• Piątek, 29 maja 2026

    imieniny: Magdaleny, Maksymina

Nic dobrze opakowane

Sobota, 6 kwietnia 2019 (20:19)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Koalicja Europejska wreszcie odkryła karty: była konwencja, jest „program”, ale…?

– Rzeczywiście, były szumne zapowiedzi, ale efekt jest mizerny. Jednak trudno się temu dziwić, skoro w jeden konglomerat tak szeroko łączy się różne formacje o sprzecznych programach, czy też często wykluczających się założeniach ideowych – mam tu na myśli PSL czy Zielonych. Skoro tak, to deklaracja programowa tak różnych bytów politycznych siłą rzeczy musi zostać stworzona na takim poziomie ogólności, żeby wszyscy mogli się pod nią podpisać. 

Co zatem jednoczy tak różne od siebie formacje?

– Wspólnym mianownikiem jest niechęć, czy wręcz wrogość wobec PiS. 

Czy te 10 punktów o wszystkim i o niczym można nazwać programem?

– Te 10 punktów, haseł, jak chociażby: fundusze europejskie dla obywateli i samorządów, Unia zdrowego i dłuższego życia, Unia czystego powietrza i taniej energii czy Unia Europejska dla młodych – to wszystko trudno nazwać założeniami. Owszem, można to nazwać manifestacją programową, ale na pewno nie programem w sensie ścisłym. Przyglądając się tym hasłom, nie bardzo wiem, co można by tutaj realizować w praktyce. Przecież te deklaracje absolutnie nie odnoszą się do problemów, przed którymi stoi Polska. Nasz kraj stoi obecnie przed walką o większy budżet unijny, ale w znaczeniu różnych relacji suwerennościowych stoimy wobec zakusów Brukseli, która chce uzurpować sobie kompetencje właściwe dla superpaństwa europejskiego. Stoimy zatem przed całym szeregiem różnych kwestii, także wobec wojny ideologicznej promowanej przez Brukselę. Oczywiście, Koalicja Europejska musiała coś zaproponować, bo jak tu iść do wyborów bez programu... Ale czy to, co przedstawiono, jest programem? W to wątpię.

Co zwykłemu Polakowi mówi hasło Koalicji Wyborczej „Przyszłość Polski. Wielki Wybór”?

– To brzmi mniej więcej tak samo, jak hasła Aleksandra Kwaśniewskiego: „Dom wszystkich Polska” czy „Wspólna Polska”, czyli hasła polityki PO-Nowoczesnej lub „Wiosny” Roberta Biedronia „Europa dla ciebie”. Chodzi o to, żeby stworzyć emocjonalną otoczkę, wizję nowej, lepszej przyszłości, ale to wszystko już było.

W wielu krajach zachodnich partie beztreściowe, bezideowe jako produkt wizerunkowy – owszem, znajdują swoich zwolenników. I to zasadniczo jest programem Koalicji Europejskiej – czyli wizerunek uśmiechniętych antypisowców, począwszy od ludowców po zielonych, od chadeków, czy bardziej pseudochadeków, po skrajnych rewolucjonistów neomarksistowskich.        

Do kogo adresowany jest ten projekt? 

– Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak-Kamysz myślą, że sprzedaje się opakowanie, że bardziej interesuje ono potencjalnego klienta niż zawartość. Dlatego cały wysiłek idzie w kierunku przygotowania ładnego opakowania, a że zawartość jest sumą sprzeczności, czyli realnie nic tam nie ma, to jest dla nich mniej istotne. Dla polityków Koalicji Europejskiej cały ten projekt sprzeczności jest eksperymentem, jak sprzedać nic dobrze opakowane. Tak naprawdę nie wiemy, do jakiego stopnia Polacy są społeczeństwem sformatowanym przez nową lewicę czy nowe techniki propagandowe, ale to okaże się dopiero w trakcie majowych wyborów.

Sondaże wykazują spore poparcie dla Koalicji Europejskiej. Czym kierują się Polacy w swoich preferencjach wyborczych?  

– Cały czas mamy do czynienia z konfliktem obozu patriotycznego – mam tu na myśli nie tylko PiS, który przyszłość postrzega w wartościach, a naród traktuje jako podmiot – z obozem kosmopolitycznym. I to dotyczy z jednej strony elity, a z drugiej strony społeczeństwa, które za czasów PRL w pewnej masie należało PZPR, a zatem w sposób konformistyczny się ustawiało w relacji do podstaw tamtego ustroju. To społeczeństwo jest formatowane przez 30 lat przez dominujące media lewicowo-liberalne i nie chodzi tu tylko o programy informacyjne, ale o różnego rodzaju seriale czy programy, w których promuje się homoseksualizm jako lokowanie produktu, które formatują pewien sposób – bardzo płytki – rozumienia i postrzegania świata. I w takim śmiertelnym boju – śmiertelnym w znaczeniu kulturowym – to wszystko się ściera; trwa walka o to, czy ta wspólnota przetrwa. Kiedyś Rafał Ziemkiewicz dzielił te grupy na Polaków i polactwo – pewien rodzaj popańszczyźnianych chłopów, czyli popeerelowskich zakompleksionych sierot, które szukają swojej przyszłości i zachowują się w sposób adekwatny do kompleksów, czyli są proeuropejscy, bo to ma ich nobilitować. Tego natomiast, że Europa zmierza ku katastrofie kulturowej, te środowiska nie rozumieją, co więcej – one nie chcą tego zrozumieć. To pokazuje, że mamy do czynienia z potężnym konfliktem i jego wynik – nie tylko wyborczy, bo wybory przejdą, ale ich wynik pozostanie w przestrzeni życia społecznego i będzie stanowił o tym, czy Polska przetrwa, czy jej nie będzie.

Gdzie się podziała racjonalność? Dlaczego nie wszyscy dostrzegają ten problem i takie zagrożenia?           

– Rewolucja kulturowa jest jednym wielkim odejściem od racjonalności, od rozumu, czyli od prawdy. To radykalna ucieczka od racjonalności i walka z rozumem. Widać to w wielu krajach przy okazji zamykania ludzi za krytykę homoseksualizmu. To pokazuje, ile prawdy jest w tych przestrzeniach, i ilustruje rzeczywistość, którą zwiemy współczesną rewolucją kulturową. Ona dotyka przede wszystkim sfery poznania, czyli nauki, sfery działania, czyli moralności, i oczywiście tworzenia, czyli sztuki. Najbardziej ten trend można dostrzec w sztukach artystycznych.     

Faktycznie, ta racjonalność mocno kuleje, skoro Władysław Kosiniak-Kamysz uważa, że Koalicja Europejska to największy projekt zjednoczeniowy po 1989 roku…

– W kontekście zsumowania elit czy grup pookrągłostołowych to rzeczywiście Koalicję Europejską można nazwać jednym z największych projektów zjednoczeniowych po 1989 roku. Do tej pory tym grupom bardziej opłacało się występować pod różnymi szyldami i ewentualnie łączyć się po wyborach. Natomiast dzisiaj, ponieważ w Polsce rządzi PiS i jest strach, że będzie rządził dłużej, to wspomniane pookrągłostołowe grupy porzuciły hipokryzję i już bez zasłony pokazują swoje oblicze, to, co ich łączy, czyli wrogość wobec PiS. Dlatego w jednym projekcie mamy SLD z rzekomo posolidarnościową Platformą.

Jak długo będziemy jeszcze wracać do układu pookrągłostołowego zamiast budować to, co powinniśmy zrobić w 1989 roku?     

– W tej chwili jesteśmy już w kolejnym etapie, bo choć ten dawny postkomunistyczny układ jeszcze ciąży, to teraz wpisał się on w obóz całej tej rewolucji kulturowej i są to problemy dużo poważniejsze, bo będą one stanowić o tym, czy jako wspólnota przetrwamy. Oczywiście, o tym dawnym układzie, który wpisuje się w rytm obecnej polityki, będziemy jeszcze trochę mówić, bo to jest „grzech pierworodny” popełniony przez tzw. grubą kreskę Mazowieckiego, ale z czasem – ze względu na wiek – odejdą ci politycy, którzy byli przy okrągłym stole, natomiast ich ideowe, polityczne dzieci z całym tym testamentem czy garbem będą nadal funkcjonować. To pokazuje, że ten cały proces nie skończy się tak szybko, jak mogłoby się wydawać.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki