Liczą się fakty
Środa, 1 sierpnia 2018 (21:09)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Z analizy przepisów Konstytucji i ustawy o Sądzie Najwyższym przeprowadzonych przez Krajową Radę Sądownictwa wynika, że prof. Małgorzata Gersdorf jest byłą I prezes Sądu Najwyższego. Czy zatem ktokolwiek może mieć jeszcze jakieś wątpliwości co do jej obecnego statusu?
– Osobiście, od samego początku nie miałem żadnych wątpliwości co do statusu prof. Małgorzaty Gersdorf. Ustawa o Sądzie Najwyższym przewiduje przechodzenie sędziów w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia, z możliwością przedłużania tego przez prezydenta RP. Z chwilą wejścia ustawy w życie obowiązujące stają się też przepisy tam zawarte, m.in. o przejściu z dniem 4 lipca tego roku w stan spoczynku sędziów. Skoro ze strony prof. Gersdorf nie było jakiegokolwiek oświadczenia, że chciałaby swoją służbę przedłużyć, to z mocy ustawy przeszła ona w stan spoczynku, a jak wiadomo – w stanie spoczynku nie można być I prezesem Sądu Najwyższego. Koniec kropka, sprawa jest jasna. Uważam, że analiza Krajowej Rady Sądownictwa jest jedynie stwierdzeniem faktu, który się dokonał i dla każdego jest absolutnie jasny, no może poza tzw. totalną opozycją i byłą już I prezes Sądu Najwyższego.
Czym może się kierować prawnik, profesor prawa, wykładowca akademicki, osoba, która do niedawna sprawowała funkcję I prezesa Sądu Najwyższego, nie respektując prawa?
– Szacunek dla państwa i autorytet prezydenta wymagają, aby wydany akt w sprawie przejścia sędziego Sądu Najwyższego w stan spoczynku był respektowany. Dotyczy to także, a może przede wszystkim prof. Małgorzaty Gersdorf. Natomiast sama pani profesor swoim działaniem narusza też powagę Sądu Najwyższego, jakby nie było – naczelnego organu wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Myślę, że niestety, ale prof. Gersdorf stała się w jakimś sensie zakładnikiem opozycji totalnej. W tej sytuacji trudno jej znaleźć jakieś rozsądne i godne wyjście z tego zapętlenia. Wszyscy przecież pamiętamy oświadczenia prof. Gersdorf w stylu, że udaje się na urlop, ale to zachowanie też nie przystawało do roli I prezesa, którą do 3 lipca br. pełniła. Natomiast uważam, że na tym etapie wszystkie jej oświadczenia czy działania nie mają już jakiegokolwiek znaczenia prawnego ani faktycznego, bo – jak wspomniałem – zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym Małgorzata Gersdorf jest już byłą I prezes Sądu Najwyższego i sędzią w stanie spoczynku. W tej chwili oczywiście trwa procedura uzupełniania składu sędziów Sądu Najwyższego i w momencie, kiedy dwie trzecie stanowisk zostanie obsadzone, wówczas Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego wskaże prezydentowi pięciu kandydatów, spośród których dokona on wyboru I prezesa. Dlatego bez względu na to, jakie wrażenie ma dzisiaj prof. Gersdorf co do swojej roli, to nie ma już najmniejszego znaczenia.
Dlaczego – Pana zdaniem – osoba z wykształceniem prawniczym, jeśli ma jakiekolwiek wątpliwości co do konstytucyjności ustawowej regulacji określającej granicę wieku przejścia w stan spoczynku, nie zwróci się o rozstrzygnięcie do Trybunału Konstytucyjnego?
– Myślę, że prof. Gersdorf nie zwraca się o rozstrzygnięcie do Trybunału Konstytucyjnego z tego samego powodu, co totalna opozycja. To znaczy, że w tym wypadku nie ma mowy o niekonstytucyjności przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym. Jasne jest, że ustawodawca skorzystał ze swoich konstytucyjnych kompetencji w tym zakresie i uregulował wiek przechodzenia sędziów w stan spoczynku – właśnie – ustawą, tak jak mówi o tym Konstytucja. W takiej sytuacji – zgodnie z Ustawą Zasadniczą – bieg kadencji I prezesa Sądu Najwyższego został przerwany z przyczyn leżących po stronie prof. Gersdorf, która w odróżnieniu od innych sędziów nie zwróciła się do prezydenta RP Andrzeja Dudy o wydłużenie pełnienia służby sędziego. I tutaj zarówno opozycja totalna – Platforma i Nowoczesna – jak i prof. Gersdorf oraz ta część środowiska sędziowskiego, która kontestuje reformę, doskonale zdaje sobie sprawę, że przepisy tam zawarte są konstytucyjne i dlatego też nie kierują swoich pretensji do Trybunału Konstytucyjnego, tylko wolą utyskiwać za granicą, zwracając się do organów europejskich i czekając z nadzieją, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu coś im w tej sprawie pomoże.
Jak Pan zauważył, minął już ustawowy termin zgłaszania kandydatów na wakujące stanowiska sędziów Sądu Najwyższego. Kiedy poznamy ich nazwiska, no i oczywiście nazwisko nowego I prezesa Sądu Najwyższego?
– Jak wiemy, do obsadzenia są 44 stanowiska sędziowskie i cały ten proces się właśnie odbywa. W tej chwili trwa weryfikacja zgłoszeń osób, które wyraziły chęć zasiadania w Sądzie Najwyższym. Nie sądzę, żeby ten proces specjalnie się wydłużał, dlatego na przestrzeni paru tygodni – do września – powinniśmy poznać nazwiska sędziów, którzy zasiądą w Sądzie Najwyższym. Myślę, że w bezpośrednim okresie po wakacjach Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego wskaże też prezydentowi pięciu kandydatów, z których niezwłocznie wybierze on I prezesa. Jest to zatem kwestia kilku tygodni.
Czy z chwilą obsadzenia wszystkich stanowisk sędziowskich w Sądzie Najwyższym i wraz z wyborem I prezesa zakończy się reforma Sądu Najwyższego?
– Sądzę, że tak. Trzeba też powiedzieć, że ta reforma, po uzupełnieniu składu sędziów Sądu Najwyższego jakby zacznie dopiero działać. W tej chwili mamy bowiem paraliż związany z tym, że część sędziów po wejściu w życie ustawy o Sądzie Najwyższym przeszła w stan spoczynku. Nie ma też I prezesa. Dopiero w momencie, kiedy te wspomniane wcześniej sprawy zostaną zakończone, kiedy wyłonieni zostaną nowi sędziowie i dokonany zostanie wybór I prezesa, wówczas Sąd Najwyższy w oparciu o przepisy ustawy w podziale także na wszystkie nowe izby: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izbę Dyscyplinarną, zacznie realizować swoje ustawowe zadania.