• Piątek, 29 maja 2026

    imieniny: Magdaleny, Maksymina

Wybór zgodny z Konstytucją

Piątek, 29 marca 2019 (22:35)

Z Markiem Astem, posłem PiS, przewodniczącym Sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że wybór sędziów KRS przez Sejm był zgodny z Konstytucją, ale są tacy, którzy przekonują, że mamy tu konflikt między polskim a unijnym prawem. 

– Trzeba mieć dużo złej woli, żeby z uporem maniaka twierdzić, że przepisy ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa w jakikolwiek sposób są niezgodne z Konstytucją RP. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego tę sprawę jednoznacznie przesądza. Jako PiS od samego początku staliśmy na stanowisku, że ten sposób wyboru sędziów do KRS jest absolutnie zgodny z Konstytucją RP. Nie ma też żadnego przepisu w ustawie zasadniczej, który wskazywałby na sposób przeprowadzania procedury wyboru sędziów do KRS, czyli ten sposób, który został przyjęty w ustawie jest sprawiedliwy, a przede wszystkim jest zgodny z naszą Konstytucją.

Temat reform polskiego sądownictwa cały czas jest obecny na forum Unii Europejskiej…

– Dla opozycji czy dla „nadzwyczajnej kasty” to nie jest w smak, dlatego liczą jeszcze na korzystne dla siebie rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Tylko że TSUE nie jest od tego, żeby oceniać zgodność polskich ustaw z polską Konstytucją. Tym bardziej nie oczekuję żadnego innego rozstrzygnięcia jak to, że TSUE albo uzna, że nie jest właściwym organem do rozstrzygania tej sprawy, albo z innych względów – po prostu – umorzy to postępowanie. W każdym razie w tym przypadku nie ma jakiejkolwiek sprzeczności z prawem unijnym. A zatem to, z czym mamy do czynienia, jest chwytaniem się ostatniej deski ratunku przez tych, którzy kwestionują reformę wymiaru sprawiedliwości. Sądzę jednak, że to są już ostatnie podrygi i próba storpedowania słusznych, zgodnych z prawem i oczekiwanych społecznie reform w polskim wymiarze sprawiedliwości.   

W maju, tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, poznamy pierwsze stanowisko rzecznika TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych części sędziów Sądu Najwyższego dotyczących między innymi niezależności KRS. Zbieżność terminów chyba trudno uznać za przypadek?

– Z całą pewnością nie jest to przypadek. Instytucje unijne, które powinny być wolne od jakichkolwiek nacisków politycznych, mimo wszystko w tę polityczną debatę się wpisują. Widać w tym wyraźną wolę wsparcia coraz bardziej tracącej grunt pod nogami Platformy z przybudówkami, a więc Koalicji Europejskiej. Nie ma wątpliwości, że chodzi o to, żeby jeszcze wpłynąć – w jakiś sposób – na elektorat w Polsce, stworzyć wrażenie rzekomego naruszania praworządności, rzekomego naruszania standardów europejskich po to, aby Polacy w majowych wyborach do Europarlamentu wybrali zgodnie z życzeniami elit europejskich. Myślę jednak, że ten zabieg się nie uda. 

Jak przyjął Pan plan Martina Webera dotyczący utworzenia w każdym kraju specjalnej rady ekspertów, która miałaby systematycznie kontrolować wolność i praworządność?

– Kandydat Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej de facto przedstawił propozycję, która jest skandaliczna, bo tylko pokazuje, potwierdza arogancję europejskich urzędników. Już sam fakt zgłoszenia tego typu niekonsultowanych z nikim propozycji, niemających nic wspólnego z prawem traktatowym – z jednej strony budzi irytację, a z drugiej stwarza uzasadniony powód do niepokoju. Można się bowiem spodziewać, że oderwana zupełnie od rzeczywistości elita europejska – w momencie kiedy uzyska przewagę w Parlamencie Europejskim – będzie chciała tego rodzaju rozwiązania wprowadzać. Tymczasem te rozwiązania – jak wspomniałem – nie mają nic wspólnego z prawem traktatowym, które tego rodzaju instytucji w ogóle nie przewiduje, a po drugie – w sposób oczywisty – tego rodzaju gremia nie będą niezależne od polityków, bo przecież ktoś będzie je wybierał. Natomiast w każdym kraju członkowskim Unii mamy sądy konstytucyjne, mamy sądownictwo powszechne, a w Unii Europejskiej mamy TSUE w Luksemburgu i w tej sytuacji dokładanie kolejnej instytucji – w moim przekonaniu – jest skandalem, to nic innego jak szukanie kolejnego instrumentu, dzięki któremu będzie można zakładać kaganiec na państwa unijne takie jak Polska czy Węgry, które chcą szukać własnej drogi rozwoju, które próbują też reformować swoje krajowe instytucje.

Czym jest ta osławiona praworządność, o której tak dużo się mówi, do której odnosi się Frans Timmermans, chociażby przy atakowaniu Polski czy Węgier?

– Dotykamy tu kwestii podwójnych standardów. Jeśli bowiem w przypadku Francji, gdzie gołym okiem widać, że mamy do czynienia z łamaniem praw człowieka, gdzie brutalność policji przekracza jakiekolwiek granice cywilizowanego państwa europejskiego, i nie ma tu jakiejkolwiek reakcji ze strony unijnych organów, co więcej uznaje się i wiceprzewodniczący Timmermans powiada, że Francja przestrzega prawa, to w tym momencie czepianie się któregokolwiek z nowych państw Unii, czy to Polski czy Węgier, w ogóle nie powinno mieć miejsca. Polska przestrzega prawa, działamy zgodnie z Konstytucją i obowiązującymi w naszym kraju ustawami, mało tego jesteśmy też liderami w Europie jeśli chodzi o wdrażanie dyrektyw unijnych. W takim razie szefowie Unii Europejskiej niech lepiej przyjrzą się temu, co dzieje się we Francji, w państwach starej Unii, a od nas niech się po prostu odczepią.        

Co sprawia, że unijni decydenci nie chcą się zająć realnymi problemami, za to tak chętnie podnoszą fikcyjne kwestie?

– Unijni decydenci nie chcą się zajmować realnymi problemami Unii Europejskiej, bo nie chcą się przyznać do tego, że sami do tego kryzysu doprowadzili. Myślę tu przede wszystkim o kryzysie migracyjnym, który w żaden sposób nie został zażegnany. Z napływu do Niemiec i Francji imigrantów muzułmańskich z Afryki i Bliskiego Wschodu rodzą się realne problemy. Nie udało się obciążyć tymi problemami – mam na myśli przymusową relokację uchodźców – ani Polski, Węgier czy innych państw, które się przeciwstawiły dyktatowi Berlina czy Brukseli, i to budzi frustrację wśród takich polityków jak chociażby Martin Weber czy Frans Timmermans, wobec tego szukają pretekstu, aby – tak jak powiedziałem – narzucić swoją wolę państwom europejskim. Używając tego bicza w postaci praworządności i stworzenia w poszczególnych państwach komórek, które miałaby systematycznie kontrolować wolność i praworządność, w efekcie chcą doprowadzić do tego, aby ta polityka migracyjna czy polityka wobec mniejszości seksualnych, czy po prostu ingerowanie w działania reformatorskie w wymiarze sprawiedliwości – de facto niekorzystne dla Unii Europejskiej – były realizowane również w Polsce, czy na Węgrzech. Ale to nie przejdzie.

Jest szansa, że po majowych wyborach ten kierunek zgubnej polityki się zmieni?  

Mam nadzieję, że siły rozsądku będą w nowym Parlamencie Europejskim w przewadze, a przynajmniej będą znaczącym głosem, z którym inni będą się musieli liczyć. Jako Zjednoczona Prawica wszystko w tym kierunku – w tej chwili – robimy. Prezes Jarosław Kaczyński prowadzi rozmowy z liderami europejskich partii, które startują w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, partii, które również są w opozycji wobec głównego, obowiązującego w Europie nurtu i myślę, że to przyniesie spodziewany efekt.

Dziękuję za rozmowę.         

 

Mariusz Kamieniecki