• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Wciąż działają na szkodę Polski

Środa, 8 czerwca 2022 (15:04)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

We wtorek w europarlamencie odbyła się kolejna debata, podczas której pojawiły się zarzuty o rzekomy brak praworządności, niezależności sądów, łamanie praw kobiet w Polsce. Co jest przyczyną i kto jest beneficjentem tego typu debat?

– Beneficjentem są oczywiście wrogowie Polski, w tym Putin i jego reżim. Natomiast podstawowym powodem tych wszystkich debat przeciwko Polsce, które były, są i pewnie będą, są polscy politycy, opozycja totalna. Nikt inny nie przynosi na unijną arenę tylu złych, spreparowanych informacji o Polsce, jak właśnie polska totalna opozycja. Później te fałszywe informacje, te wszystkie bzdury są powielane przez innych lewicowo-liberalnych bądź niby-chadeckich polityków. Gołym okiem widać, że są oni dobrze poinformowani przez polskich donosicieli, co mają mówić, w jakie tony uderzać, stąd te wkłady własne polityków Platformy czy Lewicy są aż nadto obecne w ustach europosłów z innych państw, którzy brzmią jak stara, zdarta płyta, powtarzając za każdym razem jedno i to samo. Nie ma żadnych nowych uwag pod adresem Polski, ciągle powtarzają slogany o rzekomym braku praworządności, natomiast przez gardło im nie przejdzie to, co Polska robi dzisiaj dla uchodźców wojennych z Ukrainy. Ale to, jak wspomniałem, dzieje się pod dyktando polityków totalnej opozycji, polskich zdrajców, którzy mają w sobie mocno zakorzeniony gen targowicy.

Czemu te debaty mają służyć?

– Te debaty są niezbędne totalnej opozycji do utrzymywania presji, nacisku na Polskę i ośmieszania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Część Polaków – kosmopolitów, niby-obywateli Polski – przyklaskuje temu chórowi. Niestety aż ok. 20 procent wyborców jest za tymi polskimi zdrajcami i uczestniczy w tym targowickim spektaklu, a ich poparcie i wybory przy urnach przekładają się później na rezolucje i debaty przeciwko Polsce z udziałem europosłów z zagranicy. Ciekawe, że kiedy pytamy ich o uściślenie pojęcia braku praworządności, o pokazanie choćby jednego przykładu defraudacji pieniędzy w Polsce, złego użycia unijnych funduszy – tak jak to miało miejsce w Czechach u byłego premiera Babisza – u byłego premiera Borysowa w Bułgarii, czy jak to ma miejsce w Hiszpanii, gdzie prawa i wolności obywatelskie są tłumione przez socjalistyczny rząd, to wówczas ci krzykacze nabierają wody w usta i spuszczają głowy. Widać więc, że powielają kłamstwa przyniesione im na tacy przez polityków totalnej opozycji, natomiast bardzo słabo są zorientowani w polskich realiach, co nie przeszkadza im powtarzać ciągle to samo. Jeśli porównać poprzednie debaty, jej aktorów oraz argumenty, jakie się tam pojawiają, to ciągle mamy to samo – brak praworządności, ale co to oznacza, to nie potrafią wyjaśnić. Dlatego za te spektakle na świecącej pustkami sali plenarnej europarlamentu obwiniam polskich europosłów, którzy jak kiedyś targowiczanie mówią tylko źle o Polsce i na tym zbijają kapitał polityczny. Mają przy tym nadzieję, że uda się im nabrać na te dyrdymały większość obywateli Polski. To im się nie uda, bo ludzie są mądrzy, Polska jest krajem wolnym, suwerennym, dobrze zarządzanym w kryzysie, a ponadto mamy swoje wielkie osiągnięcia związane z pomocą Ukraińcom. Nikt poza nami nie przyjął tak szlachetnej postawy wobec ludzi uciekających przed inwazją rosyjską, ale o tych dobrych rzeczach politycy totalnej opozycji oczywiście w Brukseli nie mówią, wolą mówić źle o Polsce, co jest pożywką dla liberałów i lewicy w Parlamencie Europejskim.

Takie wrogie postawy wobec własnego państwa – jakie prezentuje totalna opozycja – byłyby możliwe w innych krajach?             

– Z pewnością nie. Każdy europoseł mówi raczej dobrze lub bardzo dobrze o własnym kraju albo co najwyżej twierdzi, że problemy to jest nasza wewnętrzna sprawa i proszę się nie wtrącać. Tak było chociażby przy okazji protestu ruchu „żółtych kamizelek” we Francji. Kiedy pytaliśmy posłów tego kraju, czy popierać wniosek o jakąś debatę, to usłyszeliśmy, że nie, że sami tę sprawę załatwią u siebie. To tylko pokazuje, że donoszenie na Polskę przez własnych europosłów jest zjawiskiem niespotykanym w Brukseli, co ośmiesza nie tylko donosicieli, ale też deprecjonuje Parlament Europejski, bo mówienie kolejny raz o Polsce jako kraju bez rządów prawa, kiedy widać wyraźnie, że jest to kłamstwo, jest po prostu śmieszne. Niestety, jest to wciąż akceptowane przez 20 procent wyborców, którzy temu przyklaskują i cieszą się, że Polska jest atakowana. Myślę, że historia rozliczy tych polityków, a wyborcy powinni się zastanowić, kogo wybierają i po co stawiają na ludzi, którzy źle mówią o własnej Ojczyźnie. Oczywiście nie twierdzę, że jako Zjednoczona Prawica jesteśmy idealni, ale uważam, że są rzeczy, które powinniśmy rozwiązywać w Polsce, a nie wynosić nasze wewnętrzne sprawy na arenę międzynarodową. Niestety robi to Platforma i Lewica.  

Wspomniał Pan, że ludzie popierają polityków, ale też kierują się tym, co mówią i robią, dotyczy to też niechęci do przeciwników politycznych, co przekłada się niestety na agresję. Mieliśmy już zabójstwo Marka Rosiaka i inne przejawy agresji wywołanej przez nieodpowiedzialnych polityków…

– Donald Tusk po to wrócił, żeby podzielić Polskę i zaznaczyć, że część Polaków jest kosmopolityczna – niby europejska, nowoczesna, postępowa. Ostatnio nawet ogłosił, że umieści w programie prawo aborcyjne do 12. tygodnia ciąży. Tym samym swoje prawdziwe oblicze. Jeszcze niedawno Tusk pojawiał się w kościołach, z księżmi itd., ale teraz widać, co mu naprawdę w duszy gra. Niestety ordynarna krytyka, polityka zaciśniętych pięści, nakręcania spirali niechęci czy wręcz wrogości prowadzi do frustracji niektórych ludzi, co znajduje wyraz w aktach agresji. Dochodzi do takich sytuacji jak w Łodzi w 2010 roku, gdzie Ryszard Cyba wtargnął do biura poselskiego PiS i zamordował Marka Rosiaka. Wczoraj natomiast mieliśmy też akt agresji przed siedzibą Orlenu w Płocku. Tak czy inaczej politycy powinni być bardziej odpowiedzialni, także za to, co mówią, bo słowa agresji, niechęci wobec politycznych rywali, trafiając na podatny grunt, mogą zaowocować kolejnymi tragicznymi zdarzeniami. Żyjemy w dużym napięciu wywołanym wojną na Ukrainie, inflacją czy zjawiskami gospodarczymi, które w ostatnich dekadach nie kumulowały się tak bardzo, tym bardziej musimy brać odpowiedzialność za to, co się mówi. My, politycy, też musimy to brać pod uwagę, być odpowiedzialni. Uważam, że w publicznych mediach powinny się pojawiać materiały objaśniające, że zachowania takie jak przed laty w Łodzi czy wczorajsze w Płocku są wynikiem fałszywej narracji, fałszywej opowieści, są wynikiem lansowania pseudowartości, wynikają z fałszywej troski o Polskę, i takie nieszczęście może się każdemu przydarzyć. Dlatego odpowiedzialność polityków, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, powinna być jeszcze większa, warto też pamiętać, że ci, którzy sieją wiatr, zbierają burzę.

Donaldowi Tuskowi, jeśli chodzi o funkcje, chyba niewiele już zostało, ostatnio stracił przewodnictwo w Europejskiej Partii Ludowej, co więcej, odszedł z hukiem i dość prędko, jak żaden poprzedni przewodniczący…

– Rzeczywiście to, że przestanie być szefem Europejskiej Partii Ludowej, było tylko kwestią czasu. Natomiast ma – jak sądzę – jeszcze jedną ważną misję do spełnienia, mianowicie rozbić solidarność polsko-ukraińską. Słowa, że zboże ukraińskie transportowane przez Polskę jest działaniem przeciwko polskim rolnikom, ośmieszają go jako byłego premiera. Widać jednak, że ma za zadanie rozbijać sojusz polsko-ukraiński, cały czas prezentować niemiecki punkt widzenia, czyli żeby wojna skończyła się jak najszybciej i żeby Ukraina oddała Rosji część swojego terytorium. Wtedy Tusk byłby zaproszony do Brukseli bądź do Berlina i tam ogłosił, że przyczynił się do pokoju. Pokoje za wszelką ceną są zawsze krótkotrwałe, jak chociażby pokój w Monachium z września 1938 roku, a Tusk nie jest ani wizjonerem, ani politykiem o wielkich, filozoficznych horyzontach, ale jest „politycznym rozrabiaką”, który ma utrzymywać stan napięcia w Polsce, dzielić społeczeństwo. To polityk, który nigdy do końca nie mówi, o co mu chodzi, chyba że się pomyli – tak jak to było w przypadku aborcji, którą teraz włączył do swojego programu. Widać szuka poparcia także po lewej stronie i wykonuje pracę w interesie liberałów i lewicy europejskiej. Dla mnie jest oczywiste, że nie zaprzestanie swojej działalności, ponieważ jest politykiem, rzec można, uwiązanym na pasku. Posady, którą miał – szefostwo w Radzie Europejskiej – nie dostał za darmo i teraz musi się wywiązać z zadań, jakie nałożyła na niego liberalno-lewicowa Europa.

Powróćmy jeszcze do europarlamentu – mianowicie do ataków skierowanych nie tylko przeciw Polsce, ale także przeciw Ursuli Von der Leyen. Jak skomentuje Pan wniosek posłów frakcji Odnowić Europę z Guyem Verhofstadtem na czele o odwołanie jej z funkcji przewodniczącej Komisji Europejskiej za akceptację polskiego „Krajowego planu Odbudowy”?

– Kim jest Guy Verhofstadt, to wszyscy wiemy. Pamiętamy, że kiedy był premierem Belgii, to wprowadził eutanazję i aborcję. To jest tego typu człowiek. Jest osobą aktywnie działającą na froncie burzenia równych państw i wolnych narodów i utworzenia superpaństwa europejskiego. Jego atak, atak frakcji Odnowić Europę, jest atakiem liberałów na inne ugrupowania, które nie przyjmują tak szybkiej ścieżki zmian w traktatach europejskich. Verhofstadt reprezentuje pogląd, że traktaty należy zburzyć, stworzyć nowe europejskie państwo i niepodzielnie rządzić wspólnie z Niemcami, Francuzami, z jedną europejską armią i jedną polityką zagraniczną.

Ale występując na forum Parlamentu Europejskiego, chyba nie powiedział nic nowego, bo zawsze zachowuje się w ten sam sposób?

– Dokładnie. Jest przykładem europosła, który sądzi, że jest nieomylny, ale wiadomo, że nawet w jego grupie nie akceptują jego zachowań, jego wystąpień, które zawsze są nacechowane nerwowością, brutalnością, po prostu chamstwem i butą, natomiast niewiele wnoszą. Jednak ten atak na Ursulę Von der Leyen w gruncie rzeczy jest dobry z punktu widzenia Polski, bo pokazuje, że ta ekipa się kłóci. Wydaje się, że resztki przyzwoitości są jeszcze po stronie szefowej Komisji Europejskiej, która jednak forsowała przyznanie Polsce pieniędzy z „Krajowego planu odbudowy”, przekonała do tego większość komisarzy, bo tylko pięciu było przeciwko. Moim zdaniem chętnie przyznałaby środki Polsce, gdyby nie polscy współcześni targowiczanie oraz tacy ludzie jak Guy Verhofstadt, którzy upominają ją i zachęcają do nękania Polski. Myślę, że ten atak na Polskę powinien być dla nas zachętą, aby stworzyć jedną europejską partię konserwatywną z tymi, którzy chcą normalnej Europy, Europy wolnych państw narodowych, funkcjonujących w oparciu o zasady chrześcijańskiego systemu wartości. I to jest nasze zadanie. Natomiast Guy Verhofstadt, dopóki będzie w europarlamencie, dopóty pewnie będzie głosił to samo, ale nie należy się nim przejmować, bo jest to człowiek bardzo odosobniony w swoich zaciekłych, totalnych atakach na Polskę. Jeśli zaś chodzi o ataki na Ursulę Von der Leyen, to jej polityczne środowisko też nie akceptuje tego, co mówił wczoraj Verhofstadt.            

     Dziękuję za rozmowę.            

Mariusz Kamieniecki