Piątka z Łomianek
Piątek, 28 czerwca 2019 (03:01)ROZMOWA z Teresą Milej z parafii św. Małgorzaty w Łomiankach
Dlaczego wybrała Pani „Nasz Dziennik” jako swoją codzienną gazetę?
– Jestem katoliczką i bliskie są mi sprawy wiary, wartości chrześcijańskie, sprawy Polski. Te tematy znajduję w „Naszym Dzienniku”.
Od dawna czyta Pani „Nasz Dziennik”?
– Od 10 lat, czyli od czasu, gdy zaczęliśmy rozprowadzać „Nasz Dziennik” w naszej parafii św. Małgorzaty w Łomiankach. Wcześniej sporadycznie sięgałam po ten tytuł, ale od tamtej pory zaczęłam go sama kupować i czytać. Zobaczyłam, że w „Naszym Dzienniku” są artykuły, które mnie interesują. Wcześniej w ogóle nie kupowałam żadnej prasy.
Jakie tematy poruszane przez „Nasz Dziennik” najbardziej przyciągają Pani uwagę?
– Najbardziej interesują mnie artykuły związane z historią, pokazujące sylwetki Żołnierzy Wyklętych, zwłaszcza że mam wnuki, którym później opowiadam o tym, co przeczytałam. Szczególnie wnuczek jest już zaciekawiony historią.
Ma Pani swoich ulubionych autorów?
– Bardzo lubię czytać artykuły pani Anny Zechenter.
A wnuki sięgają po nasze dodatki dla dzieci – „W ogrodzie Maryi” i „W ogrodzie Stwórcy”?
– Wnuczka ma dopiero pięć lat, wnuk osiem. Sama czytam im dodatek „W ogrodzie Maryi”.
Z uwagi na dobro wnuków na pewno interesuje Panią temat ideologicznych zagrożeń w obszarze wychowania dzieci?
– Bardzo jestem wyczulona na demoralizację dzieci i dziękuję, że „Nasz Dziennik” tyle miejsca poświęca tej sprawie. Takie informacje są bardzo potrzebne, bo niektórzy nie widzą zagrożenia, które idzie. Teksty zamieszczane w „Naszym Dzienniku” bardzo mi pomagają zrozumieć rzeczywistość, mam argumenty w rozmowach w rodzinie, z sąsiadami.
Lektura katolickiego dziennika zmienia myślenie w dobrym kierunku?
– Na pewno. Wychowałam się w rodzinie wielodzietnej na wsi, w czasach gdy dostęp do wiedzy był utrudniony. Dzięki „Naszemu Dziennikowi” wiem więcej, nadrabiam zaległości i dzielę się z innymi ciekawymi artykułami i informacjami. Swojej 87-letniej mamie, siostrze opowiadam o męczeństwie Polaków na Wołyniu, o Żołnierzach Wyklętych, jak byli katowani, mordowani. Nie wiedzieliśmy wcześniej nic o Józefie Franczaku „Lalku”, zabitym w 1963 r. Przecież to nie do pomyślenia, wojna dawno się skończyła, a ludzie oddawali życie i to w taki sposób.
Jak Pani rozprowadza „Nasz Dziennik” w swojej parafii?
– Od dziesięciu lat w każdą sobotę po Mszy św. o godz. 7.00 rano razem z koleżanką proponujemy ludziom kupno sobotnio-niedzielnego wydania „Naszego Dziennika”. Staramy się zachęcać, mówimy, że to jedyny katolicki dziennik w Polsce, dziękujemy za wsparcie tym, którzy kupują. Mamy stałych odbiorców. W niedziele rozprowadzamy „Nasz Dziennik” prawie po każdej Mszy św., według ustalonego grafika dyżurów.
Ile osób zaangażowanych jest w tę akcję?
– Pięć. Jesteśmy z Biura Radia Maryja przy naszej parafii i ze wspólnoty Najświętszego Serca Pana Jezusa. Gdy zostają nam niesprzedane egzemplarze „Naszego Dziennika”, rozdajemy je później ludziom, wrzucamy do skrzynek pocztowych. Tak robię ze swoim przeczytanym egzemplarzem. Jeżeli się w ten sposób pozyska choć jedną osobę, to już warto to robić.
Codziennie Pani kupuje „Nasz Dziennik”?
– Tak, oprócz tego kupuję w sobotę cztery-pięć egzemplarzy dla rodziny: dla mamy, dla siostry. Zachęcam też innych. Ostatnio, gdy byłam w sklepie, zobaczyłam, że znajoma, która chodzi do kościoła, włożyła do koszyka tabloid. Powiedziałam: „Jak pani może to czytać, przecież to nie jest nawet polska gazeta”. Zobaczyła u mnie „Nasz Dziennik” i też kupiła. Trzeba cały czas uświadamiać ludzi, pracować i dziękować, że kupują i wspierają katolicką prasę.
A w czasie wakacyjnych wyjazdów, jak Pani sobie radzi z zakupem „Naszego Dziennika”?
– Niedawno wróciłam z sanatorium w Szczawnicy. Byłam bardzo mile zaskoczona, bo w każdym kiosku, w kościele, nawet w maleńkim sklepiku mogłam znaleźć „Nasz Dziennik”. Kupowałam codziennie swoją ulubioną gazetę.