• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Czwartek będzie dobry dla Polski…

Poniedziałek, 30 maja 2022 (14:34)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj rozpoczyna się dwudniowy szczyt Unii Europejskiej, którego głównymi tematami mają być rosyjska agresja na Ukrainę, obronność, energetyka oraz bezpieczeństwo żywnościowe. Ma być też dyskusja na temat nowych sankcji na Rosję, tylko czy można iść do przodu, skoro nie ma porozumienia w sprawie szóstego pakietu sankcji, kiedy brak jedności i wiele spraw wciąż jest niezałatwionych?

– Jestem w Brukseli otoczonej policją, zasiekami, gdzie nad głową wciąż latają helikoptery i widać, że będą się zjeżdżali szefowie państw. Sytuacja wygląda tak, że trzeba dozbroić Brukselę, żeby tego typu szczyt mógł się odbyć. To pokazuje, że w Unii Europejskiej wcale nie jest bezpiecznie. Swoją drogą, jesteśmy ciekawi efektów tego unijnego szczytu. To jest dalszy ciąg dyskusji, której – jak widać – brak konsekwencji, bo kolejne pakiety sankcji,  owszem, są nośne w warstwie werbalnej i propagandowej niż dokuczliwe dla Putina i jego reżimu. Co więcej, sygnały, które do nas docierają w ostatnich dniach, że kanclerz Olaf Scholz oraz prezydent Emmanuel Macron wciąż próbują rozmawiać z Władimirem Putinem, kompromitują nie tylko przywódców Niemiec i Francji, lecz także całą Unię Europejską, która z jednej strony mówi o eliminowaniu z obszaru rozmów Putina – sprawcy chyba największych zbrodni po II wojnie światowej, a z drugiej strony pozwala czy toleruje postawę czołowych państw, które nadal chcą robić interesy z Moskwą. Taka postawa źle wróży temu dzisiejszemu spotkaniu, jeśli chodzi o podejście do Rosji.

Ale obok spraw związanych z wojną na Ukrainie są także inne tematy…

– Myślę, że więcej można sobie obiecywać, jeśli chodzi o kwestię rozwiązywania problemów energetycznych. Być może uda się doprowadzić do porozumienia w kwestii napełnienia zbiorników z gazem przed zimą, że państwa członkowskie będą solidarnie wymieniać między sobą gaz i spróbują stworzyć bezpieczeństwo energetyczne wewnątrz Unii Europejskiej. Moim zdaniem jest to możliwe i Polska w tym momencie wyrasta na lidera czy jednego z liderów tego projektu, bo nasze zbiorniki z gazem są niemal pełne i w tym względzie jesteśmy w dużym stopniu niezależni i znajdujemy się w dużo bardziej komfortowej sytuacji niż państwa zachodniej Europy.

Mimo kryzysu energetycznego zaglądającego w oczy Unii wciąż forsowany jest projekt odejścia od tradycyjnych źródeł energii – zwłaszcza węgla. Czy w obecnej sytuacji możemy się spodziewać jakiejś refleksji?

– Niestety w Unii, a także na posiedzeniach Rady Europejskiej wciąż obecne są tematy dotyczące eliminowania paliw kopalnych – gazu, ropy i węgla. Czyli Unia nie odchodzi od pomysłu „zazielenienia” wszystkiego i wykorzystywania wyłącznie zielonej energii do utrzymania potencjału gospodarczego Wspólnoty, co jest ogromnym błędem. Unia Europejska w dalszym ciągu zamierza likwidować czy ograniczać zdolności energetyczne poszczególnych krajów i w ten sposób zwasalizować i szantażować inne państwa. To jest działanie nie tylko dziwne, lecz także śmieszne, zwłaszcza że mamy kilkusetprocentowy wzrost kosztów energii. Mimo to nie mówi się o racjonalizacji kosztów, ale usiłuje się chorobę zwalczać inną chorobą – w tym wypadku doinwestowaniem zielonej energii, która, owszem, jest potrzebna, ale nie daje bezpieczeństwa, co więcej – sprawia, że energetycznie, jako Unia, nie jesteśmy konkurencyjni wobec Stanów Zjednoczonych czy Chin. Jednak mimo tej świadomości błąd jest wciąż powielany i myślę, że tej kwestii dzisiaj też będzie poświęcona część obrad.

Można się spodziewać jakiejś refleksji?    

– Unia Europejska od lat popełnia całą masę błędów w wielu wymiarach i nie dość, że nie ma winnych, to nie widać też woli wyjścia z tej matni. Wynika to z faktu, że wciąż ci sami ludzie, te same kręgi, te same elity europejskie, które dopuściły do napaści rosyjskiej na Gruzję, do aneksji Krymu, teraz do wojny na Ukrainie, ci sami ludzie ciągle dzierżą stery władzy w swoich rękach i rządzą Unią. Nie ma winnych popełnionych błędów, winowajcy się nie przyznają, bo nikt ich nie naciska. Natomiast to oni wyhodowali i wynieśli na światowe salony Władimira Putina i w dobrze pojętym własnym interesie umożliwili mu robienie tego, czego dzisiaj jesteśmy świadkami. Teraz nie chcą się do tego przyznać, więc dyskusję kierują na tory zielonej energii, na niezależność energetyczną, której źródłem – w ich zamysłach – mają  być fotowoltaika, farmy wiatrowe itd. To jest, moim zdaniem, poważny błąd, ale mam nadzieję, że w końcu przyjdzie otrzeźwienie. Dlatego liczę, że podczas tego dwudniowego szczytu unijnego popłynie jakiś sygnał, że wszystkie cele klimatyczne, które były zaprogramowane dwa czy trzy lata temu, teraz powinny zostać przesunięte w czasie. Dzisiaj mamy kryzys gospodarczy, przed nami trudny czas związany z drożejącą żywnością, z drożyzną energetyczną i trzeba tak przesuwać środki finansowe i tak rządzić Unią Europejską, żeby nie zapomnieć o zwykłych ludziach, o kosztach egzystencji. Trzeba też pamiętać, że przyjdzie zima i ceny energii będą pewnie jeszcze wyższe. Mam nadzieję, że taki głos rozsądku podczas posiedzenia Rady Europejskiej popłynie i będą przywódcy krajów, którzy otwarcie powiedzą: dajmy sobie spokój z celami klimatycznymi, a ratujmy gospodarki poszczególnych państw. Jeśli inflacja będzie nadal tak rosła, jeśli sytuacja będzie taka jak w Turcji, gdzie inflacja sięga 70 proc., to Unia Europejska za chwilę pogrąży się w poważnym kryzysie. Dotyczy to strefy euro i nie tylko. To będzie oznaczało jeszcze większy wzrost kosztów życia, trudny moment dla gospodarstw domowych. To będzie się wiązało także z upadkiem wielu firm, będą ograniczone inwestycje, a co za tym idzie – nastąpi wzrost bezrobocia.

Tylko czy znajdzie się więcej sprawiedliwych, żeby podnieść i obronić ten temat zagrożeń podczas posiedzenia Rady Unii Europejskiej?         

– Uważam, że taki głos powinien i może popłynąć dzisiaj – na koniec maja. Obawiam się jednak, że wieczorem, kiedy pojawią się pierwsze komunikaty, echa z Rady Europejskiej, usłyszymy to, co zwykle, a mianowicie, że Unia jest solidarna z Ukrainą, że jest przeciwko zbrodniczym działaniom Rosji. Tymczasem życie będzie się toczyć dalej, poszczególni liderzy takich państw, jak Francja czy Niemcy, dalej będą próbować się dogadywać z Putinem. Nikczemną postawą jest próba namawiania Ukrainy, żeby oddała część swojego terytorium, co czynili prezydent Macron, były premier Włoch Silvio Berlusconi, ale także były amerykański sekretarz stanu Henry Kissinger. To jest temat bardzo głośny w Brukseli, a  mianowicie próby namówienia Ukrainy, żeby zrezygnowała z części swojej suwerenności. W ten sposób Putin będzie mógł ogłosić jakieś zwycięstwo. Każdy, kto myśli w ten sposób, zapomina, kim jest Putin, że liczy się tylko z siłą, a uległość zachęca go do jeszcze śmielszych działań. Spokój byłby tylko chwilowy, a potem kolejna wojna i kolejne próby zaspokojenia aspiracji imperialnych Putina. W tym wypadku mogłyby one dotyczyć już nie tylko Ukrainy, ale także innych krajów, państw bałtyckich czy Polski. Po tym unijnym szczycie nie obiecuję sobie żadnych rewolucji,  natomiast liczę, że pojawią się głosy rozsądku dotyczące,  dajmy na to, przesunięcia celów klimatycznych, obniżenia inflacji, skoncentrowania się na normalnym funkcjonowaniu Unii Europejskiej i przetrwania ogromnego kryzysu, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.      

