Polskie władze są powściągliwe, ale zarazem stanowcze
Niedziela, 22 lipca 2018 (12:37)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak to jest, że posłowie totalnej opozycji, także prof. Gersdorf, którzy mają usta pełne frazesów na temat godności człowieka zapisanej w Konstytucji, nie reagują, kiedy w bezczelny sposób wyzywany jest marszałek senior Kornel Morawiecki? Przecież to się może wyrwać spod kontroli…
– Widać tu jak na dłoni dwulicowość tych środowisk. Ta dwulicowość jest zauważalna w zasadzie w każdej dziedzinie. Z jednej strony powiadają, że walczą o wolność, tyle że ta ich walka o wolność polega na tym, że chcą zniewolić innych, większość społeczeństwa. Przykładem są chociażby spotkania, jakie ostatnio odbywałem w całej Polsce, kiedy kilka osób występujących pod hasłami: Konstytucja, wolność, demokracja przychodziło na te spotkania nie po to, żeby korzystać z własnej wolności, tylko po to, żeby tę wolność ograniczać większości zgromadzonej na spotkaniach.
Kiedy krzyczą: demokracja, że występują w obronie demokracji, to po pierwsze – czynią to metodami niedemokratycznymi, niejednokrotnie przy użyciu przemocy, a po drugie – nie szanują tego, co z demokracji wynika. Mianowicie największym świętem demokracji są wybory i jeżeli ktoś powiada, że walczy o demokrację, a nie chce uszanować werdyktu wyborczego, to tym samym pokazuje swoje wielkie zakłamanie. Również prof. Gersdorf nawołująca do przestrzegania Konstytucji, sama Konstytucji RP nie przestrzega, łamiąc ją w kilku miejscach.
Mógłby Pan wskazać te obszary?
– Zgodnie z trójpodziałem władz ustrój sądów, sposób postępowania przed sądami, właściwości tych sądów to wszystko należy do władzy ustawodawczej, a nie do sędziów. Profesor Gersdorf łamie prawną zasadę domniemania zgodności ustaw z Konstytucją RP, nie stosuje też obowiązującego ustawodawstwa. Tymczasem każdy obywatel jest zobowiązany do przestrzegania porządku prawnego, tym bardziej sędziowie, którzy mają być wzorem przestrzegania prawa. Jeżeli bowiem sędziowie nie przestrzegają prawa, to czegóż wymagać od obywateli, z których każdy też może powiedzieć, że mu się ta czy inna ustawa nie podoba, w związku z czym nie będzie jej przestrzegał, bo sam osobiście uważa, że ustawa jest niekonstytucyjna. Przecież prof. Gersdorf doskonale wie, kto jest uprawniony i w jakim trybie do stwierdzania zgodności bądź niezgodności ustawy z Konstytucją.
Z czym w tej sytuacji mamy do czynienia?
– Ze strony części elit sędziowskich mamy do czynienia z ewidentnym łamaniem Konstytucji RP i nieprzestrzeganiem porządku prawnego. Co więcej, te środowiska tego rodzaju zarzuty wysuwają pod adresem tych, którzy zgodnie z Konstytucją mają prawo ten porządek prawny w państwie ustalać. Pokrętnie powiadają, że ustawa nie może zmieniać postanowień Konstytucji RP. Oczywiście, że tak, tylko proszę mi wskazać, która ustawa zmienia postanowienia Konstytucji? Wiem, o czym myślą te elity sędziowskie, że w Konstytucji jest zapisane, iż prezydent powołuje na sześcioletnią kadencję, ale w tej samej Ustawie Zasadniczej jest napisane, że wiek sędziów, po osiągnięciu którego przechodzą oni na emeryturę, określa ustawa.
Powiadają więc, że ustawa określiła wiek, a ustawa nie może zmieniać Konstytucji. Tymczasem ta ustawa właśnie wypełnia postanowienia konstytucyjne. Ustawodawca zwykły działa w tym wypadku na mocy wyraźnego upoważnienia konstytucyjnego, mianowicie, że wiek, po osiągnięciu którego sędzia przechodzi w stan spoczynku, określa ustawa. W tej sytuacji nasuwa się pytanie retoryczne: czy można bronić Konstytucji metodami niekonstytucyjnymi? Okazuje się jednak – myślę tu o opozycji totalnej i elitach sędziowskich, pomimo mnóstwa zaprzeczeń w takim rozumowaniu – że można żyć w takiej schizofrenii i zakłamaniu.
Profesor Gersdorf, która gości w niemieckim Karlsruhe, gdzie wygłosiła wykład pt. „Polskie państwo prawne: stracone szanse?”, podczas konferencji prasowej powiedziała, że będzie I prezesem na uchodźstwie. Jak to skomentować i jakich działań możemy się spodziewać po prof. Gersdorf, która wciąż trwa w mniemaniu, że jest I prezesem Sądu Najwyższego?
– Zachowanie prof. Gersdorf mogę skwitować uśmiechem, bo nie chciałbym się silić na bardziej dosadne określenia. Bardzo słusznie pan redaktor określił, że prof. Gersdorf trwa w mniemaniu. Warto też zwrócić uwagę, gdzie prof. Gersdorf się uskarża – mianowicie w tym państwie, które samo ma wiele na sumieniu w odniesieniu do praworządności. Nie mówię tego o obecnych czasach, ale o całej przeszłości. Wydaje się, że prof. Gersdorf zapomniała, ile krzywd Polacy doznali ze strony Niemców, i dzisiaj, za pieniądze niemieckie jedzie tam uskarżać się na suwerenną, demokratyczną Rzeczpospolitą. Myślę, że to dyskwalifikuje ją jako sędziego, nie mówiąc już o tym, że taka postawa przynosi jej wielką ujmę jako zwykłemu człowiekowi.
Jeżeli Niemcy tak troszczą się o praworządność, to należy oczekiwać, żeby zaczęli najpierw od siebie, a w szczególności żeby naprawili krzywdy, jakie wyrządzili Polakom w czasie II wojny światowej. Tym samym praworządność powinni zacząć od siebie. Niedopuszczalne jest bowiem, żeby prezes niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Bettina Limperg pouczała Polaków, jak wygląda demokracja. Kto jak kto, ale Niemcy nie mają tytułu moralnego do pouczania Polaków o demokracji, o praworządności. Myślę, że prezes Bettina Limperg zaszkodziła relacjom polsko-niemieckim, po drugie, że również jako sędzia wkroczyła w tę sferę, w którą sędziemu wkraczać nie wolno – mianowicie w politykę oraz w wewnętrzne sprawy drugiego suwerennego państwa.
Powinniśmy się domagać przeprosin?
– Chciałbym usłyszeć reakcję ważnych postaci życia politycznego Niemiec na zachowanie – w moim przekonaniu – bardzo niestosowne prezesa tamtejszego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Taka reakcja powinna nastąpić, bowiem prezes tak ważnej instytucji podjął działania polityczne o charakterze międzynarodowym, ingerując w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa. Według mnie, jest to niedopuszczalne nie tylko na gruncie prawa polskiego, ale również – jestem o tym przekonany – na gruncie prawa niemieckiego.
Jestem ciekaw, co więcej, oczekuję ze strony ważnych polityków niemieckich stanowczych reakcji na tę skandaliczną wypowiedź. Jeszcze raz chcę podkreślić, że prof. Gersdorf pojechała do Niemiec za niemieckie pieniądze, co też nie pozostaje bez znaczenia. W szczególności, czy przystoi to polskiemu sędziemu, który do niedawna piastował urząd I prezesa Sądu Najwyższego. Ta sytuacja również nie przysparza splendoru środowisku sędziowskiemu, a zwłaszcza środowisku Sądu Najwyższego, i tak na dobrą sprawę obnaża to środowisko.
Czy po tym, co w Karlsruhe usłyszeliśmy od prof. Gersdorf, ale także ostatnie wydarzenia przed Sejmem – skrzętnie rejestrowane przez liberalne stacje telewizyjne, aby je publikować na Zachodzie – możemy się spodziewać dalszego grillowania Polski ze strony instytucji unijnych?
– Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na to, że stacje telewizyjne czy w ogóle media nienależące do polskiego kapitału pilnie obserwują to, co się dzieje przed Sejmem. Moim zdaniem, celem jest to, żeby zarejestrować zachowanie polskich władz, polskiej policji, ale jak widać, polska policja zachowuje daleko idącą wstrzemięźliwość, powściągliwość, ale jednocześnie wykazuje stanowczość. Natomiast część mediów i opozycja totalna oczekuje scen, które będzie można pokazać poza granicami Polski jako wyraz łamania prawa. Z tego względu, że nie mogą się doczekać takich scen, za pomocą których można byłoby kompromitować Polskę za granicą, dopuszczają się różnych prowokacji.
Na szczęście – jak do tej pory – prowokacje nie przynoszą efektów czy skutków, na których opozycji zależy. Widać niecierpliwość po stronie opozycji totalnej jest wielka. Dowodem są chociażby wydarzenia z grudnia 2016 roku podczas pamiętnego „ciamajdanu”, kiedy chcąc pokazać światu ofiary prześladowań w Polsce, jeden z uczestników protestu przed Sejmem położył się na ulicy, udając nieprzytomną ofiarę agresji władzy. Dobrze, że także inne od mainstreamowych mediów stacje telewizyjne zarejestrowały tą symulację, obnażając, jakie są dążenia opozycji. To dowód, że prowokują i chcą doprowadzić do incydentów, które będzie można pokazać na świecie jako dowód na prześladowania w Polsce.
Nie obawia się Pan, że w końcu może się to wymknąć spod kontroli?
– Myślę, że niedoczekanie opozycji. Polskie władze są powściągliwe, ale też stanowcze, a zatem sprowokować się nie dadzą, natomiast na skrajne naruszenia prawa będą reagować odpowiednio do sytuacji. Wiem, że po stronie części społeczeństwa cierpliwość się wyczerpuje. Docierają do mnie sygnały, że ludzie domagają się bardziej stanowczej reakcji ze strony władz na łamanie prawa przez część opozycji i przez przedstawicieli niektórych ruchów, które najczęściej w swej nazwie mają słowa obywatelski, ale nic z tą obywatelskością nie mają wspólnego. Dochodzi do sytuacji bezprecedensowej, kiedy agresorzy chcą się pokazać jako ofiary agresji. Tak to niestety jest, że ci, którzy nie reprezentują interesów zdecydowanej większości obywateli, zazwyczaj w nazwie mają „obywatelski”. I na tym to polega.
Jaka kara powinna spotkać posłów Schmidt, Scheuring-Wielgus i Petru, którzy łamią prawo w miejscu pracy? Czy immunitet poselski powinien obejmować posła, który w sposób jawny łamie prawo, naruszając bezpieczeństwo i powagę Sejmu?
– Ta sprawa jest przedmiotem badania przez stosowne organy państwowe i wierzę, że odpowiednie konsekwencje zostaną wyciągnięte. Poseł również może zostać pozbawiony immunitetu, ale o tym decyduje Sejm, jeżeli są ku temu podstawy.
Jako szef Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka spotyka się Pan z agresją ze strony niektórych posłów, co więcej, stał się Pan przedmiotem agresji i ofiarą hejtu. Pisarka Maria Nurowska na Facebooku chwali się, że zrobiła laleczkę voodoo i że wbija w nią szpilki… Czy to wszystko nie zmierza w złym kierunku?
– To jest przejaw skrajnej frustracji środowiska, które nie może się pogodzić z werdyktem wyborczym środowiska, które ma wielkie mniemanie o sobie, które uważało się i uważa za elitę Narodu Polskiego, która powinna decydować o losach państwa. Przede wszystkim jestem odporny na tego rodzaju wypowiedzi i zachowania. Siłę czerpię z Góry. Bardzo bliskie – zwłaszcza w ostatnich latach pracy w parlamencie – są mi słowa Psalmu 23: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” i Psalmu 29: „Pan da siłę swojemu ludowi”. Dlatego tego rodzaju groźby, bo w takich kategoriach należy to rozpatrywać, nie robią na mnie wrażenia, bo siłę czerpię od Pana Boga.
Natomiast odwrotnie od celu zamierzonego przez atakujących rodzi się wielkie dobro – zazwyczaj tak bywa, że ze zła Pan Bóg wyprowadza dobro. I ta sprawa dotycząca zmian w państwie jest tego najlepszym przykładem. Obnażone zostało wnętrze tych, którzy się uważali za elity, to oni zarzucają ludziom popierającym ugrupowanie, które reprezentuję, że są ciemnogrodem, średniowieczem, tylko jakie metody oni sami stosują, także odnośnie do mojej osoby? Myślę, że oczy polskiego społeczeństwa coraz szerzej się otwierają, Polacy widzą, kim w swoim wnętrzu są osoby uważające się za elity III RP.