• Środa, 27 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jana, Juliusza

Oddał Polskę postkomunistom

Sobota, 8 grudnia 2018 (21:35)

Z Andrzejem Gwiazdą, współtwórcą Wolnych Związków Zawodowych i NSZZ „Solidarność”, kawalerem Orderu Orła Białego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Lech Wałęsa ma przeprosić Jarosława Kaczyńskiego za słowa, że to Jarosław Kaczyński doprowadził do katastrofy smoleńskiej…  

– Wałęsa już podczas pierwszej rozprawy, w pierwszych słowach – można powiedzieć – wymusił ten wyrok. Natomiast stan i ocena sądownictwa w Polsce jest taki, że aż do dnia ogłoszenia tego wyroku były wątpliwości, czy sąd jest sądem. W praworządnym państwie, sądownictwie pisanym z dużej litery sędzia Weronika Klawonn powinna się sama wyłączyć ze sprawy albo zostać wyłączona, ponieważ jest ewidentnie zaangażowana po jednej stronie sporu, czyli po stronie pozwanego. I jest to sprawa oczywista. W innych okolicznościach ten wyrok byłby już sensu stricto kompromitacją sądu jako urzędu.

A nie jest…?

– Nie jest, dlatego że ten wyrok jest połowiczny. Wałęsa powiedział, że obraził Lecha i Jarosława Kaczyńskich, celowo użył kłamstwa, obelgi i oszczerstwa jako elementu walki politycznej. Co więcej, stwierdził, że mógłby to zrobić jeszcze ostrzej. Gdyby sąd nie zareagował, byłaby to kompromitacja wymiaru sprawiedliwości na skalę międzynarodową.

Opozycja totalna i sam Wałęsa chyba nie mogą teraz powiedzieć, że to PiS-owski sąd nakazał mu przeprosić Jarosława Kaczyńskiego?

– Owszem, ale tylko z jednej strony, bo okazało się też, że totalna opozycja i totalne sądy działające w jednej grupie nie mogą jednak wszystkiego, że jest nie tylko opinia krajowa, ale też opinia międzynarodowa i chcąc uniknąć całkowitej kompromitacji, orzeczenie musiało choć w części wykazać racje powoda, czyli Jarosława Kaczyńskiego.

Jest to zatem kolejny argument za tym, że reforma sądownictwa i w ogóle wymiaru sprawiedliwości w Polsce jest konieczna…?

– Ta reforma powinna się dokonywać jak najszybciej. W 2010 czy 2011 roku Sąd Najwyższy – po 20 latach – stwierdził rzecz oczywistą dla każdego obywatela, a na pewno dla każdego opozycjonisty w PRL, że stan wojenny był bezdyskusyjnym złamaniem ówczesnej konstytucji. Niezależnie od tego, jak byśmy tę konstytucję oceniali, stan wojenny był złamaniem prawa. Czyli ci wszyscy sędziowie, prokuratorzy, którzy wydawali jakiekolwiek nie tylko wyroki, ale także dokumenty – w oparciu o dekret o stanie wojennym – są przestępcami, którzy dopuścili się przestępstwa o ogromnych skutkach społecznych. A zatem ówczesne sądy wydawały bezprawne wyroki i dlatego ci ludzie powinni być z sądownictwa raz na zawsze usunięci jako przestępcy sądowi. Wprawdzie nie skazali na śmierć nikogo z wyjątkiem płk. Ryszarda Kuklińskiego, to jednak ich wyroki więzienia były bardzo dotkliwe.

Ale niestety, jak widzimy, trudno usunąć tych ludzi ze stanowisk…     

– Gdyby reforma sądownictwa przeprowadzana przez obecny sąd była konsekwentna, gdyby poszła po tej linii konsekwentnie do końca, aby usunąć wszystkich wspomnianych wcześniej sędziów, to mielibyśmy zamknięcie pewnego rozdziału. A sama reforma nie mogłaby być kontestowana nawet przez unijny Trybunał Sprawiedliwości. Tymczasem Sejm, większość sejmowa poszła drogą miękką i jakby chcąc uniknąć zderzenia z organami Unii Europejskiej, wybrała drogę pośrednią. I ta, nazwijmy to, słabość została wykorzystana przez totalną opozycję do mobilizacji również w Brukseli, która nie ma pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w Polsce, w ogóle się tym nie interesuje, a jedynie polega na denuncjacjach polityków Platformy i Nowoczesnej, którzy mają tam swoje układy. Jeśli już mówimy o stanie sądownictwa w Polsce, to przypomnę jeszcze jedną rzecz dotyczącą sędziego Iwulskiego, który też ma przeszłość orzeczniczą w stanie wojennym, który został oddelegowany przez służby wojskowe i de facto był agentem służb specjalnych pełniącym funkcję sędziego Sądu Najwyższego. Czyli nie był bezstronnym sędzią, tylko był delegatem mającym za zadanie realizować w Sądzie Najwyższym interesy swojej macierzystej organizacji. Ponieważ jednak został odsunięty – z uwagi na osiągnięcie wieku emerytalnego – to stworzyło podstawy do ataków przeciwko Polsce.

Wracając jeszcze do Lecha Wałęsy, którego Pan znał bardzo dobrze, czy ten człowiek jest w stanie – jak nakazał sąd – przeprosić Jarosława Kaczyńskiego, a także Polaków?

– Nie sądzę, żeby buta tego człowieka pozwoliła mu się przyznać do winy. Wyrok jest nieprawomocny, dlatego myślę, że będzie nadal kluczył, odwoływał się, żeby tylko nie przeprosić Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast jeśli przeprosiłby za krzywdy, które wyrządził wszystkim Polakom – z wyjątkiem niewielkiej grupy, w której interesie to robił – to musiałby również ujawnić, jakie były jego zadania i co rzeczywiście robił. W przestrzeni publicznej panuje opinia, że donosił w Stoczni Gdańskiej na kolegów. Takich donosicieli jak Wałęsa były wtedy setki tysięcy, co zapewniało komunie sterowanie społeczeństwem i władzę w Polsce. Wałęsa jednak został wyrejestrowany w 1976 roku z listy agentów, nie dlatego, że chciał zerwać z tym procederem, ale dlatego, że powstawała opozycja i został jakby oczyszczony jako nierokujący nadziei na dalszą współpracę, aby podjąć się roli agenta nie tylko infiltrującego, ale prawdopodobnie wtedy zapadła decyzja, że zostanie skierowany w szeregi opozycji. I wierzy pan, że do tego się przyzna? Ja nie wierzę.

Jaka była rola Wałęsy powierzona mu przez władze komunistyczne?

– Tak zwany pokojowy przewrót w Polsce i jak go przeprowadzić, był planowany dużo wcześniej, bo od 1968 roku, czyli 10 lat przed powstaniem jawnej opozycji. Było zatem oczywiste, że komuna, aby zapewnić sobie miękkie lądowanie po przemianach, musiała wytworzyć alternatywę dla siebie, która pozwoliłaby im obronić swoje interesy. I jeśli to uwzględnimy, to zobaczymy, po co było to całe poparcie komuny dla Wałęsy, które sprowadzało się do lansowania go jako wroga komunizmu, aby stworzyć mu odpowiednią pozycję w społeczeństwie. A zatem Wałęsa swoją główną rolę, do której był przeznaczony, odegrał w 1989 roku. Musimy sobie przypomnieć – na co historycy i politolodzy są kompletnie ślepi – że Wałęsa zadeklarował społeczeństwu katastrofalne warunki pierestrojki. Powiedział wtedy, że będziemy pracować za miskę zupy. Dlatego słynne spotkanie Wałęsy z Miodowiczem na oczach milionów Polaków, które odbyło się 30 listopada 1988 roku, to była ustawka, która dawała Wałęsie okazję do zaakceptowania całego planu pierestrojki z bezrobociem, z planem Balcerowicza, ze zniszczeniem polskiego przemysłu i przejęciem majątku narodowego włącznie. Przypomnę tylko, że w 1966 roku prywatne majątki nie zostały upaństwowione – chociaż tak się mówiło – tylko znacjonalizowane. Jest na to odpowiedni dekret. Czyli były własnością Narodu i Wałęsa był tą zasłoną dymną, która uniemożliwiła dostrzeżenie, że majątek, który komuna przekazała Narodowi, ekipa pierestrojki przejmuje na swoja prywatną własność. I to była rola i zadanie Wałęsy, które spełnił.

Od tego momentu stał się już niepotrzebny?

– Tak. Proszę sobie przypomnieć, że w pierwszych wyborach prezydenckich osiągnął wynik 98 proc., a więc wszyscy komuniści i opozycjoniści na niego głosowali, następne wybory przegrał z komunistą Kwaśniewskim, a w trzecich miał zaledwie 2 proc. głosów. Po prostu w latach 90. Wałęsa spełnił już swoją rolę, oddał Polskę postkomunistom, za co sowicie został wynagrodzony. Przestał też pełnić zasadniczą rolę i w tej chwili stał się symbolem totalnej opozycji, czyli tej grupy, która de facto działa wbrew interesom Polski i Polaków.  

Jak odebrał Pan ubiór Wałęsy na pogrzebie prezydenta Busha?

– Ale na pogrzebie Jaruzelskiego był w garniturze, pod krawatem, a więc ubrany był przyzwoicie. Na pogrzeby się albo chodzi, albo się nie chodzi. Jeżeli się wybiera na pogrzeb i wszystkie ceremonie, nabożeństwa żałobne z tym związane, trzeba przybrać również zewnętrzne formy oznaczające szacunek dla zmarłego. Można też nie pójść na pogrzeb, bo nie jest to obowiązkowe. I tak na pogrzebie Jaruzelskiego czy Kulczyka to Wałęsa pokazał, że wie, jak należy się zachować, natomiast na pogrzeb prezydenta Stanów Zjednoczonych pojechał w stroju kompromitującym.

Można zatem powiedzieć, że był to afront wobec Stanów Zjednoczonych?

– Niezależnie od tego, jak z punktu widzenia Polski oceniam prezydenturę George’a Busha seniora, był to afront. W każdym razie, gdybym ja się zdecydował na udział w pogrzebie, to ubrałbym się godnie do sytuacji. Myślę, że to było celowe i zamierzone działanie Wałęsy. I jeżeli my się zgadzamy na takie zachowanie Wałęsy, jeśli się zgadamy z opiniami, że jest on najbardziej rozpoznawalnym i najbardziej znanym Polakiem i że Polska jest postrzegana przez pryzmat Wałęsy, to trudno o większe nieporozumienie, a wręcz tragedię narodową. Czas skończyć z tym nieprawdziwym mitem, bo przecież każdy cywilizowany kraj, każdy szanujący się rząd czy wywiad danego państwa, śledząc wydarzenia w Polsce, wie, że Wałęsa był agentem bezpieki. I to, że Wałęsa w Polsce wciąż jest, przynajmniej przez część dziennikarzy, pchany nam przed oczy i utrzymywany w sferze dyskursu politycznego, to jest dla naszego kraju bardzo poważna międzynarodowa kompromitacja.

Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki