Dla niektórych te wybory to być albo nie być
Piątek, 19 października 2018 (15:18)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Według różnych sondaży przedwyborczych – z ostatnich dni czy godzin – utrzymuje się przewaga Prawa i Sprawiedliwości, ale nie jest ona aż tak duża jak jeszcze kilka tygodni temu. Skąd ta zadyszka PiS?
– Co by nie powiedzieć, te sondaże nie przynoszą dużych niespodzianek. PiS wciąż jest na czele, i to ze sporą przewagą. Dlatego myślę, że nie możemy mówić o zadyszce tej politycznej formacji. Pamiętajmy, że cały czas jesteśmy w obszarze wyborów samorządowych i we wszystkich dotychczasowych wyborach tego szczebla duże poparcie miało PSL. I jeśli dzisiaj – na finiszu kampanii – PiS ma nieco mniejsze notowania sondażowe, to ktoś – w tym wypadku PSL, bo to są bardzo podobne elektoraty – musi mieć więcej. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę, że na scenie politycznej pojawiają się nowe byty, które nie występują przy okazji wyborów parlamentarnych, które też generują głosy wyborców.
Co sprawia, że PSL w wyborach samorządowych najczęściej ma wynik lepszy niż w wyborach parlamentarnych?
– To wynika z faktu, że PSL jest mocno osadzone w sensie biurokratyczno-urzędowym w lokalnych strukturach samorządowych. Partia ta robi wszystko, i ma ku temu wszystkie niezbędne narzędzia, żeby swoich zdobytych wcześniej apanaży bronić, i czyni wszystko, wykorzystując lokalne relacje, aby było nadal tak, jak jest dzisiaj. Trwa więc spinanie lokalnych powiązań, począwszy od gminy, poprzez powiaty, kończąc na sejmikach wojewódzkich, w pewien układ, który zafunkcjonuje w samorządach, ale nie zafunkcjonuje już na taką skalę w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
W tym kontekście wyniki sondażowe PiS wcale nie są złe, wręcz przeciwnie – jak na samorząd są, powiedziałbym, dobre. Pytanie tylko, w ilu sejmikach PiS obejmie władzę. Wiemy, że w tej kadencji PiS rządziło tylko w jednym sejmiku wojewódzkim – na Podkarpaciu, i pytanie, jakie się nasuwa, to w ilu będzie rządzić po niedzielnych wyborach. W ilu samodzielnie, bo realnie może to być kilka, natomiast w ilu PiS będzie miało zdolność koalicyjną, aby skutecznie objąć rządy. Może z Kukiz’15, a może z Bezpartyjnymi Samorządowcami – to jest kwestia otwarta. Natomiast jeśli PiS realnie przejmie władzę w samorządach, to z pewnością będzie to miało fundamentalny wpływ na układ sił w kolejnych wyborach parlamentarnych w przyszłym roku.
Jakie są potencjalne szanse PiS na zawieranie ewentualnych koalicji w sejmikach?
– Wydaje się, że w grę wchodzi tylko Kukiz’15, natomiast trudno w tej chwili powiedzieć, jak to będzie wyglądało ze wspomnianymi Bezpartyjnymi Samorządowcami. I to mogą być główni – oczywiście potencjalni – koalicjanci PiS, ale różnie może to wyglądać w konkretnych regionach. Natomiast PSL będzie chciało – jeśli to tylko będzie możliwe – wejść w koalicje z Platformą i Nowoczesną, czyli z tzw. Koalicją Obywatelską. Cały czas mowa jest o sejmikach wojewódzkich, które najbardziej ilustrują to, co się dzieje w ogólnopolskiej partyjnej polityce. Żeby zrozumieć mechanizm, żeby zobaczyć, jak to działa, wystarczy popatrzeć, jakie poparcie miało PSL w ostatnich wyborach samorządowych, które niekiedy sięgało nawet pod 30 proc.
Nie chcę wnikać w to, czy i na ile było to związane z zafałszowaniem wyników, o których – jak pamiętamy – było głośno, ale, fakt faktem, takie wyniki osiągnęło PSL, które rok później, w wyborach do parlamentu ledwo przekroczyło próg wyborczy i znalazło się w Sejmie w szczątkowej postaci. I tak pokrótce wygląda cały ten mechanizm wyborów samorządowych.
Czy to oznacza, że – biorąc pod uwagę sondażowe poparcie w wyborach samorządowych – za rok w starciu o parlament PSL może zniknąć ze sceny politycznej?
– Owszem, PSL może zniknąć z ogólnopolskiej sceny politycznej, jeśli osłabnie jego poparcie w strukturach samorządowych, na dole. I wcale nie jest powiedziane, że ostatnie sondaże, które dają PSL 8- czy nawet 10-procentowe poparcie, gwarantują temu ugrupowaniu status quo. To znaczy, że jeśli struktura funkcjonowania PSL w obszarze władzy samorządowej w jakimś województwie się zachwieje, bo, jak wspomniałem, idzie to, począwszy od sejmików, poprzez powiaty, do gmin, to to zachwianie musi się później przełożyć także na wybory parlamentarne. Chodzi o to, że PSL jest konstrukcją, którą można nazwać układem władzy we wspomnianych pionach, i jeśli taki układ przestaje funkcjonować, to przestaje też dawać głosy, co z kolei odbija się na poparciu.
W sejmikach wojewódzkich znaczące miejsca mogą zająć również Bezpartyjni Samorządowcy z wynikiem sondażowym oscylującym w granicach 8 proc. Skąd tak wysokie poparcie dla tych, którzy pod pozorem bezpartyjności chcą rządzić w samorządach? Nie jest przecież tajemnicą, że w tych szeregach są np. byli członkowie Platformy czy SLD.
– Ten sondażowy wynik wcale nie musi oznaczać aż tak dobrego wyniku w dniu wyborów. Pytanie brzmi, czy te struktury, ci ludzie, których celem jest przede wszystkim interes, za którym stoi zdobycie władzy, ze względu na to, że w tej chwili przy władzy krajowej jest PiS, czy ich interesem – tu i ówdzie – będzie trzymanie się twardo jakiejś swojej przeszłości platformianej czy lewicowej czy też mogą zagrać na zdobycie dwóch, trzech czy nawet kilku mandatów, które wystarczą im do tego, żeby zawrzeć koalicję w jedną czy w drugą stronę.
Możemy mieć zatem do czynienia z czystą kalkulacją, z tym, co i komu się bardziej opłaca, chyba że zadziała jakiś sztywny układ, który w konkretnych sytuacjach będzie ich zmuszać do koalicji ze stroną lewicowo-liberalną. Ale jeśli tak nie będzie, to może się okazać, że Platforma i PSL stracą więcej sejmików, niż mogłoby się wydawać, a zatem ta skala strat może być nawet czymś, co określiłbym masą krytyczną dla tych ugrupowań.
Co z frekwencją, która zawsze była bolączką polskich wyborów? Czy kończąca się kampania zachęciła czy wprost przeciwnie – zniechęciła Polaków do pójścia w niedzielę do urn?
– Wydaje się, że ta kampania bardziej zachęcała, niż zniechęcała Polaków do udziału w wyborach samorządowych. Zwłaszcza widać to po liczbie osób, które dopisują się do list wyborców w miejscach, gdzie mieszkają, ale nie są zameldowane. Na taką skalę tego typu działań we wcześniejszych wyborach samorządowych nie było. To może świadczyć, że napięcie, emocje przedwyborcze są rozgrzane, co z kolei może się przełożyć na wyższą frekwencję, niż to miało miejsce w ostatnich wyborach.
Jak może się zmienić Polska po wyborach samorządowych?
– Poza Nowoczesną, która skupia ideologicznych sympatyków, praktycznie wszystkie ugrupowania, od PSL, a w szczególności Platforma, mają charakter mocno utylitarny, a więc kwestie ideowe nie są aż tak mocnym spoiwem tych środowisk, natomiast to, co ich łączy, to rozdawnictwo władzy, także rozdawnictwo pieniądza. Ponieważ Platforma przed trzema laty utraciła władzę w kraju na rzecz Zjednoczonej Prawicy, to do dzisiaj przeżywa tę porażkę bardzo boleśnie, zresztą jest to manifestowane we wszystkich radykalizmach czy w samookreśleniu się jako totalna opozycja, bo takie naprawdę są nastroje w szeregach po stracie apanaży, które łączyły te środowiska i ciągnęły je do polityki.
W związku z tym dzisiaj wszystkie nadzieje formacja ta skupia na samorządach różnego szczebla. Szczególnie Platformie zależy na sejmikach wojewódzkich i utrzymaniu władzy w wielkich miastach. Dlatego, gdyby w tych obszarach utracili jakieś ważne przyczółki, to kryzys tej totalnej opozycji pogłębiłby się jeszcze bardziej. Tak naprawdę jest coraz mniej czynników, które pozwalałyby tym ludziom mieć jeszcze nadzieję na utrzymanie apanaży, a to jest jedyny czynnik, jaki jednoczy te środowiska.