Najwyższy czas, żeby Unia przejrzała na oczy
Piątek, 29 kwietnia 2022 (17:57)Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Pośle, co ze wsparciem dla Polski? Nasz kraj już ponad dwa miesiące samodzielnie zmaga się z kryzysem uchodźczym, udzielając pomocy blisko trzem milionom Ukraińców uciekających przed bestialstwem rosyjskich sołdatów, a unijnej pomocy wciąż nie widać?
– Najkrócej rzecz ujmując – na Zachodzie – mam na myśli Unię Europejską – bez zmian. Oczywiście słychać, że Unia się organizuje, unijni politycy dużo mówią, że pracują, chwalą też Polskę, która przyjmuje ukraińskich uchodźców, podobno trwają też poszukiwania pieniędzy na ten cel. Podobno na stronach Komisji Europejskiej pojawiła się informacja o 3,5 miliarda euro jakiegoś wsparcia, jeszcze kwestia ta nie pojawiła się podczas posiedzeń Komisji Budżetowej europarlamentu, w której zasiadam, temat ten nie był też poruszany w innych rozmowach. Zatem wszystko jest po staremu, czyli bez wsparcia dla Polski, za to są – rzec można – opowieści dziwnej treści oraz papierowe deklaratywne wspieranie problemu, z których nic tak naprawdę nie wynika.
Dlaczego Unia Europejska nie chce stworzyć odrębnego mechanizmu, specjalnego funduszu na pomoc uchodźcom z Ukrainy?
– Unia Europejska – co pokazuje praktyka – zawsze, kiedy coś ważnego się dzieje, działa powoli, a de facto nie wie, co zrobić, jak się z takim czy innym problemem zmierzyć. Mianowicie środki z unijnej perspektywy są rozdzielone, inne rozdane, nowych środków nie ma i – jak słyszymy – są dopiero przygotowywane, co pokazuje, że Unia w sytuacjach kryzysowych nie jest zdolna do szybkiego reagowania. I chyba – co jest najważniejsze – Unia nie chce mieć tego typu instrumentów, bo gdyby chciała, to takie mechanizmy już dawno zostałyby stworzone. Przecież nie jest żadnym problemem napisanie jednozdaniowej ustawy o utworzeniu specjalnego funduszu na wypadek katastrof, klęsk czy wojny itd. Stąd uważam, że Unia Europejska nie ma woli, żeby taki fundusz stworzyć, i wygodniej eurokratom brukselskim jest mówić, że szukamy, rozważamy, zobaczymy, jak to będzie, może uda się przeczekać, a państwa narodowe niech same mierzą się z tym problemem i niech na siebie wezmą większość obowiązków wynikających z kryzysu uchodźczego. I może Polska da sobie jakoś radę, niech robi to w imieniu Unii Europejskiej, a później się zobaczy, co z tym fantem zrobić. Takie jest myślenie, takie jest podejście unijnych eurokratów. Natomiast polski rząd, z tego, co się orientuję, informuje o potrzebach, o ponoszonych kosztach, wystawia też rachunki. Ostatnio szef resortu spraw wewnętrznych wysłał notę opiewająca na blisko trzy miliardy euro – bo tyle już kosztuje pomoc uchodźcom z Ukrainy.
Tymczasem z szacunków wynika, że pomoc ukraińskim uchodźcom do końca br. będzie kosztować Polskę aż 11 miliardów euro…
– Do końca tego roku ma to być 11 miliardów euro i my cały czas to skrzętnie notujemy. Niestety, Unii Europejskiej nie przeszkadza to, że poszczególne państwa mają różne interesy z Rosją – różne deale, umowy, że zachodni politycy są na liście płac Putina. Tymczasem takie kraje jak Niemcy, Francja czy Holandia mają na sumieniu różne grzechy, co więcej, nie widać z ich strony żadnej skruchy, nie ma więc mowy o pokucie, a jedynie są czynione na pokaz jakieś tłumaczenia, że popełnili błędy, ale to stanowczo za mało. Ponadto kiedy Putin, łamiąc wszelkie umowy, zażądał zapłaty za rosyjski gaz w rublach, to niektóre kraje na to przystały – łamiąc unijną solidarność. To jest skandal, bo pokazuje brak jedności w szeregach Unii Europejskiej.
No właśnie, co z solidarnością unijną, którą władze w Brukseli tak lubią szafować, co z wartościami, które Unia sama kreuje, a których – jak widać – nie przestrzega?
– Nie ma ani jedności ani solidarności. Jest tylko jedność i współdziałanie kilku krajów i ich przywódców, jak Emmanuel Macron, który często wydzwania do Putina i jest – rzec można – pasem transmisyjnym, którym przekazywane są pewne informacje ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód. I choć słyszymy, że prezydent Francji potępia to, co robi Putin, ale nie przeszkadza mu to być w stałym kontakcie ze zbrodniarzem. Stąd o jedności unijnej nie ma mowy i to jest przykre, że jest tylko warstwa deklaratywna, wskutek czego Unia Europejska może dużo stracić – w sensie np. wyborczym. Przekonamy się też, czy będą rekompensaty, czy Unia znajdzie pieniądze. Uważam, że cokolwiek Unia zrobi w przyszłości, to niezależnie od tego trzeba mieć świadomość, że tylko silne państwa narodowe, z silną gospodarką, suwerenne energetycznie, suwerenne także walutowo, mają szanse przetrwać w Unii Europejskiej. Gdybyśmy działali wyłącznie w oparciu o mechanizmy unijne, to dzisiaj nie mielibyśmy kompletnie nic do powiedzenia, co więcej, bylibyśmy kompletnie uzależnieni od Putina, tak jak zależny jest zachód Europy.
A może brak wsparcia finansowego m.in. dla Polski wynika z tego, że do Niemiec i Francji trafia dzisiaj stosunkowo niewielu uchodźców ukraińskich i te czołowe państwa nie byłyby beneficjentami unijnej pomocy finansowej?
– To jest prawda. Na razie Ukraińcy zostają w krajach granicznych, do których przybyli myśląc o powrocie do swojej ojczyzny. Natomiast Hiszpania, Włochy, Holandia, Niemcy czy Francja mają już u siebie – oczywiście w znacznie mniejszym zakresie – imigrację ukraińską jako skutek poprzednich działań Rosji. Dlatego dzisiaj blokują doraźną pomoc m.in. dla Polski, bo najzwyczajniej nie chcą stworzyć ludzkich warunków do życia ofiarom Putina, bo obawiają się, że pan na Kremlu może się na nich obrazić, a wówczas nici z interesów z Moskwą. Inna kwestia, że nie wiadomo na dziś, jakie jeszcze mogą wyjść sprawy, jeśli chodzi o ich współpracę czy relacje Europy Zachodniej z Putinem, i jak głębokie może być to uzależnienie od Moskwy. Podejrzewam, że możliwość ataku na Ukrainę i wojny przez długie lata było sondowane przez Putina, który najprawdopodobniej wypytywał zachodnich sojuszników, co zrobią na wypadek aneksji Ukrainy. Zatem sytuację miał wybadaną, a to, że kraje zachodu Europy tak długo ociągały się ze wsparciem militarnym dla Ukrainy, także jeśli chodzi o nakładanie sankcji na Rosję, i mówiły, że to nie jest ich wojna itd., to wynika m.in. z faktu, że Putin dobrze przygotował sobie grunt. Jedyne, czego nie przewidziano, to fakt, że Ukraina tak dzielnie będzie się bronić, stawiać opór rosyjskiemu najeźdźcy. Inna sprawa, że okazało się, iż armia Putina to w dużej mierze armia defiladowa, a nie wojsko, które szybko i skutecznie jest w stanie zagrozić Ukrainie. Zapewne liczono, że Ukraina szybko się podda, że Zachód pogodzi się z tym faktem i będzie można powrócić do interesów z Putinem. Dzisiaj widzimy, że Europa Zachodnia zmienia front i chce pomagać, ale skalę perfidii dopełnia liczenie, że po zakończeniu wojny będą odbudowywać Ukrainę. Widać, że interesy są ponad wszystko, ponad ludzkie życie.
Wspomniał Pan o zależności elit zachodnich od Rosji, tymczasem nie jest żadną tajemnicą, że Putin miał – rzec można w kieszeni, i to od dawna – czołowych polityków, np. niemieckich, Gerharda Schrödera, a także Angelę Merkel?
– Dokładnie. Teraz jednak trzeba wygrać wojnę, pokonać Rosję i pomagać Ukrainie i Ukraińcom, a dopiero potem rozliczyć winnych tego, że ta wojna w ogóle wybuchła i kto zawiódł. Ta wojna ma swoje źródło także na zachodzie Europy i jest efektem tolerowania Putina – do czego zresztą po trochu przyznają się zachodni politycy, mówiąc, że popełnili błędy. Zarówno prezydent Francji, prezydent Niemiec się do tego przyznają, tylko Angela Merkel milczy, bo pewnie jej wstyd, że była protektorką Putina. Inna sprawa, że jej koledzy w Parlamencie Europejskim robią wszystko, żeby wielka krzywda się Niemcom nie stała. Zresztą w europarlamencie nie widzę jakieś głębokiej woli do tego, żeby nieść pomoc Ukrainie. Owszem, są przemówienia, są wypowiedzi, pojawiają się także deklaracje, ale europarlament dotychczas nie przygotował rezolucji, która wzywałaby do udzielenia finansowego wsparcia dla Ukrainy, bo napadnięty i niszczony kraj tego potrzebuje. Tego nie ma.
Skoro trend w Unii Europejskiej jest taki, by dużo mówić, a mało robić, co potwierdziła swoim działaniem Ursula von der Leyen w Kijowie, gdzie zapewniała, że Unia nie pozostawi Ukrainy i „dobrze zajmie się uchodźcami, dopóki nie będą w stanie wrócić bezpiecznie do domu”, to nic dziwnego, że również Parlament Europejski działa opieszale, w podobnym duchu, i woli atakować Polskę?
– Zgoda, tylko że Parlament Europejski jest ponad szefową Komisji Europejskiej, co więcej, tenże europarlament, jeśli chodzi o sankcje dla Polski czy Węgier, działa szybko, jest aktywny. Warto może wspomnieć, że 3 maja w Brukseli odbędzie się debata na temat sytuacji w Polsce i na Węgrzech i tak widać opozycja totalna chce uczcić 231. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Zamiast pomagać Polsce, zamiast wywiesić polską flagę, zamiast pójść do kościoła i podziękować Panu Bogu za wolność i prosić o dalszą opiekę nad naszą wspólną Ojczyzną, to oni w Brukseli będą atakować Polskę za rzekomy brak praworządności. Wydaje mi się, że obłuda ma się dobrze, brak konsekwencji w działaniu jest cały czas widoczny i powoli wychodzi na wierzch, po co Unia powstała – po to, żeby stworzyć państwo federalne pod egidą Niemiec. Chodzi o to, żeby stłamsić narody, żeby zniszczyć Europę ojczyzn, żeby przestać mówić o chrześcijańskich korzeniach Europy, o kulturze chrześcijańskiej i żeby stworzyć jedno państwo federalne, w którym będzie miejsce dla takich lewaków jak Spinelli, takich bandytów, zbrodniarzy jak Putin, czy takich polityków jak socjaliści, którzy raz po raz – także w Parlamencie Europejskim – mówią o roli Lenina.
Co w kwestii ewentualnej pomocy dla Polski słychać w korytarzach Parlamentu Europejskiego? Czy prawdą jest, że mówi się o pozostawieniu Polski samej sobie z uchodźczym problemem, licząc po cichu, że udławimy się uchodźcami?
– Dokładnie tak jest. W 65. dniu od napaści rosyjskiej na Ukrainę, kiedy wojna trwa już trzeci miesiąc, ze strony Unii Europejskiej nie było i wciąż nie ma żadnego pozytywnego sygnału w stosunku do Polski, Rumunii czy Słowacji, natomiast cały czas wmawia się nam, że mamy problem z tzw. praworządnością i że to jest dla nich ważne. Kiedy im mówię, że na jednej szali kładą praworządność i rzekomo trzech pokrzywdzonych sędziów, a na drugiej przyjęcie trzech milionów ludzi, to wtedy jest cisza. Widać jest im wstyd, ale po cichu dalej robią swoje. Efektem są kolejne debaty o praworządności w Polsce, co jest w moim odczuciu dowodem na to, że Unia chce, aby Polska samodzielnie, bez wsparcia, ponosiła ciężary w imieniu tejże Unii, a potem jakoś to będzie. Takie jest myślenie eurokratów. Jednak my na to nie pozwolimy. Mam nadzieję, że Polska wykorzysta możliwości, jakie są, a więc także skargi do europejskich sądów, także kwestie związane ze składkami itd. Czas na drastyczne rozwiązania – moim zdaniem – jeszcze nie nadszedł, ale jeśli nic się w tej materii nie zmieni, w podejściu Brukseli do Polski, to również inne instrumenty będą musiały zostać włączone przez Polskę do gry.
Tymczasem ostatnio wdrożony został mechanizm praworządności wobec Węgier, ale Polski się nie dotyka. Może dlatego, że trwa kryzys uchodźczy, a my jesteśmy na pierwszej linii frontu, wyręczając Brukselę?
– Myślę, że zanim to ruszy, to jeszcze trochę czasu minie. Węgrzy mają kilka miesięcy na złożenie wyjaśnień i wówczas zobaczymy, co się zadzieje. W stosunku do Polski takich działań jeszcze nie podjęto, być może dlatego, że Brukseli jest zwyczajnie wstyd, że Polska i Polacy sami dźwigają ciężar pomocy ludności ukraińskiej. Otwieramy serca, ale swoje koszty też mamy i upomnimy się o swoje w takiej czy innej formie. Uważam, że polski rząd zrobi to skutecznie.
Unia Europejska, która dzisiaj jest tak skąpa i skrupulatna w liczeniu, czy i ile dać Polsce, ta sama Unia w 2015 roku bez mrugnięcia okiem przekazała Grecji 4,5 miliarda euro, a Turcji 6 miliardów euro za zatrzymanie fali muzułmańskich migrantów.
– To, że nie otrzymujemy tych pieniędzy, to jest efekt pracy polskiej opozycji z Platformy, PSL-u, Lewicy w Parlamencie Europejskim, która dysponując kilkunastoma szablami, robi duży szum. Będąc w największej formacji w europarlamencie – Europejskiej Partii Ludowej, którą kieruje Donald Tusk, robią wszystko, żeby nie wypłacać Polsce pieniędzy na pomoc Ukraińcom. Dotyczy to również środków w ramach „Krajowego planu odbudowy”, które są wstrzymywane, bo gdyby te pieniądze zostały nam wypłacone, to opozycji pozostałby tylko wstyd po spotkaniach jej kierownictwa z Angelą Merkel, z Putinem, wszystkich działaniach przeciwko polskim kopalniom, przeciwko polskiej energetyce i polskiej racji stanu. To jedno, co by im zostało, bo przecież nie mają żadnego programu dla Polski i dla Polaków. Pozostaje im pilnowanie, żeby Polska nie otrzymała należnych nam środków. To jest widoczne i to obnaża totalną opozycję. Tymczasem informacje, jakie się pojawiają, są bardzo dobre, mianowicie Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) podał informację, z której jasno wynika, że zastrzeżenia wobec Polski, jeśli chodzi o skalę naruszeń prawa, są niewielkie, skala tych naruszeń jest bowiem czterokrotnie niższa niż średnia unijna. Zatem próby zarzucania nam, że nie przestrzegamy praworządności, mają się nijak do faktów. Stąd nie ma żadnych podstaw, aby wstrzymywać nam środki z „Krajowego planu odbudowy”, bo spełniamy wszystkie warunki zawarte w rozporządzeniu o „Funduszu odbudowy”. Działania przeciw Polsce są zatem czysto polityczne, a nie merytoryczne. Czas najwyższy, żeby Unia przejrzała na oczy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki