Unia Europejska wobec kryzysów jest nieudolna
Wtorek, 12 kwietnia 2022 (15:19)Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Już ok 2,7 miliona uchodźców z Ukrainy dotarło do Polski. Co ciekawe w Polsce – odmiennie niż to ma miejsce na zachodzie Europy, jeśli chodzi o imigrantów muzułmańskich – nie ma obozów dla uchodźców…
– My, Polacy pokazaliśmy słowiańskie, chrześcijańskie serce otwarte na potrzeby ludzi w potrzebie. Zwykli ludzie, nie samorządy, które, owszem, pomagają, ale to przede wszystkim Polacy przyjęli uchodźców ukraińskich pod swoje dachy. W Polsce, w odróżnieniu od tego, co było na Zachodzie, nie ma obozów dla uchodźców, ale Polacy otwierają swoje domy, w których ci, którzy uciekli przed bombami i bestialstwem Putina, znajdują bezpieczną przystań i schronienie. To jest bardzo szlachetne, ale to wszystko pociąga za sobą określone koszty. Jednak Unia Europejska, która się temu przygląda, dostrzega szlachetność Polski i Polaków, tego jakoś nie widzi. Fakty są takie, że wraz z większą o ponad dwa miliony ludzi liczbą mieszkańców wzrasta też zapotrzebowanie na wodę, na energię, na gaz, co generuje koszty także dla spółek, które dostarczają energię czy wodę. Państwo ponosi swoje koszty, samorządy, jeśli udzielają wsparcia uchodźcom, też mają swoje koszty, także ludzie, którzy przyjęli pod swoje dachy ofiary rosyjskiego barbarzyństwa, którym trzeba pomóc żyć, kupić żywność, oprać, ogrzać, też ponoszą swoje koszty. Niestety, nie spotyka się to jednak ze zrozumieniem ze strony Unii Europejskiej.
Premier Morawiecki zaapelował o wsparcie dla Polski z Unii Europejskiej, również europosłowie z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w liście do przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, oraz komisarza ds. budżetu Johannesa Hahna zwrócili się o unijne fundusze na pomoc uchodźcom. Czy te działania zainicjowane przez Pana Posła mają szansę powodzenia?
– Cała ta sytuacja skłoniła nas do tego, żeby podjąć rozmowy, jak to dalej będzie. Czas pokaże, czy Komisja Europejska, która – na co wiele wskazuje – chce przejść nad tym problemem do porządku dziennego i nie szukać pieniędzy, aby nas wesprzeć, będzie tylko werbalnie wyrażać uznanie dla Polski, Rumunii czy Węgier. Na razie to, co widzimy, jest bulwersujące.
Ukraińcy mogą liczyć na wsparcie od rządu, samorządów, organizacji pozarządowych oraz zwykłych Polaków, ale nie na wsparcie ze strony Unii Europejskiej?
– Komisarze unijni, europosłowie ochoczo przyjeżdżają na polsko-ukraińską granicę, fotografują się na tle uchodźców, ale niewiele z tego wynika. Dlatego od początku mówimy o tym, że istnieje potrzeba wsparcia finansowego, że trzeba policzyć, co ile kosztuje, i udzielić odpowiedniego wsparcia. Dla Unii Europejskiej nie jest to żaden wysiłek finansowy.
Z czego zatem wynika brak tego wsparcia?
– Chcę wyraźnie podkreślić, że nie widzę woli pomocy. Unia Europejska ma swój budżet uchwalony na lata 2021-2027, ma mnóstwo pieniędzy i wydaje je na różne dziwactwa związane np. z promocją lgbt, natomiast nie dostrzega dramatu ukraińskich matek i dzieci, które uciekły z Ukrainy – swojej ojczyzny – przed wojną. Unia Europejska ma pieniądze na „Krajowy plan odbudowy”, tymczasem Polska, Holandia i Węgry tych środków, które leżą na koncie, jeszcze nie otrzymały, a można by je było użyć. Dlatego to, co robi Komisja Europejska i Ursula von der Leyen, to jest pozorne działanie. Liczę zatem, że poszczególne kraje, które przyjmują uchodźców ukraińskich, wystawią rachunek i będzie rekompensata, o co się dobijamy w tym naszym liście. Ponadto podczas posiedzeń komisji oraz w europarlamencie dominuje narracja, że skoro są niewykorzystane pieniądze w ramach perspektywy finansowej 2014-2020, to można ich użyć. Otóż nie można, bo dla przykładu w Polsce prawie sto procent tych środków jest zakontraktowane i nie można przerwać przetargów albo użyć ich na inne cele niż te w umowach. Dlatego dopingujemy Unię, aby dojrzała i spojrzała realnie na to, co dzieje się na granicy, na uchodźców, i zaczęła szukać nowych pieniędzy na rekompensaty dla krajów, które pomagają Ukrainie i Ukraińcom. Polska, Rumunia, Węgry, Czechy czy Słowacja pomagają uchodźcom, dlatego będziemy się domagać wsparcia dla tych krajów.
Czy Komisję Europejską, która ochoczo wspomagała Turcję przy kryzysie migracyjnym, trzeba o to prosić?
– W przypadku Turcji tak zrobiono, tam były konkretne zapisy, na co te pieniądze mogą zostać przeznaczone, m.in. na żywność, cele mieszkaniowe – słowem na przeżycie. I tam pieniądze się znalazły. Wyszła niemała sumka ponad sześciu miliardów euro. Podobnie powinno być w przypadku tych państw, które dzisiaj pomagają milionom uchodźców z Ukrainy.
Czy do tego listu, apelu europosłów EKR-u, dołączają się posłowie z innych frakcji?
– Przyznam, że dość szeroko nagłośniliśmy ten problem i ten nasz list do przewodniczącej Komisji Europejskiej oraz komisarza ds. budżetu. Być może okres przedświąteczny powoduje, że nie podpisali się pod nim europosłowie, którzy rządzą czy współrządzą Unią Europejską. Inna kwestia, że jest to tak oczywista sprawa, że nie powinno tu być listu czy apelu o wsparcie dla tych państw, które pomagają w sposób aktywny uchodźcom z Ukrainy. Skoro jednak dla decydentów unijnych nie jest to tak oczywiste, to być może trzeba ponaglić, przypomnieć o tym raz jeszcze. Będziemy oczekiwać, że grono europosłów wspierających działania mające wspomóc państwa pomagające Ukraińcom będzie szersze.
Wspomniał Pan, że unijni komisarze odwiedzają przejścia graniczne z Ukrainą, chętnie się fotografują z uchodźcami, szefowa Komisji Europejskiej i szef unijnej dyplomacji gościli w Kijowie, a więc widzą problem. Dlaczego nie chcą pomóc, z czego wynika ta ich zatwardziałość?
– Ten przykład pokazuje, że Unia Europejska tak naprawdę jest kompletnie nieprzygotowana na kryzysy. Całymi miesiącami trwają debaty, rozmowy, konsultacje, jest cała masa deklaracji, ale niestety tysiące stanowisk, jakie piastują urzędnicy, to wszystko nie przekłada się na sprawność działania Unii Europejskiej. Gdy był kryzys covidowy, to Unia też nie stanęła na wysokości zadania, dlatego państwa narodowe zaciągały pożyczki i zaczęły pomagać chorym z własnych budżetów. Podobnie jest dzisiaj przy kryzysie związanym z wojną, gdzie wsparcie w warstwie deklaratywnej jest niby duże, niby Unia jest zjednoczona, solidarna z Ukrainą, ale kiedy przychodzi do rzeczy, to okazuje się, że nie ma pieniędzy, nie ma możliwości, a przede wszystkim nie ma chęci do niesienia solidarnej pomocy tym, którzy tego potrzebują. Podobnie jest w przypadku sankcji na Rosję. Mamy pięć pakietów sankcji, które i tak nie są efektywne. Co więcej, można je było wprowadzić za jednym zamachem, bo wiadomo było, że Putin nie cofnie się przed siłą, i że tego rosyjskiego niedźwiedzia trzeba obezwładnić poprzez surowe sankcje finansowe, gospodarcze, dyplomatyczne i wszelkie inne. Trzeba było pozbawić Rosję kontaktu ze światem i wówczas to mogłoby zadziałać.
Jednak Niemcom się to nie opłacało…
– No tak, Niemcy obliczyli, że jeśli wprowadzą surowe sankcje, to przeciętny Niemiec straci na tym 20 euro, a Francuzi mimo embarga do 2020 roku sprzedawali broń do Rosji. Jak widać, taką mamy Unię Europejską, ani zjednoczoną, ani solidarną, rządzoną przez lewicę i liberałów, którzy chcą urządzać świat, chcą konkurować ze Stanami Zjednoczonymi, z Chinami, także z Ameryką Południową, ale w kryzysach nie potrafi ona sobie poradzić, nie ma budżetu na takie cele i w ogóle brakuje jej instrumentów obronnych. To wszystko stawia pod dużym znakiem zapytanie cały ten projekt pn. Unia Europejska. Za to są działania dotyczące budowy jednego superpaństwa europejskiego. Kraje, którym się nie podoba taka polityka budowania jednego supermocarstwa bez Boga, bez Kościoła, bez wartości chrześcijańskich, bez chrześcijańskiego systemu wychowania, są atakowane. Siła Unii nie polega na tym, że coś wspólnie się produkuje, tylko na tym, że poszczególne państwa wpłacają do unijnego budżetu składki proporcjonalne do dochodu narodowego brutto, i następnie ten budżet jest redystrybuowany. I jeśli władze Unii – Komisja Europejska – nie chcą się tymi pieniędzmi dzielić z poszkodowanymi w wyniku wojny na Ukrainie, to po prostu tego nie robią, zatrzymując się na poziomie gestów, okrągłych słów, z których nic nie wynika. To jest kompromitacja. Unia na dziś przekazała 600 milionów euro w formie pożyczki dla Ukrainy. Być może to się zmieni za miesiąc, pół roku, za rok, kiedy się skończy wojna i powstanie fundusz specjalny, z którego można będzie pomagać w odbudowie Ukrainy.
Dlaczego do tej pory nie udało się stworzyć specjalnego unijnego funduszu, z którego można by skorzystać w sytuacjach nadzwyczajnych?
– O taki fundusz cały czas walczymy. Na komisji budżetowej rozmawialiśmy o tym, że potrzebny jest budżet na szybkie reagowanie w sytuacjach katastrof, ale do tej pory takiego projektu nie ma. I to jest smutne, że ten unijny kolos, w warstwie werbalnej przedstawiany jako wielce solidarne 27 krajów członkowskich, wcale taki wielki i solidarny nie jest. Nie ma tam solidarności, a jest tylko gra interesów i każdy kraj myśli tylko o sobie. Polska też powinna myśleć o sobie. Widzę, że nasz rząd tak właśnie robi, tworząc w różnych konstelacjach niezależność energetyczną, budując polskie bezpieczeństwo żywnościowe, opierając się na mądrym, polskim systemie wychowawczym, na wartościach chrześcijańskich, a nie na jakichś wydumanych wartościach europejskich, za które uznaje się m.in. prawo do zabijania nienarodzonych dzieci. Cóż to za prawo, które godzi w przyszłość narodu czy w ogóle rodzaju ludzkiego? Tak czy inaczej Unia Europejska wobec kryzysów jest nieudolna, jest kolosem na glinianych nogach, jest słaba politycznie, a warunki dyktują siły liberalno-lewicowe, które chcą likwidacji państw narodowych, co jest sprzeczne z ideami Unii Europejskiej, sprzeczne z ideą ojców założycieli – Roberta Schumana, Alcide De Gasperiego, Konrada Adenauera. Przy okazji takich kryzysów jak covidowy czy ten dzisiejszy związany z wojną na Ukrainie wychodzą prawdziwe intencje europejskiego lewactwa i liberałów, którzy dążą do uniformizacji życia, do pozbawienia narodów ich tożsamości, historii. Liczy się tylko biznes, a w szczególności biznes i interesy takich państw jak Niemcy, Francja, Holandia, Hiszpania czy Włochy, a więc krajów tzw. starej Unii. Reszta Europy ma na nich pracować. Tak to niestety wygląda.
Ale my mówimy nie…
– Dokładnie. Mówimy i powinniśmy to mówić i zdecydowanie podnosić, że na taką Europę się nie godzimy, bo nie do takiej Unii Europejskiej wstępowaliśmy. Dla mnie jest to kompromitacja, że Unia tak działa w obliczu wojny na Ukrainie i po cichu liczy, że interesy z Rosją będą nadal prowadzone. Zresztą dzisiaj miliony euro za surowce energetyczne, gaz i ropę wciąż płyną do kasy Rosji, z której Putin może finansować zbrodnicze działania na Ukrainie. Putin niczym się nie różni od Hitlera czy Stalina, a co to znaczy, to my, Polacy, wiemy najlepiej. Dlatego wspieranie go jest wspieraniem barbarzyńców, którzy dopuszczają się zbrodni, nie mają litości dla ukraińskich matek, dzieci czy starców. Rosję trzeba zagłodzić i dopóki Rosjanie nie odczują tego na własnej skórze i sami nie dokonają przewrotu, to ten reżim będzie trwał i różne jego odsłony możemy jeszcze nie raz oglądać.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki