Brakowało nam międzynarodowego wsparcia
Piątek, 12 października 2018 (22:41)Z senator Alicją Zając (PiS), wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie znaczenie dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej ma dzisiejsza debata podczas Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu poświęcona wydarzeniom z 10 kwietnia 2010 roku?
– Brakowało nam takiego międzynarodowego wsparcia w ciągu ośmiu minionych lat. Nic nie stało na przeszkodzie, aby instytucje międzynarodowe – jak w tym wypadku Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy – podjęły takie działania zaraz po katastrofie. Owszem z wielu krajów świata otrzymywaliśmy wyrazy współczucia, natomiast instytucje międzynarodowe nie pochyliły się nad naszą tragedią i dopiero teraz, dzięki staraniom i wielu działaniom europarlamentarzystów PiS temat ten zaczyna żyć w Parlamencie Europejskim. Jakiś czas temu uczestniczyłam w otwarciu wystawy malarzy, którzy znając tragedię z 10 kwietnia 2010 roku, poświęcili swój czas, swój talent i namalowali różne obrazy stanowiące element ich poparcia dla rodzin smoleńskich. To był pewien symbol świadczący o tym, że również świat artystyczny, ludzie sztuki przeżywali w szczególny sposób to, co się wydarzyło w Smoleńsku. Czegoś takiego ze strony gremiów międzynarodowych niestety nie było. Z problemem tym zostaliśmy pozostawieni sami sobie.
Liczy Pani, że Rosja dostosuje się do apelu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy?
– Nie sądzę, żeby wezwanie Moskwy do zwrotu wraku tupolewa – polskiej własności – przyniosło pozytywny skutek. Po prostu od wielu już lat – właściwie od początku powstania Unii Europejskiej – obserwujemy, że Rosja nie liczy się z opinią międzynarodową. Moskwa prowadzi swoją własną politykę zagraniczną – taką, jaka jest dla niej najbardziej korzystna w tej sytuacji, żadne apele, żadne ponaglenia nie odnoszą skutków. Zgodnie z konwencją chicagowską wrak Tu-154M powinien być Polsce zwrócony, tyle tylko że Rosjanie nie uznali tego dokumentu. Przetrzymywanie wraku samolotu to pewien symbol – Rosjanom wydaje, że mają nad Polską władzę.
Rezolucja mówi też o dostępie polskich prokuratorów do miejsca katastrofy.
– Proszę sobie przypomnieć ostatni pobyt polskich prokuratorów i śledczych w Smoleńsku, kiedy właściwie nie mogli samodzielnie wykonywać żadnych czynności, a ich obecność ograniczała się właściwie do asystowania rosyjskim śledczym. Wydaje się też, że w pierwszych godzinach, dniach po katastrofie smoleńskiej rola polskiego rządu z ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem na czele, którzy byli na miejscu tragedii, polegała na tym, że wykonywali tylko te czynności, które narzucili im Rosjanie. Rosjanie przyjęli te działania za milczącą zgodę i śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej prowadzili według własnego scenariusza, kompletnie nie licząc się z Polską. Obserwowaliśmy to zaraz po 10 kwietnia 2010 roku i w kolejnych latach. Ze strony Moskwy nie było i nie ma żadnych przejawów do współpracy z Polską oraz z instytucjami międzynarodowymi w kwestii wyjaśnienia tego, co się wydarzyło przed ośmiu laty w Smoleńsku. To, co robi Rosja, to nonszalancja w stosunkach z Polską i nie sądzę, żeby ta retoryka i polityka rosyjska zmieniły się w najbliższych latach.
Mimo iż Rosja po aneksji Krymu straciła głos w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i nie uczestniczy w posiedzeniach tego gremium, to jeszcze do wczoraj starano się bądź to w ogóle wyeliminować tę rezolucję, bądź bardzo ją osłabić…
– To tylko dowód, że polityka rosyjska jest nastawiona wyłącznie na osiąganie własnych celów i realizację własnych interesów. Jedynie stanowcze działania międzynarodowe i surowe sankcje mogą spowodować, że Rosja będzie zmuszona ugiąć się pod naciskami opinii międzynarodowej. Przypomnę, że rezolucję wzywającą do zwrotu Polsce wraku Tu-154M poparło 46 państw. To ważna sprawa, istotny i potrzebny dokument, ale obok deklaracji i słów muszą pójść czyny. Jedynie twarda, konsekwentna polityka nie tylko niektórych państw, ale całej Unii Europejskiej może prezydenta Rosji Władimira Putina skłonić do ustępstw. Nie może być tak, że dzisiaj się głosuje, przyjmuje rezolucję, a jutro przedstawiciele poszczególnych państw Europy Zachodniej, Niemiec czy Francji spotykają się i uzgadniają współpracę, bo to do niczego nie doprowadzi. Przyznam, że osobiście nie jestem za stosowaniem – w stosunkach międzynarodowych – drastycznych metod, ale w przypadku Rosji tylko takie metody się sprawdzają.