Pracownicze Plany Kapitałowe – czy to się sprawdzi?
Sobota, 12 stycznia 2019 (14:57)Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pracownicze Plany Kapitałowe powoli stają się faktem. Pana zdaniem to dobry pomysł na przyszłe emerytury dla Polaków?
Uważam, że jest to dobry pomysł. Co do zasady jest to mieszany system emerytalny: z jednej strony oparty na ZUS-ie, czyli na tzw. solidarności międzypokoleniowej, a z drugiej strony oparty na filarze kapitałowym, co dywersyfikuje dochody przyszłego emeryta, a w związku z tym dywersyfikuje również ryzyko. Oszczędzanie na emeryturę to, jak wiadomo, inwestycja wieloletnia – trwająca kilka dekad. W związku z tym w tym czasie mogą się zdarzyć np. niże demograficzne; nie można też wykluczyć inflacji. Może się zdarzyć także krach na giełdzie. Wtedy te dwa filary powodują, że jeśli jeden z nich, np. ZUS-owski, zostanie dotknięty katastrofą demograficzną i jej skutkami, to wówczas będziemy względnie zabezpieczeni dzięki dochodom z drugiego filaru kapitałowego, który jest na przestrzeni lat odkładany i inwestowany w różne aktywa, a nie tak jak w ZUS-ie, gdzie składki odprowadzone przez pracowników służą tym, którzy aktualnie są na emeryturze.
Z drugiej strony jeśli wystąpi jakaś katastrofa na rynku kapitałowym, która redukowałaby wartość tego, co zaoszczędziliśmy w części kapitałowej, czyli w tym przypadku w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych, to możemy liczyć, że jednak będziemy otrzymywali to, na co liczyliśmy z ZUS-u.
Rząd już odtrąbił sukces Pracowniczych Planów Kapitałowych. Czy to oznacza, że zostały wyciągnięte wnioski z tego, co w OFE nie funkcjonowało należycie?
Według mnie powinniśmy pochwalić rząd za to, że przygotowując Pracownicze Plany Kapitałowe, niejako wybiegł myśleniem poza najbliższe wybory parlamentarne. W Polsce – wcześniej – nie zdarzało się to zbyt często. To po pierwsze. Po drugie wyciągnięte zostały – moim zdaniem – celne wnioski z błędów popełnionych przy reformie emerytalnej rządu Jerzego Buzka z końca lat dziewięćdziesiątych. Pracowniczych Planów Kapitałowych nie da się porównać w żaden sposób z OFE.
Po pierwsze będą tańsze od OFE, które były bardzo drogie w zarządzaniu – bez względu na to, jakie wyniki w tym zarządzaniu osiągały Powszechne Towarzystwa Emerytalne. W przypadku Pracowniczych Planów Kapitałowych limit został ustawiony sztywno – na poziomie 0,6 proc. Po drugie jest to system dobrowolny, a rezygnację z Pracowniczych Planów Kapitałowych trzeba wyrazić w sposób aktywny – niemniej jednak można z tej formy oszczędzania zrezygnować. I takie podejście mi się podoba, bo ludzie sami powinni myśleć o swojej przyszłości i brać za nią odpowiedzialność. Nie można z nich tej odpowiedzialności zdejmować. Do tego nie ma prawa nawet demokratycznie wybrany parlament i rząd.
A zatem rząd – ten czy inny – nie będzie mógł, wzorem Platformy, zawładnąć naszymi oszczędnościami?
Pracownicze Plany Kapitałowe to są, jak zapisano w ustawie, środki prywatne. To uniemożliwi dokonanie przez władzę – jakąkolwiek – takiego zabiegu, jakiego dopuściła się na naszych oszczędnościach Platforma Obywatelska, zabierając pieniądze, które się tam fizycznie znajdowały, i pozostawiając wyłącznie księgowe zapisy w ZUS-ie na naszych kontach, które są niczym innym, jak zobowiązaniem przyszłych pokoleń – naszych dzieci i wnuków wobec nas samych, kiedy się znajdziemy na emeryturze.
Pracownicze Plany Kapitałowe są też dobrze dopracowane w szczegółach. Przewiduje się np. inwestowanie, które uwzględnia coś, co nazwano „funduszem cyklu życia”. Oznacza to, że przed samym przejściem na emeryturę zabronione jest inwestowanie w najbardziej ryzykowne aktywa. Wszystko po to, żeby nie doprowadzić do nieprzewidzianej straty w momencie dla nas kluczowym, kiedy za chwilę przechodzimy na emeryturę.
W jakiej sytuacji z Pracowniczych Planów Kapitałowych będzie można zrezygnować?
Zrezygnować z Pracowniczych Planów Kapitałowych, czyli np. wybrać zgromadzone pieniądze, będzie można np. przed przejściem na emeryturę, z tym że wówczas stracimy preferencje podatkowe, bo 75 proc. środków zgromadzonych w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych będzie opodatkowane podatkiem od dochodów kapitałowych. Tak czy inaczej będzie można to zrobić, a to oznacza więcej wolności, więcej samodzielności, wreszcie więcej dobrowolności w tym systemie.
Ponadto będzie to system tańszy, lepiej dopasowany w ogóle do istoty oszczędzania na emeryturę. Zachęcam Czytelników „Naszego Dziennika” do zapoznania się z kalkulatorem Pracowniczych Planów Kapitałowych na stronie Emerytura.pzu.pl, gdzie – podstawiając w tabeli podstawowe dane, tzn. nasze dochody, nasz wiek – można dokonać symulacji przyszłej emerytury właśnie w Pracowniczych Planach Kapitałowych.
Właśnie ruszyła kampania dotycząca Pracowniczych Planów Kapitałowych…
Taka kampania jest bardzo potrzebna. Przede wszystkim spełnia rolę informacyjną, bo Pracownicze Plany Kapitałowe to jest coś bardzo ważnego dla wszystkich Polaków. W roku bieżącym, przyszłym i w latach kolejnych wszyscy pomiędzy 19. a 55. rokiem życia będziemy stopniowo do tego systemu zapisywani, począwszy od większych pracodawców poprzez mniejsze aż do najmniejszych firm. Z jednej strony jest to zatem bardzo ważny – powszechny system dla Polaków, a z drugiej strony jest to program zupełnie nowy i jak na system emerytalny – stosunkowo prosty, według mnie. Ale tak czy inaczej trzeba się nad nim chwilę pochylić, żeby zrozumieć zasady i sposób jego funkcjonowania. A zatem w kampanii informowania, także takich rozmów jak ta – nigdy za wiele. Jest to istotne zwłaszcza teraz, kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe realnie zaczynają wchodzić w życie.
Rząd wprawdzie dementuje, jakoby pracodawcy, którzy w założeniu mają dokładać się do prywatnych oszczędności pracownika, mieli obniżyć pensje, ale czy mimo wszystko nie ma takiego zagrożenia?
Mówimy tutaj o składce podzielonej na trzy części. Mniej więcej równe składki odprowadzane przez pracownika i pracodawcę oraz mniejsza, którą dokłada od siebie budżet państwa. Jeśli mówimy o składkach w wymiarze miesięcznym, to nie są to kwoty duże – myślę, że dla wielu wręcz mało odczuwalne, ale po kilkudziesięciu latach systematycznego odkładania na pewno odczujemy dodatkowy zastrzyk gotówki – czy to jednorazowy, czy to rozłożony na więcej lat, oczywiście, jeśli się na to zdecydujemy.
Składka jest zatem mała, a od strony pracodawcy – patrząc na jego udział, to są kwoty tak nieduże, że nie ma obaw o obniżenie pensji. Dzisiaj rynek pracy w Polsce wygląda dobrze i coraz lepiej. Pracownikom rosną pensje w wymiarze nie tylko nominalnym, ale także realnym – dzięki niskiej inflacji. Również bezrobocie utrzymuje się na bardzo niskim poziomie dzięki dużemu zapotrzebowaniu na pracowników. Firmy różnych sektorów stosunkowo szybko się bogacą, więc ten niewielki ułamek wynagrodzenia pracownika, który trafi do Pracowniczych Planach Kapitałowych, nie zaważy ani na kondycji pracownika, ani też na kondycji pracodawcy.
Czy Polacy dzisiaj chętniej oszczędzają na emeryturę?
Inwestorzy zawsze kierują się zasadą, że nie można wszystkich jajek składać do jednego koszyka. Nie należy też stawiać tylko na jeden filar zabezpieczenia, jeśli chodzi o emeryturę. System mieszany jest systemem dobrym, sprawdzonym, bezpieczniejszym niż ten oparty na ZUS-ie. Potrzeby jest zatem taki system, który byłby oparty na jakimś filarze kapitałowym. ZUS – w ostatnich latach – nie ma się źle głównie dzięki wzrostowi gospodarczemu, dzięki sytuacji na rynku pracy, o której przed chwilą wspomniałem.
To wszystko sprawia, że kondycja ZUS-u jest znacznie lepsza, ale przez szereg lat wymagała rocznej dotacji z budżetu państwa sięgającej kilkudziesięciu miliardów złotych. W tej sytuacji wysokie składki, które dość poważnie obciążały nasze wynagrodzenia, nie wystarczały na to, co ZUS wypłacał emerytom, a i same emerytury nie odpowiadały – w większości przypadków – poziomowi, na jakim chcieliby i na jakim powinni żyć godnie polscy seniorzy.
Co jest przyczyną zapaści ZUS-u?
Cieniem na kondycję ZUS-u kładzie się przede wszystkim demografia. Przypomnę, że ostatni wyż demograficzny w Polsce skończył się w 1983, 1984 roku, a więc dawno temu, i był to tzw. wyż stanu wojennego. Od tamtego czasu upłynęło już 35 czy 36 lat i jest to więcej niż statystyczne jedno pokolenie, którego okres oblicza się na 20 czy 25 lat. ZUS, żeby zabezpieczać nas na przyszłość, musi być zasilany w rytmie wyżów demograficznych występujących po sobie, co najmniej co jedno pokolenie, tymczasem czasu upłynęło więcej. Jest to efekt przede wszystkim tego, że transformacja ustrojowa w Polce przebiegała w sposób daleki od właściwego i oczekiwanego przez Polaków.
To jest efekt nie tylko tego, że polityka prorodzinna nie była realizowana, czy była wręcz wyśmiewana, że młodych Polaków po 2004 roku wypchnięto do pracy za granicę – widząc w tym sposób na rozładowanie napięcia na polskim rynku pracy. Dopiero niedawno – mniej więcej od 10 lat – zaczęto wprowadzać narzędzia polityki chociażby takie, jak becikowe, dłuższy urlop macierzyński, program 500 plus czy, ostatnio, wyprawka szkolna 300 plus. To są wszystko drobiazgi – może poza programem 500 plus, który jest bardzo istotny, ale wszystkie wzięte razem, jako uzupełniająca się wzajemnie całość, rzeczywiście dają poczucie bezpieczeństwa polskim rodzinom, zwłaszcza tym młodym, które stoją w obliczu podjęcia decyzji o potomstwie.
To powoduje, że polskie rodziny mogą dzisiaj czuć się bezpieczniej. Pierwsze drgnięcie w polskiej demografii widać było już w 2017 roku, kiedy po raz pierwszy urodziło się więcej niż 400 tysięcy małych Polaków. Za 2018 rok jeszcze oficjalnych danych nie ma, ale to wszystko i tak zbyt mało, żeby móc spojrzeć na polską demografię spokojnie. Ważne jednak, że negatywny trend został przynajmniej zatrzymany.