Nie ma problemów kadrowych
Sobota, 1 czerwca 2019 (17:31)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wielu ministrów rządu premiera Mateusza Morawieckiego uzyskało mandaty do Parlamentu Europejskiego. Czy PiS ma odpowiednią kadrę, żeby zastąpić tych, którzy udają się do Brukseli?
– Nie obawiałbym się o to, że wynikną jakieś kadrowe problemy tylko dlatego, że część ministrów czy wiceministrów rządu po uzyskaniu mandatu europosła uda się do Brukseli. Polityków przygotowanych do pełnienia najwyższych funkcji państwowych w Prawie i Sprawiedliwości jest wielu, ich ławka jest długa. Chociażby w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej funkcję wiceministra pełni Stanisław Szwed – wielki autorytet, związkowiec i ekspert w zakresie spraw pracowniczych i socjalnych, który z powodzeniem mógłby zastąpić minister Elżbietę Rafalską, a więc nie powinno tu być żadnych obaw. Podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o kierowany przez ministra Joachima Brudzińskiego resort spraw wewnętrznych i administracji, gdzie poszczególne departamenty są kierowane przez znakomitych fachowców z wiceministrem Jarosławem Zielińskim na czele. Resort pracuje i nie ma zagrożeń co do jego funkcjonowania. Podobnie jest w przypadku resortu edukacji, którego dotychczasowa szefowa, minister Anna Zalewska, uzyskała mandat europosła. Jest też kwestia wiceministra Patryka Jakiego – szefa Komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w Warszawie; tutaj mówi się o Sebastianie Kalecie, który jest dobrze przygotowany, aby go zastąpić. I na tym polega siła PiS, które jest dużą partią, z dużą liczbą młodych, ale doświadczonych polityków, więc spodziewana rekonstrukcja – na kilka miesięcy, bo tyle pozostało do końca kadencji Sejmu, w ogóle nie wpłynie na zawirowania w poszczególnych resortach. Myślę, że rząd będzie funkcjonował tak dobrze jak do tej pory.
Kiedy możemy się spodziewać ogłoszenia decyzji?
– Premier Mateusz Morawiecki spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą, a więc decyzji można się spodziewać na dniach. Przypomnę, że z chwilą ogłoszenia wyników wyborów zostały wygaszone mandaty poselskie i polscy parlamentarzyści, którzy uzyskali mandaty w Parlamencie Europejskim, w ciągu dwóch tygodni muszą się zrzec dotychczasowych funkcji.
O co będą walczyć europosłowie PiS w Europarlamencie? Jakie wyzwania przed nimi stoją?
– W pierwszym rzędzie europosłowie będą zabiegali o to, aby w nowym budżecie, w nowym rozdaniu funduszy unijnych Polska była traktowana na równi z innymi państwami członkowskimi, nie gorzej jak w poprzedniej perspektywie. Europosłowie będą też realizować Deklarację Europejską PiS zawierającą się w 12 punktach, którą ogłosiliśmy na początku kampanii, podczas konwencji wyborczej w Jasionce koło Rzeszowa. Obok dobrego budżetu dla Polski chodzi też m.in. o działania na rzecz powrotu Unii Europejskiej do tradycyjnych wartości i poszanowania wartości chrześcijańskich, z których wyrastamy, o obronę praw rodziców do wychowania dzieci. Będziemy też działać w obronie interesów polskich rolników. Ponadto nasi przedstawiciele będą dbać o zrównoważony rozwój jako podstawy silnej Unii, będą też bronić równego traktowania polskich firm na europejskim rynku, skutecznie zabiegać o bezpieczeństwo i ochronę zewnętrznych granic Unii przed masową imigracją. Stop nielegalnej imigracji – nasi przedstawiciele będą namawiali, aby wymagającym wsparcia pomagać w miejscach ich pochodzenia. Polska nie może być w jakiejkolwiek dziedzinie dyskryminowana i traktowana w sposób nierówny, gorzej niż państwa tzw. starej Unii, dlatego w Brukseli będziemy dbać o polskie interesy. Dziedzin i pól do działania dla naszych eurodeputowanych – jak widać – jest sporo i nasi przedstawiciele będą realizować ten program.
Jak wynik wyborów w Polsce może i powinien być odczytany w Brukseli i innych stolicach europejskich?
– Przede wszystkim wysoka frekwencja w eurowyborach w Polsce: 45,68 proc., jest sygnałem dla Europy, że Polacy są za naszym członkostwem w Unii Europejskiej, że PiS – wbrew kłamliwej narracji totalnej opozycji – jest formacją proeuropejską. Zresztą potwierdził to szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, podkreślając, że polexit nie wchodzi w grę. To pokazuje, że zarzuty wobec PiS-u całkowicie się skompromitowały, a osiągnięty przez PiS wynik 45,38 proc. świadczy, że haniebna próba dzielenia Polski przez przedstawicieli totalnej opozycji i osoby, które stoją za tą formacją, się nie powiodły. Wyraźne zwycięstwo PiS jest zatem, a przynajmniej powinno być, wskazówką dla elit europejskich, że nasza formacja ma po pierwsze mandat do sprawowania władzy w Polsce, ale też jest oczekiwanie ze strony Polski i Polaków, którzy oddali głos za dobrą zmianą, aby te wartości, którym jesteśmy wierni, były respektowane w Europie.
Czy i jaki możemy mieć wpływ na formowanie większości w Parlamencie Europejskim?
Wiodące – dotychczas – formacje w wielu państwach członkowskich przegrały i to, że dzisiaj Europejska Partia Ludowa (EPL), największa w zakończonej kadencji siła w Parlamencie Europejskim, ma wprawdzie wciąż największą liczbę mandatów i to na niej spoczywa obowiązek prowadzenia rozmów, szukania dobrych kompromisów i stworzenia większości parlamentarnej, to jednak samodzielnej większości już nie posiada. Mam nadzieję, że nasza grupa parlamentarna Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR) i europosłowie PiS z 27 mandatami – z uwagi na mandat społeczny, jaki uzyskali w Polsce – będą stanowić ważną grupę parlamentarną w Brukseli, z którą EPL powinna rozmawiać. Oczywiście, byłoby najlepiej, gdyby udało się doprowadzić do ścisłej parlamentarnej współpracy z większością w Europarlamencie, bo to gwarantowałoby, że nasze wewnętrzne sprawy nie będą na cenzurowanym w Unii Europejskiej, jak to było dotychczas. Tak czy inaczej należy poczekać na efekty rozmów, które dopiero się rozpoczynają. Premier Mateusz Morawiecki na szczycie w Brukseli z innymi szefami unijnych państw rozmawia o kształcie Komisji Europejskiej, ale myślę, że nasi liderzy w najbliższym czasie będą też rozmawiać z liderami innych ugrupowań, które weszły do Parlamentu Europejskiego, na temat możliwości stworzenia większości. Trudno mi powiedzieć, jakie ostatecznie decyzje zapadną – czy dalej zostaniemy z EKR w miękkiej opozycji, czy może uda się stworzyć wraz z innymi ugrupowaniami, które wchodzą w skład EPL, jakąś większościową koalicję.
Rozpoczyna się batalia o najważniejsze unijne stanowiska. Jakie szanse w tej układance mają kandydaci PiS? Na giełdzie pojawiają się m.in. nazwiska Beaty Szydło oraz Tomasza Poręby…
– Wszystko zależy od rozmów nie tylko na poziomie szefów rządów, ale również wewnątrz Parlamentu Europejskiego na temat kształtu koalicji większościowej. Wydaje się, że znakomity wynik PiS, które uzyskało ponad 45 procent poparcia – co oznacza, że blisko połowa głosujących zaufała naszej formacji politycznej – musi być zauważony przez europejskie elity, więc dla dobra relacji Polska–Unia Europejska byłoby wskazane, gdyby to zostało docenione również poprzez powierzenie politykom PiS istotnych funkcji w instytucjach europejskich. Mając swoje uzasadnione ambicje, bądźmy też realistami, bo o ile funkcje komisarzy unijnych są jak najbardziej realne do zdobycia dla Polski, choć mogą być też uzależnione od deklaracji z naszej strony co do współpracy z EPL, ale trzeba jednak poczekać na efekty negocjacji, to jeśli chodzi premier Beatę Szydło, to myślę, że funkcja – przynajmniej wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego – powinna być zagwarantowana. Natomiast mandat i znakomity rezultat byłej polskiej premier, która uzyskała poparcie przekraczające pół miliona głosów Polaków, to też jest istotny argument za tym, żeby takiego lidera docenić także w Europie.