• Środa, 15 kwietnia 2026

    imieniny: Anastazji, Wacławy

Dbajmy o bezpieczeństwo, ale z głową

Niedziela, 19 czerwca 2022 (18:29)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Szybkie, sprawne i efektywne działanie państwa w sytuacjach kryzysowych – taki jest cel rządowej ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej, której projekt poznaliśmy. Brzmi dobrze, a jak Pan ocenia pomysł ustawy o ochronie ludności?

– Za nami poważny kryzys covidowy, gdzie trzeba było modyfikować ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, za nami wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej, co też wywoływało falę dyskusji na temat bezpieczeństwa oraz krytykę: po co stan wyjątkowy na obszarze przygranicznym, skoro – jak uważano – ograniczenia można zastosować decyzją wojewody. Tych kilka faktów pokazuje, że w ostatnich latach rzeczywistość nas nie rozpieszczała. Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną w sensie gospodarczym, a także zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego – wydaje się, że rząd przygotowuje narzędzie na warianty jeszcze bardziej krytyczne niż covid. Sytuacja jest dynamiczna i kto wie, czy na przełomie roku nie trzeba będzie czegoś takiego uruchomić, stąd właśnie projekt ustawy o ochronie ludności.    

Ważną rzeczą zawartą w tym projekcie jest fundusz ochrony ludności w wysokości ok. 3 mld zł, który ma służyć m.in. natychmiastowym wypłatom zapomóg ofiarom klęsk żywiołowych. Zarządzać nim mają po połowie szef MSWiA i wojewodowie? Tego dotychczas nie było…

– Pamiętamy sytuację w związku z covidem, kiedy pojawiła się dyskusja o odszkodowaniach, i wtedy rząd przygotował tarcze antycovidowe, żeby uniknąć długotrwałych procesów sądowych – wtedy pojawiła się systemowa pomoc. Wtedy rząd był pod presją, pamiętamy też dyskusje: dlaczego ta branża a nie inna. To sprawiało, że lista beneficjentów się wydłużała, a budżet państwa nie jest z gumy. Sądzę, że teraz rząd chce się lepiej przygotować na kryzys energetyczny, gdzie potrzeba będzie paliw i gazu, aby móc przejść ten trudny czas. Przed nami lato i nikt się tym zbytnio nie przejmuje, ale za chwilę będziemy mieli okres jesienno-zimowy i ta ustawa jest po to, by móc skutecznie przeciwdziałać ewentualnym zawirowaniom. Myślę też, że jesteśmy w przeddzień powtórki kryzysu paliwowego, który miał już miejsce w latach 70., a którego wielu z nas nie pamięta, kiedy na całym świecie było szaleństwo braku i limitowania paliwa na stacjach benzynowych. Uważam, że taki scenariusz też trzeba brać pod uwagę, że to, co się dzieje na rynkach światowych, rynkach energetycznych, będzie miało swoje konsekwencje już w najbliższym czasie. Przyznam, że ze zdumieniem słucham polityków, którzy z fotowoltaiki czy z farm wiatrowych zrobili cudowne zaklęcie i lek na całe zło. Owszem to dobre pomysły, ale nie w polskich warunkach. Energię można wyprodukować, ale jak ją przetrzymać, a magazyny energii u nas raczkują, brakuje też odpowiednich sieci przesyłowych. Jedno jest pewne, że gdyby fotowoltaika była panaceum na wszystko, to cała Europa byłaby pokryta panelami i gwizdalibyśmy na szantaż energetyczny Rosji. Niestety, tak dobrze nie jest. Nie mamy elektrowni jądrowej, a każą nam zamykać elektrownie węglowe, kopalnie węgla, a jednocześnie byliśmy skazani, aby kupować gaz i ropę z jednego – rosyjskiego kierunku, i de facto stawaliśmy się zakładnikiem Kremla. Warto o tym pamiętać. Tym bardziej powinniśmy być przygotowani na różne zawirowania.         

Bezpieczeństwo energetyczne to jedna kwestia, ale zważając na to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą, chodzi też o bezpieczeństwo państwa i obywateli. Ustawa rozszerza możliwość przeciwdziałania wrogim, agenturalnym siłom na terenie Polski i infiltracji organów państwa przez obce służby.

– To niezwykle ważny element, stąd oprócz tego mamy też ustawę o ABW, o SKW, czyli o wywiadzie cywilnym i wojskowym, mamy CBA, Straż Graniczną, która posiada też pion operacyjny, jest też niedawno uchwalona ustawa o obronie Ojczyzny. I to wszystko ma być kompatybilne. Żyjemy w czasie, gdzie wszystko toczy się w sieci, która też jest obszarem zagrożonym. Każdy, kto ma telefon, komputer, staje się trybem wielkiej machiny, którą próbują wykorzystywać także wrogowie, i to też należy brać pod uwagę.

A czego zabrakło w projekcie, co np. z obroną cywilną, której tu nie ma?

– Jest pytanie: czy dzisiaj w Polsce mamy obronę cywilną? Myślę, że tajemnicą każdej tego typu struktury jest spójny sposób zarządzania i koordynacji. Najlepsza ustawa nic nie da, jeśli nie będzie zbudowanego mądrego systemu zarządzania, nadzoru, realizacji i koordynacji tych wszystkich działań. W Polsce mamy taką strukturę: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego przy Prezydencie RP, który jako głowa państwa ma ogląd na całość, a jednocześnie mamy MON, MSWiA, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i poszczególne instytucje, które podlegają Premierowi RP. Jednak w sytuacjach trudnych dla państwa wszyscy spotykają się u prezydenta i wszystkie struktury meldują prezydentowi.

Czy to oznacza, że potrzebne jest pewne uproszczenie?

– Zawsze byłem zwolennikiem uproszczenia. Umówmy się, że skoro prezydent RP jest gwarantem stabilności i ciągłości państwa, jest osobą o największym poziomie zaufania – ma bowiem mandat otrzymany w wyborach bezpośrednich, to BBN w sytuacjach kryzysowych powinno stawać się głównym centrum dowodzenia. Przy kryzysach mogą być różne sytuacje, łącznie z tą, że rząd upada, a tworzy się i powstaje nowy, i w tym momencie, aby zapobiec chaosowi – i to moim zdaniem byłby ciekawy wariant, gdyby się pojawił w tej ustawie – mianowicie, że w sytuacjach ekstremalnie trudnych cały element pracy rządu – pionów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne – decyzyjnie powinien podchodzić pod prezydenta RP. Zdaję sobie sprawę, że w tym momencie mówimy o nowelizacji Konstytucji RP, ale myślę, że warto to wziąć pod uwagę. Kiedy byłem posłem na Sejm RP, to byłem gorącym zwolennikiem tego, żeby pion służb specjalnych objąć kadencyjnością, a jednocześnie piony strategiczne państwa polskiego podciągnąć pod BBN, czyli pod prezydenta RP, aby wykluczyć ciągoty każdej władzy do nadużyć i działań – nazwijmy to – nieodpowiedzialnych. Jeszcze raz powtarzam: najlepsza ustawa nic nie da, jeśli nie będzie miała dobrej organizacji i ludzi.

Skoro mowa o bezpieczeństwie w różnych aspektach, dlaczego nie ma ułatwień dostępu do broni dla obywateli?

– Ustawa nie może być receptą na wszystko. Nie wierzmy też, że skoro Polska przez naście lat była rozbrajana, to teraz, za jednym zamachem, da się wszystko naprawić i że wszyscy nagle będą mieli dostęp do broni. Osobiście byłbym raczej zwolennikiem prostego systemu, że każdy dorosły, pełnoletni obywatel państwa polskiego – niezależnie od płci, także seniorzy – ma prawo raz w roku przejść weekendowe szkolenie z zakresu strzelania z broni na strzelnicach wojskowych. I to jest według mnie właściwy kierunek.

Czyli dostęp do broni tak, ale po przeszkoleniu?          

– Dostęp do broni dla osób chętnych, które chcą przejść całą procedurę szkoleniową z użyciem broni czy to krótkiej, czy długiej, ale nie po to, żeby ją mieć w domu, tylko po to, że w razie sytuacji kryzysowej, gdyby zaistniała potrzeba użycia broni w obronie państwa polskiego, żeby wiedzieć, jak się taką bronią posługiwać. Według mnie istotą i problemem nie jest to, że nie mamy broni w domach, ale istotą jest to, żeby móc z broni korzystać wtedy, kiedy zajdzie uzasadniona potrzeba. Chodzi o to, żeby osoby nieodpowiedzialne, które nawet nie mają pojęcia, jak używa się broni, nie miały do niej dostępu. Zatem nauczmy się posługiwać bronią, stwórzmy coś na wzór kultury posługiwania się bronią, a jednocześnie odbierzmy argument przeciwnikom, że tu nie chodzi o danie broni do ręki, do domu, do szafy czy biurka. Rzecz w tym, żebyśmy umieli posługiwać się bronią na wypadek zagrożenia, a to czy ta broń będzie leżała w magazynie wojskowym, czy w sejfach WOT-u, to nie ma znaczenia. Na Ukrainie po napaści rosyjskiej, kiedy trzeba było się bronić, to wyjeżdżał samochód czy samochody wojskowe na ulice Kijowa i rozdawano broń chętnym. Natomiast, żeby brać broń do ręki, to najpierw trzeba jej umieć używać na wypadek sytuacji kryzysowych. Zacznijmy zatem od początku nauczmy ludzi kultury używania broni i edukujmy w tym zakresie – weekendowe szkolenie raz w roku czy raz na pół roku nie zaszkodzi. Dzięki temu będziemy mieli dodatkową liczbę osób, które nie odbyły służby wojskowej, ale będą w rejestrach wojskowych jako te, które przeszły weekendowe szkolenie wojskowe i potrafią posługiwać się bronią, jak strzelać i jak rzucać granatem.

Jak sprawa wygląda ze schronami? W Polsce chyba nie ma ich za dużo, a to przecież też element bezpieczeństwa.

– Po czasach PRL-u schrony stały się przedmiotem żartów i kpin, co więcej, w wielu dawnych schronach mieszczą się dzisiaj kluby, restauracje, puby czy kawiarenki internetowe, a wiele schronów jest zaniedbanych i pustych. Ewidentnie mamy z tym problem. I takich nowoczesnych schronów, podobnie jak z elektrowniami atomowymi, nie zbuduje się w jeden tydzień. I nawet najlepsza ustawa tego nie zrobi. Bez wątpienia trzeba zrobić inwentaryzację, określić stan posiadania. Mam wrażenie, że z wyjątkiem Warszawy, która ma metro – choć są też głosy, że niektóre stacje się nie nadają na schrony, bo są zbyt płytkie, to tylko stolica ma takie zabezpieczenie. Ponadto praktyka wszystkich działań wojennych pokazuje, że najlepszym schronem jest las. Oczywiście nie da się znaleźć na szybko panaceum na brak schronów i dotyczy to większości państw poza Szwajcarią, która ma w Alpach schrony i jest w stanie zabezpieczyć miejsce w schronie każdemu obywatelowi. Dlatego nie wpadajmy w panikę, nie starajmy się nagle naprawić wszystkiego, bo tego się nie da zrobić, natomiast zacznijmy od edukacji na poziomie szkoły podstawowej, potem średniej itd. Zróbmy to, co można: edukujmy w zakresie udzielania pierwszej pomocy, bo z tym też jest problem, i oczywiście edukujmy w zakresie użycia broni. Pamiętajmy też, że ustawa nie jest receptą na wszystko. Ustawy nie rozwiązują problemów, to ludzie rozwiązują problemy. Najlepsza ustawa nic nie da jeżeli na stanowiskach rządowych będą ludzie nieodpowiedzialni, albo struktury czy piony zarządcze będą zbudowane na niejasnych zasadach. Wykorzystajmy to, co mamy, a mamy pion wojskowy, policjantów, ochotnicze straże pożarne, ratowników medycznych, PCK, harcerzy – a więc jest cała masa ludzi o dużym potencjale. Także Polski Związek Łowiecki, grupy strzeleckie, mamy też emerytów wojskowych i policyjnych, którzy mają prawo do broni i wiedzą, jak się nią posługiwać. Wbrew pozorom może się okazać, że w Polsce mamy jakiś potencjał, tylko wszystko to musi być odpowiednio ułożone.    

            Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki