Przy sterach Rosji jest człowiek zdolny do wszystkiego
Poniedziałek, 11 kwietnia 2022 (22:09)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dzisiaj wiemy, co się stało; mamy odpowiedź zweryfikowaną przez wiele ośrodków – mówił wczoraj na Krakowskim Przedmieściu prezes Jarosław Kaczyński. Jednak chyba najważniejsze słowa, jakie padły z ust prezesa PiS, określające to, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku – powtórzone także dzisiaj podczas prezentacji głównych tez końcowego raportu podkomisji smoleńskiej – to „zbrodnia” i „zamach”?
– Jako zupełnemu laikowi w dziedzinie badania jakichkolwiek wypadków – zresztą podobnie jak zdecydowana większość społeczeństwa – trudno mi się odnosić do tez czy szczegółów technologicznych zaprezentowanych w tym raporcie bądź je komentować. Natomiast w sensie społecznym upublicznienie raportu podkomisji smoleńskiej to moment wyjątkowy, odpowiedni, aby w sposób mniej emocjonalny – z racji upływu czasu – ale w sposób racjonalny wznowić rzetelną debatę na temat katastrofy smoleńskiej, jej przyczyn i konsekwencji. O ile niedługo po katastrofie może ok. 20 proc. Polaków patrzyło przychylnym okiem na teorię o zamachu – jako możliwy scenariusz wydarzeń, to dzisiaj jest to już prawie połowa naszych rodaków. Przyczynia się do tego sytuacja za naszą wschodnią granicą – napaść rosyjska na Ukrainę, zbrodnie wojenne dokonane przez Putinowską armię. W związku z tym – przez analogię – dla zwykłego człowieka, nierozeznanego w niuansach technicznych, taki zamach w Smoleńsku jest jak najbardziej możliwy, bo mieści się w strategii, celach, metodach działania Kremla. Rosjanie swoimi zbrodniami na Ukrainie wręcz to udowodnili. I w tym sensie wydaje się, że Jarosław Kaczyński powraca z tym tematem, chcąc go przywrócić w debacie publicznej, żeby sprawę katastrofy smoleńskiej i jej przyczyn usytuować na trwałe w świadomości społecznej i wyjaśnić jej przyczyny.
Chyba zdajemy sobie sprawę, że wielu wyniki badań zaprezentowane przez podkomisję smoleńską i tak nie przekonają? Niektóre stacje telewizyjne mówią wręcz, że mamy powrót PiS-u do polityki smoleńskiej…
– W nauce – zwłaszcza w naukach ścisłych, takich jak medycyna czy inne dziedziny odnoszące się – dajmy na to – do kwestii technicznych – zawsze opieramy się na autorytetach, ekspertach z poszczególnych dziedzin. I PiS też sięgnął właśnie do autorytetów, do laboratoriów badawczych na całym świecie, które mają swój wkład w ostateczną wersję tego raportu. Natomiast strona przeciwna – politycy Platformy czy wspierające ją ośrodki medialne – z całą pewnością znajdzie swoje argumenty do obalenia tezy o zamachu oraz swoich sympatyków, którzy będą przeczyć tezom tego raportu. Przy czym nie chodzi tu o to, jakie argumenty padają, tylko pytanie brzmi, jak to oddziałuje społecznie. W aspekcie politycznym nawet nie to jest ważne, kto – dajmy na to – ma rację, ale jak ludzie to odbiorą. W moim przekonaniu mamy dzisiaj o wiele lepszy klimat do tego, żeby uznać, że w Smoleńsku możliwy był zamach.
Co zrobić, żeby tezy i kłamstwo smoleńskie – zainicjowane już na miejscu tragedii przez Putina i Szojgu, przyjęte przez Tuska i jego ekipę, stanowiące później główną oś raportu Anodiny – dłużej nie dzieliły Polaków?
– Nie ma na to prostej recepty. Musiałby się pojawić niezaprzeczalny, wizualny dowód, że był to zamach. To może wówczas część niedowiarków uwierzyłaby. Natomiast pamiętajmy też, że ówczesny premier Donald Tusk – dzisiaj szef opozycji – jest zbyt mocno uwikłany w sposób wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Właściwie już 10 kwietnia 2010 roku na miejscu katastrofy, kiedy się tam pojawił, w sensie wizerunkowym, faktycznym przegrał wszystko, co mógł przegrać, godząc się na rosyjski dyktat, oddając śledztwo w ręce Putina i Rosjan. To przecież ówczesny rząd zgodził się na prowadzenie śledztwa według konwencji chicagowskiej – dotyczącej katastrof cywilnych, podczas gdy lot z prezydentem Rzeczypospolitej – zwierzchnikiem sił zbrojnych, był lotem wojskowym. To ustępstwo, ta uległość ekipy Tuska pozwoliła Rosjanom przejąć inicjatywę. Efekt jest taki, że Rosjanie, zasłaniając się cały czas prowadzonym śledztwem, nie oddają nam głównych dowodów w śledztwie – naszej własności – wraku tupolewa, czarnych skrzynek, i będą to robić w nieskończoność. To jest ewidentna wina Tuska. Dlatego biorąc to pod uwagę, dzisiaj trudno byłoby, żeby politycy Platformy i sam Tusk przyznali się do winy, więc bronią swojej pierwotnej tezy. Nie ma więc, co liczyć, że opozycja spokojnie, racjonalnie podejdzie do tematu. Dlatego będą cały czas negować wszystkie ustalenia czy każdy dowód, jaki się pojawi, bo uznanie faktów byłoby dla nich katastrofalne od strony nie tylko wizerunkowej, ale także politycznej. Z tego wynika, że katastrofa nie przestanie dzielić, niestety.
Inna sprawa, że Putina bez wątpienia stać na taki akt zbrodni, bo to, że miał ku temu powody – myślę o postawie Lecha Kaczyńskiego, i to, że polski prezydent uniemożliwił rosyjskiemu agresorowi opanowanie całej Gruzji i nie tylko, co do tego chyba nie można mieć wątpliwości?
– Jeśli przyjmiemy cele, które ostatecznie miała Rosja: powrót do wpływów, jakie miała w granicach Związku Sowieckiego, to taki zamach się absolutnie komponuje w logikę działań Rosji i Putina. I w tym względzie nie ma wątpliwości, że Putin mógł się na to zdecydować i to zrobić. Skoro dzisiaj dopuszcza się tak okrutnych zbrodni wobec ludności cywilnej na Ukrainie, to nie sądzę, żeby miał jakiekolwiek wyrzuty sumienia, jeśli chodzi o Smoleńsk. Natomiast w sferze konkretów, to muszą być twarde dowody potwierdzające dokonanie zamachu. Argumentacja, jaka się pojawiła – może być przekonująca bądź nieprzekonująca dla specjalistów, ale należy w to jeszcze włączyć element wiary, mianowicie zaufanie bądź nie do ustaleń takich czy innych autorytetów. Teraz zaczyna się gra medialna i dyskredytowanie przedstawionych faktów, a także poszczególnych członków podkomisji smoleńskiej. To ma jeden cel – wprowadzić chaos w dyskurs publiczny, który nie ma wymiaru prawdziwościowego, ale może być wystarczająco przekonujący dla zwolenników teorii o zamachu i nie do przyjęcia dla tych, którzy uważają, że żadnego zamachu nie było, którzy twierdzą, że był to błąd pilotów i inne powtarzane od 12 lat „argumenty”. Mamy zatem podział partyjny, i to w momencie, kiedy chodzi o wyjaśnienie merytoryczne niezwykle ważnego i tragicznego wydarzenia w najnowszej historii Polski.
Czy po 12 latach wkraczamy w nowy etap mówienia o Smoleńsku?
– To pokaże czas. Na pewno na Ukrainie toczy się regularna wojna, co pokazuje, że Rosję stać na wszystko. Z drugiej strony mamy bezczelną wypowiedź byłego wicepremiera Rosji Dmitrija Rogozina, który na słowa wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane w Mińsku o propozycji misji dążącej do pokoju, o pomocy humanitarnej, osłoniętej przez siły zbrojne, w odpowiedzi napisał: „przyjedź do Smoleńska, porozmawiamy”. To pokazuje pewne intencje i sposób myślenia po stronie rosyjskiej. Tak czy inaczej dopiero czas pokaże, czy pojawi się jakiś przełom mentalny. Myślę, że jest na to szansa.
