• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Widmo śmieciowych monopoli

Środa, 16 stycznia 2013 (02:05)

Tak zwana ustawa śmieciowa o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw, wprowadzająca od 1 lipca 2013 r. (DzU 2011 nr 152, poz. 897) drastyczne zmiany w gospodarce odpadami, spędza sen z powiek nie tylko urzędnikom samorządowym, ale każdemu w miarę świadomemu mieszkańcowi.

To każdy z nas poniesie konsekwencje ustawy, która cofa sektor gospodarki komunalnej do epoki socjalistycznej, scentralizowanych monopoli. Tym razem rolę monopoli przejmą wielkie firmy zajmujące się gospodarką odpadami, niejednokrotnie zagraniczne koncerny (głównie trzy niemieckie i dwa francuskie), kryjące się często pod swojsko brzmiącymi nazwami. W starciu z nimi miejskie przedsiębiorstwa komunalne, a tym bardziej małe prywatne polskie firmy, przegrają z kretesem. Naturalnej konkurencji nie będzie, a za odbiór śmieci już ustalane są z góry… ceny, tj. opłaty umowne.

Część samorządów poszła po najmniejszej linii oporu, uchwalając sposoby naliczania opłat znacznie obciążające mieszkańców. 27 września 2012 r. na wniosek prezydenta Inowrocławia radni złożyli do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niezgodności z Konstytucją RP przepisów „ustawy śmieciowej”. Skargę poparło już 800 rad gmin i związków gmin z całej Polski.

Jak wprowadza się „ustawę śmieciową”

Szkoda, że tą drogą nie poszła rada jednej z „najbogatszych gmin” województwa mazowieckiego, w której burmistrz zarabia blisko 19 tys. zł miesięcznie (nie licząc emerytury), a jego zastępca niewiele mniej. Mimo że gmina ta podwyższyła podatki od gruntu i nieruchomości w roku 2012 o 100 proc. w stosunku do 2011 roku i o kolejne 5 proc. w roku 2013 od już poprzednio podwyższonej sumy (tłumacząc pokrętnie, że to tylko w ramach inflacji!), to szykowane są kolejne podatki, tym razem za wywóz śmieci. Na pocieszenie zafundowano mieszkańcom noworoczne pokazy sztucznych ogni zapewniane przez gminę puszczającą z dymem pieniądze podatników. Tak więc mieszkańcy jednej z najbogatszych gmin dostaną po kieszeni wedle aspiracji władz miasta. Czy było to konieczne? W odpowiedzi na pytania i wątpliwości burmistrz stwierdził, że nie widzi potrzeby zaskarżenia ustawy do Trybunału. Na stronie internetowej tejże gminy został zamieszczony wzór wniosku o wypowiedzenie umowy zawartej między indywidualnym właścicielem a firmą dotychczas wywożącą odpady. Gmina, skłaniając mieszkańców do wypowiadania dotychczasowych umów, argumentuje to ich zabezpieczeniem przed podwójnym naliczaniem opłat w związku z nowym ustawowym wymogiem odbioru odpadów przez gminę od 1 lipca 2013 roku. Nie jest jednak powiedziane, jaki będzie efekt złożonych w Sejmie poprawek, które w tej sprawie mają być jeszcze głosowane w styczniu bieżącego roku. Nieznany jest również finał sprawy złożonej do Trybunału.

Gminne kulisy kombinacji ze śmieciami

Na tryb uchwalania lokalnych regulacji, wynikających z „ustawy śmieciowej”, rzucają światło informacje obecne na jednej ze stron internetowych, gdzie opisano skandaliczne postępowanie radnych i urzędników podczas sesji rady, na której miały zostać przyjęte uchwały dotyczące stawek i sposobu naliczania opłat za odbiór odpadów komunalnych przez gminę. Mimo że wyniki konsultacji społecznych nie zostały upublicznione do momentu rozpoczęcia sesji, w wyniku zaniedbania urzędników, i tuż przed sesją od mieszkańców wpłynął wniosek do rady miasta o przełożenie obrad w związku z tymi uchybieniami, urzędnicy z Referatu Gospodarki Komunalnej umieścili w pośpiechu wynik konsultacji… 4 minuty po czasie planowanego rozpoczęcia sesji. Te karkołomne manipulacje zostały zauważone i opisane przez mieszkańców na stronie internetowej, gdzie umieszczono zrzut ekranu z Biuletynu Informacji Publicznej z datą i godziną upublicznienia konsultacji. Szkoda, że władze tego miasta potraktowały konsultacje społeczne z góry jako zbędny balast. Co było przyczyną takiego nierozumnego pośpiechu? Czy tylko wyraz arogancji lokalnych urzędników i radnych wobec mieszkańców, czy działanie na korzyść przyszłego beneficjanta, który zostanie wyłoniony zapewne podczas bezstronnego i „otwartego przetargu” dotyczącego podmiotu odbierającego odpady w imieniu gminy? Czy podobny scenariusz powtarza się w wielu innych gminach, których urzędnicy często z lenistwa, przywiązania do stołka lub własnych innych korzyści nie weryfikują racjonalności nakładanych na nich przepisów ustawowych, mimo dostępnych instrumentów prawnego ich zakwestionowania?

Eksperymenty na koszt podatnika

Sama ustawa, przewidywane jej skutki oraz podany wyżej „wzorcowy” tryb wprowadzania budzą poważny niepokój. Opłaty za odbiór śmieci mogą wzrosnąć o dobre kilkaset złotych w skali roku, a w przypadku rodzin wielodzietnych, przy sposobie naliczania od liczby mieszkańców, tj. jak przyjęła to większość gmin, będzie to znaczne, dodatkowe obciążenie, nawet przy formalnych zniżkach za tzw. segregację. Zdziwią się również mieszkańcy budynków wielorodzinnych, dla których podatek śmieciowy w bardziej zakamuflowany sposób zostanie wliczony do podniesionego czynszu już od 1 lipca 2013 roku. Warto przypomnieć, że ustawa zakłada cztery opcjonalne sposoby naliczania opłat, tj. od „liczby mieszkańców zamieszkujących daną nieruchomość”, od „powierzchni lokalu mieszkalnego”, od „objętości zużytej wody z danej nieruchomości” lub ryczałtu od gospodarstwa, według stawek ustalonych przez gminę. O niesprawiedliwości, jaką rodzi każdy z możliwych sposobów naliczania, zwłaszcza w przypadku osób samotnych i rodzin wielodzietnych, pisałem już na łamach „Naszego Dziennika” („Biznes na śmieciach”, 2 października 2012 roku). Niestety, pytania postawione przez mieszkańców w sprawie ochrony tych rodzin przed ponoszeniem wygórowanych opłat zostały zbyte przez podany tu za przykład urząd miasta, a konsultacje „społeczne” przyklepane bezkrytycznym wpisem, sądząc po entuzjazmie, zapewne jednego z w pełni zadowolonych z siebie urzędników.

A miały być chronione lasy

Skandalem pachnie przyjęta w jednej z uchwał podawanej tu za przykład gminy dodatkowa opłata za odbiór „niewielkich ilości” odpadów budowlanych i poremontowych. Jak pamiętamy, argumentem zwolenników wprowadzenia „ustawy śmieciowej” miała być ochrona lasów przed wwożeniem odpadów, m.in. budowlanych, poprzez zapewnienie bezpłatnego odbioru każdego rodzaju śmieci. Oczywiście trudno, aby wszyscy płacili za odbiór czyichś kafelków z łazienki, ale wprowadzenie opłat za odbiór odpadów „budowlanych i poremontowych (w niewielkich ilościach)” przeczy zupełnie przytoczonym założeniom oraz niweczy poprzednio założony cel. Nietrudno przewidzieć, którą drogę pozbycia się odpadów wybierze osoba nieuczciwa, na co wskazują stosy takich odpadów w wielu lasach. Również takie subiektywne pojęcia, jak „niewielka ilość” nie powinny pojawić się w uchwalonym tekście. Świadczy to o nieprofesjonalizmie urzędników i rodzi dalsze wątpliwości interpretacyjne, których można byłoby uniknąć, gdyby nie zamieszanie z „ustawą śmieciową” wprowadzaną wbrew rozsądkowi w ramach dostosowywania polskiego prawa do wymogów Unii Europejskiej. Chodzi chyba o „równy dostęp do towarów i usług”, tak aby obce firmy mogły zarobić na naszych odpadach, a w ramach podziału ról Polacy te śmieci mogli własnoręcznie obrabiać. Kto jest odpowiedzialny za wprowadzenie tej skandalicznej ustawy, skoro taktycznie odcina się od niej nawet sam Donald Tusk?

Andrzej Lewandowicz