Zasłużył na miano piątej kolumny Putina
Niedziela, 24 kwietnia 2022 (14:05)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czemu ma służyć ofensywa Platformy, która wraz z wiosną staje się coraz bardziej aktywna, ale niekoniecznie merytoryczna?
– Ta wiosenna ofensywa Platformy rzeczywiście ma miejsce, a wraz z nią kolejne falstarty. Słyszymy bowiem o propozycji 20-procentowych podwyżek dla pracowników sfery budżetowej, obligacjach antydrożyźnianych i zmniejszeniu rat kredytów. Może więc warto przypomnieć, że ta sfera budżetowa, którą Platforma chce dzisiaj tak mocno wspierać, przez osiem lat rządów koalicji PO – PSL miała zamrożone płace. Jakby tego było mało, podczas ostatniej konferencji Platformy usłyszeliśmy, że będąc przy władzy, formacja ta zbroiła Polskę, że budowała polską armię. Przyznam się panu redaktorowi, że słuchając Donalda Tuska, byłem zaskoczony, miałem wrażenie, że przemawia zupełnie inny polityk niż ten, którego widziałem u sterów władzy, kiedy był premierem. Tak się składa, że w 2015 roku, kiedy zostałem posłem na Sejm RP, to Platforma i PSL w ramach tzw. optymalizacji – to taki zwrot, którego z lubością używali najpierw Leszek Balcerowicz, a później Jan Vincet-Rostowski – koalicja rządząca zaczęła zwijać polską armię. Jednostki liniowe, czyli te, które stacjonowały na granicy z Obwodem Kaliningradzkim, a więc z Rosją, w moim okręgu wyborczym tak naprawdę przestały istnieć. Również jednostki wojskowe w Bartoszycach, w Braniewie, Gołdapi, Węgorzewie, Bemowie Piskim – to są wszystko ośrodki wojskowe, które zamiast być jednostkami strategicznymi, i jako takie rozwijane, były przez rząd PO – PSL wygaszane. Podobnie rzecz miała się, jeśli chodzi o jednostki straży granicznej czy policji. Tego nie da się zapomnieć.
I dzisiaj ten sam człowiek twierdzi, że będzie kładł nacisk na rozwój polskiej armii. Jednak kiedy był premierem, nie widział takiej potrzeby?
– Za rządów PO – PSL mieliśmy totalny demontaż struktur bezpieczeństwa państwa polskiego. Tymczasem mija dziesięć lat i Donald Tusk – ten sam, który demontował Wojsko Polskie – wychodzi i bez zmrużenia oka, licząc na amnezję polskiego społeczeństwa, mówi, że będzie kładł nacisk na rozwój polskiej armii. Ten sam, który przed laty mówił, że nie ma takiej potrzeby, bo żadnej wojny nie będzie. Widać zapomniał, że mądry rząd zawsze musi być przygotowany na wypadek wojny – tym bardziej że naszym sąsiadem jest Rosja. Co więcej – to nikt inny jak Donald Tusk w swoim pierwszym exposé w 2007 roku mówił, że jego rząd „chce dialogu z Rosją taką, jaka ona jest”. To za rządów Tuska rozpoczął się proces totalnego uzależnienia się od rosyjskiego gazu, a także rozdawnictwa na rzecz Rosjan. Polska poprzez gazociąg Jamał była i wciąż jest krajem tranzytowym dla rosyjskiego gazu na Zachód. Pamiętamy słynne kwoty przesyłowe i darowanie Rosjanom pieniędzy – to wszystko miało miejsce za rządów koalicji PO – PSL, kiedy premierem był Donald Tusk.
Byliśmy też o krok, żeby podarować Rosji Lotos i rafinerię w Możejkach…
– Dokładnie, co więcej – to Donald Tusk mówił, że nie ma żadnych przeszkód przed inwestorami także z Rosji. Słynny kontrakt gazowy z Rosją, który miał gwarantować komfort i bezpieczeństwo energetyczne Polski, a de facto był uzależnianiem się od dostaw z Rosji, to też dzieło Platformy. Nie inaczej było z gazoportem w Świnoujściu, którego budowę rozpoczął rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego, na co mocno naciskał ówczesny prezydent Lech Kaczyński. Natomiast Platforma uważała ten projekt za inwestycję bez sensu. I gdyby nie fakty dokonane i poczynione działania przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, to dzisiaj nie byłoby Terminalu LNG im. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu, bo rząd Platformy celowo opóźniał tę inwestycję. Jeśli chodzi o Petrochemię Płock, to też było blisko, żeby przejęła ją Rosja. O budowie elektrowni atomowej, nad którą pieczę miał minister skarbu w rządzie Tuska, a później prezes zarządu spółki PGE Energia Jądrowa SA Aleksander Grad, który zarobił krocie, nie posuwając sprawy budowy ani o krok, w ogóle szkoda wspominać. To tylko kilka przykładów, jak wyglądała troska o bezpieczeństwo militarne i energetyczne za rządów Donalda Tuska.
Czemu dzisiaj służą wystąpienia Tuska, który w świetle faktów jest zwyczajnie niewiarygodny?
– Donald Tusk usiłuje odbudować swoją pozycję, z tym że czyni to nieudolnie. Jest politykiem nieudolnym, który na dobrą sprawę próbuje dzisiaj walczyć nie tyle z PiS, co z młodymi wilczkami na scenie politycznej, jak Szymon Hołownia, oraz ze środowiskiem lewicowym. Zapowiedź podwyżki płac w budżetówce o 20 procent poruszyła nawet takich zwolenników Platformy jak Leszek Balcerowicz, który nazwał to populizmem do kwadratu. Donald Tusk dzisiaj próbuje przelicytować PiS, tylko robi to w sposób nieprzemyślany. Warto pamiętać, że mimo dobrej kondycji państwa polskiego kryzys covidowy i załamanie światowej gospodarki odcisnęły jednak swoje piętno. Co więcej – Unia Europejska wciąż nie chce nam wypłacić środków w ramach „Krajowego planu odbudowy” mimo iż żerowaliśmy tę pożyczkę. To są pieniądze, które się nam należą i powinny się znaleźć w Polsce – nie na potrzeby żadnej partii, tylko na konkretne inwestycje rozwojowe, nowe technologie, rozwój sieci transportowych, które pozwolą nam na postęp i zbliżanie się do najbardziej rozwiniętych państw Unii Europejskiej. Tymczasem i tu Platforma blokuje te środki na forum unijnym, czym pokazuje, gdzie ma Polskę i Polaków.
W tle jest emerytura Donalda Tuska, który skończył właśnie 65 lat i de facto mógłby przejść w stan spoczynku jako najbogatszy emeryt w Polsce. Tylko czy ambicja mu na to pozwoli?
– No tak, „Słońce Peru”, „król Europy”, „rycerz na białym koniu”, a dzisiaj najbogatszy emeryt w Polsce. Wysokość emerytury, jaką ma otrzymywać, powoduje uzasadnione reakcje i oceny Polaków, bo to właśnie za rządów Donalda Tuska system emerytalny w Polsce został rozjechany. Po to, żeby ratować swoje notowania i mieć pieniądze na głębszy oddech przed wyborami, mieliśmy słynny skok Platformy na OFE, co było niczym innym jak ograbieniem w biały dzień emerytów powyżej rocznika 1969. Mało tego, słyszeliśmy z ust Donalda Tuska, że pieniądze w OFE nie są własnością Polaków, a Trybunał Konstytucyjny pod kierownictwem „wielkiego” obrońcy demokracji prof. Andrzeja Rzeplińskiego wydał werdykt potwierdzający opinię rządu PO – PSL, mimo że były to indywidualne konta w ramach Otwartych Funduszy Emerytalnych. Trybunał Rzeplińskiego widział to jednak inaczej, bo takie było zapotrzebowanie ze strony ówczesnej władzy, której trzeba było pieniędzy. Dzisiaj chciałbym, żeby ten najbogatszy emeryt w Polsce spotkał się oko w oko z emerytami, którzy całe życie ciężko pracowali, a dzięki polityce Tuska i Platformy mają głodowe świadczenia. Nie sądzę jednak, żeby stać go było na takie spotkanie.
Z czego wynika miałkość Tuska, któremu po powrocie z Brukseli trudno się odnaleźć w polskiej rzeczywistości?
– Za rządów Tuska pojawił się taki termin, że jest człowiekiem z teflonu, czyli takim, do którego nic się nie przyczepi, którego nic nie wzrusza, który nie ma żadnych emocji i właściwie ma cyniczne podejście do zwykłych ludzi na zasadzie: jednym uchem wpadło, a drugim wypadło. Taka to widać osobowość – bardzo cyniczna – człowieka, który, jak widać, próbuje grać na siebie. Po kilku latach robienia kariery na brukselskich salonach wrócił do Polski pewny, że jest tak wielki, że jakiegokolwiek zadania by się nie podjął, to uda mu się je zrealizować. Widać jednak, że nic z tego, a te pseudonarady gabinetowe, te jego wystąpienia nawet nie mają medialnego przebicia, bo są tak nieprawdziwe i odrealnione, że nawet media sprzyjające Platformie i Tuskowi tego nie kupują. Ponadto za kilka tygodni zakończy się budowa płotu na granicy z Białorusią i zobaczymy, jak to skwituje Donald Tusk, który – przypomnę – twierdził, że bez sensu jest budowa tego płotu, i mówił, że nigdy nie powstanie. Pamiętamy, jak sobie kpił, mówiąc, że najlepiej niech rząd zbuduje mur i płot, i jeszcze jeden mur i może jeszcze podłączyć prąd elektryczny pod to ogrodzenie – to są przecież słowa Donalda Tuska. Ciekawe, czy Donald Tusk przeprosi za swoje bezsensowne, lekceważące słowa – zwłaszcza że dzisiaj widać, czemu miały służyć i czym de facto były, do czego wstępem były działania reżimu Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki z migrantami muzułmańskimi napierającymi na polską granicę. Myślę jednak, że Donald Tusk przyzwyczaił nas do takich nieodpowiedzialnych zachowań jako premier, a także jako przywódca opozycji – Platformy, która za wszelką cenę chce odzyskać władzę w Polsce. Sądzę, że śmiało można powiedzieć, że Tusk – patrząc na jego działania, postawę i wypowiedzi jako premiera – dzisiaj zasłużył na miano piątej kolumny Putina.
Może jako emeryt powinien zająć się wnukami, bo chyba nie tylko media sprzyjające Platformie mają z nim kłopot, ale także politycy Platformy – zwłaszcza że jako rycerz na białym koniu nie tylko nie wzmocnił Platformy, ale wręcz osłabił jej notowania?
– No właśnie – cud się nie zdarzył, nie ma 30 procent poparcia dla Platformy, nie widać też zjednoczenia opozycji. Widać, że im więcej czasu upływa, tym bardziej formacje opozycyjne nie chcą słyszeć o Donaldzie Tusku. Nikt nie chce zjednoczenia opozycji pod przewodnictwem Tuska, bo nikt mu nie wierzy. Widzą, że Tusk zatrzymał się w swojej narracji w 2014 roku, tymczasem czasu trochę upłynęło, dzisiaj mamy inną rzeczywistość i Tusk jest niewiarygodny także dla młodzieży, która nie da się oszukać byle czym. Dla młodych Tusk nie jest żadnym autorytetem, rozmienił się na drobne, a ataki i straszenie PiS i Jarosławem Kaczyńskim już nie działa.
A co z programem Platformy?
– Programu nie było, nie ma i nie będzie. Natomiast to, co proponuje Platforma, nie trzyma się kupy, jest mało prawdziwe. Również pomysły rzucane tu i tam nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, są niewiarygodne, niepoliczone – jak propozycja podwyżki dla sfery budżetowej. Inna sprawa, że ten „program” ekonomiczny, który układa poseł Izabela Leszczyna, od którego odcinają się nawet tacy politycy Platformy, jak Tomasz Siemoniak, którzy nie wiedzą nawet, o co w tym wszystkim chodzi, jest jedną wielką lipą. Twierdzenie, że podwyżki płac zostaną pokryte z „podatku inflacyjnego”, to jest strzał bez przemyślenia i bez skalkulowania. Musimy pamiętać, że żyjemy w konkretnych realiach – tu i teraz, co więcej, sytuacja związana z wojną na Ukrainie jest dynamiczna, dlatego ważne są stabilizacja i działania realne, a nie pod publiczkę. Nie można też powiedzieć, że rząd nie dba o poszczególne sfery – wprost przeciwnie, ale budżet nie jest z gumy, a działania władz muszą być odpowiedzialne, dostosowane do realiów.
Może na koniec jakaś dobra rada dla młodego emeryta?
– No cóż, tak jak już powiedziałem – uważam, że Donald Tusk powinien się spotkać ze zwykłymi emerytami i choć raz spróbować ich wysłuchać. Może wówczas zrozumie, na czym polega życie emeryta za dwa tysiące złotych. Może też warto, żeby zamiast polityką zajął się wnukami. Skoro nie wyszło mu zarządzanie Polską, to może niech zajmie się rodziną, wnukami – może będzie z tego jakiś pożytek, czego nie można powiedzieć o efektach jego pracy dla Polski.