Zima w GOPR
Poniedziałek, 11 marca 2019 (12:14)Blisko 1,7 tys. interwencji podjęli od początku roku na stokach narciarskich beskidzcy goprowcy – poinformował w niedzielę naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR Jerzy Siodłak. Podkreślił, że jest ich już więcej niż w całym poprzednim sezonie.
„W całym minionym sezonie wypadków na trasach odnotowaliśmy około 1,6 tys. Tymczasem w obecnym, który jeszcze trwa, licząc od 1 stycznia, udzielaliśmy pomocy na stokach już blisko 1,7 tys. razy” – powiedział Siodłak.
Naczelnik beskidzkiego GOPR wskazał, że coraz więcej jest bardzo poważnych wypadków. „Poważnych zdarzeń procentowo jest znacznie więcej niż jeszcze 10-15 lat temu. Kiedyś w zdecydowanej większości mieliśmy do czynienia z typowymi urazami narciarskimi, głównie skręceniami, rzadziej ze złamaniami. Teraz zauważamy, że coraz częściej dochodzi do kontuzji głowy, kręgosłupa czy urazów wielonarządowych. Jest to spowodowane większymi prędkościami, które można rozwinąć na współczesnych nartach. Druga rzecz to technika – narciarze częściej poruszają się w poprzek stoku, przez co dochodzi do kolizji” – wyjaśnił Jerzy Siodłak.
Na liczbę wypadków wpływa też wzrost liczby narciarzy, którzy coraz chętniej przyjeżdżają w Beskidy, a szczególnie do Szczyrku. Ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia.
„To często nie są »ludzie gór«. Wielu przyjeżdża tu jak do lunaparku. Są nieświadomi zagrożeń, niebezpieczeństw. Nie znają terenu i kodeksu narciarskiego, czyli ogólnie przyjętych zasad poruszania się. Potem nierzadko owocuje to agresją. Takie zachowania niegdyś w górach były nieobecne. My jednak na nikogo się nie obrażamy. Robimy swoje i pomagamy wszystkim” – dodał.
W tym roku goprowcy pomagali nie tylko na stokach. Poza ośrodkami narciarskimi przeprowadzili blisko 70 akcji. 18 razy wyruszali na poszukiwanie zaginionych. Dwukrotnie musieli wzywać na pomoc śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
W Beskidach, choć wiosna powoli się zadomawia na południu Polski, wciąż można zjeżdżać na nartach. Ratownicy GOPR poinformowali w niedzielę, że warunki są jednak dość trudne. W niżej położonych rejonach trzeba uważać na przetarcia i pamiętać, że śnieg jest mokry.
„Wciąż można jednak zjechać do doliny, jak na Skrzycznem. Górne odcinki tras mają tyle śniegu, że jeszcze przynajmniej przez dwa tygodnie będzie można jeździć. Oczywiście to wszystko może storpedować aura. Wystarczy, że powieje silny, ciepły wiatr” – powiedział Jerzy Siodłak.
Coraz lepsze są z kolei warunki na szlakach turystycznych. Śnieg pokrywa je tylko w wyższych partiach Beskidów. Na szczytach najwyższych gór leży go sporo ponad metr. Na wszystkich szlakach trzeba jednak uważać – jest ślisko. W niedzielę w Beskidach wiał dość silny wiatr. W porywach osiągał 95 km/godz.
Ratownicy GOPR przypomnieli w niedzielę, że na Babiej Górze obowiązuje pierwszy stopień zagrożenia lawinowego. Oznacza on, że niewielka groźba zejścia lawiny występuje tylko na bardzo stromych stokach: głównie w żlebach, kociołkach, zagłębieniach terenowych, miejscach za przełamaniami terenu oraz w miejscach odłożenia większych ilości śniegu.
JG, PAP