Nasz Teatr w hołdzie powstańcom
Piątek, 18 stycznia 2013 (02:09)
Z Janem Józefem Kasprzykiem, prezesem Związku Piłsudczyków, historykiem i aktorem Naszego Teatru, rozmawia Bogusław Rąpała
Przed nami 150. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Z tej okazji Nasz Teatr wystawi spektakl poświęcony bohaterom tamtych wydarzeń. Jak doszło do jego realizacji?
– Powstanie Styczniowe pokazało, że dla Polaków najwyższą wartością jest umiłowanie wolności. W swoich homiliach mówili o tym wielokrotnie Ojciec Święty Jan Paweł II i ks. kard. Stefan Wyszyński. Na bazie ich rozważań oraz na podstawie wspaniałych tekstów ks. bp. Józefa Zawitkowskiego przygotowujemy w hołdzie powstańcom spektakl zatytułowany „Ja jestem Traugutt”. Jego premiera odbędzie się w poniedziałek, 21 stycznia, o godz. 19.00, a więc w wigilię rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego, w dolnym kościele w parafii Wszystkich Świętych przy placu Grzybowskim w Warszawie. Wszystkich bardzo serdecznie zapraszamy.
Kogo zobaczymy na deskach teatru i czego możemy się spodziewać?
– W spektaklu wezmą udział artyści scen warszawskich: Barbara Dobrzyńska – pomysłodawczyni koncertu, Zuzanna Lipiec, Maria Silva, Witold Bieliński, Maciej Gąsiorek, wybitny solista Teatru Wielkiego Ryszard Morka i ja. Spektakl opowiada o Romualdzie Traugucie i innych Polakach, którzy 150 lat temu nie zawahali się wbrew wszelkim przeciwnościom pokazać, że umiłowanie Ojczyzny oraz wolności jest dla nich najważniejsze. Przypomnimy powstańcze pieśni oraz poezję, jak również wiersze współczesnego poety Jana Balińskiego. Z jednej strony będzie to wyraz hołdu złożony tym, którzy stali się bohaterami naszej wolności 150 lat temu, z drugiej zachęta dla współczesnych, aby nie tylko pamiętali o powstaniu, ale również brali przykład z ofiarności walczących wtedy o niepodległość. Zachęta, aby nie wstydzili się wyrażać swego przywiązania do Ojczyzny.
Rządzący naszym krajem nie zgodzili się, aby rok 2013 został Rokiem Powstania Styczniowego. Jak wiele w takiej sytuacji zależy od nas samych?
– Potrzebne są inicjatywy obywatelskie i społeczne. Nasz spektakl jest jedną z form oddania hołdu powstańcom, ale oprócz niego przewidziany jest przecież cały kalendarz obchodów zorganizowanych przez Społeczny Komitet Uczczenia Pamięci Powstania Styczniowego. Rzeczywiście, aż dziw bierze, że okrągła rocznica Powstania Styczniowego nie jest wydarzeniem, w którego uczczenie zaangażowałby się rząd i parlament. Dlatego muszą to robić obywatele. To zresztą odwołanie również do tradycji z okresu zniewolenia, czy w XIX, czy w XX wieku. Jeśli władza czegoś nie robi, wówczas muszą zatroszczyć się o to sami obywatele. W tym przypadku wyręczamy rządzących w dbałości o pamięć historyczną, prawdę oraz kultywowanie tradycji niepodległościowej.
Ciągle też słychać głosy podważające sens Powstania Styczniowego.
– Należy pamiętać, że narody, które nie są w stanie wywalczyć sobie suwerenności, tak jak to było z Narodem Polskim w XIX wieku, muszą przynajmniej pokazać i przypomnieć sobie samym oraz światu, że mają prawo do wolności. I to jest podstawowa nauka, jaka płynie z Powstania Styczniowego. Było ono wołaniem i upominaniem się o najważniejszą dla Narodu sprawę – o niepodległość. W okresie międzywojennym tradycja powstańcza była bardzo silna i żywa. Dzięki osobistemu zaangażowaniu Marszałka Józefa Piłsudskiego powstańców honorowano jako bohaterów wolności, jako tych, którzy zapoczątkowali bój o niepodległość w dobie nowożytnej. Wtedy szanowano tradycję insurekcyjną. Teraz niestety zapomina się o niej lub patrzy przez pryzmat stwierdzenia: polskość to nienormalność, autorstwa Donalda Tuska. Owszem, z punktu widzenia militarnego i politycznego można snuć rozważania nad sensem Powstania Styczniowego, ale z punktu widzenia ideowego powstanie jako wyraz umiłowania wolności przez Polaków było bezdyskusyjnie ważne i potrzebne.
W jakim stopniu losy Powstania Styczniowego wiążą się z historią Kościoła katolickiego w naszym kraju?
– Są one ze sobą ściśle powiązane. Wystarczy wymienić chociażby postać św. abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego czy późniejszych duchownych i świętych Rafała Kalinowskiego i Adama Chmielowskiego – Brata Alberta, czy też jednego z ostatnich dowódców powstańczych ks. Stanisława Brzóskę. W naszym spektaklu przypomnimy słowa, jakie Ojciec Święty Jan Paweł II wypowiedział do przybyłych na kanonizację św. Rafała Kalinowskiego w 1991 roku. Dla mnie są one kwintesencją tego, czym było Powstanie Styczniowe. „Ojciec Rafał Kalinowski jest jednym z tych, którzy kruszec wolności Polaków szczególnie uszlachetnili”. Właśnie w ten sposób bł. Jan Paweł II wyrażał się o pokoleniu powstańców z 1863 roku.
Czy w jakiś sposób historia kościoła Wszystkich Świętych, w którym odbędzie się spektakl „Ja jestem Traugutt”, odnosi się do wydarzeń Powstania Styczniowego?
– Gramy w miejscu bardzo ważnym dla dziejów Narodu i państwa polskiego, szczególnie z uwagi na II wojnę światową, kiedy proboszcz kościoła ks. prałat Marceli Godlewski wraz ze współpracownikami zaangażował się bardzo mocno w akcję ratowania Żydów z getta, znajdującego się na terenie parafii. Historia tej wspaniałej świątyni, której budowa rozpoczęła się w 1861 r., zahacza też o postać warszawskiego arcybiskupa św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który w momencie wybuchu powstania, gdy Rosjanie z tak niebywałą siłą eksterminowali jego uczestników, napisał mocny list do cara z żądaniem zaprzestania represji wobec Polaków. Za swoje „non possumus” zapłacił straszliwą cenę, ponieważ został zesłany do Jarosławia nad Wołgą i nigdy już nie mógł powrócić do Warszawy.
Nie dane mu więc było uczestniczyć w uroczystej konsekracji tego kościoła, która – jak wiele uroczystości religijnych z tamtego okresu – stała się okazją do zademonstrowania przez Polaków swojego umiłowania do wolności i przywiązania do Kościoła.
– Ksiądz arcybiskup z ogromną uwagą śledził początek prac budowlanych tej świątyni, jednej z największych wówczas w stolicy. Tak się również złożyło, że konsekracja kościoła, o którym nie zapomniał na zesłaniu w głąb Rosji, odbyła się w 1883 roku, w dniu, kiedy księdzu arcybiskupowi pozwolono osiedlić się w Dźwiniaczce koło Tarnopola. Niestety, do samej Warszawy przyjechać nie mógł z uwagi na bezwzględny zakaz, jaki na niego nałożyli Rosjanie. Jak podają historyczne źródła, uroczystość poświęcenia kościoła sprawiła ks. abp. Felińskiemu, którego można określić męczennikiem Powstania Styczniowego, ogromną radość. Dla nas to ogromne zobowiązanie i wyzwanie, że o Powstaniu Styczniowym będziemy w naszej sztuce opowiadali w miejscu związanym z księdzem arcybiskupem, który za wiarę i umiłowanie Ojczyzny został zesłany i pozbawiony możliwości pełnienia posługi duszpasterskiej.
Wspomniał Pan, że w czasie koncertu usłyszymy pieśni z Powstania Styczniowego. Jakie były ich późniejsze losy?
– Powstanie Styczniowe wprowadziło do polskiej literatury bardzo wiele utworów zarówno poetyckich, jak i pieśni. Jest rzeczą znamienną, że czołowa pieśń powstania „Hej, strzelcy wraz” stała się po pół wieku pierwszą i ulubioną pieśnią strzelców Józefa Piłsudskiego, którzy wyruszyli z I Kadrową. Niemalże ich hymnem. To pokazuje, że mieli oni poczucie ciągłości dziejowej i kontynuacji w drodze do niepodległości. Gdy wyruszali z krakowskich Oleandrów równo 50 lat po straceniu Romualda Traugutta 6 sierpnia 1914 r. z tą pieśnią, szli jako spadkobiercy Powstania Styczniowego, podnosząc sztandar wolności z 1863 roku. Podobną popularnością cieszyły się w Legionach i w okresie międzywojennym pieśni „W krwawym polu srebrne ptaszę” czy „Marsz Żuawów”.
Teraz mało kto o nich pamięta…
– A to wielka szkoda, bo są piękne i warte przypomnienia, zarówno z uwagi na melodię, jak i głębokie słowa. Naszym spektaklem chcemy także z tych pieśni zdjąć warstwę kurzu. Natomiast szczególną rolę w Powstaniu Styczniowym oraz w latach go poprzedzających odgrywał hymn „Boże, coś Polskę”. Pokolenie 1863 r. nadało tej pieśni nowe znaczenie i nowe słowa. Dotychczas była ona pieśnią pochwalną, napisaną w 1816 r. na cześć cara Aleksandra I. Teraz warszawska ulica uczyniła z niej pieśń błagalną o niepodległość, wprowadzając słowa „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Wtedy, gdy Polska była w niewoli, aż do czasów nam współczesnych właśnie tę wersję z Powstania Styczniowego śpiewano. I wielu śpiewa ją nadal, uważając, że nie odrodził się jeszcze duch prawdziwie wolnego Narodu.