• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Węgiel a opozycja

Czwartek, 9 czerwca 2022 (16:47)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Węgiel, który był wręcz wyklęty przez tzw. postępowe unijne kręgi, dziś znów wraca do łask, co więcej, jako towar deficytowy staje się wręcz pożądany. Widmo zielonej ideologii odchodzi w cień?

– Chyba nie do końca. Rzeczywiście przez ostatnie lata z węgla – przy wydatnym wkładzie Unii Europejskiej – uczyniliśmy czarnego luda. Tylko że Polska od dawna mówiła, że węgiel jest jednym z naszych dóbr naturalnych, którymi nas Boża Opatrzność obdarzyła. Nasze geograficzne położenie sprawia, że nie mamy tyle słońca, co Europa Południowa, nie wieją też u nas tak mocno wiatry, jak to ma miejsce nad oceanem, ale mamy złoża węgla. Tymczasem przez lata w Europie stworzono kult złego węgla. Powstała wręcz sekta antywęglowa, która mówi, że węgiel jest zły, a wszystkie inne źródła energii są dobre. Pamiętamy rozmaite marsze, protesty klimatyczne, w które wciągano dzieci, młodzież. I o ile dzieciom, które są naiwne, pozbawione wyobraźni politycznej o związkach przyczynowo-skutkowych i łatwo je zmanipulować, można wybaczyć, to jeśli chodzi o ludzi dojrzałych, już niekoniecznie. Przypomnę tylko jednoosobowy wyrok hiszpańskiej sędzi Rosario Silvy de Lapuerty, wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w sprawie „Turowa”, która zawyrokowała zamknięcie z dnia na dzień kopalni. Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby polski rząd uległ tej presji i zamknął kopalnię, a co za tym idzie także elektrownię „Turów”.  

Dzisiaj po placu z węglem chodzi Donald Tusk i leje krokodyle łzy, że brakuje węgla, który jest coraz droższy, pokazując swoją rzekomą troskę o Polaków. A jak to było za rządów Platformy?

– Fakty są takie, że ugrupowania takie jak Platforma, Lewica, a ostatnio także Polska 2050, to formacje, które krzyczały, aby zamykać kopalnie węglowe, i to natychmiast. Taka była retoryka i prześciganie się, kto głośniej będzie optował za zamknięciem kopalni i odejściem od węgla. Panaceum miała być fotowoltaika i wiatr, co pokazuje poziom naiwności godny młodej szwedzkiej aktywistki klimatycznej Grety Thunberg. W polskich warunkach słońce i wiatr są sezonowe. I jeśli podczas konferencji prasowej Donald Tusk twierdzi, że gdyby rozwijano farmy wiatrowe, fotowoltaikę, to dzisiaj nie mielibyśmy problemu, to pokazuje swoją obłudę, bo nie podejrzewam, że jest aż tak naiwny jak młoda Szwedka.  

Tyle że stanowisko Tuska jest zgodne z linią Unii Europejskiej…      

– Owszem, stanowisko Tuska jest zgodne z ideologicznym szaleństwem „Fit for 55” – pakietem, który ma na celu zmniejszenie emisji CO2 w Unii Europejskiej o co najmniej 55 procent przed końcem tej dekady. Tyle że każdy odpowiedzialny lider partyjny, a zwłaszcza osoba, która pełniła urząd premiera, powinna wiedzieć, że w kraju potrzebny jest kręgosłup, stabilny system bezpieczeństwa energetycznego, który nie będzie zależeć od kaprysów pogody, klimatu itd. i nie będzie narażał państwa – przemysłu i odbiorców indywidualnych – na przerwy w dostawach. Nam potrzebny jest system, który zapewni energię i ciepło w polskich domach przez cały rok, a nie tylko sezonowo.

Co zrobił Donald Tusk za swoich rządów w kierunku bezpieczeństwa energetycznego Polski?

– Nic. Donald Tusk, który po ostatniej konwencji Prawa i Sprawiedliwości dostał przyspieszenia i biega po Polsce oraz krytykuje rząd, kiedy sam był premierem, nie zrobił nic, żeby Polska była bezpieczna i samowystarczalna energetycznie. Owszem, jako premier powołał spółkę Polski Atom, a były minister skarbu Aleksander Grad w 2012 roku został powołany na prezesa spółek Polskiej Grupy Energetycznej: PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1, które były odpowiedzialne za program energetyki jądrowej oraz przygotowanie i budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Plany rządu zakładały budowę dwóch siłowni jądrowych o łącznej mocy 6 tysięcy MW. Zgodnie z planami PGE pierwszy reaktor miał być uruchomiony w 2022-2023 roku. Tymczasem, mimo iż prezes zarabiał krocie, to nawet szpadla nie wbili w ziemię. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że budowa elektrowni jądrowej to proces, który trwa minimum 12 lat.

Swoją drogą ile sieci energetycznych, przesyłowych zbudowała za swoich rządów koalicja PO – PSL?

– Dobre pytanie, bo przecież skoro powstawały plany budowy elektrowni atomowych, to jednocześnie musiały być stworzone plany budowy sieci przesyłowych dla wytwarzanej tam energii. Niestety nie zrobiono nic. Wszyscy wiemy, że w Polsce mamy stare, pochodzące jeszcze z lat 70. sieci przesyłowe, które są niewydolne. I to jest bardzo poważny problem, z którym się Polska boryka. Niestety, tego braku nie da się nadrobić jednego dnia, bo to wymaga planowania, budowy w różnym terenie: prywatnym, leśnym, ekologicznym, co wiąże się z pozwoleniami itd.  

Platforma krytykuje rząd, ale, o dziwo, nie słychać tzw. ekologów – przeciwników węgla?

– Kiedy Putin zaatakował Ukrainę, Platforma domagała się natychmiastowego zakazu importu węgla z Rosji. Przy czym nie było żadną tajemnicą, że od 30 lat 60 procent węgla Polska sprowadza z kierunku wschodniego. Nie jesteśmy więc w stanie w ciągu jednego dnia uzupełnić braków tego surowca spowodowanych rezygnacją z importu rosyjskiego węgla. Dlatego postawa polityków Platformy jest nieodpowiedzialna. Dzięki nim węgiel w Polsce stał się brzydki i niedobry – bo tak kazała Unia Europejska, ale wskazania, co robić dalej, nie ma, tymczasem lato kiedyś się skończy i przyjdzie zima, a co za tym idzie, wzrośnie zapotrzebowanie na węgiel dla prywatnych odbiorców. Natomiast przedziwne jest milczenie ideologów antywęglowych, którzy nabrali wody w usta. Najwięksi oponenci: „zielona demokracja” Szymona Hołowni, Lewica Czarzastego i Biedronia oraz Tusk dzisiaj na ten temat milczą. Zobaczyli, że spełniło się ich marzenie, bo zły, śmierdzący węgiel ma zniknąć, tylko co w zamian, czym go zastąpić tu i teraz? Jest zatem problem, a tam, gdzie są problemy, totalna opozycja chowa głowę w piasek. To tylko pokazuje, że tak diametralnych zmian nie dokonuje się jednego dnia, że musi to być proces i stworzenie mądrej alternatywy. Odpowiedzialny polityk nie podejmuje takich decyzji z dnia na dzień. Nie da się jednego dnia zamknąć jednej linii i tego samego dnia uruchomić innej alternatywnej. I tu kończy się ideologia, a zaczyna życie z problemami i wyzwaniami, którym realnie trzeba sprostać.

