Odszedł człowiek pokoju i zgody
Sobota, 5 stycznia 2013 (10:59)O. Piotr Chyła, wikariusz Prowincjała Warszawskiej Prowincji Redemptorystów:
Ponad wszelką wątpliwość o. Jan Mikrut był człowiekiem pokoju i zgody, posiadającym niezwykle bogatą osobowość. Godził w sobie z jednej strony „nienarzucalność”, a z drugiej strony interesował się wszystkim, co nie jest łatwe do pogodzenia. On potrafił to robić. Ojciec Jan, trzeba to podkreślić, był człowiekiem szalenie głębokim i takim pozostał do ostatnich chwil swojego życia. Nie jest rzeczą łatwą pozostać do końca wiernym temu, co się głosiło, w sposób nie narzucający się, prosty i świadomy.
Ojciec Jan był człowiekiem, który nie przyjmował kompromisów w sprawach Bożych, był bezkompromisowy, jeśli chodziło o sprawy Pana Boga. Zapisał się w pamięci jako osoba, która w sercu nosiła Kościół, naszą Warszawską Prowincję Redemptorystów, ale także Radio Maryja, Telewizję Trwam. Bardzo przejmował się i interesował naszymi sprawami.
Muszę podkreślić, że o. Jan był człowiekiem Kościoła. Kochał go, jednocześnie kochając lud Boży. Ze szczególnym upodobaniem oddawał się formowaniu ludzi i widział tego konieczność. Stąd jego ogromne zainteresowaniem m.in. ruchem oazowym, życiem młodych ludzi, Rodziną Radia Maryja. To umiłowanie ludzi i poczucie odpowiedzialności za ich formowanie przyczyniło się do tego, że zbudował od podstaw wspaniałe, wyjątkowe wręcz miejsce – jego ukochaną pustelnię na Ryniasie koło Brzegów, w okolicach Zakopanego.
To była jego perełka, pustelnia, miejsce, w którym oczarowywał wielu ludzi. Nigdy nie pozwolił, aby to miejsce było czymkolwiek skażone. Od początku chciał, by to miejsce – powstałe w trudach dla Pana Boga, tylko dla Niego pozostało. Mimo iż miejsce to odwiedzało wiele różnych grup, to pozostało ono czyste i oddane Panu Bogu.
Z całą pewnością trzeba podkreślić, że zmarły wczoraj wieczorem o. Jan stał u początków powstawania tego wielkiego dzieła, jakim jest Radio Maryja. Był on jednym z pierwszych współpracowników o. Tadeusza Rydzyka, który w ostatnim czasie wielokrotnie to wspominał. Ojciec Tadeusz przypomina, że takie audycje jak „Medytacja ignacjańska”, czyli medytacja w duchu świętego Ignacego. To były pomysły, impulsy o. Jana.
Ojciec Jan był od dłuższego czasu świadomy, że odchodzi, na co był przygotowany. Oczekiwał spotkania z Panem Bogiem, o czym mówił mi wielokrotnie. W trakcie jednej z rozmów powiedział mi bardzo świadomie, że jest przygotowany i nosi pokój w sercu.
Po ludzku będzie nam bardzo brakować o. Jana. Pojawi się pewna pustka, której nikt i nic nie jest w stanie zapełnić. Z drugiej strony myślę, że mamy orędownika u Pana Boga. Ojciec Jan odszedł w pierwszy piątek miesiąca, w godzinie Apelu Jasnogórskiego.
Odeszła od nas silna osobowość, którą będziemy wspominać. Mimo swojej skromności o. Jan wywarł bardzo szeroki wpływ na wielość sektorów życia Kościoła, naszego zgromadzenia i naszej prowincji.
Ojciec Jan był człowiekiem bardzo mocno stojącym na ziemi i jednocześnie cały czas będący u Pana Boga. Wydawał się indywidualistą, kimś pozornie stojącym obok, ale przede wszystkim był całym sercem oddany Panu Bogu, Kościołowi i ludziom.