• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Wyolbrzymiony „mit” Woli Okrzejskiej

Niedziela, 3 marca 2013 (20:58)

Druga część rozmowy z profesorem zwyczajnym Lechem Ludorowskim,  historykiem literatury polskiej, znawcą Sienkiewicza, założycielem i prezesem Towarzystwa im. Henryka Sienkiewicza, redaktorem naczelnym „Studiów Sienkiewiczowskich”

 

Dokumenty wskazują także na znaczenie ziemi radomskiej w losach Sienkiewiczów…

– Właśnie. Odnalezienie metryk zmienia w pewnym stopniu dotychczasowe ujmowanie dziejów rodziny macierzystej autora „Trylogii”, rzuca nowe światło na jej losy i każe (z pewnym smutkiem) zrewidować – bliski mi emocjonalnie – choć niestety, nazbyt wyolbrzymiony, „mit” Woli Okrzejskiej jako głównego i jedynego centrum życia Sienkiewiczów, do którego upowszechniania przyczyniłem się także ja moimi studiami, publikacjami, działalnością organizacyjną i filmem pt. „Noblista z Woli Okrzejskiej” (który powstał z mojej inicjatywy i przy moim udziale w roku 2008). Mit ten wypadnie obecnie sprowadzić do skromniejszych wymiarów. Rola Woli Okrzejskiej nie była aż tak duża, jak się dotychczas powszechnie przyjmowało. Sienkiewiczowie krócej (niż dotąd sądzono) zamieszkiwali w dzierżawionym 180-morgowym mająteczku Grabowce Górne (kilkanaście kilometrów od Okrzei), wcześniej też opuścili ziemię łukowską, by osiedlić się w nabytym na własność Wężyczynie (pow. Mińsk Mazowiecki). Odnalezione metryki Anieli i Heleny powiedziały nam (o czym biografowie nie wiedzieli), że Sienkiewiczowie mieszkali znacznie dłużej w Radomskiem!

Dlatego należy przede wszystkim docenić rolę ziemi radomskiej w losach Sienkiewiczów, którzy po ślubie w Okrzei (9 VI 1843 r.) osiedli w rodzinnych stronach pana Józefa, w jego przynoszącym skromniutkie dochody mająteczku Grotki. Tu rozpoczęli wspólne intensywne życie małżeńskie, które zaowocowało czterokrotnym macierzyństwem pani Stefanii. Przemieszkiwali na tej ziemi Sienkiewiczowie co najmniej osiem, a może dziewięć lat, wędrując kolejno z Grotek do Wygnanowa i Potkanny.

Najpierw więc były Grotki, niewielka posiadłość dzierżawiona prawdopodobnie do roku 1846. Tu pani Stefania poczęła swoich dwóch synów, ale na rozwiązanie jeździła do Woli Okrzejskiej, by w bezpieczniejszych i lepszych warunkach pod opieką  swojej (doświadczonej w macierzyństwie) matki (i młodszych sióstr), urodzić Kazimierza i Henryka. Jestem głęboko przekonany, że Sienkiewiczowa nigdy nie pozostawiłaby niemowląt (potrzebujących nieustającego kontaktu z matką!) tylko pod opieką starszej pani, babuni Felicjanny czy też niańki. Nie przesiadywałaby także  miesiącami w dworku swojej matki, z dala od męża. Z nieco „odchowanymi” dziećmi, po kilkunastu tygodniach wracała niezwłocznie do małżonka (czego dowodzą jej regularne macierzyństwa). To pewne, że maleńkie dzieci nie pozostawały więc „same” w Woli Okrzejskiej, lecz wychowywały się wspólnie i pod opieką rodziców – w Radomskiem – Grotkach, Wygnanowie, Potkannie.  Powtarzam: mali Sienkiewiczowie nie mieszkali osobno (bez rodziców) w dworku babuni. Bywali tam na pewno często jako goście.

Gdzie spokojnie toczyło się życie rodzinne Sienkiewiczów…

– Tu Sienkiewiczowie zgodnie kontynuowali życie małżeńskie. Żyli bardzo skromnie, lecz na pewno nie brakowało im miłości. Rodzina Sienkiewiczów rozrastała się harmonijnie; potomkowie przychodzili na świat w regularnych interwałach, co dwa lata. Pani Stefania umiała więc wytworzyć klimat jakiejś naturalnej wspólnoty familijnej, ukształtować trwałe i silne związki rodzinne, o czym dobitnie świadczy szczególnie późniejsza opiekuńcza postawa Henryka wobec młodszych sióstr i ojca. Na najwyższe uznanie zasługują przecież jego działania na rzecz sióstr, którym zastępuje ojca. I w tej „roli ojcowskiej” („in loco parentis”) widzimy go nieustannie i gdy oddaje ostatnie, ciężko zarobione ruble, by „wywianować” Helenkę do warszawskiego klasztoru kanoniczek, i gdy stale wspomaga udręczoną „biedną Zosię” (matkę licznego potomstwa), i regularnie wypłaca pensje ojcu. Sądzę, że to początkowe „zadomowienie” w Radomskiem, chyba cztery lata przeżyte w Grotkach, były dobrym czasem dla Sienkiewiczów.

Musieli się jednak wyprowadzić z tego majątku.

– Potem zaczyna się wędrówka „za chlebem”. Sienkiewiczowie poszukują swojej szansy w dwóch kolejnych miejscowościach (administrowanych czy dzierżawionych przez pana Józefa) mająteczkach: Wygnanów i Potkanna (obecnie w powiecie białobrzeskim), gdzie przyszły na świat obie starsze córki: Aniela (29 VI 1848 r.) i Helena Maria (1 III 1851 r.). Ich odnalezione metryki dowodzą niezbicie, że próby znalezienia pracy, która zapewniłaby godziwy byt rozrastającej się, już sześcioosobowej rodzinie, nie zakończyły się pomyślnie. Sienkiewiczowie ostatecznie „nie zakorzenili się” więc na tej ziemi. Państwo Sienkiewiczowie (wolno przypuszczać na podstawie obu dokumentów) na krótko związali się z Wygnanowem – może od 1848 do 1851 (1852?) roku.      

Wiemy teraz jednak na pewno, że ziemia radomska w większym stopniu niż dotąd sądzono uczestniczyła w życiu rodziny Sienkiewiczów. Można tylko żałować, iż lata spędzone w Grotkach, Wygnanowie, Potkannie nie pozostawiły niemal żadnych śladów w pamięci familiarnej, nie przetrwały we wspomnieniach, nie wytworzyła się też (niestety) legenda tamtego czasu. Ale zaraz! Może jednak „coś” pozostało z radomskich doświadczeń, o czym wiedzą tylko najdociekliwsi znawcy Sienkiewicza. 

Czy chodzi o piękne „Opowiadania” (z 1864 r.) Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej...

– Tak. Tam właśnie odnajdziemy demonstracyjnie wyeksponowane radomskie echa Sienkiewiczów. Oto początek pierwszego pt. „Maszerdon. Obrazek na tle ludowym”. Zaczyna się ten utwór od prezentacji młodzieńca wędrującego pieszo po ziemi radomskiej, który przybywa na święto Matki Zbawiciela 15 sierpnia do klasztoru Ojców Filipinów, do słynącego cudami obrazu NMP w Studziannie.

„Było to w sierpniu. Po dniu gorącym słońce zaczynało schylać się ku zachodowi, kiedy zmęczony długą podróżą pieszą, wszedłem do małej wioski w Radomskiem, Studzianny” (cytuję według mojej edycji: Lublin 2008, s. 7). Ale i akcja drugiego utworu – „Nietoperz. Gawęda z podań ludowych” – zdaje się przenosić nas w świat małych radomskich wioseczek. W kunsztownie snutym opowiadaniu – w przywołanych tam nazwach toponimicznych, takich jak Dąbrowa, Wulka (przez: „u”!), Wróblin, Kamionka, Bielin można rozpoznać też (choć tylko) domyślnie miejsca na szczegółowej mapie ziemi radomskiej.                                                                  

Więc jednak jakiś ślad pozostawiła ziemia radomska w Sienkiewiczowskiej biografistyce. Ten ślad można odczytać w trudno dostępnej beletrystyce matki naszego noblisty. Grotki, Wygnanów, Potkanna wpisały się przeto także w dziecięce lata Henryka i jego trojga rodzeństwa: Kazimierza, Anieli i Heleny.

Jak potoczyły się dalsze losy Sienkiewiczów?

– W nadziei lepszego losu powędrowali w odleglejsze, rodzinne strony Cieciszowskich, zaproszeni przez młodszego brata pani Stefanii – Adama (III) do objęcia dzierżawy (raczej lichego) mająteczku Grabowce Górne stanowiącego część dóbr rodowych Ułęż. Nie wiadomo, czy przeprowadzka nastąpiła jeszcze w roku 1851, czy dopiero następnym.

Odtąd zaczyna się wędrowanie przez ziemię łukowską (i powroty do niej po latach) szlakiem stosunkowo lepiej poznanym i omawianym także w moich licznych studiach. Wystarczy przeto krótkie jego przypomnienie. Przede wszystkim wypada obecnie uznać, że Sienkiewiczowie krócej niż przyjmowano dotąd, choć nie wiadomo, jak długo, mieszkali w Grabowcach oddalonych od Woli Okrzejskiej o kilkanaście kilometrów. Od 1851 (1852?) do 1855 r. A więc byli tam –  trzy, najdłużej cztery lata. W Grabowcach rozpoczęły się dwa ostatnie macierzyństwa Stefanii Sienkiewiczowej, która dwie swoje najmłodsze córki: Zofię (1853) i Marię Felicjannę (1855), urodziła w Woli Okrzejskiej (a ochrzciła w Okrzei). To właśnie wtedy trwał okres najintensywniejszego związku rodziny Sienkiewiczów z dworkiem babuni Felicjanny i najbardziej inspirującego, kulturotwórczego jego oddziaływania – zwłaszcza na obu synów pani Stefanii: starszego Kazimierza i siedmioletniego Henryka, który tam właśnie, jak wspominał, nauczył się czytać, na odnalezionych w przepastnym kufrze na strychu księgach staropolskich klasyków.

Natomiast bardzo wiele zawdzięcza autor „Trylogii” mocnym, najserdeczniejszym familijnym związkom z rodziną najstarszej ciotki, Aleksandry i Aleksego Dmochowskiego, osiadłą w pięknym, zasobnym Burcu. W tym urokliwym Burcu – unieśmiertelnionym mistrzowskim piórem noblisty w artystycznej wizji „Potopu”, a może też częściowo we wcześniejszych, świetnych nowelach: „Stary sługa” i „Hania” – jest on od lat dziecięcych częstym gościem. Wola Okrzejska przestaje być „ogniskiem”, „centrum” życia rodzinnego Cieciszowskich po śmierci babuni Felicjanny w 1854 r. Również dla Sienkiewiczów, którzy opuszczają te strony. Dlatego rozgłaszane opowieści, jakoby swe idylliczne dzieciństwo spędził Wielki Henryk w dworku babuni, trzeba przyjmować z powściągliwym umiarem. Jako raczej „życzeniowe legendy”, „mitotwórcze rekonstrukcje”. Nie ma na to żadnych dowodów.

Sienkiewiczowie opuszczają więc ziemię łukowską i…

– Osiedlają się na krótko w Wężyczynie (1855-1859), ale wkrótce sprzedają mająteczek, przenoszą się do Warszawy i kupują osławioną „kamienicę” na Pradze, która miała być źródłem ich utrzymania, a stała się główną przyczyną dalszych niepowodzeń. W trudnych warunkach (ciasnota, niedostatek) rosną ich dzieci. Rodzice próbują zapewnić przyszłość przede wszystkim czterem córkom, licząc, że synowie sobie jakoś poradzą. Henryk opuszcza ciasne mieszkanie, wynajmuje stancję, żyje z dorywczych korepetycji, klepie biedę, ma przeciętne stopnie w gimnazjum, ale sam wytrwale zdobywa i poszerza wiedzę. Warszawski dramat Sienkiewiczów  (1859-1866) kończy się ich materialną katastrofą, tracą nieszczęśliwą „kamienicę” (ruderę), powracają z córkami do swoich na wieś: to Łazy k. Łukowa (1867-1870), niedaleko Dmochowskich w Burcu i Rudzie i Adama Cieciszowskiego w Woli Okrzejskiej. Nie będzie wśród nich: Kazimierza (powstańca, emigranta) i Henryka (rozpoczynającego swoją wielką drogę twórczą). Na koniec osiadają w wydzierżawionym folwarku w Woli Gułowskiej w pobliżu Okrzei. Tu jest ostatni wspólny dom rodziców Henryka Sienkiewicza. Tu 1 września 1873 r. umiera matka autora „Trylogii”. Ojciec Józef znajduje przystań u szwagra w Woli Okrzejskiej.

W 1880 r. Cieciszowski bankrutuje, traci wszystko, usunięty z rodzinnego dworku tuła się w Puławach, później w Warszawie. Wola Okrzejska przechodzi w obce ręce. Jedynym śladem Cieciszowskich na ziemi łukowskiej pozostaje wzniesiony przez nich piękny kościół parafialny w Okrzei. A nikłym echem po łukowskim epizodzie Sienkiewiczów jest niszczejąca mogiła matki noblisty na miejscowym cmentarzu – dla której, z nieznanych powodów, zabrakło miejsca w podziemiach „rodowej” świątyni, a którą udało się nam uchronić przed unicestwieniem i upamiętnić religijno-patriotycznym pomnikiem w roku 2012.

Dziękuję za rozmowę.

 


Pierwsza część rozmowy tutaj

Jacek Dytkowski