• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Siła strachu zawiodła

Środa, 23 marca 2022 (08:03)

Rozmowa z dr. hab. Piotrem Grochmalskim, dyrektorem Instytutu Studiów Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej

Już sześciu rosyjskich generałów i wielu oficerów zginęło podczas inwazji na Ukrainę. Czy to normalne, że ginie tak wielu dowódców? Kim byli?  

 

– Wśród poległych generałów jest Oleg Mitiajew, dowódca elitarnej 150. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych, który w 2015 r. pod pseudonimem płk. Nikołajewicza dowodził rosyjskimi oddziałami podczas działań w Donbasie. Formacja wchodzi w skład 8. Gwardyjskiej Armii z Południowego Okręgu Wojskowego. Została utworzona w 2016 r. w ramach przygotowań do agresji na Ukrainę i nawiązuje do sowieckiej dywizji, która uczestniczyła w zdobywaniu Berlina i zatknęła sztandar dywizyjny na Reichstagu. Mitiajew wpadł w pułapkę i zginął z rąk pułku „Azow”. Wśród rosyjskich dowódców wysokiego szczebla, którzy zginęli, jest też dowódca 331. Pułku Powietrznodesantowego, płk Siergiej Suchariew. Odpowiada za masakrę żołnierzy ukraińskich w bitwie pod Iłowajskiem w sierpniu 2014 r. Rosjanie wprowadzili wówczas swoje formacje do walki, aby wesprzeć separatystów. Otoczyli zgrupowanie ukraińskie. Putin miał zagwarantować im korytarze humanitarne, jeśli oddadzą teren. Gdy ukraińscy żołnierze zaczęli się nimi wycofywać, płk Suchariew wydał rozkaz ich wymordowania. W tej zbrodni wojennej zginęło ponad tysiąc ukraińskich żołnierzy. Miał wcześniej na swoim koncie pacyfikacje wsi w obu wojnach czeczeńskich. Wyjątkowo odpychający zbir.

 

Rosja straciła także pułkowników doborowych formacji…

 

– Owszem, wśród nich należy wymienić choćby Andrieja Zacharowa, dowódcę zdziesiątkowanego w walkach 6. Pułku Czołgów 90. Dywizji z Centralnego Okręgu Wojskowego, czy płk. Jurija Agarkowa, którego 33. Pułk Strzelców Zmotoryzowanych miał swój wkład w mordy w Czeczenii podczas obu wojen. W czasach zimnej wojny pułk stacjonował w NRD w Stendalu. Został reaktywowany w 2021 r. w ramach przygotowań do wojny. To, że tylu rosyjskich dowódców doborowych formacji ginie, musi zaskakiwać. Często jest to też wynik ich nonszalancji i zbytniej pewności siebie. Na ten spektakularny efekt skutecznych działań likwidacyjnych rosyjskich dowódców składają się świetna praca ukraińskiego wywiadu i rozpoznania, a także informacje uzyskiwane w czasie realnym ze źródeł NATO. Notabene wiele precyzyjnych uderzeń ukraińskich jest skutkiem doskonałego sprzętu i możliwości koordynacji uderzeń w każdej fazie operacji. Tak zresztą został wyeliminowany dowódca 8. Armii Ogólnowojskowej Południowego Okręgu Wojskowego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, gen. por. Andriej Mordwiczow, który zginął podczas ostrzału rakietowego lotniska w Czornobajiwce w obwodzie chersońskim. Przy okazji zniszczono centrum dowodzenia 8. Armii. Z kolei gen. Andriej Suchowiecki, który miał za sobą Czeczenię, Abchazję, Syrię i Krym, wpadł w zasadzkę podczas walk o lotnisko w Hostomlu pod Kijowem. Ukraińskie formacje rozpoznania przez ostatnie kilka lat osiągnęły wysoki poziom profesjonalizmu. Zatem precyzyjne informacje, dobra organizacja, świetne przygotowanie i doświadczenie nabyte od 2014 r., a także doskonałe czytanie rosyjskiej taktyki, do tego ogromne błędy po stronie rosyjskiej, jeśli chodzi o przesyłanie informacji, które wpadają w ukraińskie ręce – to wszystko składa się na skuteczność działań Ukraińców w tym obszarze.

 

Na czym polegają błędy w komunikacji Rosjan, o których Pan Profesor wspomniał?

 

– Nawet Chińczycy są tym zdumieni, bo zauważyli, że część posługuje się amatorskimi radiotelefonami – bez szyfrowania – tj. masowym produktem chińskim, ogólnodostępnym i bardzo tanim. Siergiej Szojgu w połowie 2021 r. nakazał ostateczne wdrożenie nowoczesnego systemu łączności wojskowej „Era”. Był też sprawdzony w ramach manewrów „Słowiańskie braterstwo 2021”. Ale bazuje on na nadajnikach 3G, a optymalnie 4G. Tymczasem Rosjanie w pierwszej fazie agresji niszczyli te ukraińskie nadajniki. No i zdechła im owa „Era”. Dlatego musieli przejść na otwartą komunikację i wykorzystywali telefony na karty ukraińskie, bo rosyjskie telefony im odebrano na czas agresji. Ukraińcy przez ostatnie trzy lata przeszli intensywne szkolenia w zakresie cyberoperacji. Nie jest zresztą trudne pozyskanie informacji z systemów niekodowanych, otwartych. Tak zresztą zginął gen. Witalij Gierasimow, szef sztabu i zastępca dowódcy 41. Armii Okołowojskowej z Centralnego Okręgu Wojskowego. Namierzyli go w oparciu o rosyjskie meldunki.

 

Jaką strategię mają Rosjanie, skoro na pierwszej linii frontu giną wysocy rangą wojskowi?

 

– To kwestia nie strategii, ale pewnych nawyków i kultury strategicznej. Brak sukcesów na froncie powoduje, że wyżsi dowódcy chcą się wykazać przed Gierasimowem czy jego ludźmi, jak choćby przed gen. Aleksandrem Czajko, dowódcą Wschodniego Okręgu Wojskowego, czy przypochlebić dowódcy Południowego OW, gen. Aleksandrowi Dwornikowowi. Wielu z nich ma za sobą Syrię. Ale tamta wojna nijak się ma do starcia z armią ukraińską, która świetnie manewruje i wyprzedza działania Rosjan, zaskakując ich.

 

Jakie znaczenie dla rosyjskich żołnierzy ma śmierć dowódców wyższego szczebla?

 

– To fatalny sygnał dla nich, bo oznacza, że źle działa rozpoznanie. Jeśli można tak łatwo zabić generała, to co dopiero szeregowca. Armia, która nie chroni skutecznie swoich dowódców, nie ochroni także zwykłych żołnierzy. Likwidacja gen. mjr. Andrieja Suchowieckiego czy gen. Witalija Gierasimowa oznacza, że ogromny związek operacyjny, jakim jest 41. Ogólnowojskowa Armia, traci zastępcę dowódcy i szefa sztabu. Skoro armia nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim dowódcom, to oznacza, że procedury nie działają bądź są słabo realizowane. Dla innych dowódców jest to sygnał, że rozpoznanie i kontrwywiad działają nieefektywnie. Z punktu widzenia politycznego taka sytuacja jest też wysoce niekorzystna, bo przeciwnik wykorzystuje to propagandowo jako sukces – demoralizuje armię przeciwnika, ale też jego społeczeństwo. Ponadto wraz ze śmiercią swoich generałów armia rosyjska traci kompetentnych ludzi. Gierasimow do tej wojny przygotowywał się od lat. Istotnym elementem była selekcja kadry dowódczej. Oni wszyscy mieli za sobą podobną drogę – Czeczenia, Gruzja, a potem Syria. Dowódca Zachodniego OW, gen. Aleksandr Żurawlow, był dowódcą kontyngentu rosyjskiego w Syrii. To samo dotyczy Południowego OW – Gierasimow postawił na jego czele gen. Dwornikowa po tym, jak sprawdził się w Syrii. Syria była bowiem miejscem, gdzie Rosjanie zgrywali pewne elementy taktyczno-operacyjne pod kątem przyszłej wojny z Ukrainą – na przykład zdobywanie dużych miast.

 

A jeśli chodzi o Ukraińców – czym dla nich jest likwidacja wysokich rangą dowódców rosyjskich?

