• Piątek, 29 maja 2026

    imieniny: Magdaleny, Maksymina

Każde wybory są ważne

Niedziela, 7 kwietnia 2019 (21:29)

Z posłem Andrzejem Maciejewskim, (Kukiz’15), przewodniczącym Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy PiS jest partią polskiej wsi, jak wczoraj w Kadzidle k. Ostrołęki przekonywał prezes Jarosław Kaczyński, a PSL – tylko udawaną partią polskiej wsi?

– Mamy rok podwójnych wyborów, a więc rok podwójnego szczęścia, czyli rozdawania każdemu – przynajmniej w formie obietnic, aby ludzie byli zadowoleni i pamiętali o nas przy urnach wyborczych. Każdy rasowy polityk, niezależnie od barw partyjnych, jeśli spotka się z robotnikami, to będzie się starał udowodnić, że dziadek był robotnikiem, pracował w fabryce i był przodownikiem pracy, kiedy się spotka z rolnikami to będzie udowadniał, że każde wakacje spędzał na wsi i kocha zapach koszonej trawy, a żniwa to był najpiękniejszy okres w jego życiu, bo wtedy poznał swoją przyszłą żonę. Kiedy się spotka z nauczycielami to powie, że do dziś ma kontakt i dobre relacje ze swoją nauczycielką i problemy tego środowiska leżą mu szczególnie na sercu. Innymi słowy, polityk to takie „zwierzę”, które w każdym kręgu społecznym, w jakim się znajdzie, będzie mówić o nim w samych superlatywach. Jak dotąd mamy okres kampanii i na dzisiaj kalkulacje i działania polityków są bardzo wyrafinowane, ale warto patrzeć na szczerość intencji i na to, co politycy robią między wyborami, a nie tylko w momencie kampanii, która determinuje ich działania. I to jest dla mnie najważniejszy wyznacznik, formuła, i jeśli tego nie ma to wszystko pozostałe staje się tylko hasłem wyborczym i sloganem, który pojawia się przed wyborami, żeby każda grupa społeczna o danej partii pamiętała, wrzucając kartę do urn wyborczych.      

Czy jednak prezes PiS Jarosław Kaczyński nie ma racji, krytykując PSL, bo co ta partia faktycznie zrobiła dla polskiej wsi przez osiem lat współrządzenia z Platformą?

– Dzisiejsza polska wieś, w odróżnieniu od tej z lat 70., 80. czy nawet lat 90., to zupełnie inna wieś. Wprawdzie mamy jeszcze w Polsce tereny, gdzie funkcjonują gospodarstwa tradycyjne, rodzinne, ale w wielu przypadkach jest to już wieś o gospodarce przemysłowej. Jako poseł najwięcej skarg mam na przedsiębiorstwa producenckie, które na wsi tworzą fermy wielkoprzemysłowe. I to nie ma już nic wspólnego z tradycyjną polską wsią, natomiast jest to ogromna uciążliwość dla wsi i jej mieszkańców. I dzisiaj, kiedy mówimy o fermach drobiu, trzody chlewnej itd., to mamy na myśli nie chów kilku sztuk tuczników, ale tysięcy – w dużej mierze – sztucznie tuczonych zwierząt. A zatem, mówiąc o dzisiejszej wsi, mówimy o kompletnie różnej od tradycyjnej, dawnej rzeczywistości i niestety tradycyjna polska wieś, jaką pamiętamy z dzieciństwa, często jest marginalizowana i odchodzi do przeszłości.

Można zatem powiedzieć, że wieś poszła do przodu a PSL zostało w tyle?

– Ogólnie na polskiej wsi bardzo dużo się zmieniło. Dzisiaj mamy rolnika jakże innego od tego sprzed kilkudziesięciu lat, rolnika, który obecnie dysponuje bardzo dobrym sprzętem, który może korzystać z różnego rodzaju dopłat, wsparcia itd., ale tak czy inaczej ten rolnik był, jest i zawsze będzie zakładnikiem pogody, a rolnictwo jest zagrożone klęskami żywiołowymi. Skądinąd są to naturalne czynniki determinujące pracę rolnika na wsi. Natomiast jeśli chodzi o partie, to bardzo długo w przestrzeni publicznej funkcjonował obraz PSL-u jako partii wsi. Bez owijania w bawełnę powiem, że nie wierzę w rolników warszawskich, dla których ziemia kojarzy się z tą w doniczce z kwiatami, tak samo jak nie wierzę w polityka, który mówi, że jego ugrupowanie to partia wsi, który tak naprawdę dnia nie spędził na wsi, pracując w polu, czy karmiąc zwierzęta hodowlane. To pokazuje też, że dzisiaj – tak naprawdę – nie mamy klasycznych partii lewicowych czy prawicowych, za to mamy partie pilnujące słupków poparcia i to niestety jest obecnie kwintesencją polityki. Proszę mi dzisiaj na polskiej scenie politycznej pokazać klasyczną partię lewicową…

A SLD...?

– Gdyby taka autentyczna lewicowa partia była w Polsce, to nigdy nie weszłaby w szeregi Koalicji Europejskiej. Natomiast SLD z korzeniami PZPR-owskimi idzie dzisiaj pod rękę z tymi, którzy siedzieli po drugiej stronie Okrągłego Stołu jako przedstawiciele „Solidarności”. Widać, że te granice tak naprawdę się pozacierały, dlatego dyskusja o tym, która partia jest prawicowa, lewicowa, chadecka, która partia jest ludową, jest rozmową czysto teoretyczną. Z całym szacunkiem do Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale lekarz, który mówi, że jest liderem partii chłopskiej, nie brzmi autentycznie. Dla mnie autentyczny w tym względzie był Wincenty Witos, który był chłopem z krwi i kości, ale nie Władysław Kosiniak-Kamysz. Podobnie jest z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który z mównicy, głosząc, że PiS jest partią chłopską, wygląda tak samo karykaturalnie jak lekarz rządzący partią ludową.                

Jaki program, jakie propozycje względem polskiej wsi ma Kukiz'15?

– W Sejmie w swoich szeregach mamy ważną osobę posła Jarosława Sachajko, przewodniczącego Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, który jest doktorem nauk rolniczych w zakresie agronomii, jest także Norbert Kaczmarczyk – rolnik, który posiada rodzinne gospodarstwo rolne i zna się na swojej pracy. Dla rolników, dla polskiej wsi mamy bardzo konkretne propozycje. Po pierwsze, mówimy o tym, że rolnik powinien mieć prawo zbywania swoich produktów, a konsumenci prawo do nabywania tych dóbr natury bez pośredników, a więc w sposób uproszczony przy minimalnych kosztach, dlatego mówimy tu o zerowej stawce VAT na żywność nieprzetworzoną. Chodzi o to, żeby promować polską zdrową żywność, polską produkcję rolną, dlatego mówimy o skróconej drodze do konsumenta. Należy unikać wszelkich pośredników, bo często jest tak, że za jabłka płacimy sadownikom grosze, a za te same jabłka w sklepie jako konsumenci płacimy krocie i o dziwo jesteśmy zadowoleni. Sadownik – producent otrzymuje za wspomniane jabłka grosze, a następnie zwraca się do ministra, oczekując dopłat czy wsparcia, które zrekompensowałoby mu straty dla nieopłacalnej produkcji, która może być opłacalna. Dlatego w naszym programie rolnym mówimy o prawdziwej polskiej wsi i o obronie rynku polskiego. Musimy pilnować naszej rodzimej produkcji i oczekiwałbym, aby procent polskich, tradycyjnych wyrobów pochodzących od naszych rolników – na półkach wielkich sieci handlowych – był wyższy niż obecnie. Jeśli nie tylko mówimy, ale rzeczywiście pilnujemy patriotyzmu lokalnego i rolniczego, to konsekwencją musi być zobowiązanie, aby większy procent polskich produktów był obecny w ofercie sieci zagranicznych funkcjonujących na naszym rynku.

Dlaczego do tej pory nie udało się tego zrobić, dlaczego tak trudno nam zadbać o swoje?

– To efekt niemocy urzędniczej, braku konsekwencji nas wszystkich, począwszy od zwykłych ludzi, po polityków, ale jeśli się chce, to można. Podam przykład z Sejmu, mianowicie jeden z naszych posłów – wspomniany już Norbert Kaczmarczyk – był tym, który wymusił na marszałku Sejmu, aby w polskim parlamencie, polscy posłowie spożywali polskie, a nie zagraniczne, duńskie czy dajmy na to holenderskie, masło. Nasz klubowy kolega sprawdził, że masło jakie posłowie spożywają w Sejmie to nie jest polski wyrób mleczarski i od tej pory jest pilnowane, żeby to były nasze rodzime wyroby. To przykład, że jak się chce to można.

PiS apeluje do rolników, aby 26 maja poszli do urn. Jak przekonać Polaków – także mieszkańców wsi, że są to ważne wybory?

– Polska wieś jest świadoma, że każde wybory są ważne i myślę, że do udziału w wyborach nie trzeba ich będzie specjalnie zachęcać. Dzisiejsza polska wieś jest niejako częścią czy przedmieściem miast czy większych ośrodków. To sprawia, że środowisko to jest mocno wymieszane, co więcej nie jest to środowisko spójne z jakąkolwiek partią, dlatego wszyscy zabiegają o głosy ludzi wsi. Dzisiejszy rolnik tak samo wysyła dzieci do szkoły, podobnie jak mieszkaniec miasta korzysta ze wszystkich dobrodziejstw – zdobyczy współczesności i w tej sytuacji trudno jest stworzyć program skierowany typowo do tej społecznej grupy. Cała instytucja wspierania rolników, jeśli chodzi o doradztwo czy środki unijne, dopłaty itd., jest rozwinięta i politycy muszą pilnować, aby rolników na tym gruncie wspierać – nie tylko od święta, czyli przy okazji zbliżających się wyborów, ale na co dzień. Jednocześnie – jak wspomniałem – należy pilnować, aby stale zwiększać udział polskich produktów w sieciach sklepów wielkopowierzchniowych, aby na pułkach były produkty polskich, a nie zachodnich rolników. To jest najlepsza rekomendacja.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki