Preludium do kolejnych ataków?
Środa, 21 listopada 2018 (19:42)Z posłem Tomaszem Rzymkowskim (Kukiz’15), wiceprzewodniczącym sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Komitet Stabilności Finansowej zapewnia, że po analizie sytuacja Idea Banku i Getin Noble Banku, które regulują bieżące zobowiązania, jest pod kontrolą i nie ma powodów do niepokoju, że polski sektor finansowy jest bezpieczny. Czy można uznać to za część gry wokół rynku i próbę gaszenia pożaru?
– W mojej ocenie, nasz system ochrony dotyczący rynku kapitałowego spełnia wszystkie standardy międzynarodowe. W związku z tym nie powinno to budzić niepokoju u zwykłych klientów czy to banków, czy instytucji ubezpieczeniowych, jak również wśród innych graczy na rynku kapitałowym. Stąd też wszystkie zapewnienia o bezpieczeństwie i stabilności wypowiadane czy to przez minister finansów Teresę Czerwińską, czy przez prezesa NBP Adama Glapińskiego po posiedzeniu Komitetu Stabilności Finansowej wydają się zasadne. Jednak mają one też wydźwięk polityczny, a więc zakrycie ewidentnej wpadki, które to słowo i tak jest eufemizmem w moich ustach, bo mówimy o poważnej aferze, o bardzo poważnej nieprawidłowości, jaką była rozmowa w cztery oczy przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego z prezesem jednej z większych grup kapitałowych w Polsce Leszkiem Czarneckim. Do takiej rozmowy bez udziału świadków, bez sporządzenia notatki absolutnie nigdy nie powinno dojść.
A może media, zwłaszcza te liberalne, od których Leszek Czarnecki otrzymuje duże wsparcie, w nadmierny sposób rozdmuchały całą sprawę?
– Nie wydaje mi się, żeby tak było. Będę się trzymał swojego zdania, że do tej rozmowy, do tego spotkania między tymi osobami nigdy nie powinno dojść. Pomijam oczywiście kwestie związane z ewentualnymi zarzutami korupcyjnymi, bo – jak wiemy – śledztwo jest w toku, kwestie związane z brakiem właściwego nadzoru nad rynkiem kapitałowym w Polsce, bo – jak sądzę – wyjaśnienie tego jest dopiero przed nami. Natomiast wypowiadając swoją opinię, skupiam się na rzeczach natury obiektywnej, które u nikogo nie budzą wątpliwości, chodzi o to, że zdarzyła się rzecz, która nie powinna mieć miejsca.
Czym mógł kierować się Leszek Czarnecki, zwlekając z ujawnianiem nagrań z byłym już szefem KNF Markiem Chrzanowskim?
– Na to pytanie powinien odpowiedzieć sam Leszek Czarnecki, natomiast my, póki co, możemy tylko spekulować, stawiać hipotezy. Pierwsza – na niekorzyść Leszka Czarneckiego – dotyczy tego, że oczywiście grał tym materiałem – podobnie jak to miało miejsce w przypadku afery Rywina, Michnika, gdzie również ok. pół roku minęło od rozmowy do publikacji nagrań. Druga hipoteza jest tak, że Czarnecki w tym czasie przygotowywał materiał dowodowy oraz swoją grupę kapitałową do poważnego uderzenia wizerunkowego, co ma swoje uzasadnienie. Proszę zwrócić uwagę, że po artykułach prasowych w wielu miejscach Polski można było zaobserwować kolejki ustawiające się do oddziałów banków celem wyciągnięcia swoich oszczędności. Pewna nerwowość pojawiła się też, jeśli chodzi o notowania giełdowe spółek należących do Leszka Czarneckiego. I to było oczywiste. Być może stąd też te jego działania, które były rozłożone w czasie. Tak czy inaczej trudno mi jest oceniać, bo jak sądzę, właściwym adresatem tego pytania jest Leszek Czarnecki – on doskonale wie, dlaczego dopiero 7 listopada br. złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Tyle tylko, że Leszek Czarnecki cały czas milczy. Tak było chociażby, kiedy po 12 godzinach przesłuchania opuszczał prokuraturę w Katowicach. Więcej powiedział rzecznik prokuratury, przekazując informację o przekazaniu nośników nagrań. Czy sprawa może mieć jeszcze kolejne odsłony?
– Można przypuszczać, że sprawa ta będzie miała jeszcze wiele odsłon, a światło dzienne ujrzą kolejne nagrania. Natomiast sprawą niespotykaną jest to, że biznesmen dokonuje rejestracji rozmów z urzędnikami państwowymi, w tym wypadku z szefem KNF, z którym rozmawia o interesach.
W kogo wymierzone jest ujawnienie taśm Leszka Czarneckiego?
– W mojej ocenie, w prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, ponieważ to on sprawował nadzór nad działalnością KNF. Przypomnę też, że wcześniejsza premier Beata Szydło w październiku 2016 roku powołała Marka Chrzanowskiego na stanowisko szefa KNF – jakby nie było, bardzo ważnego urzędu z punktu widzenia nadzoru nad rynkiem kapitałowym. Natomiast jeśli chodzi o odpowiedzialność polityczną, to jest ona po stronie obecnego premiera.