 

– Jest oczywiście podwyższeniem morale wojska, pokazaniem skuteczności ich działań. Proszę też zwrócić uwagę, że Ukraińcy, likwidując dowódców rosyjskich, przedstawiają ich jako tych, których już spotkał sąd i kara za popełnione wcześniej zbrodnie wojenne. Przypomnę tylko, że wielu tych generałów, dowódców poległych teraz brało już udział w operacjach przeciwko Ukrainie od 2014 r. Ich likwidacja jest przedstawiana zatem jako wymierzona kara szybsza od tej, która – być może – spotka tych zbrodniarzy wojennych przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze. Pamiętajmy, że wojna i agresja rosyjska na Ukrainę – zgodnie z tym, co głosi Władimir Putin – ma doprowadzić do „denazyfikacji” Ukraińców. A przecież, znając stylistykę Kremla, to nieomal otwarcie głoszony program ludobójstwa tego narodu. Jest to zbrodnia, która nie ulega przedawnieniu

 

Ofensywa rosyjska ugrzęzła na Ukrainie. Czy Putin ma jeszcze siły i środki, żeby zarządzać tym konfliktem?

 

– Plan militarny realizuje min. Siergiej Szojgu, a FSB, GRU i formacje Rosgwardii oraz w jakimś stopniu wywiad zagraniczny zabezpieczają operacje związane z okupowaniem zajmowanych terenów. Natomiast Putin jest politycznym decydentem. Inwazję na Ukrainę poprzedziły różne operacje wspierające, jak wywołany kryzys migracyjny na białorusko-polskiej granicy w ubiegłym roku. Rodzi się kilka pytań, jakie były szacunki, przewidywane straty ludzkie, i jaki jest stan aktualny armii. Według ocen niektórych rosyjskich analityków do skutecznego zwycięstwa i kontrolowania podbitych ziem Federacja Rosyjska musiałaby zaangażować półmilionową armię. Nie jest w stanie tego zrobić. Kreml oczekiwał, że siła uderzenia będzie tak znaczna, że pod jego wpływem Ukraina się rozpadnie jako państwo. FSB nie doceniła ukraińskiej armii i determinacji narodu. Teraz Rosja improwizuje, szuka rezerw, ale też – poprzez radykalną brutalizację wojny – dąży do złamania woli oporu kierownictwa politycznego państwa. Na Kremlu wiedzą, że przegranie tej wojny byłoby katastrofą nie tylko dla nich – Rosja straciłaby ostatecznie Białoruś, całą Azję Środkową, Ukrainę, ale też groziłby jej rozpad. Stałaby się małym moskiewskim państwem. Cofnęłaby się w swoich podbojach – na wszystkich kierunkach – o czterysta lat. Dlatego w otoczeniu Putina panuje przekonanie, że tej wojny nie wolno im przegrać.

 

 

Wygrać będzie raczej trudno?

 

– Rosjanie mogą przesunąć niewielkie formacje z Kaukazu – podobno przeprowadzali cichą mobilizację rezerw we Wschodnim Okręgu Wojskowym, ale to nie są siły, które mogą radykalnie zmienić sytuację na froncie. Mają jeszcze armię Alaksandra Łukaszenki. Ten satrapa nie ma już pola manewru, ale zaangażowanie białoruskich sił może być niebezpieczne dla stabilności samej Białorusi. O braku znaczących rezerw w rosyjskiej armii było wiadomo – pisałem o tym, że mitem jest twierdzenie o nieprzebranych kadrowych zasobach wojsk rosyjskich. Dlatego pojawia się na Kremlu pomysł, aby zrobić prowokację w stylu prowokacji Patruszewa z 1991 r., która doprowadziła do wybuchu wojny czeczeńskiej. Wówczas FSB wysadziła bloki mieszkalne w Rosji i oskarżyła o ten czyn Czeczenów. Spektakularny atak bronią chemiczną na Donbas lub na jakieś miasteczko rosyjskie w pobliżu granicy – rzekomo dokonany przez Ukrainę – mógłby posłużyć do ogłoszenia stanu wojennego w państwie i powszechnej mobilizacji.

 

Ukraiński wywiad podaje, że Rosja na front ma wysyłać także nieletnich – z tzw. wojskowej młodzieżówki?

 

– To tylko pokazuje, że Rosjanie nie byli przygotowani do długiego konfliktu, nie przygotowali rezerw. Byli głęboko przekonani, że siła strachu przed ich potęgą i brutalnością musi zgnieść i obezwładnić wroga. Ale Ukraińcy są wyjątkowo trudnym przeciwnikiem. Doskonale znają ich słabości i mają cechę – niezrozumiałą dla większości Rosjan: pragnienie wolności. Biją się o nią z barbarzyńską armią, która ma nie tylko spacyfikować Ukrainę, ale ma także wysadzić w powietrze cały światowy porządek. 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki