Armia rosyjska jest zdemoralizowana
Środa, 20 kwietnia 2022 (15:33)Z dr. hab. n. wojsk., prof. Społecznej Akademii Nauk Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Potrzebujemy ciężkiej broni z Niemiec jak najszybciej. Każde opóźnienie kosztuje ludzkie życie. To powinno być jasne dla wszystkich – stwierdził mer Kijowa Witalij Kliczko. Berlin wprawdzie zamierza zwiększyć pomoc finansową dla Ukrainy, ale o dostarczaniu broni ciężkiej wciąż nie ma mowy. Tymczasem trudno się bronić z pieniędzmi w ręku, jeśli nie ma się broni…?
– Muszę powiedzieć, że zaskakujący kierunek z tą swoją prośbą czy apelem obrał Witalij Kliczko. Dziwi mnie, że szturmuje Berlin, ponieważ Niemcy wyraźnie są w układzie z Rosją, i jak to zwykle bywa u Prusaków – w perspektywie mają dalszą współpracę z Moskalami. W związku z tym nie zaangażują się w poważnym stopniu – a zwłaszcza z uzbrojeniem – w przedsięwzięcie, jakim jest obrona Ukrainy, które burzy całą koncepcję rosyjską, jeśli idzie o budowę wspólnoty od Władywostoku do Lizbony. Brytyjczycy, Amerykanie, słyszymy też o Norwegach, Polakach i innych państwach, które odpowiadają militarnie na apele i zapotrzebowanie zgłaszane przez władze ukraińskie, natomiast Niemcy – jak to Niemcy – będą kluczyć, stwarzać pozory, ale większego zaangażowania z ich strony raczej trudno oczekiwać.
Słyszymy jednak, że Niemcy są zgodni, iż Rosja nie może wygrać tej wojny, ale widać też, że chcieliby powrócić do robienia interesów z Moskwą.
– Trzeba pamiętać, że politycy – zwłaszcza w państwach demokratycznych, reagują bardzo na opinię publiczną, a ponieważ Ukraińcy przedstawili już Rosję bardzo dokładnie jako bandę gwałcicieli, morderców, zwyrodnialców i grabieżców, to wobec bezsprzecznych dowodów zbrodni trudno jest stanąć po stronie Rosji. Dlatego politycy niemieccy będą, owszem, mówić okrągłe słówka, ale faktycznie i praktycznie Ukraina nie będzie miała z tego żadnej korzyści.
Niemieckie media, które wcześniej broniły niemieckich interesów, dzisiaj zmieniają front i zaczynają krytykować bierność władz w Berlinie i osobiście kanclerza Olafa Scholza…
– W czasach kiedy rozwinięte są media elektroniczne, kiedy każda informacja niemal natychmiast dociera do odbiorców, jest oczywiste, że wobec faktów coraz więcej ludzi dostrzega, co się dzieje, widzi zagrożenia i potrafi właściwie ocenić postawę takich czy innych władz wobec problemu. Tym bardziej gdy sprawa jest poważna i dotyczy wojny, która toczy się nieopodal. Nic więc dziwnego, że media, które jeszcze jakiś czas temu były prorosyjskie, dzisiaj zmieniły swoje podejście i włączają się w ten antyrosyjski nurt. To wszystko pokazuje, że polityka prorosyjska niemieckiego rządu zbankrutowała. Wygląda, że Niemcy, które są wciąż hamulcowymi ostrych sankcji wobec rosyjskiego reżimu, będą musiały zrewidować swoją postawę.
Za nami kolejne rozmowy prezydenta Joe Bidena z przywódcami świata zachodniego i kolejne deklaracje wsparcia dla Ukrainy oraz zapowiedź sankcji na Rosję. Czy mimo wszystko to wsparcie Zachodu nie jest spóźnione? Czy Zachód zdąży z tą pomocą, zanim Rosjanie opanują wschód Ukrainy?
- Fakty są takie, że dzisiaj wszystko właściwie jest w rękach żołnierzy ukraińskich, którzy bronią swojej ojczyzny. Jeżeli żołnierze ukraińscy wytrzymają, jeśli pomoc w sprzęcie militarnym, która płynie z Zachodu, trafi na czas do rąk obrońców, to – moim zdaniem – Ukraina ma nie tylko szanse, żeby przetrwać na froncie w Donbasie, ale ma też szanse wygrać wojnę z rosyjskim najeźdźcą. Według mnie jest to ciągle możliwe – zwłaszcza że dzisiejsza Rosja to nie jest jednak dawny Związek Sowiecki i nie ma w zanadrzu nieograniczonych możliwości, zwłaszcza jeśli chodzi o zasoby ludzkie. Pamiętamy, że sowieccy dowódcy nigdy nie liczyli się z losem swoich żołnierzy, których całą masą wysyłali również na karabiny maszynowe, na pewną śmierć, bo liczyło się tylko zwycięstwo. Zresztą tylko Rosja stosuje takie rozwiązania pod nazwą rozpoznanie walką.
Na czym polega ta strategia?
– Rozpoznanie walką polega na tym, że rzuca się do ataku jednostkę – dajmy na to batalion – na nierozpoznane linie obrony przeciwnika. Wszystko po to, żeby przeciwnik otworzył ogień i tym samym ujawnił wszystkie punkty ogniowe swojej obrony. I ci ludzie – te oddziały rosyjskie, które szturmują, to często były bataliony czy kompanie karne, a więc ludzie skazani – brutalnie rzecz ujmując – na wybicie. Jednak na podstawie tego dowództwo rosyjskie miało rozpoznanie, gdzie znajdują się środki ogniowe przeciwnika, i dopiero wtedy na te ośrodki otwierany był ogień, który miał je zniszczyć. W ślad za tym później rusza natarcie. To jest oczywiście rozwiązanie makabryczne, ale tak działali i działają Rosjanie. Natomiast Amerykanie stosowali inną zasadę, mianowicie intensywnie bombardowali cele, teren, zanim ruszyli do przodu, a Rosjanie, nie mając szacunku nawet wobec swoich, rzucali do przodu ludzi, stosując zasadę: „Ludiej u nas mnogo”. Sytuacja dla Rosjan o tyle się skomplikowała, że zostali z tą swoją metodą – „ludiej u nas mnogo” – tymczasem tych ludzi dzisiaj nie ma aż tak wielu, ponadto Ukraińcy zlikwidowali cała masę rosyjskich najeźdźców, także generałów dowódców. I tu pojawia się pytanie, co Rosjanie z tym fantem zrobią.
Ma Pan Minister jakieś przypuszczenia?
– Przypuszczam, że to, co obecnie robi strona rosyjska, to jest próba ratowania wizerunku i tego, czego się nie udało dokonać. Rosjanie poprzez demonstrację siły myśleli, że szybko skłonią Ukraińców do kapitulacji. Sądzili, że kiedy pojawi się duża liczba czołgów, śmigłowców, to Ukraińcy się wystraszą i będzie tak jak w 2014 roku, kiedy tzw. zielone ludziki – przy milczącej akceptacji Zachodu – zajmowały Krym. Tym razem okazało się, że Rosjanie się przeliczyli, bo Ukraińcy postawili opór, i to opór bardzo skuteczny, wobec czego rosyjskie plany się rozsypały. Dlatego dzisiaj próbują robić wszystko, gromadząc, przegrupowując swoje siły i atakując Donieck, żeby móc się pochwalić przed społeczeństwem jakimkolwiek sukcesem. Jak tu bowiem bez sukcesu świętować 9 maja paradę na placu Czerwonym, kiedy nie będzie się czym pochwalić. Tymczasem do 9 maja nie tak daleko, w związku z czym Moskwa robi wszystko, żeby osiągnąć jakiś sukces.
Internauci znaleźli wyjście i w prześmiewczy sposób pokazują jako „sukces” rosyjskie czołgi i transportery opancerzone w szyku paradnym na placu Czerwonym z zagrabionym z Ukrainy sprzętem AGD…
– To, co Putin zaplanował, jeśli chodzi o Ukrainę, to jest kompromitacja w każdym wymiarze. Aż dziw bierze, że Putin na czele ze swoimi generałami się podłożył, i to w tak spektakularny sposób. Z drugiej strony jest powiedzenie, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu najpierw rozum odbiera.
Co może przesądzić o ostatecznej wygranej bądź porażce jednej ze stron tego konfliktu?
– Trudno powiedzieć. Gdyby wojsko ukraińskie otrzymało sprzęt, o który prosi prezydent Wołodymyr Zełenski, i gdyby udało im się wypchnąć Rosjan poza granice Ukrainy, ośmieszając tym samym rosyjską armię, to zwycięstwo jest możliwe. Możliwy jest także gorszy wariant – mianowicie że ustabilizuje się linia frontu w sytuacji pata. To znaczy Ukraińcy nie będą dostatecznie silni, żeby ziemie zajęte przez Rosjan odbić, a Rosjanie nie będą mieli sił, żeby podporządkować sobie Ukraińców. Kolejne niebezpieczeństwo, które – moim zdaniem – ciągle istnieje, dotyczy zmaterializowania się wszystkich opowieści po stronie rosyjskiej, a więc możliwości użycia broni jądrowej – może nie dalekiego zasięgu. Chodzi o to, że Rosja dysponuje nie tylko głowicami i pociskami balistycznymi, które mogą sięgnąć Stanów Zjednoczonych, ale Moskwa jest także w posiadaniu bodajże dziesięciu tysięcy głowic nuklearnych małej mocy – tzw. taktycznej broni jądrowej, którą może użyć na polu walki. Tym samym takimi pociskami można zbombardować teren, ucząc przeciwnika rozumu, nie wywołując jednak wojny nuklearnej – czego oczywiście Rosja się boi.
Czy Rosjanie są zdolni do użycia broni jądrowej?
– Rosjanie są zdolni do wszystkiego, co pokazywali od wieków, dziesięcioleci i co pokazują także dzisiaj na Ukrainie. Myślę, że coraz bardziej do mózgów na Kremlu dociera, że można się posłużyć taką bronią – nazwijmy to – w ograniczonym wymiarze. I tu musi się pojawić pytanie, co na to Zachód i czy wie, co z takim fantem zrobić. To pytanie – jeśli idzie o obronność Polski – należałoby też zadać naszym władzom.
Jest też pytanie, w jakim stanie technicznym może być broń jądrowa będąca w posiadaniu Rosjan, bo jeśli w podobnym do tego, w jakim są rosyjskie czołgi czy transportery opancerzone, to zagrożenia wielkiego chyba nie ma?
– Wystarczy, żeby tylko jedna tego typu głowica jądrowa była sprawna, i to wystarczy. A jedną to nawet biorąc pod uwagę cały ten bałagan, Rosjanie pewnie znajdą w swoim arsenale.
Jak ważne w tego typu konfliktach zbrojnych jest morale żołnierzy?
– Morale to jest zawsze podstawowa kwestia. Morale w walce jest trzy razy ważniejsze niż uzbrojenie. To oznacza, że żołnierz nawet najlepiej uzbrojony, wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt, ale nieposiadający w sobie dostatecznej woli walki, nieprzekonany do tego, że warto w imię jakiejś nadrzędnej sprawy poświęcić swoje zdrowie i życie, jeżeli żołnierz nie jest gotów na tego typu poświęcenie, nie uważa, że sprawa, za którą każą mu walczyć, jest także jego sprawą, nie jest do tego przekonany, to taki żołnierz nie jest wartościowy. Można oczywiście stosować jakieś środki zastępcze, jakąś motywację zastępczą – i Rosjanie to robią – mianowicie z jednej strony płacą swoim żołnierzom jakieś pieniądze, są jakieś stawki za zniszczenie czołgu ukraińskiego czy za zniszczenie – dajmy na to – wozu bojowego itd., ale to za mało. Drugą motywacją jest płynący ze strony dowództwa rosyjskiego sygnał: możecie mordować, rabować, gwałcić, i to jest dla rosyjskich sołdatów wystarczająca zachęta, żeby chcieli walczyć i wykazywać się bestialstwem wobec przeciwnika, także – jak słyszymy – wobec cywili: kobiet, starców i dzieci.
Pod drugiej stronie jest armia ukraińska, której morale jest zupełnie inne…
– Owszem, po stronie ukraińskiej widzimy żołnierzy, którzy walczą w obronie swojej ojczyzny i uważają to za swój obowiązek i najważniejszy cel. Co więcej, robią to dosyć skutecznie. Zatem ich morale – bardzo wysokie – potwierdza się na polu walki. Stąd jeśli mamy naprzeciw siebie armię rosyjską z niskim morale, armię zdemoralizowaną, a po drugiej stronie armię ukraińską z wysokim morale i motywacją, to jeśli Ukraińcy będą mieli porównywalne uzbrojenie do Rosjan, to z całą pewnością zwyciężą. I tego Ukrainie życzę.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki