• Sobota, 30 maja 2026

    imieniny: Jana, Feliksa, Ferdynanda

Górnicy nie mogą milczeć

Czwartek, 13 czerwca 2019 (06:57)

Z Kazimierzem Grajcarkiem, byłym wieloletnim przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co sprawia, że górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) tak zdecydowanie bronią odwołanego zarządu spółki z prezesem Danielem Ozonem na czele?

– Po pierwsze, to są ludzie roztropni, wiedzą, co się dzieje. Pracownicy JSW pracują tam od dziesięcioleci, znają realia, i kiedy spółka jest dobrze zarządzana, to przyznają ten fakt, ale jeśli jest źle zarządzana, to nie wahają się reagować, często bardzo stanowczo. Pamiętamy, że kiedy Platforma z PSL była przy władzy, kiedy prezesem JSW był człowiek, który doprowadzał do upadłości, to też jako związki zawodowe protestowaliśmy. Wtedy to były protesty przeciwko tamtej władzy i tamtemu zarządowi, natomiast dzisiaj, kiedy dzieje się źle, górnicy nie mogą milczeć.  

Ale o co chodzi?

– W momencie, kiedy JSW była doprowadzona do sytuacji bardzo trudnej – niemal do upadłości, to obecny rząd, i słusznie, wprowadził na urząd prezesa człowieka, który wyprowadził spółkę niemal z upadku do sytuacji bardzo dobrej, jaka jest obecnie. I to jest jedna sprawa, natomiast druga rzecz – równie istotna, to jest to, że toczy się tam dialog. Prezes Daniel Ozon, którego znam, to jest bardzo trudny człowiek, jeżeli chodzi o negocjacje i rozmowy, ale jest to człowiek, który jeśli stwierdzi, że czegoś nie da się zrobić, to oznacza, że się nie da, natomiast jeśli mówi, że coś można zrobić, to siada do stołu i negocjuje.

Związki zawodowe i koledzy z JSW widzą, że to jest po prostu dobry człowiek, który mądrze i dobrze zarządza ich firmą, dając załodze gwarancję zatrudnienia, gwarancję zbytu węgla. Tymczasem są naciski polityczne, bo kiedy firma była w bardzo trudnej sytuacji, to chętnych do objęcia funkcji prezesa nie było, a kiedy prezes Ozon podjął się tego trudnego zadania i przez cztery lata zarządzania wyprowadził JSW na prostą, także poprzez wyrzeczenia załogi, i teraz chce, żeby ta spółka się rozwijała, to są chętni, aby piastować funkcję prezesa.

Z mojego punktu widzenia jest to nieuczciwe – także ze strony min. Krzysztofa Tchórzewskiego, ze strony rady nadzorczej, bo można mieć różne pretensje do ludzi, ale jeśli prezes jest powołany do tego, żeby zarządzał firmą i dobrze tą firmą zarządza, to dlaczego trzeba go zmieniać.

Czego obawia się załoga?

– Ludzie zadają sobie pytanie, czemu te destrukcyjne działania mają służyć i obawiają się, że może przyjść nowy prezes – przypadkowy, który znów doprowadzi JSW do kryzysu i wówczas trzeba będzie nowego człowieka, takiego jak dzisiaj jest prezes Ozon, żeby firmę wyciągnął z dołka. Ale tak nie można robić, nie można doprowadzać do sytuacji podbramkowej. Ludzie chcą pracować, chcą mieć pewność, że firma będzie dobrze zarządzana, tak jak to ma miejsce obecnie.

Pomysł i polityka, nazwijmy to gospodarcza, prezesa Daniela Ozona wobec JSW przynoszą pozytywne rezultaty, to są politycy, którzy chcą to wszystko zepsuć. Jeśli ktoś chce się zajmować gospodarką, a nie polityką, to droga otwarta, a nie podpowiada prezesowi, co ma zrobić. Sytuacja jest skandaliczna, przyznam, że nie rozumiem tych działań, dlatego uważam, że interwencja prezesa Jarosława Kaczyńskiego jest bardzo potrzebna, bo obecna sytuacja bardzo źle rzutuje na polityczny, ale i gospodarczy wizerunek obecnego rządu. Po co zmieniać prezesa JSW, który dobrze zarządza firmą, która się rozwija, trwa dialog społeczny, pracownicy są zadowoleni, więc o co chodzi…?       

Takie pytania padają wobec Rady Nadzorczej JSW, ale odpowiedzi nie ma. Czyżby to była tajemnica?

– Sytuacja jest bardzo poważna, dlatego nie ma tu mowy o tajemnicy, więc przewodniczący Rady Nadzorczej JSW niech nie zasłania się tajemnicą, ale niech otwarcie powie. Jeśli w spółce jest źle, to niech to powie i udokumentuje, dlaczego należy odwołać obecny zarząd JSW. Jeśli coś dobrze funkcjonuje, to po co zmiany? Widać, że komuś obecny stan przeszkadza…

Górnicy mówią, że decyzja rady nadzorczej, w której decydujący głos mają przedstawiciele Skarbu Państwa, zapadła nagle i bez udziału związkowców, a ich delegacji, mimo iż miała przepustki i rejestrację, nie wpuszczono na obrady, była też policja i ochrona…

– Rzeczywiście wygląda to fatalnie, ale pytanie brzmi, dlaczego? Wczoraj słyszałem wypowiedź min. Krzysztofa Tchórzewskiego, którzy twierdzi, że nic nie może, że to jest decyzja rady nadzorczej. Niech minister nie opowiada takich dyrdymałów, bo to on jest przecież nadzorcą właścicielskim. Nie może więc odpowiedzialności zrzucać na radę nadzorczą i mówić, że nie ma nic do gadania.

Właściciel nie ma nic do gadania…? Przecież to nonsens. A co minister powie, wtedy kiedy rada nadzorcza wybierze na prezesa „specjalistę”, który położy spółkę na łopatki? Rada Nadzorcza JSW musi zostać prześwietlona. Osobiście sprawę decyzji rady dałbym do zbadania przez CBŚ. Myślę, że należy zbadać, kim są ludzie wchodzący w skład Rady Nadzorczej JSW, z kim są powiązani itd. Sytuacja jest bez wątpienia skandaliczna i dla nieracjonalnych decyzji nie może być wytłumaczenia.

Mamy wyraźne żądanie dymisji ministra energii...

– Jeśli człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi, być może ulega jakimś wpływom, np. konkurencji, czy może wewnętrznym naciskom politycznym, choć nie chciałbym się bawić w dywagacje, natomiast wyraźnie sobie nie radzi, bo pozwolił, żeby Rada Nadzorcza JSW odwołała prezesa, który uratował i rozwija firmę. Nie chciałbym, by nad spółką skarbu państwa był taki nadzór. Skoro minister energii nic nie może, to może rzeczywiście powinien podać się do dymisji…

Czy i ewentualnie jaki wpływ na ten chaos w resorcie energii ma uzyskanie mandatu europosła i odejście do Parlamentu Europejskiego wiceministra Grzegorza Tobiszowskiego odpowiedzialnego za górnictwo…?

– Wiceminister Grzegorz Tobiszowski był człowiekiem koncyliacyjnym. Przecież wspólnie opracowaliśmy program dla rozwoju górnictwa węgla kamiennego w Polsce i wiceminister Tobiszowski konsekwentnie próbował ten program realizować. Myślę, że gdyby Grzegorz Tobiszowski był szefem resortu energii, to decyzja o odwołaniu zarządu JSW z prezesem Danielem Ozonem na czele, dokonana w taki sposób, jakiego byliśmy świadkami, z pewnością nie zapadłaby. Tak myślę, co więcej, jestem o tym przekonany.

Szef „Solidarności” w JSW Sławomir Kozłowski mówi wyraźnie, że za decyzje ministra Tchórzewskiego PiS zapłaci w najbliższych wyborach. To brzmi jak groźba? Górnicy wycofują poparcie dla PiS?

– Z całą pewnością górnicy nie będą głosować za Platformą, PSL czy innymi formacjami przed wyborami europejskimi, skupionymi w tzw. Koalicji Europejskiej. Natomiast górnicy mogą nie pójść do wyborów. JSW nie jest zawieszona w próżni, ale działa w określonym środowisku ludzi – górników. Są, dajmy na to, szkoły, które prowadzą ekologiczne spotkania, JSW się rozwija, czemu służy powołana do życia spółka do spraw rozwoju, spółki innowacyjne. Są to bardzo ważne rzeczy, obszary, w których JSW pracuje niezależnie od przypisanych jej obowiązków.

Jest to zatem spółka, która patrzy perspektywicznie, są spotkania z młodzieżą, spółka jest mecenasem sztuki i można powiedzieć, że jest to działanie modelowe pod każdym względem. JSW udziela też pomocy i wsparcia mniej zamożnej młodzieży, aby stworzyć odpowiednie warunki do rozwoju. A zatem jest to spółka, która może świecić przykładem. Tym bardziej jestem zszokowany decyzją rady nadzorczej, sytuacja jest skandaliczna. I wielu ludzi tak patrzy na tę sprawę i dziwi się, jak to możliwe, więc nie wykluczałbym protestu, którego skutkiem może być absencja górników, całych rodzin i środowiska w zbliżających się wyborach do parlamentu. Poparcie dla Zjednoczonej Prawicy może być zatem mniejsze i byłaby to wielka szkoda.         

Może zatem potrzebna jest ingerencja ze strony prezesa Kaczyńskiego, o czym wspomniał Pan wcześniej?  

– Myślę, że byłoby to wskazane, bo jest jakaś rozbieżność między tym, co się dzieje w Warszawie, w ogólnopolskiej polityce a między postawą polityków, nazwijmy to powiatowych, którzy żrą się między sobą o stołki i wpływy do obsadzania stanowisk. Uważam, że w tym wypadku sprawa jest bardzo poważna i kierownictwo PiS, a zwłaszcza prezes Jarosław Kaczyński – z mojego punktu widzenia – powinien zaprosić Daniela Ozona, związkowców oraz ministra Krzysztofa Tchórzewskiego, może również premiera Mateusza Morawieckiego, i muszą się dogadać.

Sytuacja, z jaką mamy do czynienia obecnie, jest nie w porządku wobec Daniela Ozona i zasług, jakie położył na gruncie ratowania i wyprowadzenia JSW na prostą. Tak się niszczy ludzi uczciwych, którzy mogliby pracować dla Rzeczypospolitej, stąd wszyscy, którzy mają dobre intencje, możliwości, będą się bali podejmować ryzyko i rezygnować często z dużo lepiej płatnych stanowisk, aby robić coś dobrego dla Polski.

Przykładem jest premier Morawiecki, który rzucił miliony, jakie mógł zarobić w bankowości, i poświęcił się pracy dla Polski. Podobnie było w przypadku Daniela Ozona, który rzucił dobrą robotę i przyszedł na niepewny grunt górnictwa do JSW. Kiedy sobie poradził, to teraz został, mówiąc kolokwialnie, skasowany. To jest nieuczciwe nawet z czysto ludzkiego punktu widzenia. Nie waham się użyć tego stwierdzenia, że Rada Nadzorcza JSW zniszczyła człowieka i jego karierę.

              Dziękuję za rozmowę.             

 

Mariusz Kamieniecki