W czwartek w Polsce gościć będzie Ursula von der Leyen. Czego możemy się spodziewać po tej wizycie?

– Chyba wszystko jest już jasne i sądzę – mam taką nadzieję – że zostanie podpisana umowa z Polską dotycząca „Krajowego planu odbudowy”. Zatem liczę, że otrzymamy należne nam pieniądze – wprawdzie z dużym opóźnieniem, ale wpłyną one do Polski i pozwolą na realizację zaplanowanych inwestycji. Wygląda na to, że tych pieniędzy realnie będzie mniej, bo inflacja zjadła ich część.

Tymczasem opozycja totalna wciąż czyni starania, aby wstrzymać, zablokować pieniądze dla Polski.

– Nie sądzę, żeby ekipa Rafała Trzaskowskiego, czy w ogóle ekipa platformiana, która jest zawsze przeciwko Polsce, żeby ci ludzie mogli cokolwiek zmienić, że uda się im namówić Ursulę von der Leyen do postawienia Polsce dodatkowych warunków. Uważam, że Komisja Europejska już do tego stopnia się skompromitowała, że bardziej nie można. Zwłaszcza że cały świat widzi, jak fantastycznie zachowuje się Polska wobec kryzysu i wojny na Ukrainie, jak Polacy z otwartymi sercami przyjęli i wciąż przyjmują uchodźców wojennych z Ukrainy. To wszystko spowodowało, że to Polska jest wielka, a unijni dygnitarze powinni się wstydzić. Dlatego nie sądzę, żeby chcieli jeszcze kombinować z Platformą i polskimi komunistami czy socjalistami typu Cimoszewicz, Belka czy Miller, że nie będą ich dłużej słuchać i podpiszą umowę z Polską. To oznaczałoby, że otrzymamy pieniądze i będziemy musieli je szybko wykorzystywać na inwestycje, bo czas biegnie. Uważam, że czwartek będzie dobry dla Polski, a Platforma i cała opozycja – „ulica i zagranica” – po raz kolejny tylko się skompromitują.        

Jak rozumieć wypowiedź Rafała Trzaskowskiego, który mówi, że jest dobrej myśli, iż Komisja Europejska będzie stawiała dodatkowe warunki, które będą musiały być spełnione, żeby te pieniądze popłynęły do Polski?

– Trzaskowski, wypowiadając się w ten sposób, obnaża nie tylko siebie, ale całe swoje otoczenie. Jest słabym politykiem, jest bezprogramowym politykiem wiecowym, który ma błysnąć. Nie jest rzetelny w tym, co robi, nie jest politykiem pragmatycznym nastawionym na rozwój. Jest zaprogramowany na samą politykę, na zdobycie władzy przez Platformę, co oczywiście jest związane z jego rywalizacją z Donaldem Tuskiem. Musi więc coś mówić.  Pokazuje się jako ten, który zna języki, jeździ do Stanów Zjednoczonych czy do Brukseli, gdzie spotyka się z szefową Komisji Europejskiej i prosi, żeby nie dawać Polsce pieniędzy z „Krajowego planu odbudowy”. I niby Komisja ma go słuchać. Taka postawa Trzaskowskiego i całej opozycji totalnej kompromituje ten antypolski obóz całkowicie. Myślę, że Polacy to zapamiętają i zapłacą im pięknym za nadobne, bo środki w ramach „Krajowego planu odbudowy” nie są dla polityków Zjednoczonej Prawicy, ale są dla samorządowców, przedsiębiorców,  służby zdrowia itd. Każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek, jak już pieniądze te trafią do Polski, przyzna, że one są nam wszystkim – i Polsce – potrzebne, a próba obwarowania ich jakimiś dodatkowymi przeszkodami i twierdzenie, że zostaną one źle spożytkowane, jest czystą hipokryzją i zwyczajnie kłamstwem. To kompromituje samego Trzaskowskiego, cały projekt Campus Polska Przyszłości, który też nic nowego nie wnosi dla Polski, a jedyny cel, jaki sobie stawia, to pokonanie Zjednoczonej Prawicy, aby umożliwić budowę jednego federalnego państwa europejskiego pod dyktatem niemieckim. Zatem słowa Trzaskowskiego odbieram jako kolejną próbę zaistnienia na scenie politycznej obok Tuska. Jak mówi stare polskie porzekadło: Wart Pac pałaca, a pałac Paca.

     Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki