Polacy tego nie kupią
Poniedziałek, 10 czerwca 2019 (16:43)Ze Stanisławem Ożogiem, posłem zakończonej kadencji Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, przez wiele lat samorządowcem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Za nami 30. rocznica pierwszych, częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 roku. Jak skomentuje Pan fakt, że w uroczystościach organizowanych przez władze Gdańska razem świętowali dawni PRL-owscy notable?
– Stała się rzecz nieprawdopodobna, mianowicie w Gdańsku z częścią dawnej opozycji obalenie komunizmu świętowały komuchy. Ale to nie koniec absurdów i prób zakłamywania historii, bo niedaleko – za Odrą – Niemcy świętowali obalenie mitycznego nazizmu. Komentarz może być tylko jeden: „dziwny jest ten świat”, jak śpiewał Czesław Niemen.
Jak odebrał Pan pomysł zmiany ustroju Polski, bo chyba tak należy nazwać projekt otoczenia Tuska wyrażony w „21 tezach samorządowych”?
– Dla mnie takie projekty są jednym wielkim nieporozumieniem, to potężne zagrożenie dla ładu publicznego w naszym kraju, zagrożenie ustrojowe. To rozpaczliwy akt, który jako inspirację czy pomysł trzeba przypisać człowiekowi, który jeszcze niedawno próbował i marzył, aby na „białym koniu” powrócić do Polski i na nowo zaistnieć w krajowej polityce.
Tyle tylko, że z owego białego konia została sucha szkapa, a z projektu Tuska nici. Tak czy inaczej, te 21 tez ogłoszonych w Gdańsku przez grupę ludzi, którzy w ostatnich latach przegrali niemal wszystko, to akt rozpaczy i jeszcze jedna próba zaistnienia w jesiennych wyborach parlamentarnych i uzyskania przewagi chociażby w Senacie.
Z czym faktycznie mamy do czynienia?
– Mamy do czynienia z kuszeniem samorządów i samorządowców, kwestionowaniem samorządowego, publicznego, administracyjnego ładu i praworządności w Polsce. Próbuje się oszukać samorządy i kłamliwymi metodami uwiarygadniać swoje kłamstwa, forsując tezę, jakoby Prawo i Sprawiedliwość dokonywało zamachu na samorządy i samorządność w Polsce.
Mówi się o rzekomym ograniczaniu środków finansowych i nakładaniu na samorządy dodatkowych zadań, co absolutnie nie jest prawdą. Wystarczy sprawdzić, ile pieniędzy dodatkowo samorządy otrzymały w okresie ostatnich czterech lat z wpływu do budżetu państwa podatku od osób fizycznych PIT czy też z podatku CIT. Przypominam sobie akcję, kampanię samorządową za czasów rządów Platformy i PSL, w której też w pewnym sensie współuczestniczyłem czy też której kibicowałem, mianowicie „Stawka większa niż 8 miliardów” z 2012 roku.
Przypomnę, że chodziło o inicjatywę samorządową – ustawodawczą zmierzającą w kierunku zmiany ustawy o dochodach Jednostek Samorządu Terytorialnego. Z wyliczeń samorządów wychodziło, że gdyby te osiem miliardów złotych, które samorządy tracą każdego roku na skutek nieprzemyślanych zmian legislacyjnych, wpłynęło do samorządów, to mogłyby one normalnie funkcjonować. Dzisiaj jest inaczej, bo na przestrzeni ostatnich trzech i pół roku do kas samorządów rocznie wpłynęło dodatkowo nie osiem, ale 50 miliardów złotych.
Jeśli samorządy otrzymywały nowe zadania, to w przeciwieństwie do niesławnych ośmiu lat rządów Platformy samorządy otrzymywały w pełni środki finansowe na zabezpieczenie realizacji tych nowych zadań oraz na wyposażenie miejsc pracy, w tym na nowy sprzęt. Żeby nie być gołosłownym – jeśli chodzi o program „500+”, to całość samorządowych dodatkowych nakładów związanych z obsługą została pokryta z budżetu państwa, do tego stopnia, że nie tylko wyposażono miejsca pracy, ale samorządy w pewnym sensie mogły na tym również zarobić, otrzymując dodatkowe środki. Podobnie finansowo – zgodnie z zapisem konstytucyjnym – były zabezpieczane wcześniejsze czy następne zadania złożone na samorządy.
Ten porządek zdaje się zburzyć 21 tez, pod którymi podpisali się włodarze największych miast związanych z Platformą. Jak na ten pomysł patrzy były samorządowiec?
– 21 tez, jakie pojawiły się ostatnio w Gdańsku, ma nawiązywać do historycznych 21 postulatów z Sierpnia 1980 roku. Tyle że to nic innego jak próba oszukania samorządów i oszukania społeczeństwa, a wszystko po to, żeby jeszcze, choć na chwilę zaistnieć.
Tylko czy samorządy, którym – jak Pan zauważył – w minionych niespełna czterech latach nie działo się źle, to kupią?
– Samorządy tego nie kupią. Nie to, że przypuszczam, domyślam się, ale jestem pewny, że zdecydowana większość polskich samorządów i samorządowców nie da się nabrać na te zaklęcia. Opieram swoje zdanie na zachowaniu samorządów i samorządowców podczas ostatniej kampanii wyborczej i wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego, gdzie zdecydowana większość samorządów lokalnych poparła Zjednoczoną Prawicę. Za skandaliczną uważam wypowiedź Bronisława Komorowskiego, który powiedział, że Prawo i Sprawiedliwość wygrało w tych okręgach wyborczych, gdzie ludzie nie płacą podatków.
Również mowa o biednych, zacofanych osobach – Polakach na wschód od Wisły, że to oni głosowali za PiS, to jest kolejne kłamstwo i obrażanie – dzielenie Polski i Polaków. Proszę tylko spojrzeć na rankingi zdawalności matur, które dużo wyżej stawiają właśnie te regiony, gdzie wygrało PiS, niż te na zachód od Wisły. Natomiast żeby być obiektywnym, to muszę powiedzieć, że jednak jest taka grupa, wśród której zdecydowanie wygrała Koalicja Europejska, mianowicie więźniowie.
To fakt – w zakładach karnych wygrała Platforma. Wygląda na to, że skazani to jedna z niewielu grup, która kupiła wszystkie nieprawdy całego konglomeratu skupionego wokół Platformy. Natomiast na blisko dwa i pół tysiąca gmin w Polsce ponad dwa tysiące poparło Prawo i Sprawiedliwość. To pokazuje, że samorządy nie kupią kolejnego kłamstwa Platformy.
To czego Platforma chce szukać na wsi? Sławomir Neumann zapowiedział, że politycy tej formacji w ramach kampanii do parlamentu wybierają się właśnie na wieś. Po co?…
– Platforma nie ma czego szukać na polskiej wsi. Co ci politycy przez osiem lat rządów w koalicji z PSL – partią rzekomo chłopską – zrobili dla rozwoju polskiej wsi i poprawy życia rolników?… Nic! PSL na polskiej wsi w zasadzie już nie istnieje, bo mieszkańcy stracili zaufanie do swoich dawnych reprezentantów. Platforma – jeśli spojrzeć na wyniki wyborów na wsi i w małych miasteczkach – też nie zanotowała rewelacyjnego wyniku.
Teraz widać, że ktoś wpadł na pomysł, żeby jeszcze raz spróbować na wsi, dlatego będą próbowali pokazać, że coś robią, żeby zaistnieć, ale ten numer nie przejdzie. Hipokryzja ma krótkie nogi. Przypomnę tylko „płomienne” przemówienie Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim, które miało się przyczynić do wzrostu notowań Koalicji Europejskiej, a de facto było pierwszym czynnikiem, który przyczynił się do jeszcze słabszego wyniku tej formacji w ostatnich wyborach. Wówczas wystąpienie szefa Rady Europejskiej poprzedziło skandaliczne, antychrześcijańskie wystąpienie naczelnego „Liberte”, którego nazwiska nie wspomnę, a przy okazji mogliśmy zaobserwować, że szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz bił brawo. Brawo człowiekowi, który jawnie uderzał w Kościół i duchowieństwo, bił polityk, który mówi, że jest reprezentantem polskiej wsi. Takie numery nie przejdą, polska wieś zakorzeniona w tradycji chrześcijańskiej nie da się zmanipulować. Dlatego próżne są pomysły liderów Platformy i towarzyszących jej formacji.
Jest też pomysł, żeby Senat RP stał się izbą samorządową. Co sądzi Pan o pomyśle łączenia funkcji samorządowca z senatorem?
– W tym politycy Platformy upatrują swoją szansę i chcą przejąć Senat RP. Stąd też wspomniane wcześniej 21 postulatów dotyczących m.in. uzyskania pełnego prawa samorządów do samodzielnego decydowania o prawach lokalnych, zniesienie kadencyjności oraz likwidacja urzędu wojewody. Stąd też umizgi do samorządowców, zapowiedzi pielgrzymek po kraju, a także wolty prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, która jako samorządowiec ma inne zadania, tymczasem angażuje się w krajową politykę i chce zaistnieć na ogólnopolskiej scenie.
To, co obserwujemy, to zaprzeczenie samorządności. To, co zaczyna się dziać nie tylko w Gdańsku, ale też w niektórych innych dużych samorządach, jest przerażające. Pomysł przejęcia Senatu poprzez uczynienie z niego izby samorządowej jest niedorzeczny. Jest Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego, której przez dwie kadencje byłem członkiem, w której skład wchodzi 12 przedstawicieli strony rządowej i 12 samorządowców. Komisja umocowana ustawowo ma bardzo duże kompetencje i wspólnie analizuje projekty dokumentów prawnych – w formie rozporządzeń czy ustaw, które mogą rodzić skutki, nie tylko finansowe, w funkcjonowaniu samorządów, ale czemu miałby służyć pomysł, żeby Senat RP stał się izbą samorządową?… Czy miałoby to być powielenie wspomnianej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego?… Przecież to jedno wielkie nieporozumienie. Nie da się połączyć funkcji samorządowca z senatorem, tak jak nie da się połączyć funkcji posła z samorządowcem. To już było przerabiane, ale zostało wyeliminowane, tych funkcji nie da się połączyć.
Jak skomentuje Pan połączenie w jeden klub parlamentarny Platformy i Nowoczesnej?
– Eksperyment Ryszarda Petru, kontynuowany przez Katarzynę Lubnauer, Joannę Scheuring-Wielgus czy Kamilę Gasiuk-Pihowicz i innych, nie mógł się powieść dlatego, że ci ludzie nie mieli programu, a łączyło ich jedno – zresztą podobnie jak Platformę – mianowicie wrogość wobec PiS, a tak naprawdę wrogość do ładu prawnego, jaki Polsce przywraca najpierw rząd Beaty Szydło, a teraz Mateusza Morawieckiego. Jaki to przyniosło efekt, jeśli chodzi o Koalicję Europejską i jej wynik w niedawnych wyborach do Parlamentu Europejskiego, to wszyscy wiemy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki