Świat dał się nabrać na narrację z Kremla
Niedziela, 1 maja 2022 (17:14)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dzisiaj siłą rzeczy skupiamy swoją uwagę na Ukrainie, ale totalna opozycja nie ustaje w krytyce Zjednoczonej Prawicy, winiąc rząd za to, że nie przewidział inflacji, kryzysu ekonomicznego, energetycznego i nie przygotował Polski na tę sytuację.
– To jest, niestety, błąd, który popełnia opozycja w Polsce, zawężając problem, na który trzeba spojrzeć szerzej. Kiedy się słucha polityków opozycji, to przeważa opinia – zarzut kierowany pod adresem rządzących – że od listopada czy grudnia 2021 roku, mimo iż wiedzieli, to nic z tym nie zrobili, że trzy miesiące temu mówili inaczej, niż mówią dzisiaj. To są pewne uproszczenia, które mają pokazać, że sprawny rząd mógł przewidzieć, uprzedzić działania, zapobiec negatywnym skutkom itd. To jest typowy bełkot w wydaniu polityków, którzy są w stanie wypowiedzieć się na każdy temat, ale na próżno szukać tam sensu, a tym bardziej prawdy. Polska, choć jest dzisiaj na czele państw wspierających Ukrainę w jej działaniach niepodległościowych, w wielu kwestiach staje się sumieniem Zachodu, jednak nie ma wpływu na wszystko, także na to, co dzieje się w związku z wojną na Ukrainie, kryzysem uchodźczym, który nas szczególnie dotyka. Nie mamy też wpływu na kryzys energetyczny, bo nie ma na to wpływu również Unia Europejska. Wielu kwestii nie dało się przewidzieć, ale jeśli chodzi o kwestię dywersyfikacji dostaw gazu z kierunku rosyjskiego, to właśnie my byliśmy państwem, które przestrzegało przed uzależnianiem się od paliw kopalnych z Rosji. Oczywiście Platforma, która dzisiaj jest tak mądra, w czasie swoich rządów z PSL robiła wszystko, żeby uzależnić nas energetycznie od Rosji. Swoją drogą, jeśli chodzi o zarzuty wobec władzy, to w dobie szybkich zmian i rotującej sytuacji geopolitycznej nie ma takiego rządu, który wszystko by przewidział i był w stanie zapobiec wszystkim zagrożeniom.
Cały ten konflikt, którego jesteśmy dzisiaj świadkami, rozpoczął się właściwie w ubiegłym roku i pierwszym etapem działań reżimu kremlowsko-mińskiego była Polska –nasza granica z Białorusią…
– Dokładnie, abstrahując od pandemii koronawirusa, która była problemem globalnym – początkiem choroby, która się dzisiaj rozwija na Wschodzie, na Ukrainie. Wstępem było to, co się działo, począwszy od sierpnia i września 2021 roku, na granicy z Białorusią. Fala migrantów ekonomicznych, która szturmowała polską granicę, oraz ćwiczenia wojsk rosyjsko-białoruskich we wrześniu „Zapad 2021” – to też był wstęp do rosyjskiej agresji na Ukrainę. I może warto przypomnieć, że totalna opozycja absolutnie nie zdała egzaminu, opowiadając się przeciwko stanowi wyjątkowemu w strefie przygranicznej, także przeciwko budowie płotu na polsko-białoruskiej granicy. Wszyscy na gruncie opozycji byli przeciwko, a działania rządu odczytywali tylko jako politykę, jako działania polityczne, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością geopolityczną i zagrożeniami dla Polski. Opozycja więc nie stanęła na wysokości zadania. Tymczasem ten atak przy pomocy migrantów muzułmańskich od strony Białorusi na Polskę był wstępem do napaści rosyjskiej na Ukrainę – mimo że Moskwa zapewniała opinię międzynarodową, że żadnej wojny nie będzie, że to tylko manewry.
Dlaczego świat dał się nabrać na tę narrację ze strony Kremla?
– Świat, patrząc przez pryzmat interesów, wolał widzieć w Moskwie partnera, stąd patrzył na działania Moskwy, nie dopuszczając myśli, że Władimir Putin może wywołać kolejną wojnę. Liczono, że Rosja nie zdecyduje się przekroczyć kolejnej czerwonej linii. Ale jak widać – zrobiła to. Kiedy Polska przestrzegała, totalna opozycja mówiła o nadinterpretacji i politycznym wykorzystywaniu sytuacji przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Zamiast wesprzeć polski rząd, opozycja mówiła, że rząd naraża Polskę na śmieszność na gruncie europejskim. Pokazywano też nasze osamotnienie, mówiono o nieodpowiedzialności. Co więcej – z totalną krytyką, czy wręcz z kpinami musiał się zmierzyć szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau. Mówiono, że Polska nie ma ministra spraw zagranicznych. W momencie kiedy Polska przejęła roczne przywództwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, to właśnie minister Rau wykonał niesamowicie ciężką robotę – zwłaszcza że było już wiadomo, iż Rosja szykuje się do działań wojennych i napaści na Ukrainę. Polska dyplomacja – prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki i wspomniany minister Rau – wykonała ogromną pracę na gruncie międzynarodowym, co opozycja, jak to ma w zwyczaju, nazywała nic nieznaczącymi działaniami. Według retoryki opozycji wszystko robi Unia Europejska. To pokazuje, że Polska – poprzez działania polityków opozycji – była dyskredytowana i oczerniana. Opozycja totalna, jak widać, nie zmieniła frontu i od lat robi to samo, przy czym teraz jest jeszcze bardzo głośna, a jej działania antypolskie są coraz bardziej intensywne.
Jednak ta narracja opozycyjna, którą chętnie kupowały media mainstreamowe, zaczęła się zmieniać z chwilą napaści Rosji na Ukrainę.
– W świetle faktów nie było innego wyjścia, jak zmienić narrację i zacząć mówić tak, jak wcześniej mówił polski rząd, a także polska dyplomacja. Jednak nie do końca, bo wciąż są kwestie, o których totalna opozycja nie mówi. O ile na gruncie europejskim, także w NATO, mówi się wprost, że Polska miała rację, że ostrzegała, właściwie odczytując zamiary Rosji, to z ust opozycji, z ust Donalda Tuska i jego przybocznych nigdy tego nie usłyszymy. I nawet jeśli media w Polsce niechętne wobec rządu też o tym milczą, to media zagraniczne na gruncie unijnym oraz media amerykańskie mówią o tym otwartym tekstem i wyraźnie podkreślają, że Polska miała rację. Niestety opozycja, z politykami Platformy na czele, niczego się nie nauczyła. Co więcej – opozycja twierdzi, że inflacja jest tylko w Polsce, kryzys tylko nas dotyka, ceny rosną tylko w Polsce i właściwie wszystko, co złe, jest w Polsce. I stały element: winny temu wszystkiemu, wszelkim plagom egipskim jest polski rząd. To jest przejaw totalnej demolki, totalnej nieuczciwości w wydaniu totalnej opozycji wspieranej przez media mainstreamowe.
Media mainstreamowe po chwilowym wyciszeniu znów wracają do agresywnej narracji wobec rządu. Czym to jest spowodowane?
– Tak się dzieje, bo notowania opozycji poszły w dół. W związku z tym uznano, że milczenie, brak krytyki rządu Zjednoczonej Prawicy działa na ich niekorzyść, że zyskuje strona rządowa, której zwycięstwo – po raz trzeci – w wyborach parlamentarnych staje się coraz bardziej realne. Stąd panika w oczach i nerwowe bieganie po opozycyjnym pokładzie oraz próby zaklinania rzeczywistości. Pomysłów jednak brak, podobnie jak programu dla Polski, dlatego do gry wraca sprawdzony element – kłamstwo i manipulacje.
Jeszcze jakiś czas temu słyszeliśmy, żeby wpuszczać migrantów muzułmańskich forsujących bezczelnie polską granicę. Zachowanie uchodźców ukraińskich jest zgoła inne.
– Z jednej strony mamy lawinę uchodźców wojennych z Ukrainy, a z drugiej strony, jak pan redaktor zauważył, wspieraną przez reżim Alaksandra Łukaszenki falę migracyjną, wręcz inwazję na polską granicę. Co ciekawe, o ile nielegalni migranci muzułmańscy forsowali siłą naszą granicę, biegali po lasach, próbując nielegalnie przedostać się do Polski, o tyle miliony uchodźców wojennych z Ukrainy, uciekając przed bombami, nie przekraczało zielonej granicy, ale cierpliwie czekało na swoją kolejkę na przejściach granicznych. Tam, gdzie naprawdę trwa wojna, gdzie giną ludzie, to uchodźcy wojenni z Ukrainy w sposób cywilizowany stoją w kolejkach i czekają na swoją kolej, a nie próbują wtargnąć do Polski przez zieloną granicę. Podczas gdy Łukaszenka siłą próbował wprowadzić do Polski agresywnych ekonomicznych migrantów muzułmańskich, głównie młodych mężczyzn, tzw. organizacje humanitarne broniące praw człowieka krytykowały polski rząd, że na granicy z Białorusią giną ludzie. Mamy tutaj doskonałe porównanie i tylko brakuje uczciwego przekazu mediów oraz analizy tych dwóch różnych sytuacji. Z jednej strony mamy sytuację, gdzie nie ma wojny, ale jest łamanie prawa, ewidentny element nacisku politycznego, który ma wywołać konkretny negatywny efekt dla Polski. Z drugiej strony mamy uchodźców wojennych, prawdziwe ludzkie dramaty i nie ma łamania prawa, nie ma rozruchów, prób siłowego forsowania granicy, ale jest spokój.
Polska w dwa miesiące przyjęła trzy miliony uchodźców. To bezprecedensowe wydarzenie w skali świata. O czym ono świadczy?
– O tym, że Polska zdała egzamin humanitarny, cywilizacyjny, a jednocześnie całe polskie społeczeństwo zdało egzamin z człowieczeństwa. To, że Polska otworzyła swoje granice, serca i domy, to jest sukces wszystkich – rządu, samorządów, zwykłych ludzi, to jest sukces Polski. Oczywiście to wszystko kosztuje, bo nawet tym, którzy pomagają, prędzej czy później skończą się pieniądze i z rachunkami trzeba będzie iść po wsparcie do rządu. Żeby pomagać – i to na tak ogromną skalę – trzeba mieć pieniądze.
Niestety, z tym problemem wciąż Polska pozostaje sama. Z czego wynika taka oportunistyczna postawa Unii Europejskiej?
– Minęło sześćdziesiąt dni wojny, mamy trzy miliony Ukraińców na terenie Polski, których nikt nie pozostawia głodnych, bez dachu nad głową. Co więcej – uchodźcy mają możliwość przemieszczania się, zatrudnienia, ubezpieczenia się, leczenia oraz korzystania ze wsparcia w ramach programów dedykowanych Polakom itd. Wszystko jest finansowane ze środków budżetu państwa, a opozycja mówi, że w Polsce pogłębia się kryzys finansowy. Tymczasem Bruksela wciąż milczy. Wszyscy, owszem, chwalą nas za pomoc uchodźcom. Unijni biurokraci mówią, że trzeba pomagać, ale wsparcia finansowego jak nie było, tak nie ma. W Komisji Europejskiej debatują, myślą i mija sześćdziesiąt dni, a na konto Polski nie wpłynęło ani jedno euro. Radzą nam, żeby przerzucać środki z zakończonej już perspektywy finansowej, a przecież pieniądze, jeśli są, to są rozpisane na konkretne, realizowane już cele. Opozycja cały czas twierdzi, że to, iż nie ma pieniędzy, że Unia Europejska w sposób bezczelny nie reaguje i nie przekazuje nam pieniędzy, to i tak jest wina rządu.
Swoją drogą, Grecja i Turcja w 2015 roku podczas kryzysu imigracyjnego otrzymały od Unii Europejskiej grube miliardy euro, a Polska wciąż nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc?
– Tam skala była znacznie mniejsza, liczba imigrantów ekonomicznych z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu była rozłożona w czasie. A tu w niespełna 60 dni do Polski przybyły trzy milionów uchodźców wojennych i nie ma ani euro. Eurokraci wciąż „myślą”, opozycja krytykuje, mówiąc, że rząd nic nie robi, że ludzie potrzebują pomocy. Jednocześnie hotelarze potrzebują wsparcia, żeby funkcjonować i utrzymać swoje biznesy. Tymczasem sami musimy się wyżywić, bo Unia Europejska ani myśli nas w tym problemie wesprzeć. Dlatego nie oczekujmy, że pieniądze dla Polski się pojawią – bez mądrej opozycji, bo także tu niezbędne są solidarność i współdziałanie.
Powróćmy jeszcze do sprawy kryzysu energetycznego. Rosja długo przygotowywała się do manewru z odcięciem gazu. O ile my mieliśmy tego świadomość, o tyle Zachód niejako z klapkami na oczach brnął w sidła Putina. Dlaczego?
– Rosja od lat robiła wszystko na odcinku uzależniania zachodniej Europy od dostaw gazu. W listopadzie i grudniu 2021 roku Moskwa podjęła działania i manipulacje wokół cen gazu na rynkach oraz manipulacje związane ze sprzedażą i handlem emisjami CO2. To był atak finansowy, który nieprzypadkowo podbijał ceny i spowodował, że na obszarze całej Europy wszystkie ceny poszły do góry. Dzisiaj już wiadomo, że za działaniami organizacji lewackich, organizacji tzw. ekologicznych w Europie – podejrzewam, że również w Polsce – stał Kreml, który finansował wsparcie dla rozmaitych zielonych inicjatyw. Dzisiaj ten temat trzeba wyjaśnić dogłębnie: kto otrzymywał rosyjskiej pieniądze? Ile pieniędzy otrzymał? Kiedy to miało miejsce? Jednocześnie Kreml wraz z Niemcami parł do tego, aby jak najszybciej zrealizować projekty nie ekonomiczne, ale de facto polityczne – Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Dzisiaj Polska, Rumunia i Bułgaria mają zakręcony kurek z rosyjskim gazem, ale jak się dowiadujemy, grupa kilku państw unijnych się wyłamała i przystała na żądania Putina, aby za dostarczany rosyjski gaz płacić rublami.
O czym to świadczy? Czy nie o tym, że Putin, który używa gazu jako oręża politycznego, próbuje – i to z pozytywnym skutkiem – rozbijać solidarność unijną? To przykre, ale ten mit solidarności, którym tak ochoczo zasłania się Bruksela, upada przy pierwszej lepszej próbie…
– Solidarność europejska to rzeczywiście ulubione określenie, jakim posługują się eurokraci. Ale to tylko słowa, bo w sytuacji, jaką mamy, należałoby okazać autentyczną – nie w słowach, ale w czynach – solidarność z Polską, Bułgarią i Rumunią. Skoro Gazprom zakręcił tym państwom kurek, to reszta Europy powinna zrezygnować z płacenia w rublach i z rosyjskiego gazu. Brakuje mi też mocnych nacisków na Rosję, co pokazałoby, że Unia jest zjednoczona i w kwestiach gazowych mówimy jednym głosem. To egzamin, który nas dzisiaj czeka, ale nie sądzę, żeby Unia zdała go pozytywnie. Na polskim gruncie ze strony opozycji – a jakże – słyszymy, że Polska przespała, że rząd naraża Polaków na brak dostaw gazu. Co więcej –opozycja wietrzy w sezonie grzewczym 2022/2023 dramat gazowy. I to stanowisko opozycji pojawia się mimo jasnych informacji wicepremiera Jacka Sasina oraz minister Anny Moskwy, że Polska od lat przygotowywała się na taki scenariusz i zrobiono bardzo dużo, żeby nie być zaskoczonym działaniem Kremla, a nasze magazyny z gazem są wypełnione w niemal 80 proc., a w perspektywie końca roku jest uruchomienie gazociągu Baltic Pipe.
To tylko potwierdza totalność opozycji, więc chyba nic nowego?
– To jest kolejny przykład, co w swojej totalności może opozycja, która poza kłamstwami, insynuacjami, czarnym PR-em nic nie potrafi. W każdym odpowiedzialnym państwie – zwłaszcza w sytuacji, z jaką mamy dzisiaj do czynienia – rząd i opozycja powinny stać w jednym szeregu i mówić jednym głosem. Natomiast w Polsce mamy opozycję, która działa nieodpowiedzialnie w myśl hasła: im gorzej, tym lepiej. Zamiast budować morale, solidarność –rozbija się jedność. Polska opozycja totalna, z Platformą na czele, nie dojrzała do odpowiedzialności za kraj i obywateli. Można zatem powiedzieć, że dzisiaj na scenie europejskiej mamy nie tylko nieodpowiedzialną Rosję i Białoruś. Na polskiej scenie mamy nieodpowiedzialną opozycję, która robi wszystko, żeby nie pomóc Polsce, tylko gra w orkiestrze Putina i przeszkadza polskiemu rządowi. Są jednak archiwa medialne, także archiwa mediów społecznościowych, które pokazują, co ta sama opozycja, która dzisiaj krytykuje rząd, robiła w czasie swoich rządów – jak układała się z Putinem i Rosją, jak rząd Tuska uzależniał nas od rosyjskiego gazu. Bez problemu można to sprawdzić.
Totalności nigdy dość, a więc 3 maja w europarlamencie odbędzie się kolejna debata nie przeciwko Rosji, ale przeciwko Polsce.
– Przed nami ważne narodowe święto – 231. rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja. Powinniśmy świętować tak ważną dla Polski datę, jednak słyszymy, że w Parlamencie Europejskim właśnie 3 maja odbędą się debata o Polsce i głosowanie nad kolejną już rezolucją przeciwko Polsce. I to dzieje się w dniu tak ważnym dla Polski, a także w obliczu wojny, jaka toczy się za naszą wschodnią granicą, oraz w cieniu słów szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa, który oficjalnie straszy świat ewentualnym użyciem broni atomowej, a także w obliczu zagrożenia objęciem wojną terenów Naddniestrza i Mołdawii. To pokazuje, że żarty się kończą. Polska jest państwem frontowym, dlatego tym bardziej potrzebujemy nie kłótni i sporów, ale mądrych, wspólnych działań. Bez jedności nic dobrego nie wyniknie dla Polski. Dlatego w obliczu napaści rosyjskiej i wojny na Ukrainie musimy zachować mądrość i wielką odpowiedzialność, bo inaczej możemy tego żałować.