć, ale nie sądzę, żeby NATO było dzisiaj do tego zdolne, gotowe. W związku z tym poczekajmy na rzeczywiste ustalenia, jakie zapadną w Madrycie. Być może jakiś plus dodatni – dajmy na to wzmocnienie obecności militarnej zwłaszcza Stanów Zjednoczonych na wschodniej flance – się pojawi. I będzie to chyba maksimum tego, czego możemy teraz oczekiwać. Moim zdaniem trzeba myśleć już nad nową strategią, w ogóle nad zmianą formuły, jeśli chodzi o NATO we współczesnym świecie. Chodzi o to, czy NATO wobec wyzwań, jakie niesie świat, może wciąż być tylko sojuszem obronnym, ograniczającym się tylko do państw, które należą do tego ścisłego grona, czy może powinno się poszerzyć. Jest to jednak pieśń przyszłości i czas pokaże, czy i jak się to rozwinie.