• Sobota, 30 maja 2026

    imieniny: Jana, Feliksa, Ferdynanda

Był, ale w niczym nie pomógł...

Niedziela, 16 czerwca 2019 (15:27)

Z senator Alicją Zając z Prawa i Sprawiedliwości, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy Pani zdaniem wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, uznający Tomasza Arabskiego za winnego niedopełnienia obowiązków w sprawie organizacji lotu do Smoleńska, jest adekwatny do konsekwencji, jakie te zaniedbania wywołały?

– W tej chwili trudno jest mówić o wyroku, bo orzeczenie sądu, jak dotąd, jest nieprawomocne i prawdopodobne, że z obu stron będą wnioski apelacyjne, ale tak czy inaczej jest to pewien sygnał, że jednak sądy w Polsce potrafią właściwie analizować dokumenty. Dlatego my, członkowie rodzin, zwłaszcza ci, którzy tuż po katastrofie smoleńskiej w kwietniu 2010 roku byli w Instytucie Medycyny Sądowej w Moskwie podczas identyfikacji ciał, pamiętamy obecność Tomasza Arabskiego.

W naszej ocenie – nawet w minimalnym zakresie – nie wypełniał on obowiązków wynikających z pragmatyki i obowiązków służbowych przewidzianych dla pełnionego przez niego stanowiska i funkcji. Jego obecność i relacje w stosunku do nas, rodzin ofiar, były – można rzec – milczące. Poza kilkoma wypowiedziami, z jego ust właściwie nie usłyszeliśmy żadnej, bardziej szczegółowej informacji. Można powiedzieć, że był świadkiem sytuacji, świadkiem pobytu nas, rodzin, w Moskwie, natomiast nie był nam w niczym pomocny.

Tak wtedy czuliśmy, natomiast dzisiaj, po ponad dziewięciu latach od katastrofy, wiemy, że był osobą decyzyjną, decydował o wizycie prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu, ale także o rozdzieleniu wizyt premiera i prezydenta. Wiemy przecież, że to Kancelaria Prezesa Rady Ministrów organizowała wyjazd, przydzielała samolot, zresztą w ogóle zajmowała się podróżami zagranicznymi osób najważniejszych w państwie.

Czy zachowanie Arabskiego w Moskwie było – Pani zdaniem – podyktowane świadomością i obawą konsekwencji, czy było to raczej działanie z premedytacją zimnego, wyrachowanego człowieka?   

– Myślę, że trzeba nie być człowiekiem, tylko zaprogramowaną na obojętność maszyną, żeby w obliczu tak wielkiej tragedii nie wyrzucać sobie pewnych zaniechań. Zresztą nie tylko Tomasz Arabski, ale też wiele innych osób – po polskiej stronie – decydujących o wszystkich utrudnieniach stwarzanych prezydentowi Kaczyńskiemu swoimi działaniami doprowadziło do tego, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Pamiętamy przecież o rozdzieleniu wizyt premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu, ale my już wtedy postrzegaliśmy to bardzo źle.

Teraz ta druga strona, współpracownicy premiera Tuska, środowisko Platformy próbuje jakby odsuwać winę od siebie, stąd stały przekaz, że wszystko było jak najlepiej, że wszystkie działania były poprawne, że dopełniono wszystkich starań. Mówię o stronie polskiej, bo strona rosyjska to jest odrębny temat, co obserwowaliśmy przez te wszystkie lata, jak chociażby ostatnia wizyta naszych prokuratorów w Moskwie, którzy tak naprawdę nie mogli dotknąć wraku tupolewa, a pobrane próbki poszły nie bardzo nawet wiadomo gdzie. To jest dla nas rodzin trudne do przyjęcia, ale nie mamy wyjścia, przyjmujemy to, co jest i czekamy cierpliwie dalej.   

Powiedziała Pani o retoryce Platformy, że wszystkie działania przebiegały poprawnie, na co dowodem jest chociażby wypowiedź ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz, która w Moskwie wygłaszała hymn pochwalny wobec rosyjskich służb, a z mównicy sejmowej przekonywała, że ziemia na miejscu katastrofy została przekopana na głębokość ponad metra…

– Wypowiadanie przez poważne osoby pewnych kwestii i przekazywanie informacji powinno być głęboko przemyślane, a przede wszystkim prawdziwe. W tym wypadku nie został spełniony ani jeden, ani drugi warunek. Będąc w Moskwie, po katastrofie, odniosłam wrażenie, że Ewa Kopacz dużo mówiła, a mało robiła, natomiast moderatorem wszystkich działań, osobą decyzyjną podejmującą działania był milczący Tomasz Arabski.

Wszystko – jak nas wtedy zapewniano – miało być w najlepszym porządku, tymczasem w niedługim czasie po katastrofie dowiedzieliśmy się, że szczątki naszych bliskich zmarłych wciąż leżą na tym pobojowisku i niewykluczone, że część leży tam do dzisiaj. Pamiętamy przecież, że na miejscu, w Smoleńsku były prowadzone przygotowania do wizyty prezydentowej Anny Komorowskiej, gdzie zasypywano piaskiem teren.

Natomiast my czekaliśmy, że w Smoleńsku będzie pomnik ofiar katastrofy, minister kultury rządu PO – PSL ogłosił nawet konkurs na projekt monumentu, ale nic się z tym nie dzieje. Pobojowisko jakie było po katastrofie, takie jest dzisiaj, a pomnika jak nie było, tak wciąż nie ma. Przyznam Panu, że nawet nie mam ochoty, żeby tam być. Jesteśmy – jak wiadomo – po ekshumacjach, wiemy, że w grobach, które odwiedzamy, są nasi zmarli i modlimy się za nich w miejscu ich spoczynku.

Tomasz Arabski został skazany, choć nie prawomocnie, ale innym się upiekło, co więcej w nagrodę otrzymali mandaty europosłów, jak wspomniana Ewa Kopacz, i będą reprezentować Polskę w Brukseli. Czy to nie chichot losu?

– Osobiście cieszę się, że w gronie naszych europosłów z Prawa i Sprawiedliwości wszyscy to są ludzie z ogromnym doświadczeniem politycznym, osoby walczące o sprawy Polski. Zasiadając przez lata w senackiej Komisji Spraw Zagranicznych, bardzo ubolewałam nad tym, że przedstawiciele Polski, europosłowie Platformy – pomimo obowiązku – na forum międzynarodowym, a zwłaszcza w Brukseli nie bronili naszych interesów, nie dbali o pozycję Polski w Europie. Często w negocjacjach nawet już nie w sprawach politycznych, ale gospodarczych, rolnictwa ustępowano przed dyktatem Brukseli, a europosłowie Platformy nie potrafili dopilnować interesu Polski.

Teraz część z nich dalej będzie w Brukseli, ale to my decyzją Polaków wygraliśmy. Dlatego czas, kiedy Polska negocjowała na kolanach bezpowrotnie minął. Bardzo się cieszę, że z roku na rok zdobywamy coraz lepszą pozycję, uznanie świata i w tej chwili rozwijamy się i można powiedzieć, że Polska jest tygrysem gospodarczym Europy. Zadbaliśmy nie tylko o Polaków, ale również o pozycję Polski w świecie, co jest niezmiernie ważne.

Mamy też duże wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych, co też nie jest bez znaczenia. Myślę, że musimy jeszcze poczekać na analizy kolejnych dokumentów i oczekujemy, że kolejne sprawy niedociągnięć, jeśli chodzi o organizację wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 roku, wyjdą w końcu na jaw, a osoby winne zaniedbań zostaną sprawiedliwie osądzone i ukarane. Swoją drogą szkoda, że szukając winnych, nie zajęto się tymi, którzy wydawali polecenia podwładnym, ale zawsze można do tego powrócić.

Co konkretnie ma Pani na myśli?

– Proszę sobie przypomnieć, jak w kilka godzin po katastrofie wkroczono do Kancelarii Prezydenta. Wiemy też, że uczyniono to na polecenie ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Etyka postępowania narzuca inny sposób podejścia, ale tylko wtedy, kiedy się takie zasady posiada. To pokazuje, że ludzie ci, nie zważając na katastrofę, tragedię narodową, jaka się wydarzyła, spieszyli się, aby przejąć władzę. Polacy to dostrzegli i dlatego Platforma za jakiś czas straciła władzę.

Zresztą na słynnych taśmach mogliśmy usłyszeć, jak za rządów koalicji PO – PSL funkcjonowało państwo polskie. Dziś przy władzy jest Zjednoczona Prawica i wiele rzeczy już udało się zmienić, wytyczyć drogę dla Polski. Mamy jednak dalsze plany i mam nadzieję, że Polacy jesienią zaufają nam kolejny raz i będziemy mogli je dalej realizować. PiS to jedyna formacja, która może doprowadzić do ujawnienia kolejnych szczegółów związanych z organizacją wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w kwietniu 2010 roku i tego wszystkiego, co się wówczas wydarzyło, jak również po katastrofie.

Wracając jeszcze do Tomasza Arabskiego, wiemy, że instrukcja HEAD nie była wdrożona w kancelarii premiera Donalda Tuska, a sam Arabski przyznał, że jej nie czytał przed podpisaniem…

– Być może należy do tych urzędników państwowych, którzy tylko urzędowali, ale z pewnością nie pracowali dla kraju. Być może to leżało u podstaw tego, co się stało… Być może Arabski miał inne „ważniejsze” zadania do wykonania – zlecone przez Donalda Tuska…?

Proszę zwrócić uwagę, że wielu urzędników państwowych z tamtego czasu zniknęło ze sceny politycznej, ale to chyba dobrze, bo do pełnienia tych funkcji po prostu się nie nadawali, i to pokazał czas. Jak bowiem można zarządzać organizacją lotów najważniejszych osób w państwie bez właściwego przygotowania. Dotyczy to także samolotów, którymi latali premierzy, prezydenci, parlamentarzyści, ale nikomu nie przyszło nawet do głowy, że nikt nad tym nie panuje, że odbywa się to na tzw. wariackich papierach.

Dzisiaj to wiemy i tylko dobrze, że mieliśmy wyjątkowych pilotów wojskowych, którzy do pewnego momentu radzili sobie ze wszystkim, i że już wcześniej nie doszło do tragedii. Proszę sobie przypomnieć awaryjne lądowanie w 1999 roku na pustyni w Arabii samolotu z ówczesną marszałek Senatu Alicją Grześkowiak. Jeśli zaś mowa o sprzęcie, o tupolewach, to czy to normalne, zważając na relacje polsko-rosyjskie i niechęć Moskwy wobec naszego kraju, że te maszyny były serwisowane w Rosji? Dawniej toczyło się wojny czy walki wręcz, ale dzisiaj z wrogiem walczy się w inny bardziej wyrafinowany sposób – chociażby w cyberprzestrzeni, gdzie Rosja wiedzie prym.

Arabski został skazany z powództwa rodzin, bo jak pamiętamy prokuratura wcześniej umorzyła śledztwo.

– Prokuratura nie podjęła śledztwa, zarówno wojskowa, jak i cywilna. Stąd proces Tomasza Arabskiego, ale także kilku innych osób, urzędników KPRM za rządów Donalda Tuska oraz dwojga pracowników ambasady RP w Moskwie, odbył się z powództwa cywilnego rodzin smoleńskich. Za rządów Donalda Tuska, a potem Ewy Kopacz rodziny smoleńskie zastępowały organy państwa – niestety. Zresztą robiono wszystko, żeby nas ze sobą skłócić, żebyśmy nie stanowili tej wielkiej siły, jaką byliśmy od początku.

Za każdą z 96 osób, które leciały do Katynia rządowym Tu-154M, stoi duża grupa członków rodzin, przyjaciół, współpracowników, cała rzesza ludzi, którzy nie mogli się pogodzić ze sposobem traktowania śledztwa przez ówczesną władzę, ale także przez sprzyjające im media. Ta armia ludzi chce poznać i dąży do poznania prawdy o tym, co tak naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. To, co przeżyliśmy jako rodziny, jako wdowy smoleńskie, nie było godne cywilizowanego kraju i tak nigdy nie powinno być, ale jednak było… Mamy prawników także wśród rodzin, w sprawę zaangażował się również mec. Stefan Hambura – pełnomocnik bliskich kilkunastu ofiar katastrofy, i to dobrze, że znaleźli się tacy ludzie, którzy poszli w kierunku cywilnego oskarżenia.

Środki masowego przekazu – te komercyjne – raczej były nam nieprzychylne. Przypomnę tylko, ile szumu było wokół odszkodowań dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, podczas gdy wiele z nich do dzisiaj nie wzięło żadnego odszkodowania. Mimo iż czas ucieka i wydawałoby się, że sprawa katastrofy oraz ból jaki w nas – rodzinach – pozostał, gdzieś odejdzie, ale nic podobnego. Ten ból jest w nas ciągle obecny i to nie w znaczeniu roszczeniowym, tylko w znaczeniu smutku i braku naszych bliskich.

                       Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki