To tylko formalność
Czwartek, 16 sierpnia 2018 (22:13)Z posłem Andrzejem Maciejewskim (Kukiz’15), przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Znamy już termin wyborów samorządowych, które odbędą się 21 października, a druga tura 4 listopada. Z jakim przesłaniem do tych wyborów idzie Kukiz’15?
– Przed dwoma laty podczas Europejskiego Kongresu Samorządowego w Katowicach podaliśmy takie hasło „Oddać samorządy obywatelom, odpartyjnić samorządy”. I ta nasza myśl, to nasze przesłanie jest ciągle aktualne, tu się nic nie zmieniło. Naszym głównym celem i zadaniem jest, aby do rad gmin, powiatów trafiło jak najwięcej nie funkcjonariuszy partyjnych z wszelkiej maści klubów czy partii, ale okolicznych mieszkańców – ludzi, którzy wiedzą najlepiej, jakie są potrzeby lokalnych samorządów oraz co, jak i gdzie trzeba zrobić dla lokalnej społeczności.
Idea piękna, ale co z realizacją, zwłaszcza kiedy mamy wszechobecną partiokrację?
– Partiokrację rozumiemy jako system zwyrodnienia partyjnego, który nie potrafi się sam oczyścić, naprawić. Jako klub poselski uratowaliśmy Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. To my wykazaliśmy do końca determinację w tej kwestii, nie obrażaliśmy się, nie opuszczaliśmy posiedzeń, tylko na serio walczyliśmy i dzięki temu w dwóch tysiącach gmin ciągle są JOW-y, a nie zabawa w listy partyjne. To pokazuje, że jako Kukiz’15 jesteśmy stali w swych poglądach i konsekwentnie realizujemy nasze zamierzenia.
Jak ocenia Pan szanse kandydatów swego ugrupowania w wyborach samorządowych?
– Operacja pod nazwą „wybory samorządowe” dopiero się rozpoczyna, ale jestem dobrej myśli i wierzę, że jesienne wybory to będzie sukces – przede wszystkim obywateli, sukces Polaków. Wierzę w to, że Kukiz’15 przez minione trzy lata zasiadania w parlamencie udowodnił, że jest siłą konstruktywną, że jest siłą rozsądku i jest realną alternatywą dla dwóch największych partii w Polsce. Tak czy inaczej – mając na uwadze jesienne wybory – idziemy po swoje. Mamy swoją grupę wyborców, jednocześnie wiele osób niezdecydowanych czy nawet zawstydzonych obecną sytuacją i klimatem panującym na polskiej scenie politycznej skłania się w stronę Kukiz’15, co tylko nas cieszy.
Choć mamy oficjalne rozpoczęcie kampanii samorządowej, ale tak naprawdę trwa ona, nie tylko w Warszawie, już od jakiegoś czasu. PiS-owi uda się odbić Warszawę z rąk Platformy?
– W przeciwieństwie do dwóch głównych partii, PiS i Platformy, nie podchodzę do kampanii wyborczej jak do wojny, ale podchodzę do tego jako do wyboru mieszkańców. To mieszkańcy, a nie liderzy partyjni decydują, czy dana władza się zmienia czy też nie. To oni wiedzą najlepiej, czy w danym mieście dzieje się dobrze czy źle, bo to oni na co dzień żyją, pracują w lokalnych środowiskach i to właśnie oni dokonają ostatecznego wyboru. Istotą wyborów jest pokazanie alternatywy, pokazanie, że można coś zrobić inaczej. Nie należy też wyborów traktować jako wojny, bo politycy są ostatnimi, którzy mają wpływ na wybór Polaków. O tym, kto będzie sprawował władzę – nie tylko w samorządach – zawsze decydują Polacy i myślę, że przystępując do kampanii samorządowej, warto o tym pamiętać.
Zważając na kłótnie na polskiej scenie politycznej, jakiej kampanii możemy się spodziewać?
– Po pierwsze, możemy się spodziewać kampanii bardzo krótkiej, ale bardzo intensywnej. Dzisiaj mamy dopiero połowę sierpnia, Polacy są na wakacjach, urlopach, na wczasach, wypoczywają i tak na dobrą sprawę nikogo dzisiaj nie interesuje kampania wyborcza. Z kolei kiedy przyjdzie wrzesień, to wszyscy się skupią na dzieciach w związku z rozpoczynającym się rokiem szkolnym i tak na dobrą sprawę – w mojej ocenie – kampania wyborcza rozpocznie się na przełomie września i października. Myślę, że czasu będzie wystarczająco dużo, żeby przekonać społeczeństwa lokalne do takich czy innych kandydatur. We wszystkim trzeba zachować umiar – także w tym względzie, i należy pamiętać, żeby nie przesadzić. Mieszkańcy wiedzą najlepiej i to jest jednocześnie maksyma, którą jako Kukiz’15 ciągle powtarzamy. Mieszkańcy jako gospodarze danego miejsca wiedzą wszystko o lokalnych potrzebach i w tym momencie każda oferta, jaka się pojawia, kończy się decyzją, a wybory – jak mawiał Napoleon – to tylko formalność.
Tymczasem w tle bieżących wydarzeń mamy kolejny atak na Polskę ze strony Komisji Europejskiej, wiele też wskazuje, że sprawę reformy sądownictwa będzie rozstrzygał Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Czy i w jakim stopniu temat ten może rzutować na kampanię samorządową?
– Komisja Europejska, kiedy coś jest jej nie na rękę – bardzo często umywa ręce i mówi, że jest to sprawa wewnętrzna danego państwa. Przykładem są wielotysięczne protesty, do jakich doszło w ostatnich dniach na ulicach Rumunii, kiedy – jak słyszymy – operator kamery jednej ze stacji, który relacjonował protest, został pobity przez policję, natomiast prezenter telewizyjny, który był przy nim, został przygwożdżony do ściany. Ponadto policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych wobec protestujących. Ale Komisja Europejska dziwnym trafem tego nie komentuje, a w wydanym komunikacie stwierdza, że jest to wewnętrzna sprawa Rumunii. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, to czy Komisja Europejska podeszłaby do sprawy w ten sam sposób, że jest to nasza wewnętrzna sprawa? Wątpię. Dlatego życzyłbym sobie, żeby politycy brukselscy zaczęli jedną, równą miarą mierzyć i oceniać wszystkie państwa członkowskie, a nie wybiórczo traktować poszczególne kraje. Życzyłbym sobie również, żeby zamiast atakowania Polski pojawił się komunikat, że reformowanie wymiaru sprawiedliwości w Polsce to wewnętrzna sprawa państwa członkowskiego, bo tak ta sprawa powinna zostać załatwiona.
Póki co, Komisja Europejska występuje w interesie opozycji totalnej?
– Sprawy te reguluje Konstytucja RP, a od osądzania, czy dana ustawa jest zgodna z polskim prawem czy nie, jest Trybunał Konstytucyjny. Widać jednak, że ktoś poszedł drogą na skróty, zapominając, że w wielu istotnych kwestiach sędziowie Sądu Najwyższego ani razu nie wystąpili w kwestiach frankowiczowskich. Dodam, że nie jest to problem tylko Polski, ale problem ogólnoeuropejski, gdzie banki globalne łamały prawa konsumenckie, ale polscy sędziowie nie widzieli potrzeby – tak jak to było w innych państwach – aby występować o interpretację odnośnie do prawa konsumenckiego i jego realizacji, czy działania banków były zgodne z prawem, czy nie były. Takiej woli ze strony Sądu Najwyższego nie było. Natomiast sędziowie Sądu Najwyższego obudzili się, kiedy poszło o ich synekury. To pokazuje, że Sąd Najwyższy działa wybiórczo, jak mało jest proobywatelski, i to tylko potwierdza, że tę reformę sądownictwa i szerzej, całego wymiaru sprawiedliwości w Polsce, trzeba robić. Oczywiście każdy wariant reformy sądownictwa będzie bolał i to niezależnie od tego, czy będzie to głęboka, czy płytka zmiana. Jeszcze raz powtarzam, że reformy są sprawą wewnętrzną suwerennego państwa członkowskiego, a elitom brukselskim nic do tego.