Wspomniał Pan, że trudno będzie przedstawić bezsprzeczne fakty świadczące o ingerencji rosyjskiej, które przekonałyby także tych nieprzekonanych, ale kwestia odpowiedzialności za oddanie śledztwa w rosyjskie ręce wciąż pozostaje do rozstrzygnięcia?
– Dokładnie tak, zwłaszcza jeśli chodzi o rozdzielenie wizyt w Katyniu, później w jaki sposób wyjaśniano katastrofę, dlaczego zabroniono otwierania trumien i wiele innych kwestii, które rażą. Jest także cały szereg tajemniczych śmierci świadków. Jak widać, do wyjaśnienia jest szereg różnych kwestii, które niepokoją i które z całą pewnością powinny być wyjaśnione, a winni zaniedbań powinni być pociągnięci do odpowiedzialności.
Jakie skutki rodzi raport zaprezentowany dziś przez podkomisję smoleńską?
– Wznawia dyskurs na ten temat, ale już w innym klimacie społecznym, niż to miało miejsce w krótkim czasie po katastrofie. To znaczy nie ma już dzisiaj nastawienia, jakie towarzyszyło wówczas rządzącym w Polsce – koalicji PO-PSL i samemu Donaldowi Tuskowi, że nie należy drażnić Rosji, że Rosja to nasz partner i że pójście w stronę katastrofy jako zamachu to jest przejaw histerii, rusofobii itd. Dzisiaj widać ponad wszelką wątpliwość, że przy sterach Rosji jest człowiek zdolny do wszystkiego. Zatem nie da się zbić czy zlekceważyć argumentacji, jaka pada w tym raporcie, na zasadzie prostych, emocjonalnych twierdzeń, że mamy do czynienia z „sektą smoleńską”, z rusofobami czy paranoikami. To już nie będzie działać. Dlatego żeby dzisiaj odeprzeć postawione przez podkomisję tezy czy dowody, trzeba będzie przedstawić racjonalne argumenty.
Antoni Macierewicz uważa, że raport podkomisji może i powinien być podstawą do skierowania sprawy do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Pamiętamy też słowa prezydenta Zełenskiego, który przed Zgromadzeniem Narodowym, wspominając o katastrofie smoleńskiej, mówił o milczeniu tych, którzy o wszystkim wiedzieli. Dlaczego przez wiele lat nikt z Zachodu nam nie pomógł?
– Po pierwsze, dlatego że ówczesny rząd Donalda Tuska o to nie zabiegał. Ponadto nie wiemy, czy któreś z mocarstw dysponuje taką wiedzą. Tak czy inaczej na pewno to, co powiedział prezydent Zełenski, skłania do przemyśleń. Natomiast jeśli chodzi o Rosję, to można powiedzieć, że tam zamachy są na porządku dziennym i przekonanie o takich metodach jest żywe zwłaszcza wśród elit krajów wschodnich, które doświadczyły bądź doświadczają działań Rosji. Z kolei jeśli chodzi o Zachód, to musimy pamiętać, że jeszcze niedawno obowiązywał tam reset z Moskwą. Przypomnijmy sobie reset z Rosją za czasów Jałty, a wcześniej z Teheranu i mimo iż my, Polacy, chcieliśmy wyjaśnienia zbrodni katyńskiej, to ówczesny Zachód nas z tym zostawił. Temat Katynia wrócił dopiero wówczas, kiedy wróciła zimna wojna. Widać więc, jak wygląda ta cyniczna polityka podyktowana interesami, która niestety o tak ważnych sprawach też decyduje.
Dzisiaj jest szansa na umiędzynarodowienie śledztwa, żeby społeczność międzynarodowa przyjrzała się katastrofie smoleńskiej?
– Pamiętajmy, że dużo czasu upłynęło od wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. Główny dowód w śledztwie jest wciąż w rękach Rosjan, również czarne skrzynki. Być może są jakieś zdjęcia satelitarne dotyczące przebiegu katastrofy, którymi dysponują mocarstwa zachodnie, i gdyby ujrzały światło dzienne, to można by o tym mówić. Natomiast jakiegoś przełomu po państwach Zachodu raczej bym się nie spodziewał.