• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Platforma powoli się zwija…

Wtorek, 31 maja 2022 (12:42)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W co gra dzisiaj Rafał Trzaskowski i gdzie w tym jego projekcie Campus Polska Przyszłości jest Donald Tusk?

– Rzeczywiście w niektórych stacjach telewizyjnych i radiowych trwa kampania medialna promująca tegoroczny Campus Polska Przyszłości, co pokazuje, że nie było to jednorazowe wydarzenie będące pokłosiem kampanii prezydenckiej Rafała Trzaskowskiego. Co więcej, twarzą tego projektu jest nie Donald Tusk, ale właśnie Rafał Trzaskowski. Na pierwszej edycji Campusu był obecny Tusk, który z Trzaskowskim toczył nawet tzw. spór o Polskę, co więcej, były szef Rady Europejskiej powracający z Brukseli na polską scenę miał być wartością dodaną tego projektu i w ogóle liderem opozycji. Tymczasem nie ma ani lidera, ani świeżości, za to wciąż jest projekt i młodzi ludzie, których Trzaskowski próbuje przekonać do swojego pomysłu. Widać, że Trzaskowski nie stawia na starą gwardię Platformy, ale próbuje – po pierwsze – otworzyć się na nowe środowisko, na młode pokolenie, dla którego Donald Tusk jest obcym, starszym panem, emerytem, w dodatku z obciążeniami, z balastem niekoniecznie sukcesów. Choć próbuje on przekonać Polaków, że wszystko, co wcześniej robił, czy to na polskiej scenie – jako premier, czy jako szef Rady Europejskiej, było pasmem sukcesów, do młodych to nie przemawia. Próbuje to wykorzystać Trzaskowski, usiłując zbudować alternatywny do Koalicji Obywatelskiej blok, który ma spacyfikować Lewicę i Polskę 2050 Szymona Hołowni.

Czy młodzi, myślący ludzie dadzą się nabrać na wizję Trzaskowskiego?

– To jest projekt skierowany głównie do młodego pokolenia o poglądach lewicowych, wręcz lewackich oraz – nazwijmy to – liberalno-europejskich, do ludzi, którzy określają się jako nowocześni Europejczycy, bez kompleksów itd. Widać, że ma powstać blok, który w godzinie „0”, jaką będą wybory, ma oddać swoje głosy i opowiedzieć się po stronie Polski tzw. europejskiej. Dlatego – w mojej ocenie – możemy mieć po tej liberalnej stronie blok Koalicji Obywatelskiej oraz nowy blok campusowy będący pokłosiem projektu, jaki tworzy Trzaskowski. Jego działanie ma być – w jakimś sensie – wzorem zabiegów Wołodymyra Zełenskiego, który zdołał przekonać do siebie wyborców ze wszystkich grup wiekowych i regionów kraju, których połączyło wielkie rozczarowanie rządami Poroszenki, a partia Sługa Narodu stała się wiodącą siłą na Ukrainie. Zełenski, wchodząc ze swoją formacją do Werchownej Rady, też stawiał na wątki unijne czy europejskie, budował nową jakość w oparciu o ludzi nieskażonych korupcją itd. Widać, że tą samą drogą – na gruncie polskim – chce pójść Trzaskowski, próbując zbudować propozycję dla młodych. Inicjatywa Trzaskowskiego powinna być sygnałem dla środowisk prawicowych, konserwatywnych, patriotycznych, aby jeszcze bardziej skoncentrowały się na ludziach młodych, zwłaszcza że ogrom młodych Polaków ma tradycyjne poglądy, nie wstydzi się swojej wiary w Boga, jest zatem na właściwej ścieżce i tych ludzi trzeba zagospodarować, żeby nie zostali upolowani przez różne lewicowe środowiska. Myślę, że warto tu wziąć przykład z inicjatyw podejmowanych przez ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka, który poprzez swoje inicjatywy, jak np. Akademia Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, kształci w duchu patriotycznym młodzież, przyszłe elity, które za jakiś czas będą zajmować ważne stanowiska. Sądzę, że w wychowywaniu młodzieży i budowaniu przyszłych elit ważną rolę mają do spełnienia media katolickie, w tym Radio Maryja, Telewizja Trwam oraz „Nasz Dziennik”.   

Powróćmy jeszcze do inicjatywy Rafała Trzaskowskiego. Czy Pana zdaniem jego działanie – biorąc pod uwagę nieznaczną przegraną w wyborach prezydenckich – jest nakierowane na ewentualny ponowny start w rywalizacji o najwyższy urząd w państwie, czy może myśli o stworzeniu przybudówki Platformy z młodym elektoratem i zapleczem?

– Trzaskowski jest jeszcze stosunkowo młody i to daje mu przewagę nad Donaldem Tuskiem. Wydaje się mówić, że czas Platformy mija i chce stworzyć coś nowego. Dlatego pracuje nad młodym pokoleniem, które jest bardziej podatne na tendencje europejskie – lewicowe. Wczuwa się w te trendy europejskie i bazując na braku doświadczenia ludzi młodych, chce ich przekonać do siebie. Jednak jeśli chodzi o trendy europejskie, to mamy też rozmaite prawicowe ruchy czy stowarzyszenia pro-life, opowiadające się po stronie tradycyjnej rodziny i wartości chrześcijańskich, mamy Rycerzy Maryi itd., a zatem alternatywa i – to mocna – jest i trzeba to wykorzystać, przyciągając ludzi młodych. Trzaskowskiego, owszem, nie należy lekceważyć, ale też nie przesadzałbym z jego wynikiem w ostatnich wyborach prezydenckich, gdzie przegrał z prezydentem Andrzejem Dudą. Uczciwym wynikiem Trzaskowskiego tak naprawdę były głosy, jakie osiągnął w pierwszej turze. W drugiej po stronie opozycji obowiązywała zasada – wszyscy przeciwko prezydentowi Dudzie – stąd finalny wynik Trzaskowskiego nie oddaje rzeczywistego poparcia dla tego polityka i jest przekłamany. Nie oznacza to jednak, że nie będzie próbował ponownie, dlatego też próby zagospodarowania młodego elektoratu.  

Jak na postawę Trzaskowskiego może zareagować Tusk i czy po stornie Platformy możemy mieć powtórkę z „szorstkiej przyjaźni” między Kwaśniewskim i Millerem?

– Tę atmosferę, to, jak panowie na siebie reagują, już widać. Po pierwsze, Trzaskowski dał czas Tuskowi powracającemu z Brukseli, mówiąc niejako – pokaż, co potrafisz, co więcej, pokazał, że wcale mu się nie spieszy, bo jest młody. Tusk, owszem, się produkuje, ale każdy upływający miesiąc działa na jego niekorzyść. Fakty są takie, że pozycja Tuska wewnątrz Platformy zaczyna się sypać, innymi słowy Tusk jest przereklamowany. Czas tego polityka mija, jego czar już nie działa, jest nieautentyczny, i choć żelazny elektorat Platformy pewnie będzie stał po jego stronie, to na młodych wyborców nie ma co liczyć. Proszę zwrócić uwagę, że 9 procent, które wyszło z Platformy, popiera Hołownię i nie wraca do popierania swojej macierzystej formacji. To jest znak, że powrót Donalda Tuska do polskiej polityki nic nie dał. Te 9 procent wyborców sprawę stawia jasno, że nie chce Tuska ani Platformy w obecnej wersji. Natomiast to, co robi Trzaskowski, to jest próba przejęcia zarówno tych 9 procent elektoratu od Hołowni, także 9 czy 10 proc. Lewicy, może też część wyborców PSL-u. I jeśli to zsumować, wychodzi ok. 20 proc. poparcia i to jest cel działania Trzaskowskiego, który chce udowodnić Tuskowi, że potrafi być dzisiaj bardziej skuteczny od niego i pozyskać wyborców na neutralnym gruncie. Rzuca więc rękawicę Tuskowi, a jednocześnie chce zbudować coś nowego, być może z innymi formacjami opozycyjnymi.  

Co może z tego wyniknąć?         

– Mogą powstać dwa bloki – blok Koalicji Obywatelskiej oraz blok campusowy Trzaskowskiego. Jeśli nastąpiłoby to rozmycie partyjne, to obowiązywałaby zasada – nie partie, tylko programy, czy nawet ideologie. Zatem mianownikiem nie będzie już przynależność partyjna, tylko ideologia europejskości, tzw. tolerancji, wolności światopoglądowej itd. I taki jest cel tego działania, gdzie mianownik ma być nie partyjny w postaci programu, tylko mianownik europejski i ideologiczny.

Czy to nie jest szansa na powrót Grzegorza Schetyny, czy i jaką rolę w polityce może jeszcze odegrać były szef Platformy?  

– A kim jest dzisiaj Grzegorz Schetyna? Jest byłym szefem Platformy odstawionym na bocznicę. Jego czas, podobnie jak czas Tuska, już minął. To już nie wróci. To się nazywa emerytura polityczna.

Czy Platforma powoli kończy swój polityczny żywot?

– Na pewno na tym całym przewrocie w Platformie może zyskać opozycja, ale tracą jej liderzy, jak Hołownia, Kosiniak-Kamysz, Czarzasty, Biedroń czy Zandberg. Po części Campus Trzaskowskiego może być alternatywą, bo w pewnym momencie Platforma może zmienić nazwę, zmienić image na partię, dajmy na to, nowoczesnej Europy czy coś w tym rodzaju. Myślę, że w Platformie powoli dojrzewa świadomość konieczności zwinięcia starego sztandaru – może nie na zasadzie zamknięcia historii, nie rewolucji, tylko raczej ewolucji. I kto będzie gotowy na przeformatowanie, na przeobrażenie i dostosowanie się do nowych okoliczności i reguł, ten może znaleźć się w nowej formacji, a kto nie, to będzie musiał zejść ze sceny. Zasada jest prosta – kto się nie rozwija, ten się zwija. Widać, że Trzaskowski odczytał znaki czasu, i jako politolog muszę przyznać, że gra bardzo sprytnie na siebie.

               Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki