• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Wciąż uzależnieni od polityki Berlina

Piątek, 6 maja 2022 (16:43)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak wytłumaczyć zachowanie europosłów Platformy, Lewicy i Polski 2050, którzy poparli rezolucję wzywającą Komisję Europejską do dalszego blokowania funduszy z „Krajowego planu odbudowy” dla Polski?

– To już jest pewna norma, żeby nie powiedzieć tradycja, że część europosłów opozycji działa i głosuje przeciwko Polsce. To świadczy, że politycy Platformy czy Lewicy są – można powiedzieć – uzależnieni od czynnika zewnętrznego. Z tym że tego typu rezolucje nie służą już wzmocnieniu się opozycji na gruncie polskim, a w sytuacji wojennej, jaka ma miejsce za naszą wschodnią granicą, wręcz irytują polskie społeczeństwo, polskiego wyborcę i na pewno nie skłaniają do tego, żeby popierać opozycję, a wręcz przeciwnie. Ta sytuacja kompromituje też politykę niemiecką w Unii Europejską, a jeszcze bardziej tych, którzy na gruncie polskim są związani, czy wręcz uzależnieni od polityki Berlina. To uzależnienie ma różne wymiary – począwszy od mentalnego przez ideologiczne po personalne – w formie karier europejskich, które poprzez te związki są także możliwe. Mówienie, że Polska – która sprzeciwiała się i wciąż sprzeciwia polityce rosyjskiej, która przestrzegała przed uleganiem i zbytnim brataniem się z Moskwą – jest krajem niepraworządnym, a Niemcy, które kupowały i uzależniały Europę od rosyjskiego gazu, które sprzedawały uzbrojenie rosyjskiemu agresorowi, są praworządne – podobnie zresztą jak Francja, która też ma wiele grzechów na sumieniu – brzmi co najmniej jak kpina. Niestety, tego się nie dostrzega, za to widzi się brak praworządności w Polsce i na Węgrzech. Opozycja optuje też za blokadą funduszy europejskich dla Polski, ale są to wszystko działania, które nie przysporzą jej zwolenników, a wręcz przeciwnie: poparcie dla niej będzie spadać. Nie zmienia to jednak faktu, że tego typu politycy są wyzuci z patriotyzmu. Co więcej, myślą kategoriami Berlina, nic więc dziwnego, że takie, a nie inne są efekty ich działań.

Podczas gdy u bram Unii Europejskiej toczy się wojna, gdy Polska ofiarnie wspiera Ukrainę i jej uchodźców, wytacza się działa przeciwko Polsce, ale środków, które pomogłyby nam w sfinansowaniu pobytu uchodźców wojennych z Ukrainy wciąż nie ma i, jak twierdzi Ylva Johansson, komisarz ds. wewnętrznych Unii Europejskiej, nowych środków nie będzie…

– Naiwni byli ci, którzy myśleli, że w sytuacji wojny na Ukrainie w polityce europejskiej coś się zmieni, że nastąpi jakieś przebudzenie, refleksja. Nic z tych rzeczy. Wojna – owszem – wprowadziła element pewnego szoku, ale jak widać, w Unii Europejskiej cele strategiczne pozostają wciąż te same. Unia wciąż zmierza w kierunku budowy superpaństwa europejskiego – państwa ideologicznego, mocno neomarksistowskiego, pod przewodnictwem Niemiec. I wszystko jest podporządkowane temu celowi. Polska jest temu przeciwna, dlatego próbuje się nas zdusić, nie dając nam pieniędzy m.in. na pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy.

Skąd bierze się ten oportunizm?

Dla Unii Europejskiej nie są to ci uchodźcy, a właściwie imigranci ekonomiczni, którzy stawali u bram Europy w 2015 roku, a więc nie są to imigranci muzułmańscy, którzy wprowadzają rozstrój wewnętrzny, różnicę cywilizacyjną i kulturową, jaką ze sobą przynoszą. Polska wtedy sprzeciwiała się obowiązkowej relokacji imigrantów muzułmańskich i dzisiaj, przyjmując uchodźców wojennych z Ukrainy, poprzez brak dotacji unijnych ma być finansowo zagładzana. Zamiast nas wesprzeć odmawia się nam wsparcia. Z punktu widzenia unijnych decydentów nie ma dzisiaj pieniędzy dla Polski, podczas gdy wtedy dla Grecji czy Turcji znalazły się, i to grube miliardy euro. Taka jest dzisiaj Europa – bezduszna, cyniczna, bezrefleksyjna.

Słowa wiceszefowej europarlamentu Katariny Barley, że Unia Europejska chce nas zadusić – finansowo „zagłodzić” – są wciąż aktualne?

– Ta niemiecka polityk tylko wyraziła to, co usłyszała w kręgach bardziej decyzyjnych, ale ten trend, ta forma polityki wobec Polski i państw niepokornych jest wciąż realizowana. Co więcej, nie widać, żeby w krótkim terminie ten trend miał się zmienić.

Jakby tego było mało, Polska atakowana jest także za budowę muru na polsko-białoruskiej granicy. Unia Europejska nawet w obliczu zagrożenia, jakie płynie ze Wschodu, niczego się nie nauczyła?

– Jeśli te absurdy będą dalej się pojawiały i w takim tempie, to nie zdziwię się, jeśli niedługo pojawi się atak na nas, dajmy na to, za krytykę Łukaszenki. To tylko pokazuje, że absurd goni absurd. Widać, że u sterów Unii Europejskiej są ludzie – w sensie ideologicznym – zupełnie oderwani od rzeczywistości. I ci ludzie budują utopijną Europę. Ta utopia się coraz bardziej ujawnia w ich czynach i nawet wojna, która każdego zdrowo myślącego człowieka przywołuje do rzeczywistości, na tych ludziach nie robi wielkiego wrażenia. To tylko pokazuje, że ci ludzie są całkowicie odklejeni od rzeczywistości, od racjonalności i że jedyne, co potrafią, to forsować utopijną wizję Europy, która nie może się zrealizować. Wygląda to tak, że życie sobie, a oni sobie, i to – w takiej sytuacji jak dzisiejsza – jest szczególnie widoczne.

Co ciekawe, Polska znalazła się pod ostrzałem krytyki lewackich środowisk europejskich w dniu takdla nas ważnym – w dniu narodowego święta 231. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. Dlaczego wybrano akurat tę datę?

– Sądzę, że tu nawet nie chodziło o datę rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja, tylko bardziej z tym atakiem na Polskę celowali w datę wejścia Polski do struktur europejskich i rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód, a więc w 1 maja. Swoją drogą też dość dziwacznie wybrano datę 1 maja jako dzień akcesji Polski do Unii, a atakując nas próbowano pokazać „europejskość” wspólnoty z jednej strony i brak europejskości Polski z drugiej strony. Tylko że to też jest pewna paranoja, bo atakując Polskę, która – cokolwiek by mówić – jest proeuropejska, wcale nie wzmacnia się opozycji, ale się ją osłabia. Jednak – jak widać – dla ideologów ta rzeczywistość nie jest istotna.

Kiedy europarlament się zreflektuje i Polsce odpuści? Te ciągłe ataki, kolejne rezolucje stają się coraz bardziej nudne, co widać chociażby po frekwencji na sali obrad europarlamentu…

– Te ataki się skończą wtedy, kiedy taka decyzja przyjdzie z Berlina i Paryża, a więc z głównych ośrodków. Wtedy Bruksela odpuści. Na razie – jak widać – takich sygnałów nie ma, stąd mamy ciąg dalszy serialu pod tytułem „atakujemy Polskę zawsze i wszędzie”.

A może należałoby wszcząć procedurę o brak praworządności przeciwko Niemcom i Francji, które mimo embarga sprzedawały broń Rosji? Co więcej, państwa te w pomoc Ukrainie się nie włączają...

– Oczywiście, że można by wszcząć taką procedurę, przy czym ktoś musiałby to zaakceptować. Jak wiemy, sądy europejskie są „niezawisłe”, więc trudno o powodzenie takiego czy takich wniosków. Nikt się nie odważy wszcząć takiej procedury przeciwko wiodącym państwom Unii Europejskiej. Można to, owszem, zrobić na zasadzie pewnej demonstracji, ale nie wróżyłbym takim działaniom powodzenia.

Była ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Georgette Mosbacher, która uważa, że za otwarcie serc wobec Ukraińców Polska powinna być nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla, stwierdziła też, że ataki na Polskę zostały przygotowane przez ludzi Putina w Parlamencie Europejskim. Wygląda na to, że opcja putinowska ma się dobrze?

– Amerykanie wypowiadają się w ten sposób, bo zmienili kurs swojej polityki w Europie i mają świadomość, że Polska jest krajem, który ma duże, wręcz wyjątkowe znaczenie, jeśli chodzi o wsparcie dla Ukrainy. Wydaje się, że tak dzisiaj wygląda opcja amerykańska – odmiennie od opcji unijnej, czyli niemiecko-francuskiej.

Co dalej z unijnymi sankcjami na Rosję? –Unia Europejska musi się uniezależnić od rosyjskich gazu i ropy – mówiła w Parlamencie Europejskim Ursula von der Leyen, zapowiadając kolejny, szósty już, pakiet sankcji. Z tym że tak może się wypowiadać każdy z nas, ale od szefowej Komisji Europejskiej należałoby chyba oczekiwać konkretnych decyzji…

– Ta wypowiedź Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej,  pokazuje, że unijni politycy – także wysokiego szczebla – są niedecyzyjni. Jednocześnie fakt, że mamy już szósty pakiet sankcji, dowodzi, że dotychczasowe restrykcje są dziurawe, mało dotkliwe dla Putina, i nie przynoszą rezultatów. Co więcej, kurs rubla po sankcjach ma się lepiej niż przed agresją na Ukrainę. Ponadto jeśli te dyskusje na temat kolejnych sankcji są przeciągane w czasie, to Rosja otrzymuje czas na przygotowanie się i przemodelowanie kwestii biznesowych, aby to uderzenie było jak najmniej odczuwalne. W czasie kiedy unijni politycy dyskutują, debatują, spierają się, Moskwa znajduje partnerów biznesowych gdzie indziej, i środki – m.in. za węglowodory – dalej płyną szerokim strumieniem do rosyjskich banków. To pokazuje też, że opcja prorosyjska w Europie ma się całkiem dobrze, i nic dziwnego, że słyszymy, iż są kraje, które chciałyby, żeby wojna rosyjsko-ukraińska zakończyła się jak najszybciej, żeby móc powrócić do współpracy i robienia interesów z Moskwą. W Europie wciąż są państwa, które uważają, że Rosja powinna być ich strategicznym partnerem, i widzą w tym również swój interes. Niestety, ważniejsze są dla nich interesy i pieniądze niż krew, jaką każdego dnia przelewają Ukraińcy.

     Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki