Mobilizacja przeciw PiS
Poniedziałek, 22 października 2018 (21:27)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Frekwencja w wyborach samorządowych według wciąż nieznacznie wahających się wyników oscyluje w granicach 53-54 proc., a więc jest dużo wyższa niż cztery lata temu. Czym to tłumaczyć?
– Wysoka frekwencja świadczy, że istnieje duży spór społeczny, polityczny, który bardzo mocno angażuje ludzi, począwszy od spraw ogólnokrajowych, na lokalnych skończywszy. To jest chyba główny powód tak dobrej frekwencji. Proszę też pamiętać, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości mamy do czynienia – przynajmniej w niektórych momentach – wręcz z rewolucyjną zmianą w wielu segmentach życia państwowego. Wielu Polaków ta zmiana dotknęła w sensie pozytywnym, a część dawnego establishmentu straciła swoje wpływy czy apanaże i te zmiany, jakie się dokonują, angażują ludzi, co się przekłada również na wybory lokalne, które stają się coraz ważniejsze. I stąd tak wysoka frekwencja. Po tym, co się wydarzyło wczoraj, można się spodziewać, że frekwencja w wyborach parlamentarnych będzie jeszcze wyższa.
Wyniki – jeszcze nieoficjalne- wyborów samorządowych wskazują na zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości. Pytanie, jak to się przełoży na faktyczne rządzenie.
– Wszystko zależeć będzie od tego, jakie będą oficjalne wyniki, szczególnie PSL, w konkretnych sejmikach wojewódzkich. I wcale nie musi być to aż tak wysoki wynik, jak podają sondaże. Zresztą PSL i tak mocno stracił w porównaniu z wyborami samorządowymi sprzed czterech lat i nie jest wcale powiedziane, że ugrupowanie to będzie zawiązywać koalicje z Komitetem Obywatelskim, jak to było w mijającej kadencji samorządowej. Co by nie powiedzieć na pewno PiS jako partia jest silniejsze, natomiast problemem tej formacji jest to, że ugrupowanie to nigdy nie było budowane na lokalnych działaczach, którzy są mocno posadowieni w samorządach i strukturach lokalnych, i tu – jak się wydaje – jest główny brak czy też przyczyna porażek PiS w wielu, zwłaszcza dużych miastach.
Może być tak, że PiS, choć wygrywa, nie wszędzie będzie rządziło. Jak to jest ze zdolnością koalicyjną tego ugrupowania?
– Ponieważ PiS wydało państwową walkę z układami pookrągłostołowymi, to spowodowało, że ma problem z wchodzeniem w koalicje. Partnerem dla PiS mogą być oczywiście ugrupowania, które się ze wspomnianego układu nie wywodzą. Mam tu na myśli głównie Kukiz’15, tylko zobaczymy, czy ten ruch uzyska jakieś mandaty w sejmikach wojewódzkich. Natomiast pozostałe formacje podzielone na segmenty – PSL bardziej operuje na wsi, z kolei Platforma w dużych miastach – wciąż stanowią bastion obrony dawnej Polski i tego, co nazywamy PRL bis. W tym względzie możliwości PiS są bardzo mocno zawężone, zwłaszcza jeśli się postawiło za cel tak fundamentalne przeoranie Polski, i to jest rzecz oczywista. Zobaczymy, jak będzie, jeśli Platforma i PSL stracą kilka województw, to w porównaniu z tą kadencją będzie dla nich spory cios.
Czy mimo wszystko zaskoczeniem nie jest wynik PSL, które w wyborach do sejmików przekroczyło najpierw, jak słyszeliśmy, 16 proc., a teraz 13,6 proc.?
– Proszę pamiętać, że PSL, w przeciwieństwie do PiS, tworzą działacze gminni, na poziomie powiatów, którzy w wyborach samorządowych zyskują głosy tych wyborców, którzy podczas wyborów parlamentarnych popierają ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego. Tak się dzieje ze względu na rozpoznawalność lokalną i dlatego zawsze mają przynajmniej dwukrotnie, a nawet większy wynik w wyborach do samorządu niż do Sejmu. Proszę sobie przypomnieć, jaki był skok rok do roku w wyborach do samorządu. PSL miało wynik ok. 20 proc., a rok później prześlizgnęło się przez próg wyborczy do parlamentu. Wygląda na to, że teraz PSL obroniło swoje pozycje, ale pytanie, czy wszystkie. Wydaje się, że nie. Natomiast każda strata w zapleczu, w terenie może się przełożyć na wybory do Sejmu, i to w zwielokrotniony sposób. Wszystko ze względu na takie, a nie inne usytuowanie tego ugrupowania w przestrzeni ogólnopolskiej.
W większych miastach wygrywa Komitet Obywatelski, w Warszawie też. Dlaczego Warszawa jest taka oporna na PiS, które przegrywa tam kolejne wybory?
– To jest dobre pytanie, zwłaszcza że, jak wiemy, patologie dotyczące reprywatyzacji były tam bardzo daleko posunięte. Musimy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z wyborcami – przynajmniej w niektórych ośrodkach – gdzie wyczulenie na sprawy etyczne, korupcyjne jest niestety małe, a Warszawa też należy do takich ośrodków. Ponadto kandydat PiS Patryk Jaki był niezwykle aktywny podczas kampanii, ale z drugiej strony jest pytanie, czy nie za bardzo chciał wygrać.
Za bardzo chciał wygrać?
– Patryk Jaki tak bardzo chciał poszerzyć krąg swoich wyborców, że wyznaczył na swojego zastępcę po ewentualnej wygranej byłego burmistrza Ursynowa Piotra Guziała, który jawi się jako kandydat mocno lewicowy, a w razie jego zwycięstwa miałby się zająć sprawami związanymi z kulturą, współpracą z przedsiębiorcami oraz szeroko pojętą problematyką społeczną. Kolejny, co najmniej kontrowersyjny ruch to wystąpienie Jakiego ze struktur Solidarnej Polski, co miało oznaczać jego apolityczność. To wszystko niekoniecznie budowało wiarygodność Patryka Jakiego. W poprzednich wyborach kandydatem PiS był Jacek Sasin, który przegrał z Hanną Gronkiewicz-Waltz, ale w II turze, i to nie tak znacząco, a Patryk Jaki nawet nie wszedł do II tury. Komentując wynik Patryka Jakiego, trzeba też brać pod uwagę, że Warszawa jest w dużym stopniu miastem czy ośrodkiem tzw. totalnej opozycji, co wynika m.in. z różnych zaszłości, także postkomunistycznych, i to się wszystko złożyło w jedną całość, stąd taki, a nie inny wynik wyborczy.
Kiedy na Pałacu Kultury i Nauki znalazł się podświetlony napis „Konstytucja” – w formie KOD-owskiej – to szef PKW sędzia Wojciech Hermeliński stwierdził, że nie widzi w tym naruszenia ciszy wyborczej.
– Każdy myślący człowiek wie, że taki napis rzucony w przestrzeń publiczną w czasie trwania ciszy wyborczej nie jest hasłem, które ma chwalić Konstytucję RP, ale w tym wypadku i w tej formie jest napisem antypisowskim. Pytanie tylko, jak chce się to czytać.
Co sądzi Pan Profesor o ciszy wyborczej? Czy w dobie internetu ten przepis nie jest anachroniczny i przestarzały?
– I tak, i nie. Wiadomo, że internet rządzi się swoimi prawami, ale z drugiej strony jeśli uwolnilibyśmy ten społeczny przekaz, to nie wiadomo, co działoby się przed lokalami wyborczymi. Dobrze wiemy też, jakie emocje towarzyszą wyborom, poszczególnym kandydatom, i mogłoby dochodzić do sytuacji, kiedy trudno byłoby wejść do lokalu i oddać głos, bo, dajmy na to, ktoś przy wejściu rozdawałby np. pączki czy w jakiś inny sposób przykuwał uwagę udających się głosować. W tej sytuacji cisza wyborcza – przynajmniej w sensie fizycznym – stwarza możliwość oddania głosu w spokoju, bez nachalności, która wdziera się w kampanię wyborczą.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki