Stawiamy na naprotechnologię
Środa, 27 czerwca 2012 (18:40)Z Janem Dziedziczakiem, posłem PiS, autorem poselskiego projektu ustawy o zakazie zapłodnienia pozaustrojowego, rozmawia Marta Milczarska
Jaki jest główny cel Pańskiego projektu o procedurze in vitro?
- Zapewnienie ochrony życia i zdrowia obywateli polskich niezależnie od fazy ich życia, także w fazie przed narodzeniem. Dlatego należy zabronić powstawania nowych zarodków, które przetrzymywane by były latami w różnych zamrażarkach i nie miałyby możliwości narodzenia. Według naszego projektu już istniejące zarodki zostałyby oddane w opiekę państwa polskiego. Państwo polskie, prawie 40-milionowy kraj, stać na to, żeby w kilku salach szpitalnych zaopiekować się wszystkimi już istniejącym zarodkami ludzkimi. To nie powinna być kwestia prywatnych klinik, tylko państwa polskiego. Najważniejsze, by sytuacja z już istniejącymi zarodkami ludzkimi "rozwinęła się”. Nasz projekt podkreśla, że żadne nowe zarodki powstać nie mogą. Stawiamy na naprotechnologię, która jest tańsza, dużo skuteczniejsza i nie budzi kontrowersji natury etycznej.
Jakie są główne różnice w obu projektach zakazujących stosowania in vitro, które dzisiaj zostały złożone w Sejmie?
- Należy podkreślić, że oba te projekty są autorstwa grupy posłów Prawa i Sprawiedliwości. Oba zakładają zakończenie procedury in vitro w Polsce. Główna różnica między tymi projektami przebiega w kwestii, co dalej z kilkudziesięcioma tysiącami już istniejących embrionów ludzkich. Projekt posła Bolesława Piechy zakłada możliwość adopcji tych zarodków. Nasz projekt zakłada godne przechowywanie zamrożonych zarodków. Wielu posłów podpisało się pod jednym i drugim projektem. Należy podkreślić, że nie ma tu konfliktu, jest to raczej zgodne uzupełnianie się.
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska