Ewangelia
Niedziela, 5 czerwca 2022 (11:21)J 14,15-16.23b-26
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze.
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.
To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.
Rozważanie
Tchnienie Ducha
„Wielki Nieznajomy” – mówił o trzeciej Osobie Trójcy Świętej Jan Paweł II. Wiemy o Nim mało – to prawda. Wielu chrześcijanom jawi się niczym mglista idea, ciasno opakowana w teologiczne sformułowania, niedostępna w intelektualnym poznaniu dla zwykłego śmiertelnika. A to przecież Duch Święty prowadzi nas ku Bożemu synostwu, „jest w nas sprawcą chcenia i działania”, wyposaża w wielość darów, uwalnia. „Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: ’Panem jest Jezus’” (1 Kor 12,3) – pisze św. Paweł. Jego obecność jest niesamowicie konkretna! Jego uświęcająca bliskość – życionośna! Działanie – otwiera takie perspektywy, jakich świat, nawet w ułamku procenta, dać nie może.
Tak naprawdę wielka przygoda chrześcijaństwa zaczyna się w momencie, gdy tę Obecność zauważymy, odkryjemy, pozwolimy się poprowadzić – gdy damy się Mu zaskoczyć, wychodząc poza czysty (choć dający złudzenie bezpieczeństwa i stabilności) rytualizm, moralizm, religijny ornament, w których nie ma życia. Może dlatego Kościół przeżywa kolejne bolesne kryzysy, ponieważ jego dzieci – niczym wylęknieni gehenną Golgoty apostołowie, zamknięci szczelnie w Wieczerniku w pierwszych dniach po zmartwychwstaniu, lękający się kolejnych zranień, bolesnych: „a myśmy się spodziewali” – boją się wyjść na zewnątrz, zaufać do końca, wybrać wolność Bożego dziecięctwa w Chrystusie. Nie ma w nich mocy świadectwa – w jego miejscu są lęk, niepewność – ponieważ liczą tylko na siebie.
Czytamy w Dziejach Apostolskich, że zgromadzeni na placu świątynnym w momencie zesłania Ducha Świętego usłyszeli Ewangelię „w swoim języku”. Określenie wykracza daleko poza sens lingwistyczny. Cóż to bowiem znaczy: usłyszeć Ewangelię w swoim języku? To pozwolić, by słowo Dobrej Nowiny stało się integralną cząstką mojej egzystencji, zamieszkało we mnie (analogicznie, jak to się stało w Maryi podczas zwiastowania), by całe moje życie stało się wielkim „tak” wypowiedzianym wobec Bożego zaproszenia. To zacząć wreszcie żyć nim na co dzień, „nastroić” swoje serce, umysł – niczym radio – na odbiór fal Bożej miłości. Zacząć słyszeć subtelny, aczkolwiek bardzo zdecydowany i klarowny głos Parakleta – Ducha Świętego, Pocieszyciela i Uświęciciela – i przestać zachowywać się jak zuchwały ślepiec, który tylko udaje, że wie, dokąd idzie.
Ks. Paweł Siedlanowski