• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Walczymy o synów

Piątek, 18 lutego 2022 (00:03)

ROZMOWA / z Markiem Adrychem, ojcem dwóch niepełnosprawnych synów

Mają Państwo dwóch niepełnosprawnych synów, jak wygląda codzienne życie w Państwa domu?

– Synowie są dla nas priorytetem. Ich leczenie wymaga wielu pobytów w szpitalach, m.in. operacji, regularnych zajęć terapeutycznych, wyjazdów na leczenie do odległych miejscowości.

Żona dowozi autem starszego syna Patryka do szkoły integracyjnej, a młodszego syna Michała do przedszkola specjalnego. To trwa do trzech godzin. W domu chłopcy wymagają ciągłej uwagi. Nie chcą tracić z nami kontaktu nawet na chwilę. Śpią niespokojnie, spadają z łóżek, budzą się w środku nocy i nas wołają.

Ostatnio Patryk z powodu zdalnego nauczania coraz częściej zostaje w domu. Jest to bardzo niezdrowe dla jego kondycji fizycznej. Niepełnosprawność zniechęca go do schodzenia po schodach z czwartego piętra, na którym mieszkamy.

Choroba dzieci bardzo zmieniła państwa zawodowe priorytety i zweryfikowała aspiracje?

– Jesteśmy ludźmi wykształconymi. Żona ukończyła studia z fizyki z bardzo dobrymi ocenami. Przez kilka lat uczyła w technikum dla marynarzy. Po urodzeniu pierwszego syna po okresie macierzyńskim powróciła do pracy. Niestety, po urodzeniu drugiego dziecka nie mogła już pracować.

Od najmłodszych lat moją pasją była chemia, więc ukończyłem technologię chemiczną na Politechnice Szczecińskiej. Miałem dobrą pracę jako technolog, pracowałem po szesnaście godzin, ale wciąż czegoś mi brakowało do szczęścia. Skończyłem dwustopniowe studia ekonomiczne. Z czasem zyskałem opinię znakomitego specjalisty, w końcu awansowałem na kierownika.

Jestem z natury planistą, staram się planować moje życie. Nie przewidziałem jednak zamknięcia zakładu pracy. Nie byłem kompletnie gotowy na to, że będę opiekował się w tym czasie niepełnosprawnym dzieckiem, a drugie będzie się miało wkrótce urodzić…

Znalazłem dobrą pracę, gdzie znów byłem chwalony za wyniki. Od narodzin drugiego syna tylko ja pracuję zawodowo. Żona musiała zostać w domu, aby opiekować się dziećmi. Mimo to coraz częściej musiałem jej pomagać, biorąc opiekę na dziecko. Często byłem niewyspany, co istotnie wpływało na moją wydajność zawodową. Dlatego musiałem kilkukrotnie zmienić pracę, niestety, za każdym razem na coraz mniej płatną.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

Karolina Goździewska