• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Kowalczyk pisze historię

Poniedziałek, 7 stycznia 2013 (02:07)

Justyna Kowalczyk po raz czwarty z rzędu wygrała Tour de Ski, najbardziej prestiżowy i najcięższy wieloetapowy cykl w biegach narciarskich. Takim wynikiem nie może się pochwalić nikt i pewnie długo (a może nigdy) nikt go nie pobije, no chyba że… Polka za rok swój wyczyn jeszcze bardziej wyśrubuje.

Przed weekendowymi biegami Kowalczyk była liderką TdS, z dość bezpieczną przewagą nad rywalkami, ale nie chciała, by ktoś przedwcześnie uznał ją za triumfatorkę. Miała pokorę przed ostatnimi startami, szczególnie wczorajszym, czyli morderczą i wyczerpującą wspinaczką pod Alpe Cermis. Wiedziała doskonale, że myśląc o spokojnym (czyli bez wielkich nerwów) pokonaniu tego etapu, będzie musiała w sobotę uciec konkurentkom, i to na taki dystans, by same przestały wierzyć w możliwość sprawienia niespodzianki. I tak właśnie zrobiła. W swej koronnej konkurencji, biegu na 10 km stylem klasycznym ze startu wspólnego, dała iście mistrzowski pokaz perfekcji. Rozpoczęła spokojnie, jakby wyczekując na ruchy przeciwniczek. Cały czas przewodziła jednak grupie, z której kilometr po kilometrze ktoś odpadał. W końcu odpadły te, których Polka mogła się jeszcze obawiać, czyli Therese Johaug i Kristin Stormer Steira. Gdy Kowalczyk to dostrzegła, jeszcze bardziej przyspieszyła i pognała do mety tempem niesamowitym, jakby niesiona na nartach. Ostatecznie minęła ją ponad pół minuty przed Norweżkami, co było nokautem. – Cieszyłabym się nawet z 10 sekund różnicy, a ponad 30 to rewelacja – przyznała. Dzięki temu przed wczorajszym etapem wypracowała sobie bezpieczną przewagę nad Johaug, przekraczającą dwie minuty. Było to niezwykle ważne, bo próba ta zawsze stanowiła mocną stronę niskiej, filigranowej reprezentantki Norwegii.

I to się potwierdziło. Johaug od pierwszych metrów biegła jak o życie, próbując odrabiać straty. Systematycznie zmniejszała dystans do Polki, ale jej starania były skazane na niepowodzenie. Kowalczyk nie pozostawiła jej złudzeń. Owszem, nie szarżowała, biegła wolniej, ale już przed startem powiedziała, że nie będzie jej interesować czas, tylko miejsce. Wspinaczka pod Alpe Cermis to etap wyjątkowy – zawodnicy wdrapują się po stromym stoku, z którego zazwyczaj zjeżdżają alpejczycy. Nie wybacza błędów, Polka o tym wiedziała, dlatego pobiegła mądrze i rozważnie. Wygrała, metę minęła niespełna 30 sekund przed Johaug. Niesłychanie zmęczona, ale szczęśliwa. – Na mecie byłam prawie martwa, nie miałam nawet sił się denerwować. Ale ten Tour był piękny, świetnie biegałam stylem klasycznym, ale też nie był łatwy, bo musiałam biegać sama, bez pomocy żadnej z dziewczyn – przyznała Kowalczyk, która TdS wygrała po raz czwarty z rzędu. Tego nie dokonał nikt.



Wyniki
Bieg na 10 km techniką klasyczną ze startu wspólnego: 1. Justyna Kowalczyk 28.12,9 min, 2. Kristin Stoermer Steira (Norwegia) strata 33,2 s, 3. Krista Lahteenmaki (Finlandia) 39,0, 4. Therese Johaug (Norwegia) 41,1, 5. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 1.01,6 min, 6. Emma Wiken (Szwecja) 1.01,9. Bieg na 9 km techniką dowolną: 1. Johaug 34.14,4 min, 2. Elizabeth Stephen (USA) 39,5, 3. Heidi Weng (Norwegia) 1.10,8 min, 4. Liisa-Riita Roponen (Finlandia) 1.33,3, 5. Lahteenmaki 1.33,5, 6. Astrid Jacobsen (Norwegia) 1.35,0, 7. Kowalczyk 1.40,1. Klasyfikacja generalna TDS: 1. Kowalczyk 2:25.21,6 godz., 2. Johaug 27,9 s, 3. Stoermer Steira 2.39,5 min, 4. Lahteenmaki 3.04,7… 37. Kornelia Kubińska 12.39,2… 40. Paulina Maciuszek 13.13,3. Klasyfikacja generalna Pucharu Świata: 1. Kowalczyk 822 pkt, 2. Kikkan Randall (USA) 686, 3. Johaug 532.

Piotr Skrobisz