Zrobić coś dobrego dla Gdańska
Wtorek, 12 marca 2019 (22:58)Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
O budowanie wspólnoty zaapelowała w swoim pierwszym przemówieniu po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. Czy pod nowymi rządami Gdańsk ma szanse zmienić swoje oblicze?
– Mam nadzieję, że w końcu uda się zrobić coś dobrego dla Gdańska, a przynajmniej zawiązać element jakiegoś dialogu i współpracy z władzami państwa na rzecz uczciwego zarządzania miastem, bo co do głębszego porozumienia to mam poważne wątpliwości. Wydarzenia od momentu ogłoszenia wyników wyborów do czasu zaprzysiężenia nie napawają entuzjazmem i nadzieją, ponieważ reakcja Aleksandry Dulkiewicz na skądinąd zasadne pytania Kacpra Płażyńskiego, które zbyła, określając je hucpą polityczną, mogą świadczyć o tym, jaki kierunek obiera następczyni Pawła Adamowicza.
Czy Aleksandra Dulkiewicz jest osobą zdecydowaną i politycznie samodzielną?
– To pokaże czas. Za rządów Pawła Adamowicza pełniła rolę czy funkcję bardziej organizacyjną, i w związku z tym należy być dobrej myśli.
Czy w gruncie rzeczy nie jest to opinia krytyczna, na niekorzyść prezydent Dulkiewicz?
– Rzeczywiście urzędnik, który nie miał politycznych zadań, może też odznaczać się brakiem kompetencji. Dla prezydent tak ważnego ośrodka jak Gdańsk niekompetencja polityczna – sama w sobie – może być poważnym ograniczeniem. Wobec tego istnieje obawa, że obowiązki polityczne może przejąć ktoś inny, kto już wcześniej taką funkcję – przynajmniej po części sprawował.
Trzeba powiedzieć, że funkcja prezydenta miasta spadła na Dulkiewicz dość niespodziewanie…
– Zgadza się, i chyba dla każdego powinno być jasne, że sama Aleksandra Dulkiewicz w innych okolicznościach nie kandydowałaby na urząd prezydenta Gdańska, bo zdaje się takich ambicji raczej nie miała. W związku z tym objęcie przez nią władzy w Gdańsku jest dla wszystkich dużym zaskoczeniem, podejrzewam, że również dla niej samej. Skoro jednak zgodziła się najpierw na propozycję premiera Mateusza Morawieckiego, który mianował ją komisarzem, a następnie zgodziła się na kandydowanie w wyborach na urząd prezydenta Gdańska, to wskazywałoby, że jednak ma takie ambicje. Tylko pytanie, jakie mogą być pozytywne efekty prezydentury w Gdańsku dla mieszkańców miasta, ale też dla państwa polskiego. Widzę wiele znaków zapytania, łącznie z tym, że nawet pracowita była urzędniczka gdańskiego ratusza może nie wystarczyć do sprawowania z powodzeniem władzy w Gdańsku. Jeżeli osobowość Aleksandry Dulkiewicz nie okaże się na tyle dynamiczna, żeby sprawnie, mocną ręką kierować miastem, to mogą to za nią czynić ludzie dominujący w otoczeniu śp. prezydenta Pawła Adamowicza. To zaś bardzo źle wróżyłoby Gdańskowi i współpracy między tym miastem, a rządem.
Jakie lobby w Gdańsku ma Pan na myśli?
– W Gdańsku mówi się o kilku lobby, które za zgodą Pawła Adamowicza dominowały w życiu miasta, co więcej, miały wpływ na całe Trójmiasto. Powiązanie polityczne Gdańska szczególnie z Sopotem odbijało się na dużo większym terenie, a te dwa miasta przekształciły się w ośrodki wyraźnie antyrządowe. Aleksandra Dulkiewicz albo będzie miała ambicje i wzniesie się ponad podziały i zechce być pozytywną zmianą na stanowisku prezydenta Gdańska, albo – w przeciwnym wypadku – ugrzęźnie w trójmiejskim błotku, od którego zalatuje bardzo nieprzyjemnie fetorem i ta zgnilizna może ją pociągnąć ku zapaści w rządzeniu. Życzyłbym sobie, żeby Aleksandra Dulkiewicz rozwinęła się pozytywnie. Obawiam się jednak, że jeśli będzie chciała rządzić samodzielnie, i dla dobra Gdańska oraz jego mieszkańców współpracować z rządem, to może się zderzyć z krytyką, oporem a nawet zdjęciem z urzędu – właśnie przez dominujące dotychczas gdańskie lobby. Z kolei jeśli pójdzie po stronie lobby i tzw. układu gdańskiego, to skończy się to katastrofą dla tego wspaniałego miasta. Byłoby to wielką tragedią i nie można dopuścić, żeby różne szemrane środowiska robiły sobie co tylko chcą, a ciemne postaci prowadziły jakieś dziwne interesy w Gdańsku. I to też mogłoby się skończyć przedterminowymi wyborami, bo sympatia i kredyt zaufania udzielone osobie właściwie szerzej nieznanej, tym bardziej w przypadku jakiejś serii kompromitacji z jej strony.
Trudno jednak liczyć na samodzielność Aleksandry Dulkiewicz, która od początku mówiła, że ma zamiar realizować testament Pawła Adamowicza?
– Słowa Aleksandry Dulkiewicz można też traktować jako pewną słowną formę wejścia w posiadanie spadku po Pawle Adamowiczu, ale nie w sensie przejęcia i kontynuacji „dzieła”, ale raczej urzędu na forum publicznym. Tak czy inaczej, wchodząc w ten urząd, musi się zderzyć z prawdziwymi problemami tak dużej aglomeracji. Tak jak wspomniałem, jako wiceprezydent była oficjalnie osobą numer dwa w Urzędzie Miasta Gdańsk, ale praktyczne zajęcia i zadania jakie wykonywała sytuowały ją na pozycji daleko odleglejszej, innymi słowy na pozycji urzędnika, który nie ma wpływu na najpoważniejsze problemy i decyzje miasta. Stąd pierwsze deklaracje obecnej już prezydent Gdańska można złożyć na karb potrzeby uzyskania aprobaty wyborców, którzy głosowali za kontynuacją polityki Pawła Adamowicza i przy urnach dali jej kredyt zaufania. I teraz prezydent Aleksandra Dulkiewicz, albo rzeczywiście podporządkuje się różnym lobby, które dalej chcą mieć wpływ na Gdańsk, albo się postawi, a wygląda na kobietę ambitną, i być może zacznie prowadzić własną politykę.
No dobrze, ale czy poradzi sobie bez zaplecza?
– Merytoryczne zaplecze może sobie sama zbudować. Wystarczy, że sięgnie poza środowisko tzw. gdańskiego układu. Więc to nie jest duży problem, natomiast problem, czy będzie chciała. Tylko wtedy może odegrać pozytywną, konstruktywną rolę w historii Gdańska. W tej sytuacji odejście Pawła Adamowicza mogłoby się okazać cezurą, po której powinna nastąpić naprawa, długi, głęboki okres działań naprawczych, tylko pytanie: czy Aleksandra Dulkiewicz to rzeczywiście osoba, która jest w stanie przyjąć na siebie taką rolę i te naprawcze zadania podjąć i zrealizować. Poczekajmy sto dni, dajmy nowej prezydent Gdańska szansę, a sobie czas na obserwację, a na pierwsze oceny i podsumowania jeszcze przyjdzie czas. Tymczasem nie wiadomo, czy Gdańsk pod nowym zarządem pójdzie ku dobremu.