Polska ma złoża węgla, i to niemałe, o czym odkrywczo przypomina Donald Tusk…    

– Na pewno pomysły odchodzenia od węgla muszą ulec korekcie. Gaz, który miał być paliwem przejściowym, jest dzisiaj bardzo drogi. Musimy więc postawić na energię jądrową. Jednak obecnie zasoby węgla w Polsce są, tylko były szef Rady Europejskiej powinien wiedzieć, że uruchomienie istniejących złóż węgla wymaga zgody unijnych gremiów. Cały proces uruchomienia złóż kosztuje, jest to traktowane jako pomoc publiczna i jako taka wymaga zgody Komisji Europejskiej. Polski węgiel jako jakościowy, wysokokaloryczny był dotychczas przeznaczany na potrzeby energetyki, do elektrociepłowni itd., ale jego wykorzystanie było szersze, także dla potrzeb odbiorców indywidualnych. Jego brak i wysokie ceny, które w dużej mierze są też efektem spekulacji, mogą spowodować, że go nam zabraknie do ogrzewania bloków i mieszkań – przynajmniej tak to się zapowiada. Trudno w takiej sytuacji być złośliwym, ale może brak tego paliwa i chłód uświadomi, zwłaszcza młodzieży zafascynowanej ekologią i czystą energią, że są wykorzystywani przez rozmaite lewackie lobby do swoich interesów, a życie toczy się nie w obłokach, marzeniach, ale tu i teraz.

Jak brak węgla może się przełożyć na rozwój polskiej gospodarki? Wiemy przecież, że nasz przemysł w dużej mierze opiera się m.in. na węglu…

– Rządzący nie ukrywają, że może nas czekać małe spowolnienie gospodarcze. Mianowicie rząd zapowiada, że chce skoncentrować się na zapewnieniu opału dla gospodarstw domowych, a to oznacza, że węgla może zabraknąć dla niektórych gałęzi przemysłu. Więc kosztem produkcji będziemy musieli węgiel przerzucić na potrzeby zwykłych ludzi. I taki wariant też trzeba brać bardzo realnie pod uwagę. Owszem, węgiel można zakupić na innych kontynentach, dajmy na to w Australii, w Wenezueli i wielu innych państwach, ale problemem jest jego dostarczenie do Polski i rozdysponowanie. Dobrze, że rządzący są odpowiedzialni i podchodzą do sprawy poważnie. Jednocześnie trzeba uświadomić obywatelom, że tak jak jednego dnia nie zamyka się kopalni, tak samo jednego dnia nie da się sprowadzić 60 procent węgla.

Swoją drogą dobrze, że nie ulegliśmy trendom i dyktatowi Brukseli w sprawie zamykania kopalń?

– Oczywiście, że dobrze. Transformacja energetyczna to jest proces, który będzie trwał, i dopóki nie będzie mądrej alternatywy, która zapewni nam trwałe bezpieczeństwo energetyczne, nie powinniśmy odchodzić od węgla. Trzeba zwiększyć wydobycie, bo to jest nasz skarb, którym musimy mądrze rozporządzać. Na nic zdadzą się ideologiczne rozmaite zielone fronty, jeśli ludzie nie będą mieli zapewnionych dostaw źródeł energii i ciepła do swoich domów. Kryzys energetyczny się pogłębia, zaognia się coraz bardziej, tymczasem widać, że unijne gremia, decydenci brukselscy niczego się nie nauczyli, co więcej, w momencie newralgicznym coraz bardziej podkręcane są ideologiczne młyny. Nic dziwnego, skoro w Brukseli osobą odpowiedzialną za zieloną transformację jest nie kto inny jak Frans Timmermans, który uważa, że w momencie rosyjskiej agresji na Ukrainę wdrożenie „Zielonego ładu” stało się jeszcze pilniejsze. Natomiast jeśli chodzi o polską opozycję, to nabrała ona wody w usta i nie ma pomysłu, czeka zatem, co zrobi rząd, aby móc znów krytykować. Tu wychodzi totalność naszej opozycji. Cokolwiek rząd zrobi w tym temacie, to i tak będzie źle. Jeśli przerzuci węgiel z przemysłu do odbiorców indywidualnych, to opozycja totalna będzie krzyczeć, że nie przygotował na kryzys. Takiej możemy spodziewać się reakcji. To jest jedyne, na co stać totalną opozycję.

           Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki