Relacje na złym fundamencie
Sobota, 3 listopada 2018 (15:46)Z posłem Tomaszem Rzymkowskim (Kukiz’15) rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie znaczenie mają polsko-niemieckie konsultacje międzyrządowe w Warszawie i to, że dawno rząd niemiecki nie był tak licznie reprezentowany w tego typu spotkaniach?
– Konsultacje mają wymiar przede wszystkim symboliczny, bo większych decyzji politycznych po wizycie niemieckiego rządu w Warszawie raczej trudno się spodziewać. Z pewnością trudne tematy zostały poruszone. Czy to może satysfakcjonować polską stronę? Oceniam to raczej wstrzemięźliwie. Konsultacje miały na celu zademonstrowanie niemieckiej, ale też polskiej części opinii publicznej, że relacje między naszymi państwami nadal są – powiedziałbym – dobrosąsiedzkie. Oczywiście nie są one bardzo dobre, bo fundament tych relacji jest zły.
Jakimi konkretnie problemami obciążone są nasze wzajemne relacje?
– Cieniem na nasze relacje rzuca się kwestia bardzo długiego sporu granicznego między – jeszcze PRL a RFN. Polska po II wojnie światowej była ofiarą napaści niemieckiej, straciliśmy sześć milionów obywateli, ponieśliśmy także poważne straty wojenne. W wyniku agresji niemieckiej na Polskę z września 1939 roku utraciliśmy jedną trzecią terytorium państwa. Nasze relacje w czasie zimnej wojny oraz kończąca ten okres umowa, którą z polskiej strony przygotowywał ówczesnych szef dyplomacji Krzysztof Skubiszewski, była dla nas bardzo niekorzystna. Była to umowa bilateralna, ale bardzo asymetryczna w swym zakresie, tzn. polska strona zapewnia szereg swobód dla mniejszości niemieckiej, natomiast mniejszość polska, która jeszcze przed II wojną światową dysponowała bardzo daleko idącymi uprawnieniami – mając status mniejszości narodowej w Niemczech – tego niestety w dzisiejszych Niemczech nie otrzymała. Można zatem powiedzieć, że nie jest to umowa partnerska, choć taką nazwę nosi. Oczywiście po 1990 roku Niemcy były dla Polski coraz to większym partnerem gospodarczym – dzisiaj można powiedzieć, że nasza gospodarka razem z gospodarką niemiecką są bardzo blisko ze sobą związane. Niemcy były również adwokatem Polski przed wejściem do Unii Europejskiej, natomiast faktem jest, że te nasze wzajemne relacje są obciążone wieloma problemami.
Z czego te problemy wynikają?
– Z podejścia postkolonialnego Niemiec do Polski. W doktrynie ekonomicznej, gospodarczej traktuje się nas jako terytorium zależne, jako realizację bismarckowskiej Europy. Współpracuje się ponad naszymi głowami – mam tu na myśli nie tylko Polskę, ale także inne państwa tej części Europy – z Rosją. Namacalnym dowodem jest wybudowany już gazociąg Nord Stream 1. Będący w trakcie realizacji Nord Stream 2, który powstaje mimo sprzeciwu wielkich tego świata jak prezydent Donald Trump, który pogroził palcem kanclerz Merkel, wskazując bardzo wyraźnie, że kupowanie od Rosji surowców energetycznych to jest nic innego jak karmienie krokodyla. I Moskwa – konkurent – może wręcz powiedzieć, że wróg Paktu Północnoatlantyckiego za uzyskane w ten sposób pieniądze kupuje uzbrojenie i inwestuje w swoją gospodarkę. I tych problemów w relacjach polsko-niemieckich jest bardzo dużo. To są chociażby kwestie finansowania przez rząd federalny różnych fundacji działających w Polsce, wspieranie różnych inicjatyw, które wręcz rozsadzają, które mają charakter grup nacisku, grup lobbingowych, czy agencji wywiadowczych, co powoduje, że przewaga Niemiec, która była w 1990 roku, jest po dziś dzień bardzo skutecznie przez RFN wykorzystywana. Elementów, które powodują negatywne napięcia na linii Berlin – Warszawa, jest bardzo dużo, natomiast tych, które są bardzo dobre, jest znacznie mniej.
Z Niemcami mamy rozbieżne wizje, jeśli chodzi o politykę międzynarodową i postrzeganie Rosji. Jeśli zaś chodzi o bilans, to jakie są dzisiaj relacje polsko-niemieckie? Więcej spraw nas łączy czy dzieli?
– Z Niemcami łączy nas dużo, np. położenie geograficzne, geopolityczne, wspólna część interesów, ale sporo rzeczy nas dzieli, o które ze sobą konkurujemy z racji wcześniej wymienionych cech. Musimy nasze relacje utrzymywać, musimy walczyć, aby były one możliwie jak najlepsze, a przynajmniej żeby były dobre. Polska zawsze sąsiadowała z Niemcami i w zależności od tego, jaka była forma państwowości niemieckiej, lub też nie było jej w ogóle, czy tylko była spolaryzowana, czy państwowość niemiecka była porozbijana, tak czy inaczej zawsze od zachodu Polski jakiś byt niemieckojęzyczny istniał i nadal tak będzie. Jesteśmy skazani na wzajemną współpracę z największą gospodarką Unii Europejskiej. Niemcy są najliczniejszym narodem w Europie, są też państwem, które wykonuje ruchy, z ich perspektywy destrukcyjne – mam tu na myśli otwarcie granic dla uchodźców muzułmańskich, ponadto Niemcy są państwem, które – niestety – ulega coraz bardziej terrorowi poprawności politycznej.
W dużej mierze za przyczyną Angeli Merkel?
– Angela Merkel już 14 lat pełni urząd kanclerza Niemiec, zaczynała swoją karierę stojąc na czele formacji politycznej, którą można było śmiało określać formacją centroprawicową. CDU była partią chrześcijańskich demokratów, natomiast w tej chwili ta formacja odeszła od idei, które stały u jej podstaw. Nie jest już formacją centroprawicową, a bardziej umiarkowanie lewicową z racji na program polityczny, w którym mieści się legalizacja tzw. małżeństw homoseksualnych, masowa imigracja, poprawność polityczna. Odeszła też od tradycji europejskich, które stały u podstaw Unii Europejskiej. Taką zmianę przeszła scena polityczna w Niemczech przez minione 18 lat, stąd też takie, a nie inne zmiany również w państwie rządzonym przez CDU i Angelę Merkel.
Wizyta w Polsce była pierwszą zagraniczną podróżą Angeli Merkel po ogłoszeniu rezygnacji z przewodnictwa w CDU oraz z ubiegania się o urząd kanclerza Niemiec. Czego możemy się spodziewać po zmianie?
– Możemy się spodziewać dwóch rzeczy. Po pierwsze, wzrostu znaczenia na niemieckiej scenie politycznej ugrupowań skrajnych, czyli skrajnie lewicowej z punktu widzenia nas, Polaków, formacji, jaką są zieloni, którzy coraz bardziej zyskują na sile. Warto też przy tym pamiętać, że zmierzch CDU oznacza też zmierzch SPD – partii socjaldemokratycznej, która w tej chwili nie jest już drugą siłą polityczną w wielu landach, a wręcz spadła na trzecie miejsce. Mamy bardzo duży wzrost i przechył nastrojów od umiarkowanie lewicowej formacji, jaką było SPD, na rzecz skrajnie lewicowej formacji, jaką są zieloni – formacji, która ma swoje korzenie właśnie w rewolucji kulturowej, w neomarksizmie pokolenia '68. Jest to formacja, która będzie zyskiwała na znaczeniu w Niemczech, a drugą formacją, również niebezpieczną, jest Alternatywa dla Niemiec – AfD. Ma ona program w pewnym sensie odnoszący się do tradycji CDU, czyli formacji prawicowej, która mówi o wartościach europejskich, o wolnym rynku, która głosi hasła swobód obywatelskich i jest formacją jawnie kontestującą poprawność polityczną i przyjmowanie emigrantów ekonomicznych. Jednocześnie jest kojarzona z działaniami agenturalnymi Federacji Rosyjskiej, do czego część przywódców tego ugrupowania wprost się przyznaje. I patrząc na przyszłość tej formacji, jest to bardzo duże zagrożenie dla Polski. Natomiast Angela Merkel kończy ponad 18-letnią przygodę związaną z kierowaniem CDU po Helmucie Kohlu.
Po Helmucie Kohlu, którego zawiodła…
– Angela Merkel była – można powiedzieć – polityczną córką Helmuta Kohla, w dodatku wyrodną córką. Świadczy o tym chociażby fakt, że Kohl zażyczył sobie przed śmiercią, aby Angela Merkel nie uczestniczyła w jego pogrzebie. Merkel to polityk wywodzący się z NRD-owskiej młodzieżówki komunistycznej – Freien Deutschen Jugend. Po upadku muru berlińskiego i zjednoczeniu Niemiec zrobiła karierę w RFN. Została deputowaną do Bundestagu oraz ministrem do spraw kobiet i młodzieży w rządzie Helmuta Kohla. Później awansowała na ministra środowiska, ochrony zasobów naturalnych i bezpieczeństwa jądrowego. Kiedy Kohl przegrał wybory, zajmowała stanowisko sekretarza generalnego CDU. Po skandalu finansowym w CDU w 2000 r. Merkel była w opozycji do ówczesnego kierownictwa z Helmutem Kohlem i Wolfgangiem Schäuble i przejęła stery w CDU, a w 2005 roku pierwszą kobietą kanclerzem Niemiec. Jak będzie wyglądała scena polityczna w Niemczech po odejściu Angeli Merkel z CDU? To jest duży znak zapytania. Czy nie nastąpi powrót do tradycyjnego balansu pomiędzy CDU, AfD a SPD? Warto bowiem pamiętać, że słabość SPD wynika również z tego, że CDU przejęło lewicowo-socjalny kierunek, co znaczy, że zaczęło konsumować elektorat socjalny SPD niekoniecznie nacechowany lewactwem obyczajowym, a bardziej podejściem tradycyjnym. Jak się to wszystko ułoży na niemieckiej scenie politycznej, pokażą najbliższe lata. Pamiętajmy, że kadencja Angeli Merkel wciąż jeszcze trwa – bodajże trzy lata, do wyborów do Bundestagu i w tym czasie wiele może się jeszcze zdarzyć.
Czy słabnąca w Niemczech Merkel posiada mandat do dyktowania warunków na unijnej scenie?
– Ten mandat kanclerz Angeli Merkel jest z pewnością coraz słabszy. Zresztą sama jest w tym momencie bardzo słabym politykiem na międzynarodowej scenie właśnie z racji na to, co się dzieje w Niemczech. Mam tu na myśli jej rezygnację z kierowania CDU, a także z ubiegania się o stanowisko kanclerza Niemiec. Wprawdzie tego nie wyartykułowała, ale kariera polityczna Merkel dobiega końca – kariera, która i tak trwała bardzo długo. 18 lat na czele niemieckiej sceny politycznej, to na chwilę obecną bardzo długi okres. Konrad Adenauer był kanclerzem Niemiec w latach 1949-1963, a więc 14 lat, a Merkel wydaje się, że go wyprzedzi, pewnie też przeskoczy swojego politycznego ojca Helmuta Kohla, który na fotelu kanclerskim zasiadał 16 lat.